Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Sidekick gwiazd sceny alt-r'n'b zawstydza swoich pracodawców oldskulowym funkiem w stylu Bernarda Wrighta. Kobieto, dzwoń do niego, bo nabawię się dyskopatii bioder.
Posępny, poskręcany post-punk ze złowrogim wokalem karczujący okolice wyczepistym refrenem. Muzyczny ekwiwalent metodycznej dewastacji bauhausowskiego wnętrza.
Uwięziony w syntezatorowym uścisku indie-pop, który odnajduje swoją tożsamość w chillwave’owym symulakrum. Wielbiciele Shury lub kanadyjskiej formacji Diana poczują się w towarzystwie tych zdolnych debiutantów jak u siebie w domu.
Halo, dzwoni młodszy, równie depresyjny kuzyn legendarnego w niektórych kręgach "XO Tour Llif3". Niezłe piszczałki, panowie producenci.
Śmieszna mpetrójka? Jeśli już, to tylko z wierzchu, bo gdzieś w środku to naszpikowana słodkimi akordami bombonierka. Ciekaw jestem, co sądzi o tej piosence niejaki Max Tundra?
Czterech łebskich ziomków z Filadelfii bierze sobie za punkt honoru bezbolesne usytuowanie beachboysowskiej łagodności na pokomplikowanym, math-rockowym podglebiu.

Wciaż jeszcze młoda, zakochana w Britney Spears Niemka coraz mocniej rozpycha się na popowej scenie. Jej najnowsza propozycja to istne spełnienie marzeń każdego spragnionego prostych przyjemności poptymisty. Kim, to będzie Twój rok!
Mantryczna, dreamrave'owa kołysanka dla wixapolowych somnambulików. Wkroczcie w pustkę razem z eteryczną Lindsey French.
Przemycający perfumy marki Nakata replikant szuka schronienia przed deszczem w zachmurzonym Tokio. Niestety, pozostanie mu tylko taniec i narzekanie na Gene'a Kelly'ego.