Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Niedawno pisaliśmy o debiutanckim utworze Weza, tymczasem dosłownie kilka dni temu do sieci trafił kolejny ślad jego działalności i już sam nie wiem, który z nich lepszy. W "No Crew" artysta wychodzi nieco do ludzi, chociaż prawdopodobnie odziany jedynie w jedwabne prześcieradło. Powiedzieć o dopracowanym w najmniejszych szczegółach, rozedrganym bicie, to nie powiedzieć nic, tak samo jak o apollińskim songwritingu, objawiającym się choćby w trafiających idealnie w punkt klawiszowych wstawkach czy epatujących totalnym luzem fragmentach nuconych. Wez to gość z pewnością wart monitorowania. –W.Chełmecki
Sporo się działo ostatnio dookoła młodego Amerykanina. W tamtym roku rewelacyjne, bardzo przeoczone The God Complex, później wzięcie pod skrzydła przez samego Ricka Rubina, a teraz podbicie stawki obecnością na liście Freshmenów XXL. Coraz częstsze docenianie takich raperów jak GoldLink pozwala przypuszczać, że trend łączenia klubowej kultury z rapową nawijką przybiera powoli coraz wyraźniejsze kontury, a ja właśnie tego chłopaka z pełną premedytacją namaszczam na papieża tej zajebistej estetyki, wyrażając jednocześnie nadzieje na to, że zbliżające się wielkimi krokami LP z powodzeniem będzie mogło aspirować do obecności we współczesnym kanonie płyt. "Dance On Me", jak sama nazwa wskazuje, posiada wszelkie atuty ku temu, by zamiatać wypełniony po brzegi dancefloor. Charakterystyczna, ekspresowo tnąca perka, neo-soulowy feeling i 22-latek, który jak nikt inny obecnie potrafi łączyć przeszłość z teraźniejszością. My już mamy nowego Porcys-darling, a wy? –R.Marek
Podstawowy problem Young Thuga uwydatnia się na obszarze społecznym: ludzie z racji przylgniętej doń łatki ksera Wayne'a i Future'a nie do końca mają cierpliwość i nie potrafią traktować go jak pełnoprawnego rapera z tysiącem pomysłów na flow, ciekawymi ad-libami, uchem do hipnotyzujących podkładów i przede wszystkim bardzo odważnym, często wymykającym się przyjętym standardom zmysłem muzycznym. Stylówka Thuggera na pierwszy rzut oka może oczywiście przytłoczyć. Wydaje się aż nazbyt enigmatyczna, dziwaczna, średnio odnajdująca się całościowo w realiach współczesnego mainstreamowego rapu, ale wbrew pozorom, już po odpowiednim oswojeniu, potrafi uderzyć ze zdwojoną siłą. Gość przy pomocy zestawu autorskich narzędzi stylistycznych, takich jak autotune'owe zaśpiewy, zmasowana neosemantyzacja, skrzeki, krzyki, podbicia czy z drugiej strony umiejętne zarządzanie szeptem, kreuje równoległą, przećpaną rzeczywistość totalnie na swoich warunkach i albo się ją kupuje, albo nie. Mnie się podoba i warto przy tym dodać, że jeżeli już Barter 6 potrafił tak radykalnie podzielić odbiorców na kilka grup, to aż strach pomyśleć, co się w stanie po premierze zapowiedzianego jakiś czas temu Metro Thuggin'. –R.Marek
Nie ma ani jednego powodu, dla którego "Can’t You See" nie miałoby zostać jednym z hitów lata. Dla tańczących mamy niepowstrzymany, ale niepozbawiony odpowiedniej dozy wdzięku groove. Dla siedzących w domu mamy dopracowaną, satysfakcjonującą mnogością detali produkcję i błyskotliwy, pełny autoironii tekst, który przy odrobinie kreatywności można by ująć w fajny teledysk. Dla wszystkich – nośny refren z soczystym hookiem przy słowach "I’m In love with my own reflection". To jak – będzie przebój? Mogę na ciebie liczyć, świecie? –P.Ejsmont
Należy docenić fakt, że między sympatycznymi błazenadami Mac DeMarco znajduje czas na komponowanie niezmiennie dobrych piosenek. Wygłupy mogą być zresztą konieczne dla zachowania dobrego samopoczucia, gdyż trzeci zapowiadający mini album Another One numer (o pierwszym pisaliśmy; drugi oficjalnie wycofano z sieci po tym, gdy został puszczony w BBC bez uzyskania zgody, ale bez większych problemów można go znaleźć w Internecie) zapędza się w posępne rejony i nie chodzi tylko o pojawiającą się w teledysku złowrogą maskę Michaela Jacksona. W wyraźnie zarysowanej klawiszowej progresji ballady Mac prezentuje swoje songwriterskie umiejętności, udowadniając, że poza chwytliwymi gitarowymi hookami potrafi też przywołać równocześnie senną i orzeźwiającą lekkim chłodem atmosferę letnich porannych powrotów do domu.
