Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Axel Willner to strasznie konsekwentny gość, który jeszcze w poprzedniej dekadzie skonstruował oryginalny jak na tamte czasy język medytacyjnego minimal techno i za żadne skarby tego świata nie chce z niego zrezygnować, czego dowodem The Follower. Szwed raz jeszcze skupia się na majestatyczności pętli i spaja je w dziesięciominutowe pasaże naszpikowane mikrozmianami rytmicznymi. Lecąc truizmem: niby nihil novi, ale to wciąż bardzo przyjemna godzinna sesja, do której, jeśli nie ma się aktualnie pod ręką pastelowego From Here We Go Sublime, niekiedy warto wrócić. –W.Tyczka
"Powrót" Underworld to dobry powód by pogodzić się z myślą, że prawie sześćdziesięcioletni Karl Hyde ma głęboko w nosie parkietowe trendy. Swoje brytyjskie techno-dziatki na początku lat dziewięćdziesiątych już odchował i niechybnie zmierza w stronę wydawniczego marazmu. Najpierw zbiera mu się na bezpieczne piosenki z Eno, a teraz postanowił sklecić zgrabne i ciężkie do znienawidzenia dziełko swojego głównego muzycznego projektu. Barbara Barbara, We Face A Shining Future nie da się nie lubić, bo jest tu cała ta prog-house’owość kojarzona z post-STITI (Second Toughest In The Infants, jakby ktoś miał problem z rozczytaniem akronimu) erą UW i powtarzane w kółko mantra-frazy. Żaden psychofan przeklinać nie będzie, ale świat komputerowo generowanych dźwięków dzięki tej płycie również wiele nie zyskał. –W.Tyczka
W pierwszej klasie liceum zakupiłem najki w których chodzę do dziś. Te cholerne buty mimo dosłownie setek przebytych kilometrów, godzin lekcji wf i innych możliwych form eksploatacji obuwia wciąż trzymają się znakomicie – może tylko trochę przemakają, gdy pada. Czy nowy utwór QueBONOfide każe mi je wyrzucić i na zawsze opluwać drzwi większości sklepów z odzieżą sportową? No ej, dajcie spokój, ZROZUMIAŁEM PRZEKAZ, więc nie pozostaje mi nic innego jak dalej dbać o moje sofixy, ucałować łyżwę i ripitować "Bollywood", ze świadomością, że moje problemy są ważne jak karnet na siłkę Ryszarda Kalisza przy codziennej walce o życie faceta, który podrzyna gardło psu, albo "tej odzianej w kaszmir Aiszy modlącej się do niebios", czy małego chłopca z gołym siusiakiem.
Ten utwór jest naprawdę trudny do zrecenzowania, bo przecież poruszony problem jest poważny, ale jak tu nie żartować, gdy już w intrze o nierównościach społecznych w Indiach, Que powtarza tekst "Szejka", czyli jego drugiego utworu opublikowanego 17 maja, który sam jest parafrazą "Kasy I Seksu" Maryli Rodowicz? Z kolei w refrenie Czesław Mozil (w mojej wyobraźni ubrany w sari) zadaje pytanie "Gdzie te uśmiechy jak z Bollywood?" odpowiadam – jeden z nich w Łodzi przy Alei Politechniki, gdzie właśnie piszę ten tekst. Już zacząłem machać rękami w momencie, w ktorym Gibbs podkręca tempo w refrenie, ale w porę się opamiętałem, bo przecież już wiem, że gdzieś dla kogoś Boga nie wystarczy. –A.Kasprzycki
Jesteśmy już grubo w drugiej połowie maja, a dalej nigdzie nie widać zapowiedzianej na ten miesiąc EP-ki BOYBOYA. Zaostrzają się za to nasze apetyty na to wydawnictwo, bo jakiś czas temu artysta do dwóch wcześniej zaprezentowanych utworów dorzucił trzeci. Koleś poszerza w "Vices" wachlarz swoich trików i przy okazji potwierdza spory talent songwriterski. Najpierw czaruje przy pomocy handclapów i uroczej klawiszowej melodyjki, która następuje po najbardziej wyczillowanym z jego dotychczasowych refrenów, a pod koniec niespodziewanie, gwałtownie wyprowadza nas z tej strefy komfortu. A, no i do tego robi to wszystko z palcem w nosie, hehe. –S.Kuczok
Pierwsza połowa najnowszego singla Metronomy, jedynego na razie zwiastuna nadchodzącego w lipcu Summer 08 to podręcznikowa definicja muzycznej słabizny. Toporny, oparty na czterech dźwiękach motywik przewodni jest na zmianę wygrywany na basie i męczony wokalnie przez Josepha Mounta. Atmosfera zaczyna w pewnym momencie się zagęszczać, więc można optymistycznie przypuszczać, że zaraz zostaniemy wyciągnięci z tego impasu. Zamiast tego dostajemy pseudo-climax, pojawia się stara sprawdzona zagrywka polegająca na czterokrotnym jebnięciu w werbel i zespół zaprasza nas do tańca, ale noga jakoś nie chce nawet drgnąć. Krótko mówiąc – nic tu nie zagrało, nie polecam. –S.Kuczok
Po trzech latach od poprzedniego wydawnictwa duet Holy Ghost! nie wykazuje się szczególną płodnością – ich nowa EP-ka zawiera zaledwie 4 pozycje. Moje pierwsze spotkanie z tym materiałem było niesamowicie pozytywne i już miałem typować Crime Cutz jako znakomity odpowiednik zeszłorocznego Vega Intl. Night School, lecz z każdym kolejnym odsłuchem zacząłem dostrzegać pojedyncze niedociągnięcia, które łącznie sprawiają, że nowojorczykom w korespondencyjnym pojedynku ciężko przebić Neon Indian. Porównaniu trafności dodaje fakt, że sam Alan Palomo zremiksował, moim zdaniem najlepszy utwór na płycie, czyli tytułowe "Crime Cutz".
