Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Pękłby mi kręgosłup moralny, gdybym nie napisał o tym depresyjnym, trudnym do sklasyfikowania bzyczeniu. Lil Peep byłby bardzo dumny.
Małgola, No opuszcza domowe pielesze i wraz z Adamem Sowińskim wystrzeliwuje na orbitę sophisti rakietę napędzaną radioaktywnym paliwem XTC. Jorge Elbrecht zza biurka wyznacza współrzędne.
Kawiarniane "Get Lucky" z bajglem. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nieco zaśniedziała opcja, ale cóż z tego, gdy wchodzi jak złoto.
Fonograficzny debiut? Jeden rabin powie tak, a inny rabin powie nie. Niemniej zawsze gdy słyszę, jak Lady Pank wybieraja się na wakacje z duchami, to z miejsca zamykam sezon na krytykę Sorji. Muzycznym kłusownikom radzę wytężyć słuch.
Staroszkolne, bogato zdobione disco to towar deficytowy na polskiej scenie muzycznej, a szkoda, czego dobitnym potwierdzeniem jest obsypane brokatem “Midnight”. Natalia w świetnym stylu wypełniła niszę i żywię głęboką nadzieję, że nie jest to jej ostatnie słowo.
Klawiszowa, porcyscore'owa dezynwoltura w twórczości Enchanted Hunters to najlepsze, co wydarzyło się w polskiej muzyce od czasu "Bogurodzicy". Srebrzysty, mechaniczno-analogowy dryf promówki płyty, co ją wykupilymy wszyscy, wycina fraktale w moich zapośredniczonych wspomnieniach tkanki dźwiękowej lat 80. To pisałem ja, die-hard fan.
Ten retrofuturystyczny, nadprogramowo naspidowany j-pop z omnipotentnym basem przywołuje wspomnienia z namiętnęgo romansu z Siri. Miłość w czasach terroru sztucznej inteligencji.
Pochodząca z Hong Kongu singerka wraca do świetnej dyspozycji. Autorka zjawiskowego singla "9:55pm" w nowym numerze czaruje pastelowymi synthami, rozpisanym z aptekarską precyzją refrenem i fantastycznym mostkiem-niespodzianką na 2:27. Morał z tego taki, że na Fionę cały czas można l i c z y ć.
Tytuł zdecydowanie nie kłamie, rzeczywiście bardzo galaretkowaty, klejący się do wszystkiego ten wyściełający całość bicik, pewien doktor nauk byłby wielce rad. PC Music stara się i stara, ale jakoś swoich starszych w wierze azjatyckich braci przeskoczyć nie może. Aha, zczekałtujcie jeszcze outro, bo czyste dobro.
Ta iście frenetyczna kawalkada dźwięków reprezentuje wszystko to, co najbardziej cenię w azjatyckim popie. HyunA? Poproszę na wynos.