Aha, zainteresujcie się konkursem zorganizowanym przez Kanadyjczyka – na zwycięzcę czeka 69 centów (!) prosto z jego PayPala. –P.Ejsmont
Chcesz wejść w świat polskiego dub techno? Paide, Hatti Vatti i Fischerle (kolejno: Paweł Dunajko, Piotr Kaliński i Mateusz Wysocki) przygotowali dla ciebie Szmery. Ten składak to przede wszystkim propozycja pasjonatów skierowana do człowieka, który chce poznać jak najszersze spektrum gatunku. W ten sposób kolejni wykonawcy kładą inaczej naciski na "dub" i "techno" w metryczce: z jednej strony spotykamy tradycyjne zawodowstwo Session View, a z drugiej głębokie ukłony Echo_TM dla Upsetters i Kinga Tubby'ego. Szmery powstawały dwa lata, mają w trackliście wyjadaczy oraz świeżaków i przede wszystkim świetnie brzmią. Obczajcie, mega warto! –R.Gawroński
Ciekawostka: według marketingowych podań "celem projektu Męskie Granie jest zachęcenie słuchaczy do muzycznych eksperymentów". Czytasz to zdanie, a potem patrzysz na line-up tegorocznej edycji: Brodka, Fisz, Hey, Smolik – zatwardziali i obecni na scenie od x lat. Potem zapuszczasz "Armaty", które brzmią tak samo jak kolejna wariacja na temat jingla z Trójki zapowiadającego trasę (zgadnijcie, po jakich rejonach poruszał się zeszłoroczny "Elektryczny"). Muzyczny eksperyment, ja pierdolę, chyba na pamięci krótkotrwałej. W Męskim Graniu bez zmian. –R.Gawroński
Zniknął na kilka lat, ale najwyraźniej się rozochocił, bo w zeszłym roku wydał longplaya, a dziś wypuścił następny kawałek, być może zapowiadający kolejny album. Co ciekawe, odechciało mu się tym razem smęcić, jak na Morning Phase, i postanowił uderzyć w bardziej przebojowy rewir popu. Pierwsze komentarze wskazują na podobieństwa do Tame Impala (początkowy riff czy pre-chorus), więc niby wszystko idzie w dobrym kierunku. Szkoda tylko, że nie zostałem powalony tym ekstatycznym chorusem, który tak naprawdę wcale nie jest taki mocarny, jak mogłoby się wydawać. Ale spokojnie, to dopiero pierwszy singiel, więc mam nadzieję, że w temacie nowego dłuogograja Becka będzie już tylko lepiej. –T.Skowyra
Czasy są dzikie. Niesławna skandalistka, satanistka i muza Donatana nagrywa rapsy. Czy to nie brzmi jak pułapka? Ale ej, ej, posłuchaj. Ten idiotycznie głupi tekst położony zdradzieckim autotune’em na generycznym bicie niejakiego Jankes Plane Machine’a doprawionym jednym z najgorszych dropów, jakie słyszałem, w praktyce okazuje się niesamowicie zaraźliwym czymś. Jeżeli istnieje jeszcze coś takiego jak guilty pleasure, to nie wiem, czy jest lepszy przykład tego zjawiska. "Schowajcie swoje lęki" i bawcie się dobrze. Dzień dobry, szczęść Boże. –A.Barszczak
Całkiem dawno Dâm-Funk zapowiedział nowego longpleja, ale jakoś na razie nic się w tej sprawie nie ruszyło. Ponoć w tym roku wreszcie ukaże się Invite The Light, na co bardzo liczymy, natomiast chyba w roli miłego oczekiwania Damon Riddick podarował światu darmową EP-kę STFU. Tak chyba należy to odczytywać, bo te wyluzowane, sączące się jamy spowite damfunkową aurą może i brzmią jak odrzuty z Toeachizown, ale i tak można się przy nich solidnie wychillować. Najbardziej konkretnym wydaje się tu "Free", czyli zamykający wydawnictwo, elegancko skrojony, ponad ośmiominutowy joint kończący się gitarowym solo. No i fajnie, teraz czekamy na tego długograja, który powinien pokazać, kto już od jakiegoś czasu rządzi całym tym funkiem. –T.Skowyra