Mimo że nieco wyżej zwracam uwagę na krótką listę utworów, to paradoksalnie wadą tej EP-ki jest jej nadmierna długość. Nick Millhiser i Alex Frankel obierają ścieżki przetarte już na poprzednich nagraniach, więc z jednej strony ciężko udawać zaskoczenie, bo nawet u nich to wszystko już było, ale trzeba przyznać, że to wciąż naprawdę niezła i dość świeża retrospekcja synthów lat 80, z dodatkiem Jacksonowego vibe’u i gitarek w stylu Nile’a Rodgersa. Niemniej w szczytowym momencie imprezy raczej dalej będę szalał pod "Glitzy Hive", a numery z Crime Cutz zostawię na tę porę nocy, kiedy jeszcze pląsam, ale taksówka jest już w drodze. –A.Kasprzycki
W swojej wcale-nie-ostatniej piosence MØ wskakuje gdzieś między Charli XCX a wszechobecne aktualnie klimaty majorlazerowe. Nie wiem na ile pomagał w napisaniu utworu MNEK, o którym Dunka wspominała w jego kontekście, ale być może akurat napisał ten całkiem przyjemny refren, który niespodziewanie ratuje "Final Song" od RMF-owej nudy, choć może tylko sobie to wmawiam, bo słuchając uśmiechnąłem się pod nosem na myśl o Afro Kolektywie. –W.Chełmecki
Sampha wykonuje pierwszy wydawniczy ruch od dawien dawna i muszę przyznać, że bardzo w smak mi ten niepozorny, narracyjnie zniuansowany powrót. "Timmy’s Prayer" to, zgodnie z nazwą, wyrastająca z tradycji uroczystego, modlitewnego r&b rozprawa autora nad ostatnimi dwoma latami życia. Jak zwykle organiczna produkcja przefiltrowana jest tu przez prawidła atmosferycznej elektroniki spod znaku Jamiego xx, i brzmi to wszystko na tyle wciągająco, by z ciekawością na nowo skierować swoją uwagę na Brytyjczyka i wyczekiwać jego kolejnych kroków. -W.Chełmecki
Nestorzy eksperymentalnego hip-hopu wracają po siedmioletniej przerwie i serwują nam comeback w całkiem niezłym stylu. Utwory znajdujące się na tym albumie są antytezą tego, co obecnie dzieje się na współczesnej awangardowej scenie rapowej. Podczas gdy Death Grips i clipping. z uporem maniaka wiercą coraz większą dziurę w głowie słuchacza, autorzy słynnego Absence postawili na nieco bardziej wyrafinowane środki przekazu.
Podobnie jak ich następcy, Dälek skupiają się na ukazywaniu znaków zwiastujących apokalipsę XXI wieku. Na szczęście przy całej tej antyglobalistyczno-rebelianckiej wyliczance, udaje się im uniknąć kaznodziejskiego tonu. Pozornie agresywne wokale giną gdzieś w otchłani onirycznej ściany dźwięku. Spychane na dalszy plan, protestacyjne hasła są manifestem cynicznego obserwatora, który dławi się rzeczywistością. Autor tych tekstów dojrzał do pogodzenia się z porażką swojej kontestacji. Warto faceta posłuchać i zobaczyć, że taka optyka jest bardziej wartościowa niż idealistyczne rozbijanie głowy o ścianę. –Ł.Krajnik
Nie da się ukryć, że grime jest na fali wznoszącej. Po zeszłorocznej fali świetnych singli, świetnych instrumentalnych materiałów, po świetnym Integrity JME, przyszedł czas na rok 2016, w którym Skepta atakuje jeszcze lepszą Konichiwą (której recenzję powinniście móc przeczytać u nas już wkrótce). Na tym jednak się nie kończy, bo jeden z najbardziej obiecujących graczy na brytyjskiej scenie, Stormzy, autor hitowego "Shut Up" znowu wjeżdża z buta miażdżącym kawałkiem. Podparty ciężkim, mrocznym podkładem i takim samym teledyskiem, londyński MC z zabójczą precyzją składa i rzuca wersy i uświadamia słuchaczy, że prawdopodobnie to on jest numerem dwa w Zjednoczonym Królestwie. A w przyszłości, kto wie, może jego pozycja będzie jeszcze wyższa. –A.Barszczak