SPECJALNE - Artykuł

Antologia Polskiego Stonogawave'u: 20 najlepszych remixów Zbigniewa Stonogi

26 października 2016

Dobry wieczór, coś się, coś się popsuło i nie można było mnie czytać, to powtórzę jeszcze raz: piosenkowe przeróbki ze Zbigniewem Stonogą to jest jakieś mistrzostwo. Ja myślę, że to polskie youtubowe społeczeństwo, ta banda śmieszków, to jest coś niesamowitego. Jeśli tyle dla was znaczy, jeśli tyle dla was znaczy, ludzie, takie zaangażowanie społeczne jak Zbycha, to was powinno się docenić. Tak się powinno was docenić jak może was docenić Porcys. Screenagers was tak nie doceni jak doceni was Porcys. Aż was kukle kurwa będą swędziały. Z beki. To jest dramat kurwa, to jest dramat, że w tym antyludzkim państwie, w tym państwie, w którym media kurwa nie były w stanie powiedzieć, że Zbigniewa Stonogę zbezczeszczono, że ten człowiek ma 118 wyroków uniewinniających, że te sądowe kurwy – powtarzam – sądowe kurwy… Sądowe kurwy tego człowieka oskarżały bezpodstawnie i po latach uniewinniały, że to nie jest czymś wartym tego, by tego człowieka docenić. Będą was te remixy prześladować. Będą za wami kurwa chodzić tak jak za wami "Borewicz" nie chodził. Ta kurwa, ten mały karakan, będzie się sprawdzał nawet w wersji disco polo. Nickelbacki, Akcenty, Taylor Swifty będą wam w nowych aranżach przywracać smak życia. My na Porcys mamy to w piździe, bo nas stać na wszystko. W biurowcu będę żył tak, wypierdolę jeszcze dzisiaj, już bilet do windy kupiony. I będę się z was kurwa polskie frajery śmiał, żeście takie głupie są. Tacy kurwa debile, którzy ze Zbycha szydzili. Nie z Korwina, nie z Petrów, nie z Kukizów popierdoleńców… Przez was kurwa – chuje – nic się w tym kraju nie zmieni. Rozumiecie to? A wam kochani, którzyście te remixy oglądali – dziękuję! Bo to garstka Polaków… Garstka Polaków dzisiaj to jest 70 tysięcy odsłon, może 80. Wyłącz tego Pitchforka, bo ci go wyłączę na amen. Tak, tak, tylko to się kurwa w tej Polsce nadaje… Powiedzieć wam w ryj wreszcie, wy głupie chuje, że jesteście prymitywami. Że, kurwa, wasze pierdolone spotifaje to jest wasz majestat, wasza godność. Robota kurwa w korporacji i konto na spoti – to wy kurwa Polacy. Nie warto było kurwa, nie warto było zrobić nic co by się… A szkoda kurwa gadać, szkoda strzępić ryja, naprawdę… Ci którzyście szydzili ze Stonogi, niech was szlag trafi. Chuj warci jesteście, antypolakami jesteście. Miłej lektury. –Kacper Bartosiak


20"Still D.R.E"

Chociaż wykonanie tego fragmenciku przez Dr. Stonogę "Not lovin' police" Zbigniewskiego pozostawia ogromny niedosyt, bo naturalnie chciałoby się więcej, i choć jest jak mały, figlarny limeryk przy kilkusetstronicowych pomnikach literatury, to jednak jest to dzieło skończone, idealne. Pokażcie mi coś równie dobrego, trwającego mniej niż 20 sekund. Od wiekopomnego ("klasyk w dniu premiery") wejścia, przez tworzący się na naszych uszach pochód, po triumfalny gest ręką skwitowany wszystko mówiącym "GUESS WHO'S BACK" – wszystko tutaj gra i napawa ekscytacją przy każdym odtworzeniu. Stonoga instant, lifesaver przed ślubem, pogrzebem, aresztem. –Antoni Barszczak


19"E.T."

