SPECJALNE - Ranking
100 najlepszych singli 2010-2014

100 najlepszych singli 2010-2014

28 lipca 2015

Oto nasze ulubione kawałki z pierwszej połowy trwającej dekady. Tym razem nasz ranking obejmuje zarówno utwory zagraniczne, jak i te powstałe w Polsce. Jeszcze gwoli wyjaśnienia: słowo "singiel" oznacza tu pojedyncze nagranie muzyczne, które zwykle często repeatowaliśmy i/bądź traktowaliśmy na zasadach odrębnych, pozapłytowych.

Soniamiki: Lemoniada

100Soniamiki
Lemoniada
[Qulturap, 2012]

Ciekawa sprawą z tą Zosią. Jakoś od 2012 roku wiemy, że jest ona najlepszą songwriterką w Polsce (sorry, Iza), a przez swoje lenistwo ledwo się o tym zająknęliśmy. Brak recenzji SNMK w naszym bogatym archiwum (shame on you, Porcys!) to w moim mniemaniu jedna z większych wtop, jakie serwis zanotował w ostatnich latach. Całkiem niedawno wróciłem sobie do tego materiału i nic się nie zmieniło: wciąż doznaję, jak unikalny jest to zestaw. Nie wiem nawet, jak się sprawy mają z całą tą podnoszoną przy okazji "Lemoniady" inspiracją Stuartem Moxhamem, bo każdorazowo kiedy mam okazję zapytać Zosię, czy jej płytą życia jest Colossal Youth, czy to raczej "ten rodzaj pośredniego wpływu", po prostu zapominam. Ale jeśli nawet Zośka w domowym zaciszu doznaje Young Marble Giants, tym bardziej plus dla niej. Wiadomo: Moxham był überbossem, lecz nie przypominam sobie, by typ stosował takie podziały rytmiczne jak Mikucka, a o takim chorym stuffie jak "Wiem Nie" to on chyba nawet nie słyszał. Oddzielna kwestia to sety Sonimiki. Są one absolutnie niestrawne dla statystycznego słuchacza Planety FM – przypomnijmy – rozgłośni, która poniekąd przyczyniła się do wylansowania "Lemoniady" (a sama Mikucka, co nietrudno odczytać, ma to totalnie gdzieś <3): posiadają formę quasi-słuchowiska, dzięki czemu jeszcze wyraźniej uwypuklony zostaje duchologiczny, czy też reminiscencyjny, aspekt muzyki zielonogórzanki (słynne wyblakłe zdjęcia z wakacji wcale nie są takim odległym fantazmatem, jakby się w pierwszej chwili zdawało).

Sama "Lemoniada" jest jednym z normalniejszych (heh) tracków w dorobku artystki, którym dumnie zwróciła się w 2012 roku ku NORMALSOM i o dziwo nie poległa – choć źródła sukcesu komercyjnego singla dopatruję się głównie w tekście (w sensie, że: ONA Z NIM NA DYWANIE). Co nie znaczy wcale, że jest on zły – przeciwnie. Zosia ma rzadko spotykaną u kobiet umiejętność: rzuca panczami na lewo i prawo. Weźmy kultowy już wers: "Ona lubi jego płyty/On lubi jej kolczyki" – słyszysz taką linijkę i momentalnie myślisz: ej, jakie to jest zajebiste (no proste, że jest)! W WARSTWIE MUZYCZNEJ zaś zgadza się tutaj wszystko: od struktury songu – zasadniczo nie posiada on refrenu (typowy Moxham, co?), a same wersy budowane są na bazie nienagannych hooków – przez charakterystyczne cięte syntezatorowe pady i ascetyczne, wyraziste bębny (które wciąż jawią się największym artystycznym osiągnięciem typka z L. Stadt – sorry, musiałem) aż po leniwe figury basowe Zośki. Rzecz absolutnie klasyczna. –Marek Lewandowski

posłuchaj »

przeczytaj porcast


Les Sins: Fetch

099Les Sins
Fetch
[Jiaolong, 2012]

