RECENZJE

Kitty
D.A.I.S.Y. Rage (EP)

2013, self-released 8.0

Do czego może prowadzić SWAG, najlepiej pokazują komentarze pod facebookową zajawką warszawskiego koncertu ASAP-a. Dla starych, poczciwych hip-hopwców, którzy swoją przygodę z rapem zaczynali od Pete'a Rocka, KRS-a albo nawet Biggiego, to po prostu zbyt wiele. Wszechobecna rap-beka, gimbaza, hipsterka w niczym nie przypominająca dawno oswojonego blingu, wykoślawione, trollerskie teksty, a do tego wszystkiego dziwaczne bity i przećpane anty-flow – trudno o bardziej bolesne zaprzeczenie trueschoolu. Z drugiej strony nie sposób podważyć, że to właśnie hip-hop jest obecnie najbardziej responsywnym kulturowo stylem muzycznym – zarówno formalnie (nieustanny dialog z niszowymi gatunkami muzyki elektronicznej w podkładach i nowymi, netowymi sposobami komunikacji w tekstach), jak i treściowo (anarchiczna bełkotliwość, brutalistyczny eskapizm, pusty hedonizm i intertekstualna, rubaszna post-ironia jako swoisty anty-manifest ideologiczny straconego pokolenia porno, któremu wszystko wolno, a i tak nic nie może). Starzy niech się zżymają (choć wśród narzekań na koniec ery i "tą dzisiejszą młodzież" propsy stają się coraz bardziej słyszalne), ale rzeczywistość jest taka, że te wszystkie przerysowane freaki mówią o świecie równie prawdziwie, co przerysowani gangsterzy 20 lat temu i przerysowani buntownicy 25 lat temu, tyle tylko, że świat stał się nieco inny.

Nawet najbardziej życzliwy interpretator musi jednak stwierdzić, że zaledwie po kilku sezonach swagowa konwencja zaczyna zjadać swój własny ogon i wyradza się w 4chana rapu, ciekawą i istotną kunstkamerę, którą nie sposób zgłębić bez rozstroju nerwowego, a wszelkie prezentowane w niej eksponaty okazują się bardzo do siebie podobne. Czy ktoś z Was przewija youtubowe komentarze na druga stronę? Aby zrozumieć, co w tych pokemonach siedzi, wystarczy posłuchać może pięciu albumów, wystarczy tyle samo ksywek. Wśród tych osobliwości zwyczajnie brakuje osobowości, które byłyby w stanie rozsadzić swój styl od środka, nasycić go indywidualnym piętnem – tak, jak to zrobili NWA na Straight Outta Compton albo Notorious na debiucie. Na metapoziomie to również niezwykle wymowne (O tempora, o mores!), ale dla spragnionego interesującej rozrywki słuchacza – po prostu smutne i nudne.

W pewnym sensie w roli lidera nurtu, do cna opętanego genius loci, może się sprawdzać ekshibicjonistyczny Lil B, ale jego kalejdoskopowa emocjonalność i nadproduktywność są 4chanem same w sobie. W pewnym sensie drogę pokazał Drake, ale jego przynależność do swagującej czeredy jest cokolwiek dyskusyjna. Aż chciałoby się wygarnąć tym gołowąsom: "OK, wiemy że nie macie nic więcej do powiedzenia niż tylko ordynarne 'SWAAAG', ale na Boga, odsłońcie nieco swoje maski, wylogujcie się z tej bezpiecznej konwencji, przestańcie klepać dyrdymały w caps locku i powiedzcie nieco więcej". "JUST UNFOLLOW ME. FUCK OFF" – odparłby zapewne Tyler. I miałby do tego pełne prawo, bo broniłby swojej niespójnej spójności. Jak grochem o ścianę, zamknięte koło, a do tego łatwo się w nim pogubić.