Z wysokości biurowego krzesła Zbigniew Skarga rzuca ekskomunikę, sieje anatemę i nic w jego tonie nie przypomina ojcowskiej troski "Przez Twe Kukle Zielone". Słuchając "E.T. REMIX", doświadczam prawdziwie oczyszczającego strumienia świadomości w formie nieznoszącego sprzeciwu wkurwu. Prorocze w kontekście "dobrej zmiany" "JE-BAĆ JE-JE-JE-BAĆ, RU-CHAĆ RU-RU-RU-CHAĆ" wjeżdża jak strzały z Magnum (NOMEN OMEN) 44, ale to, co zmusza mnie do ripitowania, wchodzi na idealnie zrymowanej frazie: "Te kurestwo PIS-owskie i tą kurwę Polskę" i "Wy jebane chuje, ja was odholuję". Zagubiony b-side Bangerz albo popowego Yeezusa? Niebezpiecznie blisko, zwłaszcza kiedy słyszę przeciągłe "NIEEEEE, nie, nie na Stonogę" ("Wrecking Ball"). Każda zrymowana fraza trzyma się podkładu, każde "jebać", "ruchać" trafia "bezlitośnie w punkt", działa jak perkusyjny sampel i hook zarazem – hip-hop meets pop meets industrial. Umieszczenie w mostku tekstu: "Wasze pierdolone/karty kredytowe/to jest wasz majestat" jest genialnym posunięciem w kategorii zgrania tekstu z dynamiką utworu. Ale chyba największy WTF wywołuje sekundowy fragment między 2:32-2:33 – autotune na tym jednym WESTCHNIENIU sprawia, że tak bardzo "ludzkiej Stonogi" (hehe) nie doświadczycie w żadnym innym remiksie.

W tym rankingu to jeden z najbardziej jaskrawych przykładów pokazujących jak bardzo remiks może znokautować oryginał. Jak to dobrze, że pierwsza wersja (zasygnalizowana "powtórzę jeszcze raz, bo nie było mnie słychać") nie została przez Stonogę zarejestrowana. Dzięki temu masywny ból dupy mógł skumulować się z jeszcze większą siłą. Ku chwale dramaturgii takich remiksów. –Jakub Bugdol


18"99 Karakans"

Wiadomo, że w kultowym monologu, bez którego nie byłoby połowy tegorocznego polskiego jutuba, "wchodzi hook za hookiem", więc równie dobrze w przypadku typowo rapsowych, nawijkowych przeróbek, można by jedynie podłożyć oryginał pod odpowiedni podkład. Tym bardziej cieszą tak precyzyjne samplowe zabiegi jak powtórzone "TAA", za pomocą którego Zbigniew wchodzi w zwrotkę, nie biorąc jeńców, czy ta odklejona "kurwa" na wysokości 0:21, bez której świat byłby uboższy. Sam bit ze wszystkich podobnych przeróbek siedzi Stonodze najlepiej. Jest rozpędzony i niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze, a na poziomie werbalnym wtóruje mu wkurwiony MC tworząc wybuchowy rap zaangażowany. Jeśli Sumlińskie czy Rachonie jakimś cudem to słyszały, to właśnie budują schrony przeciwatomowe. –Stanisław Kuczok


17"S T O N O G A w a v e 420"

Z co najmniej kilku powodów ten niepozorny remiks jest czymś dużo więcej niż tylko randomowo sklejonym skrawkiem dźwięków goszczącym na jednej płaszczyźnie czołową przedstawicielkę vaporwave'u (Ramona Andra Xavier w tym przypadku aka Macintosh Plus), supremowsko-motownowską divę (sampel z "It's Your Move" Diany Ross w "Risa Furanku 420 / Gendai No Konpyū") oraz sympatycznego polskiego biznesmena, aktywnego politycznego obserwatora, autora legendarnego powyborczego monologu, dzielnego łowcę afer, etc. etc. (a także katalizatora stonogawave'u, czyli Zbigniewa Stonogę). Już w pierwszym kontakcie uwagę zwraca rozplanowanie "S T O N O G A w a v e 420". Otóż pragnę zauważyć, że remiks jest skonstruowany na kanwie niepiosenkowego utworu, czyli bardzo rzadko spotykany koncept w tym genre. Zamiast żmudnego dopasowywania fragmentów wystąpienia Stonogi do linii melodycznej indeksu Floral Shoppe (co mogłoby się skończyć w najlepszym razie czymś w podobie tego), dostajemy eksperymentalny, wręcz IDM-owy micro-sampling: trzonem jest lekko skrzeczący wokal pana Zbigniewa "nałożony" na melodię, a wokół niego mamy cały festiwal drobnych, postrzępionych, w niektórych przypadkach przekwaszonych słów rozsianych po obu kanałach, wzmacniający nie tylko popowy wymiar całości, ale również sprawiający sporą frajdę kolesiom z uszami przyssanymi do słuchawek.

Równocześnie, jeśli miałbym porównać formalny szkielet "S T O N O G A w a v e 420" do jakiegoś filmu, to wskazałbym na Groundhog Day (Zbyszek Stonoga w miejsce Billa Murraya? Nieeeeee, "to się nie dodaje"). Czemu? Bo narracyjnie mamy tu zapętlenie frazy mające w domyśle trwać w NIESKOŃCZONOŚĆ. Z czym nam się to kojarzy? No oczywiście, że z minimalistami, z "Music Sound Better With You", debiutem Madonny, sporą częścią nagrywek Chic czy "The Same Thing Goes For Christmas". Co ciekawe oryginał nie ma tej samej siły rażenia, co skondensowany, zgrabnie i z wyczuciem gospodarujący przestrzenią, nastawiony na repetycję remiks. Ale spójrzmy wreszcie na przeróbkę od jeszcze innej strony − to jakby wniknięcie pod dymiącą czaszkę Stonogi, wejście do głowy i obserwacja kolejnych odlotów. Zbyszek in the sky with Kuklos chciałoby się powiedzieć, ale niech nie umknie nam jeszcze jedna ważna sprawa − otóż mamy tu meta-utwór, wałek, który sam się komentuje. W końcu Stonoga pointuje każdy obieg pętli zaklęciem "TO POWTÓRZĘ JESZCZE RAZ" i na naszych uszach słowo staje się ciałem... A żeby tego było mało, to mamy jeszcze okładkę, której chyba nie przewidziałby nawet Giorgio de Chirico. ROZUMIECIE TO? –Tomasz Skowyra.


16Nie Warto Było (L'Amour Toujours Remix)

Trudno jest dokładnie datować moment lądowania "L'Amour Toujours" na naszej planecie. Pod postacią albumu o tożsamej nazwie – mówimy o końcu zeszłego milenium, w formie singla – o początku trzeciego tysiąclecia. Ta z pozoru błaha informacja pozwala nam dostrzec, że to wiekopomne dzieło włoskiego wizjonera (a także, moim zdaniem, jego opus magnum) stoi w rozkroku pomiędzy dwoma podstawowymi transcendentalnymi substancjami zwieszonymi w czasie (kolejne epoki ludzkiej cywilizacji) i przestrzeni (tonika). Co ważne, wymiary, wśród których bytuje ten utwór, nie kończą się na płaskiej, dwuwymiarowej płaszczyźnie, obejmując także modową dekonstrukcję wizerunku wykonawcy (to tylko jeden z wielu przykładów), postmodernistyczny montaż oryginalnego teledysku (uwagę zwracają zwłaszcza spazmatyczne, lecz rytmiczne zatrzymania akcji, które odczytuję jako objawy idiosynkratycznej miłości do samego siebie uwięzionego w czasie) oraz poliglotyczność (Włochy, Anglosaksonia, Francja – gdyby zamienić wyspiarskie królestwo na Niemcy, otrzymalibyśmy analogię do historycznego obrazu Europy z jej początków), a także zapewne kolejne aspekty, które przyjdzie opisać badaczom po mnie (errata: a jednak wielowymiarowy obraz wszechświata zdaje się niemożliwy, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia). Alotropia "L'Amour Toujours" dostrzegalna jest jednak nie bezpośrednio poprzez stan skupienia (to tylko fragment muzyki), ale przez stan skupienia odbiorcy, którego labilna natura potrafi zaoferować mu cały wachlarz doznań i ekskursję do najgłębszych pokładów świadomości, niedostępnych w inny sposób (skojarzenie z zażyciem dimetylotryptaminy narzuca się samo). Przeszywająca organizm do szpiku kości (szukamy dawców) syntezatorowa, chłodna żyleta jest niczym skalpel w ręku sprawnego chirurga przeprowadzającego skomplikowaną operację w piwnicy obok miejsca kultu na pewnej indyjskiej wyspie. Ktoś się jednak zapyta, niegłupio zresztą, co to za zabieg? "Jeśli nie dasz swym ranom zagoić się w pełni, osiągniesz stan przewrażliwienia. Będziesz wówczas wzdragał się przed każdym następnym spotkaniem". (Colgrove M., Bloomfield H.H., McWilliams P., Jak Przeżyć Utratę Miłości, Rebis, Poznań 1993).

Zetknięcie opisanego akapit wyżej arcydzieła (nie bójmy się tego słowa) z humorystyczną (bójmy się tego słowa) modą na tworzenie zaskakujących mash-upów z wykorzystaniem przemówienia Stonogi było jedynie kwestią czasu. Czy coś mogło pójść nie tak? Z całą pewnością. –Antoni Barszczak


15"Faded"

Dobra, pośmialiśmy się, wejdźmy w poważniejsze tematy zakulisowego cierpienia bijącego z uczciwej twarzy człowieka, filantropa; tego złotego serca, wyniszczonego przez bezduszną prokuraturę. Wczujcie się w ten dramat anty-ludzkiego zawodu, gdy twoje mesjanistyczne polityczne zapędy odbycia zwycięskiego marszu na parlament zderzają się z betonową ścianą rzeczywistości – poparcia w okolicach błędu statystycznego. Faded, idąc za słownikiem: zwiędły, przekwitły, zmatowiały, pijany; to wszystko to perfekcyjna synteza jego upadłego stanu emocjonalnego, wypluwanych słów i muzyki, osiągających kulminacje ciężaru w zrezygnowanym i odbijającym się echem po niemal pustym pokoju "Nie warto". Wieszcz transformowany w viralowy internetowy fenomen, zamiast pełnić rolę trybuna ludu, stawia sobie marmurowy pomnik w przemyśle rozrywkowym, osiągając wieczność. Remix doskonalszy od oryginału, łza w oku za każdym razem, warto. –Michał Kołaczyk


14"Poker Face"

Nad tym znikającym z YouTube'a remiksem ciąży chyba jakaś klątwa, o czym przekonaliśmy się w naszym biurowcu. Ale to nie z tego powodu przeróbka "Poker Face" ląduje w gronie zasłużonych przykładów stonogawave'u. Mamy tu bowiem rzecz z nawiązką przewyższającą gówniany hit Lady Gagi, która od strony technicznej jest być może najsprawniejszym dziełkiem, jakie znajdziecie w zestawie. I to objawia się niemal w każdym punkcie tracka: od bezbłędnie wykrojonego "O, o O oo, OO oo Oo", przez zgrabnie zlepiony mostek z tekstem "To jest dramat, że w tym antyludzkim państwie te sądowe kurwy bezpodstawnie oskarżały, po latach uniewinniały / To-to jest dramat, że w tym antyludzkim państwie będą wam smak życia odbierały, kukle będą swędziały", aż po formalny refrenowy majstersztyk, gdzie wzniosłe "Nie warto, nie warto, nie warto było zrobić nic" krzyżuje się z pełnym buty i stanowczości "Mam to w piździe / mam to w piździe". No i ta kompletnie zmechanizowana, wręcz ANTYLUDZKA koda, gdzie Zbyszek jawi się bezlitosnym robotem, ostatecznie zapewnia omawianej wersji status klasyka. Więc okazuje się, że nawet z gówna można ulepić sztosa – bo wiecie, singiel Gagi powstał właściwie tylko po to, aby Zbyszek mógł na jego tle zakurwić kilka ze swoich nieśmiertelnych panczy. –Tomasz Skowyra


13"Cheri Chery Lady (Jebać, Jebać Kurwy)"

Jak powszechnie wiadomo, stosunki pana Zbigniewa i polskiego wymiaru sprawiedliwości nie należą – delikatnie to ujmując – do najcieplejszych; 118 wyroków uniewinniających mówi samo za siebie. Wiadomo, poziom szacunku na poziomie Żydów z TVN-u, notorycznie niewspominających przecież o tym, że Zbigniewa Stonogę zbezczeszczono. Autor remixu wyczuł w tej obustronnej antypatii świetny materiał na hook i w kategorii "sądowych kurew" nie znajdziecie już raczej nic lepszego. Jeśli nadal myśleliście, że w Polsce dalej nie mamy odpowiedzi na Thuggera to ogarnijcie, jak w szkielecie evergreena Modern Talking wyciosano rwaną nawijkę, "like the room is running out of oxygen", hehe. A tak poważniej to "Jebać, jebać kurwy" stanowi majstersztyk w trafnym dobieraniu stonogowskich słów do melodii, pod tym względem stawiam na równi ze znakomitym "Cheerleader". –Wojciech Chełmecki


12"Przez Twe Kukle Zielone"

Nie umniejszając nic pierwotnej wersji, muszę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że feat Zbigniewa Stonogi z legendarnym kolektywem z Bielska Podlaskiego ustanawia nowe standardy w świecie krajowej sceny disco-polo/DENS/stonogawave. To w końcu kolaboracja dwóch właściwie już legend polskiej muzyki. Istny dream-team: mózg Akcentu – Martyniuk jako wytrawny gracz, klasyk o BUJNEJ karierze i wyznaczający nowe trendy rubaszno-jowialny przedsiębiorca z Ozimka. "PRZEZ TWE KUKLE ZIELONE REMIX" to esencja zbyszkowego stylu na wielu poziomach ("-Well, I thought the sketch worked on two levels. -Only two? Ah. Yes, you`re right. I'm being simplistic. I thought it worked on nine levels"). Zaczyna się masywnym ćwierć-hookiem "POLSKAA DO BOJUU!" (dopełnionym popularną na stadionach świata miniaturową wuwuzelą), który funkcjonuje tu jako jakiś totalnie abstrakcyjny, wręcz ad-libowy metakomentarz do całego tracka, sceny disco-polo, a może i kondycji polskiej muzyki lub szerzej – chęci kulturowego "skoku cywilizacyjnego do Europy" bez kompleksów, z dobrodziejstwem inwentarza jak niegdyś legendarne trio z Dortmundu. Dalej jest tylko lepiej. Stonoga, podobnie jak Future w hip-hopie, ODDYCHA autotunem, który dodaje jeszcze więcej dramatyzmu monologowi Zbigniewa prowadzącego swoje gorzkie flow aż do momentu, kiedy nagle dostajemy obuchem w łeb i wjeżdża magiczny brutalizm "W PIŹDZIE". Nie wiem jak wy, ale ja pozostaję bezradny po tak mistrzowskiej zmianie flow o chirurgicznej precyzji co do sekundy. Łamiący się głos osiąga szczyty w refrenie na "Będą odbierały wam smak życia", jednak apogeum kawałka jest dla mnie ckliwy przester na "AŻ was kukle, was kukle, was kukle będą SWĘDZIAAAŁY" (ciarki jak krzyk Yorke'a w "Climbing Up The Walls"). Trąba, którą słyszeliśmy w intro nabiera w końcówce czegoś w rodzaju tęsknej melancholii niesionej reverbem po "polach, łąkach i polskich domostwach", ale czuje się podskórnie, że "głęboko w środku gdzieś" tli się iskierka nadziei. Skromne acz dobitne "By żyło się lepiej", dziwnie pojmowany polski feel-good vibe w postaci pocieszenia na modłę "Będzie dobrze dzieciak" jako szczyt optymizmu.

Mieszanina złości, nieco skrywanej, lecz niewątpliwie autentycznej, ojcowskiej troski o ojczyznę z chwytającą za serce zbolałą ekspresją w głosie i swojskim podkładem oraz trąbą jak odgłosy rodzimego bielika (0:08-0:14), cóż za MECZING... Niech to zaświadczy jak wielki jest ten utwór, jak ważny to punkt na gatunkowej mapie stonogawave i całej polskiej muzyki. Zbyszek, Zenek i ich krajowy duopol. "Fenomen sportowy (...) fenomen socjologiczny". –Jakub Bugdol


11"Cheerleader"

Pamiętacie 26 października Roku Pańskiego 2012? To przecież stary PZPN-owy druh Zbigniew Lach i jego płomienne wyłożenie "kawa na ławę" wszystkich niedociągnięć związanych z działalnością tej naczelnej piłkarskiej organizacji. Trzy lata później powyborczy poniedziałek przypominał (jak zresztą zawsze) jedną wielką delirkę i dopiero wieczór przyniósł prawdziwe remedium. Oj, Zbyszku, Zbyszku, narobiłeś niezłego fermentu, ale twój wywód zostanie zapamiętany na lata. Co wydarzy się zatem 26 października 2016? Ano jestem ciekaw, bo nie zdziwię się, jeśli trafi nam się znowu jakieś legendarne wystąpienie, czego sobie i wam kochani z całego serca życzę. "Cheerleader" jamajskiego wokalisty OMI ma w sobie wszystkie cechy, które można podciągnąć pod wakacyjny przebój, czy jak kto woli "letniaczka". Całkiem sprawnie wykoncypowana jest to piosenka, ale dla mnie zyskuje nową jakość dopiero przy zmontowaniu jej fragmentów ze strzępkami Zbyszkowych fraz.

I tak, Zbyszek jest tutaj nie tylko lwem parkietu, ale i dostarczycielem hooków ze złota (miażdżący zaśpiew "Ten Karakan, jebany Kaczyński, będzie śmiał się z was Polaczki głupie i szkoda strzępić ryja"). Jeżeli nie kupiło was 40 sekund, to powiem krótko: dalej jest tylko lepiej! Lekki, house’owy podkładzik, migające gdzieś w tle wyładowania trąbki, a Stonoga leci znów z hookami jak głupi i nie zwalnia do samego końca. Przy tych wszystkich Budkach Suflera, Nickelbackach, Lady Gagach i innych "Cheerleader" działa na mnie niczym powiew letniej bryzy. Esencja świeżości. Kimkolwiek jesteś Mariuszu Józefie, to powiem ci jedno: warto strzępić ryja! Rób tak dalej. –Jacek Marczuk


#20-11    #10-01

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Relacja: Tauron Nowa Muzyka 2019
SkeptaIgnorance Is Bliss