Pamiętam, gdzie po raz pierwszy usłyszałem ten kawałek, a było to 3 lata temu w mixie Bundicka dla BTS. W tamtej chwili nie byłem jeszcze świadomy, jak duża część mojego życia upłynie w tym słodkim rytmie, ale już pierwszy soundcloudowy odsłuch chwycił mnie błyskawicznie i od tego czasu ten niepozorny singielek jest jednym z moich ulubionych utworów nie tylko w dorobku Chaza, ale całej dekady. Serio. Tak naprawdę nie wiem, co mi się w nim tak bardzo podoba. Może chodzi o tę charakterystyczną pętlę przewijającą się przez cały uwór? Idealnie nabite bębny i głęboki basik? Pocięty wokal, idealną strukturę i długość? Perfekcyjnie wypolerowaną produkcję? Cholera, nie mam pojęcia. Wiem jednak, że jest to wszystko, czego oczekuję od tzw. muzyki tanecznej, nawet jeśli tańczyć mam do niej sam. I właśnie dlatego ten bardzo sympatyczny debiut pobocznego projektu Toro stał się dla mnie tak dużym rozczarowaniem. Żaden kawałek z Michaela nawet nie dotknął kosmicznego poziomu "Fetch". –Antoni Barszczak

posłuchaj »


Hannah Diamond: Attachment

098Hannah Diamond
Attachment
[PC Music, 2014]

O ile w ubiegłej dekadzie stosunek pomiędzy muzyką popularną a biorącymi ją za swój przedmiot zjawiskami z pogranicza "alternatywy" i "eksperymentu" przybierał raczej postać przemycania kontestujących jej schematy wątków i zabiegów w obręb tego, co zwykliśmy nazywać mainstreamem, tak na przestrzeni ostatnich pięciu lat sytuacja stała się nieco bardziej jednoznaczna. Nie wgłębiając się w szczegóły, można pokusić się o tezę, że mieliśmy do czynienia z pewnego rodzaju resetem potencjałów. Gdybym dziesięć lat temu miał zastanawiać się nad tym, gdzie w szeroko pojętej muzyce popularnej (w której to, co wąsko rozumiemy jako "pop", jest jedynie pojedynczą linią w splocie gatunków, nurtów i zjawisk) dzieją się najciekawsze rzeczy, mając jako oba człony alternatywy – przykładowo – medytacyjną elektronikę i czołówkę listy przebojów MTV, prawdopodobnie wybrałbym to drugie. To dziwaczne doświadczenie jednoczesnego kryzysu alternatywy i rehabilitacji muzyki tworzonej w celach komercyjnych – w imię szczytnego postulatu "uniwersalnej wspólnoty dźwięku" – było nie tyle formujące (nie tylko dla ekipy Porcys), co chwilowe. W 2015 roku nikt nie próbuje nawet udawać, że "piosenki" (przynajmniej te, które słyszymy w radiu) mają się tak dobrze, jak kiedyś. Niby podsłuchujemy sobie Carly Rae Jepsen, Katy Perry czy Taylor Swift, ale gdzie dorobkowi tych skądinąd zdolnych wokalistek do twórczości Kylie, Brit, Cassie czy nawet – nie bijcie mnie – Paris Hilton?

Zabieranie się za "ranking piosenek" w 2015 roku jest dzięki temu zadaniem znacznie bardziej interesującym i nieporównywalnie trudniejszym niż analogiczna próba dekadę temu. To nie komercyjny pop jest dzisiaj nośnikiem radiowej wrażliwości, ale trawestujące ją zjawiska w rodzaju vaporwave'u czy PC Music. Obie te estetyki – a w przypadku projektu AG Cooka bardziej niż z wydawniczą organizacją pewnej działalności mamy do czynienia raczej właśnie z pewną formacją krytyczno-estetyczną – nie pozwalają jednak na swobodne wyrażanie czysto "motywicznych" aspektów prezentowanej przez siebie twórczości. Zamiast tego skrywają ją za formalnym nadmiarem – przeładowaniem tego, co konstytuuje ich warstwę tożsamościową i symboliczną, ornamentami, szyfrem, specyficznym, opierającym się na graniu fetyszyzmem i repetycją, językiem obrazu oraz niezbyt subtelnie wyrażaną krytyką późnego kapitalizmu.

