Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Jako że zostałem wychowany w miłości do nu-disco, to trudno jest mi przejść obojętnie obok tak dorodnego przedstawiciela tego gatunku. Niech was bas prowadzi!
Co powiecie na stylowe synth-r&b z Ukrainy? Dao Park są doskonałym przykładem na to, że na całym świecie powstaje świetna muzyka. Sprawdzajacie nie tylko z ciekawości.
House'owa, maskulinistyczna odpowiedź na "Call Me Maybe". Jak już koniecznie musicie podbijać na cyku do sztuń, to tylko przy tym.
Oślepiające deep techno z tryumfalnymi digi-smykami autorstwa irlandzkiego producenta zachwyca dyskretną elegancja. Prawdziwy wersal na wyludnionym afterze w promieniach nadchodzącego ukradkiem świtu.
Londyński kwartet łączy w swoim popowym laboratorium muzykę Prince’a z INXS, a do wszystkiego dolewa ekstraktu z perkusyjnej kubatury Phila Collinsa. Mój zaniepokojony futrzak twierdzi, że to jebnie. I faktycznie, jebło.
Ten zaraźliwy, piętrowy disco-pop o glamowych inklinacjach z outrem przypominającym wyimaginowaną kolizję chwaszczącego post-punku Suicide z EDM robi kiełbie we łbie. To się nazywa powrót!
Czy to zagubiony hicior mistrzów wakacyjnego nu-disco, Classixx? Jednak nie, ale i tak z wielką chęcią posłuchałbym tego w H&M-ie.
A po burzy przychodzi ufunkowiony, niknący w promieniach popołudniowego słońca soul. Tyle błogości w całym mieście, że nawet Tyler nie dowierza.
Od 3:18 polski singiel roku, a jeśli nie, to bardzo blisko tego miana, panowie i panie. Tako rzecze DJ Carpigiani, czyli ten typek od poptymistycznego fanpejdża, na którym wszyscy klikają “wyświetlaj najpierw”.
Jeśli chcecie odpocząć chwilę w oparach rozmarzonego, wychillowanego r&b, to sprawdźcie tego niepozornego jointa. Mała rzecz, a cieszy.