Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Seksualizacja amerykańskiego społeczeństwa postępuje. To może mieć poważne reperkusje! Komentarz na polskim Vevo: "Fergie udowadnia, że mamuśki też mogą! Oj mogą! ;)" W Fergie fajne jest to, że potrafi zmodulować głos tak, że sama jakby robi ficzeringi w swoich kawałkach. Produkuje Jamal Jones, autor wielu murzyńskich razowców i kilku kawałków na The Dutchess. –M.Zagroba
Po wyśmienitym, przeraźliwie bezwładnym Watching Movies With The Sound Off ("Avian", "S.D.S", dojebana płytka) Mac Miller miał małe szanse nie zsucharzyć, i kto słuchał zeszłorocznego GO:OD AM, ten wie jak daleko temu do tamtych wyżyn. "Dang! " to jednak zupełnie inna bajka. Pomo wyczarował idealny pod Millera, zamglony podkład, lądujący gdzieś między leniwym nu-disco Basanova a tegorocznym krążkiem Kaytranady i robiący robotę nawet, jeśli nie zwróci się uwagi na takie porozrzucane delicje, jak subtelna, puszczająca oko do 90s’owego bitmejkingu gitka albo narzucający się gdzieniegdzie, metaliczny wtręt – jakieś "Unique" GoldLinka się wkrada, nawet featuring się zgadza. No właśnie: ponoć Anderson.Paak byle gówna nie tyka; w tym wypadku trudno się nie zgodzić. –W.Chełmecki
–R.Gawroński
Nowe wydawnictwo Ramony Gonzalez sprawdzę zawsze, nawet jeśli mam obawy jak w przypadku Liquid Cool. No i niestety, ani zapowiadające LP single ("Boo Hoo" był z nich najfajniejszy), ani cały album nie powalają. Ok, Nite Jewel stawia na oszczędne klawisze, zimny, przeszywający bas i dużo tęsknoty oraz emocji, i tego nie mogę jej odmówić. Jednak czegoś jej bardzo brakuje i chodzi tu oczywiście o świetnie napisane piosenki. Sorry, ale trochę nie wierzę, że jeśli chodzi o porywające tune'y, to stać ją tylko na pisanie kawałków brzmiących jak "średnie Goldfrapp" (myślę o "Kiss The Screen"). Dlatego dopóki atmosfera/klimat wciąż będą górowały nad songwritingiem, dopóty Ramona będzie nagrywać tak nieprzekonujące krążki. –T.Skowyra
Nie wiem czy chłopaki z Fair Weather Friends wzięli sobie do serca moje sapanie sprzed dwóch lat, czy może to kwestia gorącokrwistych, letnich wibracji, ale ich najnowszy singiel to pełnoprawny wakacyjny bengier dla ludzi, którzy wakacje kojarzą głównie ze zmienionym rozkładem jazdy miejskiej komunikacji. Wszystko rozgrywa się w świetnym balansie między koncertowym kopniakiem a subtelnym powiewem powietrza: nie-tak-bardzo zakamuflowany funk od kopa unosi leniwe dupsko, rasowa indie-perka pompuje tempo, a sample suną zwiewnie i chwytliwie w stronę jakiegoś "Collapsing At Your Doorstep". Jeśli nie takich właśnie kawałków życzymy sobie od Czeladzian, to jakich możemy sobie życzyć? –W.Chełmecki
Saksofon i minimalistyczne sample to kombinacja, która perfekcyjnie ukazuje samotność we współczesnych metropoliach. Muzyk z Los Angeles przyrównuje ludzką egzystencję do autostrady, pogrążonej w dźwiękach ulicznego hałasu. Ten specyficzny krajobraz wydaje się być ukryty za gęstą warstwą mgły, rozświetlanej przez nocne lampy.
Anenon bawi się dwoma obliczami swojej artystycznej działalności. Poetycka część jego osobowości jest widoczna w abstrakcyjnych, malowniczych kompozycjach wspomaganych przez piękno akustycznych instrumentów. Z kolei syntezator i komputer to narzędzia stanowiące bardziej przyziemne elementy całości, demonstrujące industrialny charakter L.A. Z tym urzekającym mariażem może identyfikować się każdy samotnik egzystujący w globalnej dżungli. –Ł.Krajnik
Płyta Virginii ma okładkę, która przypomina plakaty promujące dokonania reżyserów francuskiej nowej fali i jest równie elegancka jak twórczość Francois Truffaut. Słuchając utworów zawartych na albumie, możemy poczuć się jak stali bywalcy imprez dla VIPów – glamour oraz trendy 24 godziny na dobę.
Specyficznego smaku dodają również songwriterskie umiejętności autorki Fierce For The Night, która prezentuje się publiczności jako DJka, wokalistka oraz zdolna twórczyni ładnych melodii. Dzięki tym przebojowym zapędom, hermetyczność wyrazistej elektroniki jest w interesujący sposób złamana przez wpadające w ucho refreny. W końcu mamy XXI wiek – teraz już da się ładnie połączyć acid techno i chwytliwy pop. –Ł.Krajnik
Na Duńczyków z Liss natknęłam się przeglądając line-up gdańskiego festiwalu Soundrive. Wydawałoby się, że chłodna Dania nie jest najlepszym podłożem do wzrastania afroamerykańskiego R&B, a jednak soulujący pop z wyważoną linią gitary i emocjonalnym wokalem dotarł nawet tam. Dla czujących dalej nostalgię za Channel Orange Franka Oceana, First może oznaczać koniec poszukiwań zastępników. Ta EP-ka chyba miała być skazana na sukces, skoro pracował przy niej Rodaidh McDonald – producent The xx, Savages czy King Krule. –A.Kania
Po ambitniejszym, stawiającym na niemal popowo-folkowe aranże Wanderlust Sophie wraca do tańca, ale nie zapomina o wydanej w 2014 płycie. Przynajmniej tak podpowiada zwiastun nowego longplaya Familia. Zaczyna robić się miło i rodzinnie, w końcu z tą panią znamy się nie od dziś, ale musimy to jasno stwierdzić: "Come With Us" nie jest hitem tej wielkości co "Me And My Imagination" czy "Music Gets The Best Of Me". Mimo to podoba mi się stylistyczny rejon singla: disco w ujęciu ABBY z prężnymi basami i orkiestrowymi ornamentami, a nawet z solówką, eh. Dodajmy do tego całkiem przejrzysty i w sumie uroczysty chorus i możemy z pewnymi oczekiwaniami wypatrywać najnowszego długograja Sophie. –T.Skowyra
Czy kogoś ekscytuje jeszcze nowy hip-hopowy Snoop? Śmiga od jakiegoś już czasu. Upgrejdowany g-funk, trochę pharrellowych brzmień, odrobina futuryzmu od Swizz Beatz, kilka pop-souli (może nie Gnarls Barkley, ale w tym kierunku), fajne kolaboracje z Wiz Khalifą. Oczywiście, że za długie, oczywiście, że wielkiego szału nie ma, ale pomijając chujowe intro i rozczarowujący track Timbalanda, z 8 kawałków bym ripitował, gdyby doba trwała 32 godziny, a do reszty nie można się przyczepić. –M.Zagroba