We wstępie do swojej książki Jak Przestałem Kochać Design grafik Marcin Wicha pisze: "Zmarnowałem dzieciństwo i młodość. Nie słuchałem Stonesów ani Depeche Mode. Moimi rockmanami byli graficy." Gdy słucham "Attachment", jestem przekonany, że te słowa mogłaby wypowiedzieć również Hannah Diamond. Czy robienie popu – za przeproszeniem – od dupy strony, od strony jego krytyki i wizualnej parafrazy, jest jakimś sposobem na jego ocalenie w 2015 roku, kiedy repetycja wyparła niemal całkowicie progresję melodyczną, a polaryzacja pomiędzy "niezalem" i "mainstreamem" jest silna jak nigdy dotąd, czy może pozostaje ironicznym wyrazem spektakularnej klęski tego karkołomnego eksperymentu? A może całe oszustwo polega na tym, że w tym wszystkim jest mniej ironii, niż mogło początkowo się wydawać? Dopóki jesteśmy w stanie wyznaczyć taki horyzont możliwego rozwoju – którego rzeczywistość zweryfikuje naturalnie tylko historia – chyba nie mamy się o co niepokoić. –Jakub Wencel

posłuchaj »

przeczytaj "Wydaje Mi Się: PC Music"


ZaStary: Kęs

097ZaStary
Kęs
[self-released, 2014]

Nie jest tajemnicą, że songwriterzy powinni częściej przytulać się do laptopów. Nie jest tajemnicą, że polscy wokaliści powinni raczej pisać po polsku i bynajmniej nie chcę oskarżać nikogo o bycie zdrajcą narodu. Przecież takie słowo "kęs" to już jest hook sam w sobie.

Może i polski pop A.D. 2015 pławi się w mruganiu do modnej nagle elektroniki i prześciga się w ilościach syntezatorów na aranż. Szkoda tylko, że jak zwykle nikt nie rozumie, o co tak naprawdę chodzi. I tym bardziej zdumiewa, jak świetnie zrozumiał to przy okazji "Kęsu" Sikora. Ten kawałek mógł moim zdaniem stanowić nowe otwarcie w polskiej muzyce popularnej, i w sumie nadal jest taka szansa, ale jakoś mam wrażenie, że nie, bo przecież dziwnie by się prezentował wrzucony na youtube wraz ze zdjęciem dziewczyny w szortach na tle zachodzącego słońca.

Brzmieniowo można tu dostrzec mgliste nawiązania to do Animal Collective z okresu Merriweather..., to do niektórych pomysłów Jamesa Blake'a. Kompozycyjnie broni się jednak na własnych prawach. Gdy gęsty, hałaśliwy aranż zwrotki ustępuje nagle, dając odetchnąć brzmiącemu wspaniale przez ten niespodziewany kontrast refrenowi, staje się jasne, jak świadomie i sprawnie Sikora operuje również innymi niż melodyczne i harmoniczne środkami. Bo nie zapominajmy, że można mieć najwykwintniejsze progresje akordów czy, cytując klasyka, najbardziej "chore modulacje", a i tak nagrać słaby kawałek, jeśli się nie wie, jak dozować napięcie. –Marcin Sonnenberg

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Miley Cyrus: We Can't Stop

096Miley Cyrus
We Can't Stop
[RCA, 2013]

Kiedy ostatnio widzieliście teledysk? W ciągu ostatnich dwóch lat chyba żaden popowy wykonawca nie wypuścił ani jednego klipu o takiej sile oddziaływania, co dwa teledyski do wiodących singli z Bangerz. Śmiało można powiedzieć, że to już kanon ikonografii popkultury. Wraz z płytą, wizerunkiem, kontrowersyjnymi występami można było mówić o narodzinach nowej gwiazdy. Dwa lata później jednak czekamy na jej kolejny ruch i właściwie nikt nie wie, jak dalej potoczy się ta historia.

Wydaje mi się, że mogłoby nie być "We Can’t Stop" na tej liście – utworu prościutkiego przecież i dalekiego od wnoszenia do popu jakiejś nowej jakości w sferze kompozycji czy produkcji – gdyby właśnie nie teledysk. Muzyka i obraz stanowią całość, a jedno w oderwaniu od drugiego po prostu coś traci. Poszczególne kadry same pojawiają mi się przed oczami, gdy słyszę kolejne sekundy tego pseudobangera o narkotycznym ciągu. Na dodatek silne skojarzenia ze Spring Breakers sprawiają, że 2013 rok zapamiętam jako ten, w którym przestaliśmy się łudzić, że bolesny kac nie nadejdzie, co nie znaczy, że poszliśmy do domu grzecznie położyć się spać. –Kamil Babacz

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Jacques Greene: Another Girl

095Jacques Greene
Another Girl
[LuckyMe, 2011]

Na wstępie zaznaczam, że Greene już dawno temu powinien zawisnąć za brak longplaya. Ten szermierz krótkich form artystycznego wyrazu bombarduje nas niemal rokrocznie jakąś ciepłą parkietówką, pozostawiającą u słuchaczy spory niedosyt, bo przecież te kilkaset sekund nagrania zazwyczaj okazuje się być ilością zdecydowanie niewystarczającą. Wśród kilku perełek, które wymknęły się spod palców młodego montrealskiego producenta, wyszczególnić warto niespełna siedmiominutowe "Another Girl". Zgrabne użycie sampli wokalnych Ciary z piosenki "Deuces" połączone z post-dubstepową ogładą i house`ową harmonią zrodziło jedno z najbardziej apetycznych połączeń zwiewności radiowego r'n'b z garażowym, zorientowanym na wyspiarskie brzmienie rzemiosłem. Aż żal, że nie grywali tego w popularnych rozgłośniach radiowych, bo to produkt doskonały –utwór w sam raz dla późnonocnych prezenterów. –Witold Tyczka

posłuchaj »


M.I.A.: Bad Girls

094M.I.A.
Bad Girls
[Interscope, 2012]

Jeżeli jeszcze nie zorientowaliście się, o co chodzi w "Bad Girls", to już śpieszę z pomocą: o rytm. Absolutny kult brutalnego, potężnego rytmu autorytarnie podporządkowuje sobie wszystko, co w tym kawałku w jakikolwiek sposób próbuje zabłysnąć, od egzotycznych przygrywek i butnie intonowanych nawijek po rozgrzane komory silników i tańczącą armię multiculti apologetek, wyraźnie zainteresowanych zrobieniem jakiejś rozpierduchy. "Bad Girls" nie ma w sobie za krzty lekkości "Paper Planes", futuryzmu "Galang" ani kreskówkowej plastyczności "Jimmy’ego", jest za to najbardziej bossowskim kawałkiem, jaki Maya kiedykolwiek nagrała i moim osobistym faworytem w jej opasłym katalogu. Mam tylko nadzieję, że ten rozpalony do czerwoności skarb nie utonie gdzieś w bagnie nieudolnego, wodolejskiego dziennikarstwa, jakie miało miejsce przy okazji skądinąd niezłego Matangi i pozostanie dla potomnych wzorem, jak naciągnąć i wypchać do granic możliwości sprężystą, dancehallową strukturę, by nadal formalnie pozostała dancehallową strukturą, ale zamiast przemierzania ulic Kingston przypominała raczej bombardowanie Dubrownika. –Wojciech Chełmecki

posłuchaj »

przeczytaj playlist
przeczytaj "50 najlepszych nagrań 2012"


Ariana Grande feat. Iggy Azalea: Problem

093Ariana Grande feat. Iggy Azalea
Problem
[Republic, 2014]

