Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Na wizytowym singlu ze wspólnego albumu najsłynniejszego małżeństwa showbizu (vs. Kanye+Kardashian) zebrała się prawdziwa muzyczna śmietanka (Bey, Jay Z, Pharrell za konsoletą, Quavo na ad-libach). Można mieć różne zdanie o obecnej działalności wyżej wymienionych, ale trzeba uczciwie przyznać, że ten imprezowy, migosowy traphit ze świecącym blichtrem, swagerskim delievery, to zdecydowanie nie w kij dmuchał, zero czerstwoty. Jeszcze dla jasności, nawijka Beyonce zjada na śniadanie tę pana Cartera.
ziomek jak myślisz, jak się nazywa najlepszy sławomir jakiego dała nam polska muzyka, dam ci podpowiedź, jego nazwisko nie rymuje się do słowa pała hehe
stary ja tę polską drużynę to przesłuchałem i obejrzałem z kilkanaście razy i ja wiem ziom, że ten klip jest przaśny, kombi zdecydowanie nie wjeżdża tutaj w miasto jak snoop i nate dogg w crazy ani nawet jak kennedy do dallas, potem mamy film instruktażowy jak jeździć po rondzie, kręcą to na jakimś orliku w godzinach od siódmej do ósmej rano kiedy akurat nie pilnował go trener osiedlowy, kupili za dużo czerwonego brystolu, bo zabrakło im już siana na inne sklejenie innych flag, a na ogłoszenie o casting do klipu odpowiedzieli jakiś stary typ, który w linkedin wpisuje zbieranie puszek za 3 zeta za kilogram oraz jeden gość, który wbił na plan w asortymencie red is bad lol
ale ziomek ja to rozkminiłem wszystko, o co tu chodzi, ten kawałek to jest jeden wielki fuck łosowskiego wymierzony w skawińskiego i tkaczyka, wchodzi wokal, myślisz że to skawiński, patrzysz na typa, hmmm, podobny do skawińskiego, ale to nie on, no bo gdzie jest ta jego równo wydepilowana bródka, no to chyba za zadanie go udawać, potem wbija plumkający na basie tkaczyk, który z twarzy wygląda jak manuel neuer, ale ma energię tadeusza mazowieckiego, czujesz ziom, on ich centralnie sparodiował hehe
wielki elektronik jedną soczystą bramą z kontrataku zamienił swoje stare mordeczki w automaty do lizania znaczków pocztowych, umiał nawet sklonować się na perkusji, wystarczyło mu pięć sekund i już słyszysz, kto ma styl, a kto jest tylko pozorantem, stary, oni nawet noszą czerwone katany jako hołd dla kraftwerk, a ta przejścióweczka na koniec to robi lepszą atmosferę niż peszko w kadrze, nawet krawczyk przeszef przyznaje, że w tej kategorii mundialowych piosenek wjebał z łoso z kombi 0:1 hehe

- ej, janelle, tessa, chodźcie tutaj do mnie
- co tam zjarany?
- co jest ziom?
- co jest z wami dziewczyny?
- no spoko jest, o co ci chodzi mordo?
- gitara gra jak zwykle
- no, to kurwa dobrze, sprawa jest do zrobienia
- ty, jaka kurwa znowu sprawa
- no, kawałek trzeba nagrać, rozumiecie jedna typiara z drugą?
- ej dobra, ty ziom, ale jaki kawałek kurwa? o czym kawałek? co za kawałek?
- jak to kurwa o czym! o piździe!
- o piździe?
- o cipie!
- o cipie?
- tak, jeden koleżka miał kiedyś taką motyw przy pierwszym swoim w ogóle w życiu ruchaniu, że poznał jakąś pannę na baletach, coś tam się zwąchali, poszli do niej na chatę, ale typson wyjebał wcześniej tyle alko, że jak wszedł do akcji językiem, to zabrał się do tego jak jeleń do lizania soli pod paśnikiem i się zbełtał jej na brzuch
- czyli ta cipka to nie był lizak chupa chups, tylko lizak spod szafy hehe
- no i on jak opowiadał tę historię, to mówił, że wyobraź sobie, że to nie była najbardziej zjebana rzecz, jaką mogłem zrobić, ona tak patrzy, ja tak patrzę, przejebane kilkanaście sekund ciszy, no i żeby moje życie jeszcze bardziej wyglądało jak american pie, to powiedziałem jej, ej nie przejmuj się, to nie dlatego, że się nie umyłaś hehe
- uuu niee ziom, tylko nie to, proszę cię
- no, i o tym macie nagrać, ślicznotki, że jak będę na melanżu, gdzie dupeczki nie będą chciały tańczyć, bo będzie leciał jakiś the national weekend to ja to zapodam i ma być kurwa zaraźliwy refren
- ok, dwa punkty dla ciebie zjarany
- jestem tu hehe

- lolo skręcony, puść jakąś muzykę
- a czego ty w ogóle słuchasz
- any jungle in guy?
- co
- no to niech będzie czarny hip-hop
- to te murzyny, co miały kiedyś fiuta na okładce płyty?
- co ty pierdolisz
- mówię prawdę franz, w chuj spoko ten kawałek jest jak na zespół z nomen omen chujem na okładce, ale powiem ci, że pasuje tak do jointa jak muzyka z gladiatora do striptizu, w sumie śmieszna opcja, kiedy oni stali się z kapeli dla białych kuracyj, które są w trakcie zbierania hajsu na pierwszą dziarę zespołem dla fanów toola hehe
- ale przecież tool to znaczy fiut hehe
- a rzeczywiście hehe
Co uważniejsi czytelnicy Carpika zdążyli pewnie już zauważyć, że trochę straciłem głowę dla tej katalońskiej książniczki nowatorskiego, cyfrowego dancehallu. Skuta Riri budzi się w ekstazie z narkodrzemki.

No nie wiem, ten typ jest lepszy od wszystkich tegorocznych Młodych Wilków. Te, Popkiller, ocb? Wiktor na tym pięknym, wielobarwnym housiku MVZR-a brzmi jak wymarzone skrzyżowanie Smolastego z Young Igim. Gdyby gość dostał kiedyś takie bity jak Otsochodzi na ostatniej płycie, to śniłbym na jawie. Mocno kibicuję. Aha, jeszcze dodatkowy props za nawiązanie do Rogala.
Barcelońskie, współprodukowane przez El Guincho future-flamenco, które z miejsca bukuje Ci bilet na niezapomniane, wakacyjne wojaże. Wyklaskany, minimalistyczny letniak wielokrotnego użytku jak się patrzy (a jest na co, check efektowny klip).
Pan Williams znowu odwala kawał urokliwej, psych-rockowej roboty naznaczonej violensowskimi wpływami. Piękne, somnambuliczne żniwo Vinylku, mogę słuchać tego marzycielskiego, wyprodukowanego z wielkim pietyzmem utworu bez końca.
Nowy album Jacka trochę ssie, a trochę dobry też. Bity znowu pierwsza klasa, ale niestety najebane storytellingów jak u jakiegoś Sokoła, no i wszystkie gościnki do kosza (oprócz refrenu Gicika w “Lautpaku”). Okej, koniec marudzenia, bo mimo wszystko jest naprawdę niezłe, a idealnie wyważone, synth-future-g-funkowe "Slowmo" nie schodzi u mnie z ripitu. Kaz, byku!