Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Solówka Elbrechta to niezmiernie piękny rozgardiasz, bogaty w intrygujące zwroty akcji i pozornie nieprzystające do siebie inspiracje. Długo się zastanawiałem nad tym, jaki by tu jeszcze kawałek Kostarykańczyka dorzucić do listy, ostatecznie postawiłem na coś, co trochę przełamuje dość ponurą atmosferę albumu. Macie zatem tę byrdsowską, wygrzewającą się w popołudniowym słońcu plecionkę.
Polukrowany uk garage z pamiętnika zakochanej licealistki. 2-stepowe, wzbogacone soulowym pierwiastkiem motyle w brzuchu.
Zwiewny, wysublimowany indie-pop na tropie przywdziewającego kardigan Demarco. Dziewczyńska, ujmująca delikatną finezją muzyka u progu zakwitającej ukradkiem wiosny.
Fototapeta Mariana Kowalskiego w formacie erudycyjnego emo-rapu, czyli najbardziej pretensjonalne gówno, jakie usłyszycie w tym życiu. A propsuje to młody artysta jak Chris Ott.
Zdolny producent z Kopenhagi to kolejny zagorzały fan Sade, który gości na łamach Carpigiani. Duńczyk na solowej ścieżce swojej kariery hojnie inwestuje w luksusowy, odprężający alt-pop zanurzony w saksofonowym blichtrze.
Niemiecki dyskdżokej wrzuca dostojny wokal Irlandki do organicznego, okołoidmowskiego shakera podłączonego do wysokiego, house'owego napięcia. Tytuł nie kłamie, iluminacja jak nic.
Czwórka entuzjastów rozbuchanej przebojowości z Manchesteru całkiem nieźle sprawdza w roli opcji rezerwowej dla 1975. Gdzieś nad tym wszystkim unosi się również duch Tigercity. Świetna przygrywka przed daniem głównym, a może nawet wystarczy za cały obiad.
Zasmucona Królewna Śnieżka na lo-fi synth-popowym dorobku tańczy samotnie w lodowym pałacu PC Music. Zziębnięta Sally Shapiro rozgrzewa w kącie dłonie.
Swae 3000 ku mojej uciesze nareszcie wybił się na artystyczną niepodległość. Człowiek hook na pierwszym solowym singlu odsłania przed nami swoje złamane trapowe serce, które szuka ukojenia w elektroniczno-synth-ambientowym anturażu. Wspaniałe, post-drake'owe granie.
Funkujący popik zaklinający afrykańskiego ducha w dźwiękach Rolanda TR-808. Tak że ten, trzęś tym mała dla drużyny, jakbyś miała urodziny, czy coś w ten deseń.