W kolejnym odcinku oglądamy pod mikroskopem rewelacyjny album Daniela Lopatina.
Bardzo czekałem na nową płytę Zosi Mikuckiej. Po usłyszeniu brzmiącego jak upgrade SNMK, bajmowego "Fantazi" myślałem, że inspirowany Fellinim Federico nie może się nie udać. A jednak czuję się trochę rozczarowany tym krążkiem, bo po pierwsze Sonia nie poczyniła w zasadzie żadnego progresu: kawałki i historie dalej snują się tak jak się snuły, poza tym zniknęło gdzieś to nieokiełznanie i łatwość w trzaskaniu hooków. Jedynie produkcja przypominająca trochę juniorboysową jest bardziej plastyczna, ale wciąż tak samo oszczędna i minimalistyczna. Zwyczajnie brakuje mi tu dobrych, popowych melodii i wkręcających się refrenów. Oprócz singlowego kawałka właściwie tylko "Havana" kontynuująca geograficzny trop "Jesieni Na Hawajach", wypada dobrze. Gdyby nie Fellini w centrum płyty, to stawiałbym, że inspiracją dla tej piosenki było Soy Cuba Kałatozowa, a muzycznie mamy tu nawiązanie do fajoskich ballad Shazzy (i to jest komplement, a nie żadna ironia czy coś). Reszta niestety szybko wylatuje z głowy i to jest chyba najsmutniejsze. Ale trudno, mam nadzieję, że w przyszłości będzie lepiej. Dlatego nie ma co płakać nad rozlaną lemoniadą. –T.Skowyra