Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Adult Swim Singles to cudowna inicjatywa, która rokrocznie zasila przemysł muzyczny paroma absolutnie dobrymi piosenkami. W ciągu ostatnich kilku miesięcy rozpływaliśmy się przy sludge’owych riffach Thou, dzięki "Drink Tickets" jeszcze bardziej ostrzyliśmy zęby na zbliżający się longplay Kitty, czy wreszcie ekscytowaliśmy samym faktem obecności kolaboracji MF DOOM x Ghostface Killah (jako DOOMSTARKS). Nawet nieszczęsna Myrkur wzniosła się na wyżyny i zaprezentowała utwór będący zupełnym zaprzeczeniem miałkości serwowanego przez nią na M black metalu. "Dobry rok, dobra selekcja" – miałem na końcu języka, myśląc, że na finiszu serii już nic nie jest w stanie zaskoczyć. A tu proszę – ogromna niespodzianka!
Siedemnasty na dziewiętnaście zaplanowanych odcinków powołał do życia supergrupę przez ogromne "s". Cholerne all-star z prawdziwego zdarzenia, kwiat współczesnej czarnej muzyki w składzie: Flying Lotus, Thundercat oraz Shabazz Palaces. Gościnnie tuz funku, ojciec projektów dla gatunku elementarnych (Parlament/Funkadelic), George Clinton. Rezultat? Bezbłędny mix elementów rewitalizowanego fusion z eterycznością hip-hopowych bitów FlyLo, upłynniona myśl Ishmaela Butlera oraz nienaganna, wybijająca się linia basu. Gdzieś w kuluarach Porcys toczyła się kiedyś dyskusja na temat sensu formowania tego rodzaju zespołów składających się z samych dużych nazwisk, bowiem zazwyczaj bywał tak, iż zderzenie wizji przynajmniej trzech indywidualistów kończyło się fiaskiem. Szczerze wierzę, że mające być czymś więcej niż singlowym projektem WOKE stanowić będzie wyjątek od tej reguły, bo tego rodzaju vibe zawsze w cenie. –W.Tyczka
Prawie pół roku temu Prurient wyszedł naprzeciw wszystkim tym, którzy mimo upływu miesięcy, wciąż pozostają w uczuciowym związku z zeszłorocznym OST do Beyond The Black Rainbow. Dodatkowo twierdzą, iż "carpenterowski" synth lat osiemdziesiątych (z włączeniem tegorocznego Lost Themes) niezmiennie pielęgnuje ich poczucie estetyki, a oprócz tego, z ciekawości – w celach czysto poznawczych, chcieliby kiedyś sięgnąć po outsiderski pakiet dźwięków nieprzerwanie rezonujący na dnie przemysłowych piwnic. I tutaj materializuje się skomponowana przez Brytyjczyka płyta Frozen Niagara Falls – około-industrialny gatunkowy crossover będący dotychczas najbardziej kompleksową i najprzystępniejszą, niemal popową wizją tegoż rodzaju muzyki. Materiał marginalizowany przez harshowych ortodoksów spod znaku Government Alpha oraz miłośników brutalnych dadaistycznych kolaży Kazumoto Endo swoich wyznawców znalazł przede wszystkim w kręgach "odnoise’owionych", gdzie zachwyca atmosferycznością nieskorodowanej Anny Gardeck zderzoną z wizją Prurienta ery Bermuda Drain (pierwszy w dyskografii artysty tak otwarcie mówiący o chęci ocieplenia wizerunku muzyki noise album). Już bardzo dawno, bo od czasów drone noise’u Yellow Swans (Going Places), nie było na świecie tak głośno o jakimkolwiek wydawnictwie z tej gatunkowej niszy. –W.Tyczka
Szczerze mówiąc, nie jestem metalowym specjalistą. Co prawda moja znajomość blacku daleko wykracza poza Deafheaven i dwa kawałki Burzum, ale liczba płyt z tego gatunku, które rocznie obczajam daleka jest od biblijnej liczby bestii. Zespół ten sprawdziłem stosunkowo niedawno, zachęcony różnymi opiniami w Internecie. Wprawdzie płyta jest z lutego, ale na dobre płyty nigdy nie jest za późno, a jesienna aura tylko sprzyja chłonięciu takiej muzyki. Misþyrming to projekt dwóch gości (obecnie skład jest poszerzony z racji koncertów) z Islandii, gdzie rola jednego z nich ogranicza się do tłuczenia w bębny. Nie jest to żaden hipster metal, ani teologiczno-awangardowe granie spod znaku Deathspell Omega. Pieśni Ognia I Chaosu (tak Google Translate tłumaczy tytuł) to zwarta porcja kreatywnego i ciekawego, ale jednak stricte blackowego napierdalania. Utwory nie są na jedno kopyto, riffy są rozpoznawalne, a całość trzyma klimat inny i ciekawszy niż sesja RPG w piwnicy. Jeśli nie macie problemu z szatanem, to polecam gorąco, bo być może to już teraz najlepsza kuc-muza, jaka ukaże się w tym roku –A.Barszczak
Jeszcze na początku roku chwaliłem Arkę za jego Sheep, a ten zdążył już wydać kontynuację w postaci tego cuda. Zapowiedział następcę zeszłorocznego Xen, który ma zwać się Mutant i ukazać się "late fall" tego roku. No cóż, dużo słuchałem jego muzyki, zarówno tej solowej, jak i efektów współpracy z artystkami takimi jak FKA Twigs czy Björk, i bardzo cenię sobie jego twórczość, jednak na tym etapie odczuwam już przesyt. Jego sound jest charakterystyczny, to prawda, ale przez stosowanie po raz n-ty tych samych patentów jego największe zalety – odmienność i eksperymentalność – znikają. "Soichiro", tak samo, jak poprzednie "Vanity", brzmi strasznie wtórnie i niezbyt ciekawie. Oczywiście nie odbieram im jakości, ale no cholera, Alejandro, nie tak się umawialiśmy. –A.Barszczak
