Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Współlider Vesuvio Solo idzie na solo i bierze się za bary z yacht-folkiem o funeralnej tematyce. Takie piosenki o śmierci to ja kupuję.
Ktoś w końcu musiał przejąć schedę po niegdyś co najmniej świetnych, a dziś niestety obsiadających okoliczne wysypiska rockistowskich śmieci Muchach. To co, niedzielna partyjka Kenta nad wzburzonym Bałtykiem?
Dziwnie ostrzyźony Amerykanin zapodaje udemarcowiony indie-pop urozmaicony lśniącym pasażem synthów. Przyjemne niczym kubek gorącego kakao po wyczerpującej przechadzce w mroźny dzień.
Nastolatek z Londynu zaprasza na wyczilowaną wędrówkę śladami Kings Of Convenience w wariancie hojnie zorkiestrowanym. Miłość słodka na miarę wedlowskiego ptasiego mleczka.
Niedawno u lokalnego bukmachera bez zbędnej zwłoki postawiłem pięć dyszek na to, że nie powstał w ubiegłym roku ładniejszy utwór niż ten sophisti-prog-popowy majstersztyk. Szkoda tylko, że po drodze Thief zwinął mi kupon. Substance only o mandarynkowym posmaku.
Mac DeMarco w wersji sophisti delikatnie skoligaconej z estetyką RSM. Dwie minuty napchane treścią, jak tego nie lubić?
Autorka niemiłosiernie wyśmiewanego "Friday" pokazuje, że niezasłużenie stała się obiektem niewybrednych żartów. Dziś oczywiście nikt już o niej nie pamięta, więc siłą rzeczy jej najlepszy utwór przeszedł zupełnie bez echa. A szkoda, bo temu nokturnowemu synth-popowi o tanecznym drygu bezsprzecznie należą się słowa pochwały.
Ucyfrowiony, więcej niż witalny dancehall zachęcający do budowy kosmodromu pod Barceloną. Krótko mówiąc: Bad Gyal wysyła w kosmos.
Wzbudzający konsternację autodiss wsparty rachitycznym funkiem pod wezwaniem ospałego Thundercata niespodziewanie zyskał pokaźne grono sympatyków. Ja od niedawna również do nich należę, mimo że wcale nie chcę być cool.
Kończą mi się już powoli leksykalia. Dałem tysiąc blurbów dla tych szczyli, dam im jeszcze jeden, żeby się odp*********.