Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Matt Cutler konstruuje fraktalne pałace na żyznej glebie w samym środku stratosferycznej dżungli. Siedmiominutowa, zajmująca podróż w głąb siebie.
Satynowa, odprężająca ballada Jhene pozwala na chwilę zapomnieć o problemach dnia codziennego. Słuchałem tego księżycowego r’n’b dziś tak często, że aż zaciął mi się crusher.
Rozmiłowane w dyskotekowych patentach trio z Markiem Barrottem na czele stawia na skąpany w słońcu house, który spokojnie mógłby stanąć w szranki z produkcjami Todda Terje. Rejs ekskluzywnym transatlantykiem w kierunku tanecznego zatracenia.
Wybaczcie, ale nie mogłem się powstrzymać:

Coś jest ewidentnie nie tak z tym nowym, przejebanie długim albumem Bitelsów trapu, skoro dzień po odsłuchu całości pamiętam głównie nieortodoksyjne "Stir Fry". Tym przyczajonym funkiem Pharrell jako jeden z niewielu ochronił ich przed zakrztuszeniem się własnym ogonem.
Taki stratosferyczny, post-rozstaniowy song zawiadowany przez giętki, władczy synth-bas z pewnością sprawi, że twoja eks zablokuje twój numer telefonu. Cartae i jej człowiek złamane serce.
James Blake po dłuższej przerwie bezceremonialnie wyprzedza na trzeciego na futurystycznej, brutalnie poszatkowanej autostradzie donikąd. Burial składa się na wachę.
Niepozorny, upstrzony autotunem electro-pop ręki ½ fińskiego Shine 2009 iskrzy feerią barw i dość nieoczekiwanie nie pozwala o sobie zapomnieć. Trzy hasztagi od ojca prowadzącego: #carpiwave, #badminton, #puszczaniebaniekmydlanych.
Najlepszy zeszłoroczny singiel Goldfrapp nagrała muza Larsa Von Triera. Detektywistyczny motywik podgrzewa napięcie, a leciutki refren fruwa jak latawiec już od pierwszej pętli. I o to właśnie chodzi – merci, Charlotte.
Młodociana Kodie Williams zaczyna widowiskową rozróbę na rapowej scenie, która wciąż jeszcze ocieka testosteronem. Właśnie tak uzależniające kawałki czynią z niej prawilną kandydatkę na traperkę roku. Że ja nie przesłucham tego więcej niż dziesięć razy z rzędu? Potrzymajcie mi koktajl mołotowa.