SPECJALNE - Rubryka

Ekstrakt #10 (SAFE)

6 września 2026

Nie ma co ukrywać, że obecnie słuchamy muzyki główne za pośrednictwem serwisów streamingowych. Dlatego wracamy do Was z dziesiątym już odcinkiem rubryki Ekstrakt i przedstawiamy naszą subiektywną listę wydawnictw, których brakuje nam w szerokim streamingu. Stąd tytuł SAFE, czyli Streamingowe Absencje: Feature Ekstrakt. Nie tylko wskazujemy najbardziej bolesne dla nas braki, ale również próbujemy uratować przed zapomnieniem rzeczy, do których dostęp jest niestety utrudniony.

Oczywiście na naszej liście stu wydawnictw nie zawarliśmy wyłącznie tych, których zupełnie brakuje w streamingu. Musieliśmy ustalić jakieś kryteria doboru i podejść praktycznie do rzeczonych absencji. Stąd też nie wzięliśmy pod uwagę płyt znajdujących się na co najmniej dwóch serwisach (Apple Music i Tidal), a było ich całkiem sporo (to m.in. albumy takich wykonawców jak Joanna Newsom, Bonnie Prince Billy, Księżyc, Rafael Toral, Hotline TNT, Skee Mask, Monoton, Merzbow, Jim O'Rourke, Nurse With Wound, Deerhoof, Xiu Xiu, Morton Subotnick, Glenn Branca czy Derek Bailey). Uwzględnialiśmy za to ważne dla nas albumy, które można znaleźć tylko na jednym z trzech najpopularniejszych serwisów. Do listy dodaliśmy też płyty, które teoretycznie są w streamingu, ale ze względu na nasze położenie geograficzne albo dystrybucyjne prawa nie są dostępne dla słuchaczy z Polski. Należy też pamiętać, że nasza selekcja może bardzo szybko się zdezaktualizować i wkrótce jakieś pozycje z listy wpadną do streamingu (co by nas cieszyło). Sami mieliśmy kilka przypadków, gdy rozważane przez nas do listy albumy pojawiły się w streamingu (chociażby Songs To Remember Scritti Politti).

Ograniczyliśmy się do stu pozycji, choć ta lista mogłaby być nieco dłuższa (nie zmieścili się m.in. Chaz Jankel, Ewa Braun, The World Of Arthur Russell, Le Knight Club, Nawąchawszy, J Spaceman & Matthew Shipp, Golden Apples of the Sun, Rapeman, Blazing Arrow, Monks, 26 Mixes Mixes For Cash i Caustic Window, Pizzicato Five, Basspace, "Flowers Bloom", Electric Birds, Thomas Bangalter, Nielegalna, RAMZi, The Parker Tapes, Gravediggaz, Little Crushes, Beto Guedes, Nuggets: Original Artyfacts From The First Psychedelic Era [niepełne wersje w streamingu] czy Krzysztof Ścierański). No i oczywiście kierowaliśmy się zasadą "jeden wykonawca na jedno miejsce", dlatego przy niektórych miejscach sugerujemy inne albumy danego wykonawcy lub rzeczy zbliżone do danej pozycji. A na samym końcu przygotowaliśmy bonus z zestawem 20 trackowych absencji. To chyba tyle jeśli chodzi o wstęp. Zapraszamy do zapoznania się z naszym wyborem i już z tego miejsca zapraszamy na kolejny odcinek Ekstraktu, w którym podsumujemy muzycznie powoli kończący się rok.


