Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Prościutki lo-fi synth-pop instant o przykrym obowiązku udawania kogoś innego podbił lotem koszącym serca spragnionych naturalności internautów. Przyznam się bez bicia, że też jestem trochę urzeczony, pytanie tylko, czy na pewno piosenką.
Właśnie tego rodzaju urocze, prostolinijne indie rockowe kawałki wykończone barwnym synth-popowym ściegiem przywracają mi wiarę w siłę oddziaływania gitar. Som na świecie utwory, o których pokątnie marzą riffowi sceptycy.
22-letni Szwed z wielu interesujących elementów (cyfrowe disco Metro Area, matematyczne techno Kompaktu, nostalgiczno-gorzkie podejście do tematu miłości typowe dla Greenspana) konstruuje techno-house’owy pocisk. Piąteczek z na wpół złamanym sercem.
Kariera Natalii to chyba jedyna pozytywna rzecz związana z Voice Of Poland. Poniższa tytanomachia wysoko zestrojonych, barwowo metalicznych klawiszy zespolona z dobrze wkomponowanym, pewnym siebie głosem mrągowianki zawsze skłania mnie do tego, żeby odwrócić swój wysłużony fotel.
Odpowiedź na pytanie, co by było, gdyby Prefab Sprout powstali w obecnej dekadzie i wzięli sobie za producenta Lopatina. Gartside zaciska pięści z zazdrości.
Średnio odpowiada mi przesłanie tej piosenki, jednak jestem zupełnie bezbronny wobec tego napchanego treścią, eksplozywnego refrenu, który jako żywo przypomina największe polskie przeboje z lat osiemdziesiątych. Jurkszta powinna być dumna z takiej naśladowczyni.
Co prawda lato dawno już się skończyło, ale ja wciąż nadspodziewanie często wracam do tego przyjemnego, niepozornie przebojowego wakacyjnego jointa. Tylko jakie wearing nothing? Obecnie to raczej sweterek w serek.
Bezkrawędziowy punk dla mieszczuchów? Upupiony, przesłodzony pop-punk? Nazwijcie to, jak chcecie, ale jedno jest pewne, prima sort granie. A także to, że nastały trudne czasy dla pryncypialnych punkowców.
Polscy AlunaGeorge z eksperymentalnym bakcylem wyczarowują postrzępiony, meandryczny electro-pop. W "Pilocie" najbardziej imponuję mi umiejętność uzyskania podskórnej przebojowości w obrębie kompozycji pozbawionej refrenu. Tak trzymać!
Wiadomo, trochę poniewczasie, ale nigdy nie jest za późno, żeby docenić kunszt producencki Nakaty. Liczę, że współpraca z Charli XCX to jego pierwszy krok w kierunku podboju Europy, a potem może i świata, choć pewnie to tylko mrzonki.