Dziesięć powodów, dla których NIE WARTO zawracać sobie głowy piosenką promującą Spectre:
1. Nancy Sinatra "You Only Live Twice"
2. Shirley Bassey "Diamonds Are Forever"
3. Paul McCartney "Live And Let Die"
4. Carly Simon "Nobody Does It Better"
5. Sheena Easton "For Your Eyes Only"
6. Rita Coolidge "All Time High"
7. Duran Duran "A View To a Kill"
8. A-Ha "The Living Daylights"
9. Gladys Knight "Licence To Kill"
10. Tina Turner "Goldeneye" –J.Marczuk
Obudźcie się! Jorge Mario Bergoglio, czyli papież Franciszek, zapowiedział wydanie w listopadzie swojego pierwszego longplaya. Wake Up ma pomóc w rozpowszechnianiu przesłania nadziei, wiary i jedności, stąd w utwory wpleciono między innymi fragmenty homilii wygłaszanych przez zasiadającego na tronie Stolicy Piotrowej Franciszka. Stylistycznie album ma być czymś na przecięciu prog-rocka i chorału gregoriańskiego, co pokazuje pierwszy singiel "Wake Up! Go! Go! Forward!", którego sound Rolling Stone porównał do Godspeed! You Black Emperor (lol). Doceniam cały pomysł z płytą, jednak nie rozumiem, dlaczego zdecydowano się pójść w tak rockistowskim kierunku? No i druga sprawa: spoko riff, ale odpowiadający za kompozycję Tony Pagliuca ułożył trochę zbyt mało hooków jak na mój gust. Ale i tak czekam na LP i mam nadzieję, że pierwsza wizyta w USA zaowocuje w niedalekiej przyszłości (może nie w 2015) kolejnym, jeszcze bardziej interesującym materiałem.−T.Skowyra
Jeśli "Sapokanikan" był stylistycznie bliższy Have One On Me, to ujawniony przed kilkoma dniami "Leaving The City" plasuje się gdzieś koło znakomitego debiutu Newsom. Świadczy o tym przewaga nieodłącznej harfy i brak okalających całość orkiestracji. Choć w gruncie rzeczy w nagraniu można dostrzec agresywniejszy charakter, najmocniej wyeksponowany w quasi-progowym fragmencie na 1:24, sygnalizującym nowe wątki w muzycznym dorobku Joanny Newsom. Jedno jest dla mnie pewne: im kompozycyjnie i aranżacyjnie bliżej The Milk-Eyed Mender, tym lepiej. Nic więc dziwnego, że "Leaving The City", to udany prognostyk przed ukazującym się za niecały miesiąc długograjem Divers. −T.Skowyra
Pamiętam, że Wakin On A Pretty Daze fajnie płynęło i dobrze się tego słuchało. Z nowym krążkiem Vile nie jest już tak miło. Wszystko obraca się w jakiejś dylanowskiej manierze albo brzmi jak Kozelek na dzikim zachodzie, czyli mówiąc wprost − typ przynudza. Kompozycje nie grzeszą oryginalnością i mogą zadowolić chyba tylko tych, którzy cenią "proste piosenki do nucenia". Poza tym ich statyczność zamiast hipnotyzować nuży. Na szczęście nie wszystkie piosenki są tak mętne: opener jest całkiem przytomny, "Life Like This" rytmiką przypomina trochę szkieletowe formy z Field Of Reeds, psychodeliczny instrumental "Bad Omens" jest okej, no i "Dust Bunnies", najlepszy na b'lieve i'm goin down..., gdzie Kurtowi udało się machnąć niezły, zapamiętywalny refren. Ale w związku z tym, że przy reszcie się wynudziłem, to całość oceniam tylko i aż... no średnio. −T.Skowyra
Miejmy nadzieję, że wykres osiągnięć Mikromusic nie przypomina wizualnie krzywej Gaussa, a bardziej jednak sinusoidę, na której cudowna "Chmurka" i sięgająca dna "Krystyno" pełnią funkcję przeciwnych amplitud. Nie wiem, co tu jest najgorsze – topornie wmiksowane, pseudojazzowe klawisze, żenująca próba osadzenia neurozy OK Computer w niby-zabawnym kontekście ona-on-jego stara czy może okropne linijki, mogące spokojnie stawać w szranki z radosną twórczością The Dumplings. Wrocławianom polecałbym jednak celować w zwiewniejsze kawałki, wychodzą im znacznie lepiej. Jedyny plus, że na oczyszczenie odświeżyłem sobie "Paranoid Android" – nadal jest wybitne, Krystyna potwierdzi. –W.Chełmecki
Cascine obchodzi swoje piąte urodziny i na tę okazję pod kuratelą Gorilla vs. Bear powstał mix złożony z utworów artystów związanych z wytwórnią, a wśród nich właśnie "Simple 80". Nie jest to bynajmniej nowy kawałek Jensen Sportag, a odkopana z głębokich archiwów perełka i rzeczywiście – pomimo wyraźniej zarysowanego motywu przewodniego, nie sposób nie wyczuć tu pulsacji "Jackie". Groove, rozszczepiające się linie wokalne, gitarowe wstawki – tak, zdecydowanie jesteśmy w 2009 roku i jest nam tam bardzo dobrze. –W.Chelmecki