Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Kompozycyjne ADHD pod wezwaniem gitarowego, wielosegmentowego bundickwave’u. Dla takich hoopscentrycznych utworów mógłbym w zasadzie już nigdy nie wychodzić z łóżka, KMWTW.

Norweski król nowoczesnego disco zaprasza na swoje nadgryzione stylowym boogie włości wczesną Madonnę w mikroskali. House’owa apoteoza miłości rozciągnięta na 7 beztroskich minut.
Zdeterminowani bracia Brown kłaniają się wpół Three 6 Mafii pod nadzorem sprężystego, minimalistycznego bitu. Marta Linkiewicz już pakuje się do Lambo.
Słodko-gorzkie wyznanie dozgonnej miłości ósmemu pasażerowi Nostromo. Waniliowy koktajl z opiłkami żelaza na zdrowie młodej pary.
Gustowny, romantyczny electro-pop rozpostarty na nęcącym, basowym groove’ie. Skacowany Bundick, który nie kupi Ci nowej sukienki.
Julian Casablancas wrzuca LSD i jedzie z obłąkanym, spuszczonym z łańcucha prog-synth-funkiem. Środkowy Beck spotyka skutych Tune-Yards.
Okazuje się, że są tym świecie więksi poptymiści ode mnie i jeszcze wcielają oni swoje ideały w życie w ramach niesłychanie pozytywnej, pławiącej się w harmoniach wokalnych muzyki. Moi nowi ludzie to popowy klasyk.
Świat nie znosi próżni, a chętnych do zajęcia miejsca obrażonej na branżę muzyczną Grimes jest bez liku. G-Flip swoim lo-fi bedroomowym pop-rockiem zajmuje sobie uprzywilejowane miejsce w kolejce.
Niezwykle skuteczne, 70s disco-soft-rockowe antidotum na niepokojące oznaki sezonowej depresji. Feist z początku wieku zaleca przyjmować co najmniej trzy razy dziennie.