 

cover

12 Rods
Bliss
1993, self-released

Zanim ekipa z Minneapolis zadebiutowała w barwach oficyny V2, ujawniła (na kasecie) własnym sumptem tę kolekcję, portretującą jej wczesne oblicze, dość ostro jeszcze zainspirowane swarliwym funk-metalem Jane's Addiction. Ale od początku słychać było u nich zalążki własnego, fascynującego stylu, na przecięciu skłonności hard-rockowych, nowofalowych i dream-popowych. Ryan dopiero uczy się tu śpiewać, jego brat Ev uczy się realizować, ale perkusista Christopher McGuire już wtedy bębnił wybornie i niekonwencjonalnie. Dla fanów obowiązek, dla reszty – ciekawostka. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »

przeczytaj "A Very Special Christmas"


cover

808 State
New Build
1988, Creed

Pisaliśmy:
Zespół najpierw funkcjonował jako trio, w skład którego wchodzili zafascynowany soulem Martin Price pracujący wtedy w sklepie z płytami i mający swój własny label Creed, a odwiedzali go interesujący się wszelką elektroniką, nieformalny lider ekipy Graham Massey i trzymający rękę na pulsie amerykańskiego house'u Gerald Simpson. Razem stworzyli hiphopowy (!) team, ale szybko POŁKNĘLI BAKCYLA acid house'u i nagrali debiutancki album Newbuild pod szyldem 808 State, którym zajarali się Richard D. James czy kolesie z Autechre. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »

przeczytaj "Porcys's Guide to Pop: Addendum"


cover

A Guy Called Gerald
Black Secret Technology
1995, Juice Box

Patrząc na ważne wydawnictwa z ostatnich lat, księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Basic Channel to dziś już nie tylko instytucja dub techno, pionierzy gatunku, którego echa (nomen omen) znajdziemy daleko poza muzyką elektroniczną – ale wręcz gatunek sam w sobie. Jednocześnie w wyścigu o tytuł najbardziej wpływowych nurtów lat 90. niemiecki duet ma sporą konkurencję – to szczytujące w tym samym momencie jungle i wypływający z niego drum’n’bass, do dziś uchodzące za uchylające kurtynę przyszłości, wizjonerskie i wyznaczające drogę dla najciekawszych zjawisk kolejnych lat, od nokturalnego trip-hopu drugiej połowy lat 90. po Buriala ("podobno jest całkiem sławny", jak mówi o Kafce grana przez trendującą ostatnio w związku z rolą w Odysei Samanthę Morton Hazel w Synekdoche, New York).

Sowa Minerwy dawno zaś już wyleciała i niewiele chyba istnieje bardziej uniwersalnych kompromisów dotyczących oceny muzyki sprzed 30 lat jak ten, że Guy Called Gerald jest król jungle’i. Wymowne, że wspomniany Burial mówił w rozmowie z Markiem Fisherem, że pracując nad Untrue słuchał wielu nagrań byłego członka 808 State, jednak nie miał dostępu do tak fantastycznych wokalistów i wokalistek, jakich u Geralda znajdujemy na każdym kroku. Z kolei jeden z najbardziej wyrazistych politycznych statementów opisywanego przeze mnie niżej Autechre, czyli EP-ka Anti, opublikowana jako protest przeciwko konserwatywnemu prawu Criminal Justice and Public Order Act z 1994 roku każe myśleć o Black Secret Technology jako pożegnaniu z wyjątkowo fascynującym okresem w historii rave’u i Wielkiej Brytanii – oraz jego spektakuarnym ukoronowaniu. –Łukasz Łachecki 

posłuchaj »


cover

Abrildefresa
No Es Temporada De Fresas
2020, self-released

Tym udostępnionym jedynie na SoundCloudzie minialbumem (kompilacją?), Chilijczyk Max Andrés Sánchez automatycznie wstrzelił się do czołówki klasyków modernistycznego trapu obecnej dekady. No Es Temporada De Fresas jest pełen szalenie intrygujących eksperymentalno-poptymistycznych jointów w zachmurzonej, nostalgicznej odsłonie. No i już na zawsze zostanie ze mną w roli pocztówki z dziwnego czasu pandemii. Mogę tylko żałować, że Max już pewnie nigdy nie wróci do takich piosenek, bo przy swoich kolejnych nagraniach postanowił podbić mainstream i wykonał skok jak Paweł Jumper, a może nawet jak Bierecki. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »


cover

Acid Mothers Temple & The Melting Paraiso U.F.O.
La Nòvia
2000, Eclipse

Śmieszne (o ile), że wcześniej japońskie imię "Makoto" padło na Porcys (i to bodaj dwukrotnie – recki Mu i Mando Diao) w kontekście zwariowanego kolegi Tomka Gwary (którego to Japończyka w sumie nie jestem pewien, czy poznałem – ale chyba jednak nie...), niż projektu muzycznego AMT, wspomnianego dopiero przez Nowo w rubryce Live 2006 (cytuję, bo fajne: "było to wydarzenie, które niechybnie umieszczę na kartach mojej biografii roboczo zatytułowanej Tygrysia Maska Vs. Reszta Świata"). Po latach prowadzeni przez mistera Kawabatę przedstawiciele nieformalnego nurtu Nihon No Hardcore czyli ostrej psychodelii z kraju Wiśni są historycznie dokładnie tam, gdzie powinni – straceni dla mas, wyznawani przez gromadkę freaków. Makoto natrzaskał tych płyt z miliard przez "bez mała ileśtam" lat i najgorsze (?), że ilekroć którejś słuchałem, to mi się podobała (na przykład sławna RENDYCJA In C, Geocentric World lub Electric Heavyland, acz niektóre robiły wrażenie średnio penetrowalnych – pierwszą wielką inspiracją Kawabaty był Stockhausen). Na tym tle La Nòvia według mnie odznacza się sporą treściwością. Ta potężna przeróbka starej francuskiej pieśni trubadurów z Oksytanii motywicznie i około-world vibe'em przypomina nieco Amon Düül II z Phallus Dei, formą i napięciami GYBE!, a modalnością (40 minut na jednym akordzie – hey, not bad)... tak, zgadliście: Rileyowski, "korzenny" minimalizm. No i git, w porządku jest, dobrze robią. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Adam F
Colours
1997, Positiva / F-Jams / Astralwerks

Pozbawiony uprzedzeń odsłuch Colours zadaje kłam wszelkim oszczerstwom (że nepotyzm, że ten... ) pod adresem Fentona, bo to niewątpliwie jedno z najbogatszych długogrających dzieł całego nurtu. Trąbkowo-Rhodesowe kolaże "73" są żywcem wyjęte z Bitches Brew. Vocoder w "Music In My Mind" pachnie electropopem. Często wkrada się tu wczesny Goldie ze swoja pop-jungle'ową starannością (wstęp do "Jaxx" to wręcz bezczelny cytat z "Inner City Life" – ale ja akurat ten klimat tak lubię, że wybaczam). Za sprawą wokalu Tracey Thorn nostalgiczne "The Tree Knows Everything" płynie niczym remix Everything But The Girl. Zaś Adam panuje nad formą i nic nie umyka jego uwadze. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Agnieszka Maciąg
Marakesz 5:30
1996, Zic Zac

Po dwóch monumentalnych pieśniach otwierających OWE dzieło (no comments), reszta tracklisty to bogaty melanż dobrego muzaku (nawiązując do Reynoldsa i jego rozróżnienia na dobre i złe retro – jak dobry i zły cholesterol). Klasyczna bossanova, ambitniejsza odmiana francuskiego chanson, brytyjskie mondeo i acid jazz. Przemyka też urywek z house'u Larry’ego Hearda ("Give It Up") i odrobina ambient popu ("Unoszę się" z basowym cytatem z "We Are the Music Makers" Aphex Twina). A obok perwersyjnie rozerotyzowane nawiązania do prowokacyjnych melodeklamacji Vanessy Daou i gregoriańsko-new age’owych projektów w rodzaju Enigmy. Jest też trip-hop à la Massive Attack z Protection, liryczna odsłona De Mono, w którego klipach artystka zresztą grywała, downtempo ze smooth-jazzowymi akcentami oraz łagodna odmiana eurodance. Nie wszystkie z tych prób są udane, nie wszystkie się bronią, ale czy to powinno być kryterium zaliczenia do kanonu? Słyszałem mnóstwo płyt, które teoretycznie broniły się od każdej strony, lecz w praktyce ani razu nie chciałem do nich wrócić… –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »

przeczytaj "Najlepsze polskie single XX wieku"


cover

Air
Music For Museum
2014, Vinyl Factory

Pisaliśmy:
To bez wątpienia najbardziej osobne wydawnictwo w dorobku francuskiego duetu Godin / Dunckel. Nigdy wcześniej nie stworzyli materiału tak skrajnie kontemplacyjnego, ambitnego i dojrzałego, wyswobodzonego z objęć relaksującego lounge'u, ostentacyjnie porzucającego piosenkowy format na rzecz ambientalnych ilustracji. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »

przeczytaj "100 najlepszych płyt 2010-2014"


cover

Akufen
My Way
2002, Force Inc.

Pisaliśmy:
Umps ciki HAUPNI bumps ciki cyks dżónks HAUPNI bumps ciki cyks who damn! Bom drink HAUPNI damn! Szzz bom who bumps ciki cyks HAUPNI bumps ciki cyks [brzdęknięcie banjo] szzz bom HAUPNI i powtarzamy frazę. I ruszamy bioderkiem. I uśmiechamy się. Taaak. I rozluźniamy mięśnie. I znowu umps ciki HAUPNI bumps ciki cyks dżónks HAUPNI bumps ciki cyks who damn! bom HAUPNI... –Krzysztof Zakrocki

posłuchaj »

przeczytaj recenzję
przeczytaj "100 Płyt 2000-2004"
przeczytaj "100 płyt 2000-2009 na świecie"


cover

Alejandra & Aeron
Bousha Blue Blazes
2003, Orthlorng Musork

Dość unikalne dziełko specjalizującego się w bardzo osobnej muzyce duetu Alejandra & Aeron. Tytułową postacią jest babcia Aerona – Bousha Bergman, która pojawia się czasem w tych niby-piosenkach, nawet przygrywając na gitarze. Sam album to rzecz na granicy avant folktronki, eksperymentów z field recordingiem i electroacoustic, glitchu czy ambientu. W konsekwencji wszystko to buduje pomost między intymnością Dntela z debiutu, kolaży The Books, awangardowych tricków Dorine Muraille'a czy filozofii ambientu Terre Thaemlitz. Warto sięgnąć i wsłuchać się w te nietuzinkowe utwory, zwłaszcza podczas jesiennych wieczorów, które już za moment zdominują rzeczywistość. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »


cover

Alibabki
Zagrajmy w kości jeszcze raz
1977, Polskie Nagrania Muza

Pisaliśmy:
Właściwie każda z dziesięciu piosenek jest z nieco innej bajki, a jednak składają się na bardzo sensowną całość. To, że są różne, dziwić nie może – ta płyta to pewien the best of, nagrany na podsumowanie najważniejszego okresu w dziejach grupy, pełnego zresztą zmian składów i wynikających z nich sporów o nazwę. –Kamil Babacz

posłuchaj »

Sprawdź też: Alibabki: Remanent

przeczytaj "Najlepsze polskie płyty XX wieku"


cover

Astrobotnia
Parts 1, 2 & 3
2002, Rephlex

Pisaliśmy:
Brzmienie, spójność, czytelność, a także skromność kontrastująca z kosmicznymi aspiracjami, to cechy, które poza samą muzyką mnie przekonały i ujęły. Takie wałki, jak "Acidophilus", "Wing Thing", "Track 1" z części drugiej, "Drops", "Bifidus", "Leftlovers" dołączyły do mojego kanonu muzyki pochodzącej od "mózgu na stopie". –Krzysztof Zakrocki

posłuchaj »

przeczytaj recenzję


cover

Atman
Tradition
1996, Fly

Pisaliśmy:
Atmanowi udało się stworzenie brzmienia, które było kreatywną i błyskotliwą, ale mimo wszystko kontynuacją pewnego trendu w muzyce. Jestem przeświadczony, że ta muzyka, w swojej kategorii, nie ma sobie równych na świecie. Patos, Portos i Cersanit. Polska GOLA. –Paweł Nowotarski

posłuchaj »

przeczytaj "Najlepsze polskie płyty XX wieku"


cover

Autechre
AE LIVE 2022
2023, Warp

To opublikowane na początku grudnia 2024 roku, 19-koncertowe monstrum doprowadziło do jednego z największych kryzysów w mojej biografii podsumowywacza roku w muzyce. Sam sobie zafundowałem to nieszczęście: postanowiłem, że potraktuję każdy z występów jako oddzielne wydawnictwo, które zasługuje na swoje miejsce w zestawieniu 100 moich ulubionych albumów roku.