W tych monotonnie ambiwalentnych realiach ubiegłoroczny singiel Kitty Pryde, "Okay Cupid", faktycznie był czymś bardzo ożywczym i dość znamienne, że został zauważony przez Rolling Stone, przez ludzi z zewnątrz. Oto niepozorna "teen-rap every-girl" z wytatuowanym "Prince$$" na dolnej wardze, zamiast w oparach purpury trollować rzeczywistość, przemówiła swoim własnym, intymnym językiem mall rata. Nie było wątpliwości, że ruda jest przedstawicielką gimbusowego pokolenia o gimbusowej wrażliwości, ale nie potrzebuje przewidywalnych, gimbusowych metafor, by ją wyrazić. Tym kawałkiem pokazała, że jest swag-hopowym, nieco bardziej nieśmiałym i zrównoważonym rewersem teen-popowej Uffie i z owym swag-hopem może zrobić to samo, co jej koleżanka kilka lat temu zrobiła z jednakowo łapiącym zadyszkę teen-popem. Przy tej samej dozie bezpretensjonalności i urokliwej, dziewczęcej otwartości.

Mam jednak wrażenie, że prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero na tej EP-ce. Przede wszystkim dopracowane zostały podkłady, które teraz nie tylko sugerują chałupniczą aurę lekkich halucynacji. Przysłuchajcie się chociażby największemu majstersztykowi w zestawie – mantrycznemu "Dead Island", którego wielopoziomowa narracja odsyła w kosmos, a pośrednio chociażby do cLOUDDEAD, podobnie jak słodki, krucho-płynny fondant "UNfollowed". Posłuchajcie "Hittin Lixxx" albo zaraźliwego swoim nawiedzeniem "$krillionaire" – tego nie powstydziłby się Clams Casino u szczytu formy, a chłopaki z Green Ova mogą tylko zazdrościć. OK, bez owijania w bawełnę – to jedne z najbardziej nowatorskich podkładów dekady, które wespół z nawijką Kitty definiują coś do tej pory nieznanego. Ale D.A.I.S.Y. Rage broni się również w tych mniej rewolucyjnych fragmentach: "R.R.E.A.M." jest Nadsroic przepuszczoną przez pokurwienie Earla z debiutu, "Scout Finch Bitch" świetnie igra z post-boom bapowym patentami, a "No Offence!!!" mógłby się znaleźć na drugich Internetach. Czysta przyjemność.

Wróćmy jednak do samej Kitty, bo to nietuzinkowa postać. Jej filuterne flow może kojarzyć się z przywoływanymi już Uffie albo Nadsroic, ale dziewczyna jest zgoła pozbawiona ich buńczucznego wyuzdania. Nawet diss "No Offence!!!" (który spokojnie mogłaby napisać Azealia) jest podany w nieco naiwnej, kokieteryjno-uległej manierze, tak że jakakolwiek odpowiedź na niego spowodowałaby jedynie uczucie politowania wobec braku elementarnej empatii. Szach-mat, bo Kitty w naturalny sposób wzbudza życzliwość, kontynuując pseudo-diaryczną, prostolinijną narrację zeszłorocznego singla – brak tu wyszlifowanej pozy, bo to tylko (i aż zarazem) intymne zapiski nastolatki, która odcina się od przesadzonego wizerunku swoich kolegów po swagu, rymując: "No, mom / Don't listen to 'twon / Nobody has cocaine on 'em and I never do anything wrong, kay? / She's always so suspicious, lurking 'kittydothedishes' / It's the business [...]". Doprawdy, wzruszające jest to całkiem sprawne literacko i kreatywne uchwycenie momentu przejścia z mentalności wyznaczanej przez Disney Channel wzbogacony o popkulturowe imaginarium ery YouTube'a w kierunku dorosłości, bo choć to doświadczenie pokoleniowo idiosynkratyczne, jest w nim coś uniwersalnego. I to właśnie ten uniwersalizm stanowi o indywidualności Kitty.

Zastanawiające, z jaką ostrożnością krytycy podchodzą do D.A.I.S.Y. Rage. Dla mnie jest jasne, że ta EP-ka to coś więcej niż ciekawa próba wrażliwej dziewczynki. To prawdopodobnie najlepszy do tej pory wykwit najmodniejszego nurtu hip-hopowego AD 2013 i – być może – jego przesilenie, wstęp do nowego etapu. Oby tak się stało.

<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3
<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3
<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3
<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3

Krzysztof Michalak    
17 marca 2013
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie