SPECJALNE - Artykuł

50 najlepszych wokalistek wszech czasów

8 marca 2009



A w ogóle było to tak. Wiele lat temu, jeszcze jako nieopierzeni młodzieńcy, szykowaliśmy żartobliwy feature o najseksowniejszych kobietach świata (oj zabawa by była, zwłaszcza listy indywidualne!). Teraz, już w większości pełnoletni i mentalnie dojrzały, serwis przymierzał się do realizacji humorystycznego projektu z przeszłości, lecz niestety część staffu zaprotestowała, sugerując, że to byłoby lekkie przegięcie. Jaki ranking można więc ułożyć w tak pogardzanym przecież i poniewieranym dzisiaj "dniu kobiet"?

Zdecydowaliśmy się na wokalistki i w tym miejscu uważajcie: to NIE JEST zestawienie "najwspanialszych kobiet w muzyce", jakie się często spotyka w różnych magazynach. Nie braliśmy pod uwagę takich atrybutów, jak talent kompozytorski, wyczucie słowa, charyzma sceniczna, uroda, "cool" wizerunek, skillsy instrumentalne... Kryteria były jasno określone: wokal jako element wypreparowany z muzyki – barwa głosu, efektywne wykorzystanie umiejętności technicznych dla celów artystycznych oraz kreatywność/oryginalność użytych środków ekspresyjnych.

Ramy stylistyczne nie obowiązywały, choć proporcje gatunkowe dość uczciwie odzwierciedlają chyba to, czego "na redakcji" słuchamy. Ograniczyliśmy się do pięćdziesięciu miejsc, ale gdyby było ich więcej do dyspozycji, to na pewno nie zapomnielibyśmy o takich nazwiskach, jak choćby Amerie, Toni Braxton, Blu Cantrell, Cassie, Diane Charlemagne, Neneh Cherry, Enya, Diamanda Galas, Clara Hill, Lauryn Hill, Alicia Keys, Darlene Love, Loreena McKennit, Joni Mitchell, Nicolette, Martha Reeves, Jill Scott, Bessie Smith, Barbra Streisand, Tammi Terrell, Mary Wells, Cassandra Wilson i wielu, wieeeluuu innych...

Jeśli chcesz przejść na stronę główną kliknij tutaj.


50Lisa Shaw

Na świecie jest pełno anonimowych wokali. Chórki na płytach ulubionych artystów, laska jęcząca w jednym kawałku Westa czy praktycznie dowolna wokalistka z kawałka zasłyszanego na disco. A wśród tony anonimowego węgla można od czasu do czasu znaleźć jakiś diament, czego przykładem jest Lisa Shaw. Jej kariera zaczęła się właśnie od śpiewania w klubowych kawałkach, gdzie świetnie sprawdzał się jej seksowny, aksamitny wokal. Potem przyszła pochwała od Madonny zamieszczona na łamach "Rolling Stone", a w 2005 roku solidny solowy debiut. Mieszając muzykę taneczną i soul pokazała, że jest wokalistą uniwersalną, sprawdzającą się zarówno na parkietach, gdzie szeroko pojęta erotyka wyskakuje spod przykrótkich mini czy zza mocno wyciętych bluzek, jak i w spokojniejszych, w dalszym ciągu zmysłowych kawałkach. Słuchając jej głosu mam wrażenie jakby siedziała za zwiewną, półprzezroczystą kotarą, tocząc ze mną nieustanną grę wstępną. A oczekiwanie jest podobno lepszą częścią przyjemności, prawda? –Bartosz Ryt





49Sandy Denny

Jedyna na tej liście reprezentantka nurtu stricte folkowego, Denny z gracją eksponowała narracyjny śpiew, który nieodparcie ewokuje angielskie krajobrazy "na łonie natury" – klify, równiny, niziny, doliny, chuiny różne. Nie, ale serio, jest coś w legendarnej frontwomance Fairport Convention niezwykle "mądrego", taka "życiowa" ("ludowa"?) mądrość bije z tonu jej głosu, a w domyśle widzimy rozległe przestrzenie pod gołym niebem, gdy serwuje kolejną akustyczną balladę o przemijaniu, głęboko zakorzenioną w tradycji. Moje inicjalne spotkanie z Sandy przydarzyło się w przedszkolu z okazji hurtowego wchłaniania dyskografii Zeppelinów (nikomu innemu Page i Plant nie pozwolili na płytach zespołu gościnnie zawyć, tylko SD w "Battle of Evermore"), ale dopiero gdy dekadę później trafiłem na "Who Knows Where The Time Goes", to ustrzeliłem jej obiektywny highlight. Autorytety padają, wokół dominuje głupota, a to surowa wersja demo rzeczonej pieśni. –Borys Dejnarowicz





48Aaliyah

Dobra, dostrzegam tu pewnie niejasności, na które trzeba jak najszybciej rozlać jak najwięcej światła – otóż, tak, Aaliyah dzieli część genotypu z Gladys Knight. Dziękuję.