Tak oto narzuciłem sobie rygor, który nawet blisko 3 lata później, gdy każdy z live’ów 2022 pozostaje wyprawą na nieznane tereny algoawangardy – od najbardziej powyginanych zwrotów akcji w fusionowej dyskografii Milesa Davisa po mocno zauważalne także podczas ostatniego polskiego występu duetu i niezmienne od lat 90. młodzieńcze zajawki electro i hip hopem – powodować może tylko śmiech. Dajcie się ponieść AE_2022 bez geekowskich kajdan i zanurzcie się w najbardziej niezwykłej komedii nieludzkiej, jaką przyniosła światu obecna dekada. Podczas gdy literaccy nobliści potrafią przez ćwierć wieku przez nagrodą nie napisać nic dobrego, jeden z najbardziej rewolucyjnych duetów współczesnej muzyki elektronicznej wrzuca mimochodem całą Bibliotekę Aleksandryjską. –Łukasz Łachecki

posłuchaj »


cover

Baby Ford
Ford Trax
1989, Rhythm King

Moje top 5 Fordów bez kolejności:

a) Escort matki w którym wymyśliłem reckę Frances the Mute (jeździłem nim zanim kupiłem używaną srebrną Toyotę)

b) auto z okładki Little Deuce Coupe

c) Joel z Tigercity (i z Channel Pressure)

d) Aleksander (reżyser Krzyżaków)

e) Peter Adshead – urodzony w Manchesterze, wychowany w Nowej Zelandii i osiadły w Londynie producent kwaśnych hałsów, autor wciąż niedocenionego debiutanckiego zbioru TRAXÓW rozpiętych od bezdyskusyjnych zapełniaczy parkietu po klimaty z cyklu "Sen dziś miałem ponury jak rany / Że maszyna ożyła w niedzielę" –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Bohdan Smoleń
Rzężenia Smolenia
1989, Tesco

Opener "Mnie się nie pali" brzmi niesamowicie – jak antycypująca hauntologiczny pop 00s hybryda jarmarcznej klezmerki z Brianem Eno circa side B Before and After Science – doznaję… [minęło trochę czasu] Po kilku utworach stwierdzam, że wizja artystyczna Smolenia na tej płycie była dla mnie zbyt trudna – może za 20 lat skumam o co mu chodziło, ale na dziś dzień muszę niestety skapitulować. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Boredoms
Vision Creation Newsun
1999, WEA / A.K.A.

Ansambl "spójny sam ze sobą", rozpoznawalny po jednej nutce, the real thing, definicja kultowości – to chyba wiecie. "Urodzony? FAKT". Dwie dekady temu wspomniany wyżej użytkownik Tygrysia Maska stwierdzał na forum, że "obecnie najlepszego krautrocka grają Kitajce". Wpływ Can czy Faust ewidentny, ale wczesne pół-klasyki typu Soul Discharge, Pop Tatari czy Chocolate Synthesizer eksponowały mocniej ślady Zappy, Hawkwind czy Naked City. Po przekroczeniu rubikonu sławnego Super Ae lider Yamataka Eye wniósł tyle unikalności, że szalikowcy w religijnym uniesieniu ogłaszali "nowe spojrzenie na muzykę". Prototyp ekstatycznie fazowych repetycji klubowych miksów zaaranżowanych na rockowy skład, VCN to pomnik, lecz aby było zabawniej, to prywatnie nawet wolę Rebore Vol. 0, gdzie gościu tak odkrywczo i milutko sam siebie zremixował, że wyszło mu coś między ceremonią z finału strony A Tubular Bells, a proto-AnCo, proto-BlackDice i proto-Excepter minus BeachBoysowe wokale (patrz fragment po 34. minucie – arpeggia palantówy + gaworzenie bobasa). Do zobaczenia (lub nie?) w trzeciej edycji Guide to Pop? Rzekł radiowy klasyk na rocznicę znanej płyty F-Lips: "ostatnia walka Yoshimiego". –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »

Sprawdź też: Boredoms: Super æ


cover

Borixon Hardcorowa Komercja
Nic naprawdę
2003, Fundament

Wprawdzie ten znacząco zatytułowany album z maja 2003 roku znany jest nieco bardziej wnikliwym fanom polskiego hip-hopu, ale do jego kanonizacji jeszcze daleko. Nie dość, że brakuje go nawet w oficjalnym streamingu, a tytuł bywa tu i ówdzie pisany z literówką, to niejasny wydaje się też status wydawnictwa – czy to właściwie solówka Borixona, czy efemeryczny projekt z jego udziałem? Tymczasem wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to od tej płyty należy w naszym kraju datować "newschool", który aktualnie nadaje przecież ton większości przejawów krajowej "kultury młodzieżowej". Dzięki zaskakująco abstrakcyjnym podkładom Ośki (tu jako DJ 100 Karatów) i komediowo urojonym nawijkom gospodarza oraz kilkorga gości (pod względem lirycznym jest to zagubione ogniwo między imprezowym brutalizmem Dirty South, a hiperrrealnym solipsyzmem trapu), materiału słucha się wciąż wybornie. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Café Tacvba
Reves/Yosoy
1999, WEA / Warner Bros.

"Gdyby mieli Messiego, to by nam wcisnęli w końcówce" – rzekł do mnie 8 lipca pewien znany Brytyjczyk, nie dowierzając, że chciało mi się budzić w nocy na 1/8 (cóż, proroctwo spełniło się w półfinale). To czego wtedy zabrakło MEHIKO RA RA RA, to nieszablonowość w grze (ciągle ten sam schemat z wrzutkami na pole karne), którą najsłynniejsza grupa rockowa ich rodaków miała od początku. Filozofia Clash (lub Kultu – jak wolałby recenzent z Allmusic) w pigułce: wychodzimy od punka, zahaczamy często o nieznośne ska i męczący lokalny folk (wychodzi z tego studenckie granie typu Happysad), zaś w highlightach serwujemy JEBANIUTKI pop DRZWIAMI GLOBAL (heh). Za samo "Puntos Cardinales" z Cuatro Caminos "Wiktora bym im dał", ale paradoksalnie najambitniejsze dziełko tych skipowalnych bohaterów, stworzonych nie do kaset, lecz do streamingu i plejek, niedostępne z powodu braku praw do jednego z dwóch kompaktów, poza piosenkami równie odkrywczymi co OKSK ("When is the last time you can say you heard anything really new in popular music? This is new"), daje eksperymentalne fakturowo i artykulacyjnie, niemal instrumentalne futurystyczne rocki, rodzaj wyizolowanego math-jazzu bez nadęcia oraz wprawki poważkowe z udziałem Kronos Quartet. "Naprawdę, na grubo". – Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


cover

Cansecos
Cansecos
2003, Upper Class

Pisaliśmy:
Podobnie jak dokonanie Harta, Cansecos to jeszcze jeden przykład, jak wartościowe rzeczy potrafią powstać i zostać uwiecznione w całkowicie amatorskiej atmosferze home recordings z inicjatywy paru nowicjuszy-entuzjastów. Tandem Bill Halliday / Gareth Jones uprawia przysłowiowy (ale i dosłowny, jak czytamy w środku) bedroom pop, przykładając podobną wagę do chwytliwości melodii, co do świeżości brzmieniowej tkanki. –Michał Zagroba

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Strona #1     Strona #2     Strona #3     Strona #4     Strona #5     Tracki    

Redakcja Ekstrakt    
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)