Słupki, chartsy, celebrycki landmark najzwyczajniej w świecie idący śladami klasycznych tandemów r&b-popu i rapu (Mariah przecież), teoretycznie w szeregu z innymi szlagierami Maxa Martina? Jeśli za miarę wyższości tej piosenki nad innymi singlami Ariany przyjmiemy bałwochwalczą niemal przystępność, rzucimy wszystko, co złe, ale już praktycznie nie do pominięcia w recepcji tego kawałka, to spotkamy się właśnie na liście połowy dekady. Featuring Azalei i saks nie będą już tak ciążyć, gdy uprzytomnimy sobie, że chyba żaden popowy numer tych ostatnich pięciu lat nie potrafi tak "wjechać dwa razy", całkowicie koncentrując na sobie uwagę najpierw w intro, a chwilę potem w zwrotce. Zdamy sobie do tego sprawę z nieodzownej roli Ariany na czele tych wygibasów w podkładzie. Bo czy ten dawałby tak mocno radę bez czterech oktaw panny Grande? Czy końcówka delikatnie nie siadłaby bez jej ożywczych wokalnych ozdobników? A pre-chorus (w zasadzie ten sam co pod nawijką Iggy) – czy byłby taki sam? "Mogłoby być ciężko". Ale przynajmniej dzięki temu wiemy, że żaden inny singiel Amerykanki nie jest tak bardzo jej. –Krzysztof Pytel

posłuchaj »

przeczytaj playlist
przeczytaj "20 najlepszych singli 2014"
przeczytaj "Rekapitulację 2014: Pop"


Perfume: Spice

092Perfume
Spice
[Tokuma Japan, 2011]

Nakata. I w tym momencie mógłbym skończyć, bo ktoś o tak ogromnej mocy przerobowej, z uchem do nieludzkich melodii, precyzyjnie realizowaną wizją cybernetycznego popu osadzonego w kontekście Kraju Kwitnącej Wiśni, stanowi po prostu wizytówkę samą w sobie i jego zasług nie trzeba przedstawiać szerszej publiczności. Jedna dekada mija, druga się zaczyna, lata upływają, trendy w muzyce ulegają raz radykalnym zmianom, raz recyklingowi i miliardom innych procesów twórczych, a Japończyk nieustannie udowadnia, że pod względem perfekcjonizmu w skali mikro czy wyrachowania jego produkcje nie mają sobie równych nie tylko w Azji, ale i w każdym zakątku świata. Oczywiście nie byłoby dzisiejszego Nakaty bez jego "wyrobniczek" – dziewczyn bardzo utalentowanych, czujących chemię między sobą nawzajem i swoim producentem. Refren w "Spice" = Perfume Genius? Nie, Perfume geniusz. –Rafał Marek

posłuchaj »


Serena Maneesh: I Just Wanna See Your Face

091Serena Maneesh
I Just Wanna See Your Face
[4AD, 2010]

Ech, nie po raz pierwszy jest mi wstyd za siebie z 2010 roku. Kiełbie we łbie to jedno wytłumaczenie, ale że gimnazjalną rozkminą przyłożyłem rękę do 6.5 dla takiej perły? Na szczęście z wiekiem raczej się ogarnąłem ("lubię tak myśleć"), ale to nie oznacza, że teraz mam o tym utworze coś odkrywczego do napisania. Te pięć lat od pierwszego kontaktu z "I Just Want To See Your Face Again" wzięło mnie trochę z zaskoczenia, ale będę szczery – wtedy była to dla mnie jedna z wielu piosenek w tej stylistyce, a teraz... Oczywiście nic się tu nie zmieniło, ale szczęśliwie teraz potrafię płynnie poskładać te shoegaze'owe klocki (tak, tu też "lubię tak myśleć"). I nie tyle "rozumiem", co wreszcie "czuję", że ten Nikolaisen to był niezły gagatek, który lekką ręką wypuszczał prawdziwe diamenty. Szkoda tylko, że tak nieregularnie, ale gdyby było inaczej, to pewnie nie tęskniłbym teraz za S-M tak, jak tęsknię. Dobrzy ludzie, fajne piosenki, wielki (powiedzmy) singiel. –Kacper Bartosiak

posłuchaj »

przeczytaj playlist


#100-91    #90-81    #80-71    #70-61    #60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-01

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Playlist Extra: 15 najlepszych utworów Jorge Elbrechta
Presentable Corpse"Don't End Up Alone"