Co z tego wynika? Otóż wydawałoby się, że niewiele, poza weselem z powiązań. Sama Aaliyah, zuch dziewczyna o pryzmatycznej głośni, zagubiona w czeluściach dostępnych wizerunków dla młodych dziewcząt, długo wybierała pomiędzy okularami typu gogle ninetiesowego harleyowca, a ortalionowym futuryzmem środkowego TLC, olewając, wydawałoby się, przysłowiowe lekcje śpiewu i widełki replikacyjne. Ale nie. Była zajebista już kiedy bity otrzymywała od Timbalanda, Jet Li skakał dla niej po ścianach, a pilot Cessny okazał się przygodnym kokainistą.

Otóż: R. Kelly pisał jej teksty, dotykał, a pewnie też zajmował się biżuterią oraz wiktuałami. To korzenie kontekstu Age Ain't Nothing But A Number, debiutu. Z tak oto zarysowanego etosu młode dziewczę wytrzaskało najlepsze sypialniane bangery jakie widział świat w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. To znaczy: rozciągała sylaby w równych proporcjach, niewinnie zlizywała spółgłoski z ćwierci skali, cokolwiek chciała. Sorry, wszystko zachowało się na YouTube. –Mateusz Jędras





47Irma Thomas

Irma Thomas swoją gospelową płomienność przejawiała już od najmłodszych lat, czego przejawem może być między innymi posiadanie czwórki dzieci i dwóch rozwodów za sobą w moim wieku. Różni nas jeszcze coś, otóż wróciłem niedawno z warsztatów emisji głosu, na których dowiedziałem się, że mam "albo nierozruszaną żuchwę, albo szczękościsk", czego z pewnością nie można powiedzieć o posiadaczce głosu definiującego dla mnie soul, między ekspresyjną zawziętością Diany, a ciepłem Arethy Franklin. A skoro już jakimś cudem Monika Sewioło nie dostała się do szczęśliwej pięćdziesiątki, pozostaje mi tylko zacytować fragment jej wiersza, który idealnie oddaje moje uczucia względem predyspozycji Irmy: "płonę w ekstazie, w ekstazie płonę". –Łukasz Łachecki .





46Etta James

Trójoktawowy kontralt to najwyraźniej dobre rozwiązanie. Etta ma kawał powera i brudny bluesowy timbre, wydobywający się z dzikiej głębi jej ciała. Kobieta ma 71 lat na koncie i wciąż jest niegrzeczna, ale nie niegrzeczna jak Madonna próbująca jak najmocniej wypiąć na nas swoją waginę. Głos Etty może trochę osłabł, ale przez lata rozwiązłego życia, podczas którego nadużywało się nieco heroinki, nabrał też życiowego doświadczenia. She ain't no good. Kiedy śpiewa "Whoo, I would rather, I would rather go blind, boy / Then to see you walk away from me, child, no", czuć jak jej serce pompuje gorącą krew, a głos rozdziera się z dziką pasją i bólem, wwiercając się przez uszy prosto w serce słuchającego, który pod koniec poniższego występu staje się niepiśmiennym analfabetą. –Kamil Babacz





45Kelis

Musze przyznać szczerze, iż jestem trochę zaskoczony, że Kelis załapała się do naszego podsumowania. Nie uważam bowiem, aby Amerykanka dysponowała jakimś fantastycznie mocnym głosem. Dlaczego więc mimo to umieściłem ją na swojej liście indywidualnej? Bo jest idealnym dowodem na to, że wokalistyka nie polega tylko na sile. Kelis jest świadoma ograniczeń swojego timbre i nie porywa się na rzeczy niemożliwe. Jest ostrożna w ekspresji, a przy tym dysponuje niebanalnym warsztatem umiejętności technicznych, który dopiero czyni z niej wokalistkę pełną gębą. To właśnie te czynniki sprawiają, że jest jedną z najlepiej śpiewających współczesnych piosenkarek, która zwłaszcza wybornie sprawdza się na żywo (znakomity dowód macie w linku niżej). Oby nadchodzący urlop macierzyński (tak, Nas w końcu trafił) w żaden sposób nie odbił się na jej formie wokalnej. –Kacper Bartosiak





