Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
Natalie Prass, pochodząca z Nashville nowa twarz Best New Music, wychodzi z propozycją, która powinna zadowolić fanów Carole King albo Joni Mitchell circa Court And Spark. "Why Don’t You Believe Me" to subtelnie skrojona balladka, urzekająca doskonale wyważoną aranżacją: od kameralnych orkiestracji i delikatnych pyknięć w klawisze po lekko bujający groove sekcji rytmicznej. Sama Natalie ucieka od nadmiernej ekspresji, z łagodnością poddając się kawiarnianemu klimatowi utworu. Cóż – mnie to ma, popijając gorącą czekoladę czekam więc na więcej. -W.Chełmecki
Upośledzona piosenka promująca filmową chujozę to pakiecik, któremu nie zawsze potrafię odmówić. Obrazu wprawdzie JESZCZE (hehe, taki chuj, wcale się do kina nie wybieram) nie widziałem, ale teledysk nie pozostawia złudzeń, a ja w sumie mam lepsze rzeczy do roboty niż wkurwianie się na to, co tam robi Marian Dziędziel. Olać, wróćmy do meritum, które rządzi na swoich prawach. Oto do pierwszej ligi powraca dawno niewidziany Liber, który tworzył sobie gdzieś tam tę swoją chujnię, ale nikt tego nie grał i nikt się tym za bardzo nie zajmował. Skąd pomysł, żeby go odkurzać? Zabijcie mnie, ale nie wiem. Czyżby zbliżało się jakieś post-hiphopolo? Nie wydaje mi się, ale umówmy się: w majorsach lepiej wiedzą SKĄD WIEJE WIATR. Tym razem w pakiecie z Liberem przywiana została irytująca w reklamach Playa typiarka, która gra w tej wybitnej filmowej produkcji główną rolę. Z "Dzień Dobry, Kocham Cię" wszystkim zainteresowanym udała się rzadka sztuka: wynieśli gówno do tego pułapu, że przez moment zatęskniłem za oryginałem. Ale wtedy włączyłem oryginał i... No właśnie. Polecam zatem uniwersalne rozwiązanie: nie słuchać i nie oglądać niczego związanego z tym tytułem. -K.Bartosiak
Nie będziemy tutaj dyskutować o dotychczasowych poczynaniach tego sympatycznego dziewiętnastolatka, ale wspomnijmy tylko, że Shamir to kameleon potrafiący wcielić się w dance-popową divę z lat dziewięćdziesiątych, równie łatwo, co w kanadyjską gwiazdę country-folku. Na “On The Regular”, piosence skrojonej jak żadna z jego tegorocznej EP-ki, staje zaś w szranki z Azealią Banks z czasów, gdy ta zdobywała popularność swoim “212”. Ale nie o pojedynki tutaj chodzi, bo Shamir to równy gość, który w swej najbardziej tanecznej odsłonie z iście angielską gościnnością zaprasza wszystkich na parkiet, zupełnie przypadkowo wskazując Mice Levi, za jakie numery mógłbym ją polubić. -K.Pytel
Co się dzieje? Jeszcze parę chwil temu na wysokości Write About Love Belle & Sebastian byli ekipką, która zna już wszystkie swoje wady i zalety, spokojnie obok siebie koegzystuje i od lat codziennie rano robi sobie tę samą herbatę. W planach nie było już żadnych zaskoczeń: mieli dawać fajne koncerty na Off Festiwalach i spokojnie nagrywać sobie takie same albumy z dwiema, może trzema porządnymi piosenkami. Tymczasem "The Party Line" wychodzi poza starannie wypracowaną przez nich strefę komfortu i zaczyna czerpać garściami z popowych rejonów przeoranych przez MGMT z okolic ich debiutu. Co jakiś czas fajnie posłuchać sobie prostego hiciku na indiedyskotekę (łoł, ale oldskul). Dzięki, ziomki, dzięki wam w luźny sposób wróciliśmy na chwilę do czasów, kiedy nie istniał patrycjat. -R.Gawroński
Kiesza zaspokaja mój głód energetycznego popu. Już przy okazji "Hideaway" Kamil Babacz pisał, że jej patenty nie należą ani do zbyt odkrywczych, ani szczególnie wysublimowanych, ale ma dziewczyna niesamowity talent do wyciskania z nich tajemnej mocy, która wręcz zmusza do tańca. Dzięki swojej bezpośredniości, która estetycznie odsyła z jednej strony do tych bardziej ekstrawertycznych odsłon diw lat 90., a z drugiej do vocal-trance'owych bangerów dekady późniejszej, "No Enemiesz" zostanie pewnie moim ulubionym z dotychczasowych singli Kieszy i na dniach skłoni mnie do sprawdzenia całego albumu. Tymczasem, na parkiet, nudziarze! -K.Michalak
Californiaman, projekt o którym pisaliśmy wcześniej tutaj, to zajawka dla ludzi, którzy większość swojej muzyki mają otagowane jako "Oldies". Szwed brzmi niczym mieszanka wszystkiego, co możecie usłyszeć w Waszym ulubionym radiu AC i, nomen omen, nie inaczej jest z tym kawałkiem. Jakże sympatyczne i - paradoksalnie - odświeżające jest to granie tak wiernie a zarazem kreatywnie emulujące brzmienie i kompozycje klasyków. Chyba najbliższym odniesiem mógłby być dla niego Dungen, ale chłopaki zamiast zgłębiać psychodeliczne stany udają się na samochodową przejażdżkę po soft-rockowych okolicach z funkowym vibem. Dobre dziady! -K.Michalak
Po prawie dziesięcioletniej przerwie mój ulubiony żeński band wraca na barykady indie rocka. "Bury Our Friends" nie przynosi rewolucji (kto by się jej zresztą spodziewał), ale jest zgrabnie poprowadzonym, rzetelnym trackiem na miarę, powiedzmy, numerów z The Woods (do wymiataczy z One Beat jeszcze trochę brakuje). Tęskniłem za tą fuzją gitarowej agresji, która swój szczytowy moment osiąga w wybuchającym, hitowym refrenie. Ach, no i jest przecież Corin i jej wokal! Oby płyta tria była odczarowaniem wszystkich grajków z zapaści, w której znajdują się obecnie gitary. -J.Marczuk
Panda Bear jest chyba ostatnią osobą, którą podejrzewałbym o romansowanie z nudnym korpo-popem. No dobra, "Mr Noah" jest nieco zbyt mroczny na łatkę korpo-popu, ale przeraźliwie nudny to kawałek. Charakterystyczne wokalizy nic tu nie pomagają i brzmią jak ponury żart (modne wyrażenie ostatnio) z Person Pitch - Panie Noah, dlaczego? -K.Michalak
No i proszę, okazuje się, że można. Debiut, choć niezbyt przekonujący, pokazał, że damsko-męski duet XXANAXX patrzy w dobrą stronę (AlunaGeorge to całkiem słuszny wzorzec jak na początek), tylko jeszcze nie potrafi tego przełożyć na jakość kawałków. Wydaje się, że w numerze nagranym na drugą część kompilacji Heartbreaks & Promises to się udało. W "Give U The World" od razu można poczuć chwytliwy, taneczny vibe, kojarzący się z hitami Duke'a Dumonta, czy słonecznymi songami Bondax. Zdecydowanie kupuję takie granie i liczę na to, że XXANAXX już za jakiś czas odegra się za falstart w postaci Triangles. -T.Skowyra
Co prawda, to jest numer z wydanej przed chwilą kompilacji The Ramen Skate Sessions, ale dla mnie "Hope", to pomost między soulfulowo-melancholijną EP-ką Reborn, a czymś zupełnie nowym w solowym dorobku Chloe. Krystaliczne klawisze, wijące się i szwendające hi-haty, opadające basy, a nawet smyczki na 1:29!, związane charakterystyczną narracją producentki — wszystko to po raz kolejny pokazuje, że Anna Żmijewska już za chwilę powinna zostać pierwszoplanową postacią szeroko pojętego popu w Polsce. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że mająca ukazać się w Roche Musique, nowa EP-ka Chloe Martini, okaże się klapą. Zwłaszcza nie po takim tracku, który możecie odsłuchać poniżej. -T.Skowyra