Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Mówicie, że spamuję Wam walla? Vince Staples najwyraźniej czyta w moich myślach. Pozdrawiam.
Kolejna depresyjna litania Francuzki pod szyldem onirycznego, bokbokowskiego future-r'n'b. Czy androidy śnią o nieudanych urodzinach Keleli?
Świeży, mocny głos na kobiecej scenie rapowej zrywa plaster niesatysfakcjonującego związku. Wyrazisty statement na zaraźliwym, iskrzącym bicie. #girlpower
Przyszła gwiazda mainstreamu być może nie jest jeszcze legendą, ale już się nią obwołuje na utrapowanym electro-popie z usadowionym na szczycie syntezatorowym riffem. ”I wanna rave with somebody” - how cool is that?
Klimatyczny shoegaze przefiltrowany przez 80s new romantic sytuujący się w okolicach co delikatniejszych fragmentów w twórczości Yuck. Na szczególne uhonorowanie zasługuje tu jednak pojawiający się znikąd bundickowski mostek o funkowej proweniencji.
Introwertyczne, post-juniorboysowe smooth-synth-r'n'b, którego najlepiej słuchać w łazience podczas nieudanej imprezy. Dogasające stroboskopy oświetlają pustkę w sercu.
Wysublimowany, post-chillwave'owy tandem z Nowego Orleanu na starcie swojej nowej kompozycji pucuje parkiet w rytm podszeptów sprośnego umysłu Prince’a, aby chwilę potem wjechać na biało z sophisti psych-popowym przekładańcem pożyczonym od lidera Hoops. Diogenes Club mają z tego beczkę.

Pa jak Azealia wchodzi na ten kreskówkowy, podbity jaskrawym 2-stepem housik. Poproszę o więcej takich parkietowych błyskotek w przyszłości.
Max Tundra, czyli żelazny kandydat na najlepszego przedstawiciela gatunku ludzkiego po pewnej przerwie znowu siada za fluorescencyjną konsoletą. Już po pierwszych taktach wszystko wiadomo, Jacobs jak zawsze odpalił idiosynkratyczny, bogaty harmonicznie synth-pop.