44Grace Slick

Głos Grace to narzędzie do kontrolowania ludzi. W "White Rabbit" nie namawia cię do brania grzybów, ona ci każe i zdenerwuje się zaraz, bo co ty tu jeszcze robisz. Dla jej wibrującego kontraltu – to nie jest niższy alt! to jest LEPSZY alt – "Kontralt brzmi jak alt ale jest zazwyczaj głosem o większej skali – w niektórych przypadkach aż do wysokiego c-trzykreślnego sopranu" (nie mam pojęcia co większość z tych rzeczy znaczy) – nie ma przeszkód, świdruje uszy do krwotoku. Jakkolwiek zawsze występowała w towarzystwie dość podejrzanych mężczyzn – gangu naćpanych cyganów w latach 60., kolegów Billy'ego Joela, którzy pewnie z planów teledysków zaraz biegli na latte z Journey, w latach 80., jej samej nie sposób było nie traktować poważnie. No dobra, nie w tym drugim wypadku. Zapoznajcie się ze Slick z okresu świetności, jeśli wam psylocybina niestraszna – "kontralt jest głosem bardziej wszechstronnym i rozległym. Posiada w przeciwieństwie do krótkiego altu skalę ponad trzech oktaw. W dolnym rejestrze brzmi nisko i ciemno jak alt, lecz w górnym rejestrze, którego brak altowi, brzmi jak sopran. I jeszcze różnica podstawowa: kontralt, w przeciwieństwie do altu, musi mieć biegłość techniczną, czyli umiejętność szybkiego śpiewania, zwaną koloraturą. Altowi na ogół ta umiejętność nie jest potrzebna".* –Łukasz Konatowicz

*cytaty z Wikipedii





43Karin Dreijer Andersson

"(Głos tej panny, jak jej to wyszło!)?". W promiennych czasach pierwszego Knife głos Karin, który zawiera w sobie wszystkie aspekty tego, czym nazywa się "metaliczny" timbre, był obietnicą udanego związku, soundtrackiem do chwil, kiedy słonecznym rankiem odprowadzasz dziewczynę do drzwi po spędzonej nocy, czy coś takiego. Feat u Röyksopp był już letnim zmierzchem, jeszcze ciepłym, ale już z dreszczem. Pozwolę sobię zauważyć, że głos Andersson, coraz bardziej zimny, rozwija się analogicznie do dokonań grupy, a rozpaczliwe "another kind of love" może być już zwiastunem tego, że widzimy się na pogrzebie przy okazji nowego Fever Ray. Ej, to prawie jak w "November Rain"! (Tu wyobraźcie sobie scenkę, w której niżej podpisany niczym Józef Łuszczek wybiega z pokoju machąjąc rękami... "On nie wytrzymuje takich napięć".) –Łukasz Łachecki





42Carole King

Są piosenki-standardy, z którymi prędzej czy później próbuje się zmierzyć każdy szanujący się artysta. A to jako bonus track na którymś albumie, a to na bisie jakiegoś koncertu, a to w programie telewizynym. Taką piosenką dla singer-songwriterek zdecydowanie jest "Natural Woman", pierwotnie wykonywane przez Arethę Franklin, a napisane przez Carole King do spółki z Gerrym Goffinem. Pomyślcie jakie to uczucie – napisać TAKĄ piosenkę, którą śpiewa TAKA artystka. A potem spróbować zaśpiewać ją samodzielnie. King zrobiła to po swojemu. I zdała. O ile wersja Franlin była deklaracją, tak wykonanie Carole to manifest. Jej niski, głęboki, przeszywający głos sprawia wrażenie pochodzącego z głębi duszy. Ten wokal zagląda nam prosto w oczy i słuchacz ma pewność, że to jest właśnie to, co ona chciała zaśpiewać. Ten głos nie jest ani najlepszy, ani najperfekcyjniejszy na świecie, ale na tym właśnie polega jego urok. Słyszymy *człowieka*, a nie śpiewaczkę. Bo kiedy ona śpiewa "You've Got A Friend", to się jej wierzy. Tak, jak wierzyli jej The Beatles, The Byrds czy Rod Stewart. –Bartosz Ryt





41Tracey Thorn

Dla mnie ten głos jest, przyznam, trochę za bardzo wypolerowany. Wiesz my w tym programie szukamy prawdziwych talentów z jajcami i ikrą, szukamy kogoś na miarę Ryśka Riedlera, a twój wokal bez skazy jest moim zdaniem zbyt senny, niewinny, zbyt doskonały. Sorry winnetou, ja chcę idola AD 2009.

Śpiewa Pani jedwabistym, eleganckim kontraltem i nawet jednej grudki, szorstkości się w tym nie można dopatrzeć. A ja raczej słucham muzyki alternatywnej, gdzie pojawiają się ciekawe teksty, pojawiają się ciekawe dźwięki. Muchy zna Pani?

Fajne!



Może to dobrze dziewczyno, że ładnie śpiewasz, bo urodą to ty nie grzeszysz, wieeeesz? Do mojego porszaka bym cię nie zawinął – ani po mieście się z taką laską nie porozbijam, bo wstyd, ani koki razem nie powciągamy, a wokalnie jakby też nie za bardzo chyba te klimaty. Jesteś dla mnie trochę taką Yerba Mate żeńskiego wokalu: chętnie skorzystam nad ranem, na kaca, ale na balandze nawet nie tknę. Także bardzo mi przykro, jestem na tak. Gratulacje. –Michał Zagroba




#50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-01   

Listy indywidualne   

BIEŻĄCE
RideWeather Diaries
Brian EllisMirror/Mirror