Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.

Narkotyczna odyseja po labiryntowym, disco-funkowym świecie Rubana Nielsona. Znakomite, psychodelicznie naznaczone granko z kumulacją zajebistości na wysokości 1:58. Dawać już tę płytę, bo najem się szaleju jak wszyscy teraz.
Pogłoski o zmierzchu mamroczących raperów znowu okazały się przedwczesne. Rozpychający się łokciami Kalifornijczyk w przerwach od dissowania 2Paca kładzie kłam tym kalumniom na ultrapozytywnym, flute-rapowym bicie. Pop-trap w natarciu.
Rzutki impersonator pewnego zjaranego ziomka z Kanady przeszczepia trochę funkowego ducha do przytulnego, diastemicznego indie-popu. Nie traćcie go z gitarowego radaru, bo gostek dopiero się rozkręca.
Sophisti disco-popowy apel o porozumienie ponad podziałami wystosowany przez wiernych fanów Hall & Oates. Wszystko będzie dobrze, a jeśli macie jakieś wątpliwości, to posłuchajcie tej ejtisowej dobrej nowiny jeszcze raz.
Szkatułkowy, progresywny electro-pop, w którym łatwo się zatracić. Dziewczyny w swojej labiryntowej soniczności momentami zahaczają o cieplejsze, bardziej ludzkie wcielenie The Knife z wysokości Silent Shout. Carpigiani Darling Wannabes? Czas pokaże.
Napiszę o utworze "Have Fun", ale przecież już o nim pisałem. Ok, to może o "No Harm", a nie, to jednak z 2017. No nic, biorę "Bail On Me", też pierwszorzędne.
Zawiedzeni tegorocznymi, post-country'owymi singlami Kylie Minogue? Nie rozpaczajcie, bo zaślubiona przebojowemu uk garage’owi Camden przybywa na ratunek. Tak brzmiałby najnowszy przebój Australijki, gdyby Nakata do spółki z Shift K3Y wzięliby go w producenckie obroty.
Les Sins coveruje zaginiony utwór Kaytranady z gościnnym udziałem Syd. Interesująco rozwijający się, popowo taktowny house najwyżej próby.
Pastelowy, synth-r'n'b-popowy bit bezbłędnej Anny Żmijewskiej sprawia, że w mig wyłączam się na wszelkie problemy tego świata. Woziłbym się z tym po Mieście Aniołów w GTA.