W kolejnym odcinku oglądamy pod mikroskopem rewelacyjny album Daniela Lopatina.

Świetną "Afrike" większość pewnie kojarzy. Jak nie, to co tu, gamonie, jeszcze robicie. Jeżeli liczyliście na więcej przeraźliwie chwytliwych refrenów, to dobrze myśleliście. Pokładane w power popowym singlu oczekiwania zostają spełnione. A zamiast serii ugrzecznionych indie popowych pioseneczek, chłopaki nie boją się grać przesadą i dźwiękową nadreprezentacją, wspomagając te głębokie bębny, syntezatory i saksofon, myślą kogoś, kto bardzo radykalnie musiał katować Causers Of This ("Replica", czy też zmysłowe "Caile"). Oczywiście tylko brzmieniowo – jakiś szczególnych zaskoczeń i zabaw formą tutaj nie uświadczycie. Bo w sumie po co, gdy te świetne kawałki zanurzone w balearyczno-chillwave'owym sosie smakują tak dobrze (pozbawione niestety tej przebojowości singla). W piłce padło odwołanie do CoT. Chyba powinno Wam to wystarczyć do rekomendacji. –M.Kołaczyk