RECENZJE
Kitty

Kitty
Frostbite (EP)

2014, self-released 6.8

W przerwach między zabawami w malowanie włosów Kitty wciąż znajduje czas na nagrywanie nawijek pod beat. W tym roku niemal w każdym miesiącu pojawiało się coś, w czym maczała palce. Była świetna EP-ka Impatiens, kilka singli (w tym znakomita "Marijuana" z bitem Chrome Sparksa) oraz featy (na przykład w tym absurdalnym songu u ziomalki, Chippy Nonstop, czy u kolesia zwanego Max LeRoy). Jakiś czas temu na Facebooku raperki pojawiła się zapowiedź dwuczęściowego (dwupłytowego?) długograja (który już nie będzie nazywał się Flower Violence, a wszystko przez Lanę Del Rey i jej trzeci krążek...) oraz info o tym, że wyprodukują go między innymi Guy Akimoto, Put Lukens i Maxo (!). Wreszcie dokładnie 25 października Kitty wrzuciła post, że ukończyła pracę nad materiałem i wydawało się, że już za chwilę dane nam będzie posłuchać debiutanckiej płyty tej roztrzepanej, uzależnionej od Internetu małolaty. Niestety, raptem kilka dni temu okazało się, że najnowszą pozycją w skromnej dyskografii Amerykanki będzie znowu EP-ka. Trochę szkoda, no ale spoko, też z chęcią RZUCĘ UCHEM — pomyślałem po zapowiedzi serduszka Frostbite.

Już po trochę kiczowatej okładce teasera w postaci singla "Miss U", przypominającej covery gwiazd najntisowego tech-house'u czy prog-house'u w stylu ATB, można wywnioskować, że tym razem Kitty poleci w bardziej taneczne rejony (zresztą serduszkowy front cover Frostbite też wpisuje się w ten schemat). Tak rzeczywiście jest, a to za sprawą producenckiego duetu Matta R. i Friendly Ghosta, którzy ulepili bardzo wyraźnie spoglądający na parkiet, równy i skondensowany (muzyczne tła są do siebie mocno podobne, ale w sumie to nie zarzut) zestaw beatów. To zapewne wynika ze słabości Kitty do takiej stylistyki, stąd też dziewczę zdecydowało się na mały tribute dla swojej fascynacji. Tak to sobie tłumaczę, ale pewności nie mam — w każdym razie fakt powstania EP-ki sprawia, że w moich oczach różowowłosa artystka jest jeszcze bardziej cool.

To takie obserwacje na gorąco. Po przesłuchaniu Frostbite wyciągnąłem nieco inne wnioski. Po pierwsze, to na pewno słabszy zbiór numerów od kapitalnego D.A.I.S.Y. Rage czy wypuszczonego niedawno Impatiens. A to ze względu na zamarkowanie świeżości, jakim charakteryzowały się wymienione wcześniejsze EP-ki. A po drugie, na najnowszej propozycji rządzą taniec, impreza czy ekstatyczne wybuchy refrenów ożenione z rozpoznawalnym swag-rapem Kitty. Jasne, piosenki się bronią, bo gdy po rozmarzonym intro laska wchodzi na zajebisty, prog-house'owy beat w "285" (swoją drogą ten kawałek ripitowałem już od kilku miesięcy, bo wyszedł znacznie wcześniej od EP-ki), to trochę nie ogarniam — na luzie jeden z najbardziej ekscytujących momentów 2014 dla mnie. A propos rozmarzonego intra: "Last Minute", to coś w rodzaju dream-house'u, ale nie na modłę ostatniego Coyote Clean Up, tylko bardziej w klimacie EP-ki Doss, więc też daje radę. Pilotujący zbiorek "Miss U" jest żwawszy, choć zdecydowanie wyczuwa się senną aurę chmurkowego rapu; ma też fajoski refren, uzupełniony chwytliwymi motywikami. Najmniej zajawiam się opartą o jungle'owe loopy dwuczęściową relacją ze świadomego snu — "Second Life" (też już wcześniej wypuszczony track, a na Impatiens był nawet bonusem), choć skipowanie go nie przychodzi mi do głowy. Ciekawy jest ostatni indeks, zamykający EP-kę SoundCloudowy "Hoaxxx". Funkowy vibe kojarzy się z Kaytranadą, Trianem Kayhatu czy naszą Chloe Martini, co również trzeba docenić.

Frostbite bezsprzecznie trafia w punkt, nawet jeśli lekko odstaje od wcześniejszych EP-ek. Myślę o nim jednak w kontekście zajawki, która męczyła Kitty i którą musiała z siebie wyrzucić. Wydaje mi się też, że ta mała płyta (wiem, forma digitalna, ale niech już będzie), to tylko zbiór odrzutów (ponoć panna Kocia ma na swoim twardym dysku miliard piosenek), a prawdziwy rozpierdol przyjdzie wraz z nadejściem oficjalnego debiutanckiego długograja. Oby tak było, bo ile można czekać, Kitty? Ile masz jeszcze czerwonych serc?

Tomasz Skowyra    
24 listopada 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie