Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Pełen pasji zapodawacz z New Jersey bez wstydu wtrynia się na rozkołysany, parliamentowy bit. Pytacie, co to jest wygrubaszenie? Chyba właśnie to.
Art-popowy Superorganizm coraz agresywniej się rozprzestrzenia. Flaminglipsowy wirus ery cyfrowej znalazł dla siebie niezwykle przyjazne środowisko.
Post-vaporwave'owa, plądrofoniczna popowa suita o niesłychanie wysokim potencjałe ripitowalności. Prawdziwy rollercoaster muzyczny imienia Grega Gillisa.
Brytyjski kolektyw wypływa swoim luksusowym jachtem na synth-disco-funkowe wody. Drinki z palemką, lazurowe wybrzeże, prywatny koncert Hall & Oates.
Skinnerowska (pamiętacie jeszcze tego typa?), trochę protekcjonalna w treści tyrada o szkodliwości zażywania narkotyków. Gisu poleca to rachityczne dobro.
Kunsztowne alt-r'n'b wsparte przysadzistym riffem, które zachęca do odświeżenia sobie dyskografii Lenny’ego Kravitza. Emocjonalny finał wysyła tantiemy do Deva Hynesa.
Wykwintny, uszlachetniony synth-pop o nieco brytyjskich liniach papilarnych. Ty słuchasz braci Golec, ja braci Malartów.
Upalony, sypialniany funk-pop szkoły zdrowego na umyśle Ariela Pinka. Alan Palomo też nie ma nic przeciwko temu szwedzkiemu, post-chillwave'owemu lekarstwu na skołatane nerwy.
Chilloutowa, balearyczna muzyka tła zdolna przenosić do innych wymiarów. Wytworny efekt wyimaginowanej współpracy Durutti Column z braćmi Aged.
Drugi utwór z tegorocznej mainstreamowej trylogii Tinashe to klubowo zorientowane r’n’b z earwormowym, zuchwale pociętym refrenem. Roztańczona Kachingwe w języku popowych nudziarzy nie mówi nic w ogóle.