SPECJALNE - Rubryka

Playlist Extra: 15 najlepszych utworów Future'a

8 marca 2017

Od wydania 1000, pierwszego mixtape'u Future'a nie minęło jeszcze 7 lat, a Pluto, oficjalny debiut, swoje 5 urodziny będzie obchodził za miesiąc. Tyle czasu wystarczyło Nayvadiusowi Wilburnowi na nagranie 6 albumów studyjnych, 12 mixtape'ów, dziesiątek luźnych tracków i jeszcze większej ilości gościnnych udziałów na płytach innych artystów. I choć podobnie jak w przypadku innych nadaktywnych geniuszy – wczesnego Ariela Pinka, opisywanego przez nas w zeszłym tygodniu Jamesa Ferraro czy LSO – łatwo swoją niechęć do uważnego słuchania olbrzymiej ilości materiału zbyć byle frazesem, w stylu "jakość, a nie ilość", to przy odrobinie cierpliwości "każdy powinien znaleźć coś dla siebie" i na Astronaut Status, i na Black Woodstock; jeśli zamiast na Discogs zda się na luźne przeskakiwanie po trackach, trafi pewnie na "News Or Somthn", jeden z tych pięknych, koronkowych bitów Nard & B, które Future potrafi traktować ze szczególną czułością. A może polubi się z produkcjami Zaytovena bardziej niż ktokolwiek z naszej redakcji i na przekór naszym wyborom rzuci się na Beast Mode? Ktoś będzie zastanawiał się, czy Desiigner to kseroboj, ktoś inny przeanalizuje zależność między stylem Future'a i Young Thuga. Jeszcze inni, lubiący zanurzyć się w młodowilczym klimacie, znajdą sobie parafrazy Winiego u Bonsona lub zeszłotygodniowe "Cieść" Bałagane. Kładąc nacisk na "dojrzałego" Future'a nie stawiamy na przekrój łatwych, przystępnych przebojów, ani nawet, mimo systematyzujących ciągot, na ich "reprezentatywność" - wynika to ze specyficznej drogi, jaką w te kilka lat przebył sympatyczny kodeiniarz, z gatunkowej niejednorodności jego dokonań, składających się na bodaj najważniejszą i najbardziej inspirującą dyskografię jakiegokolwiek rapera w tej dekadzie.

 

 Blow A Bag Blow A Bag (2015, DS2)

Abstrahując od subiektywności tej krótkiej listy, najbardziej nieobiektywnym jej elementem jest dobór fragmentów DS2, które tu się znalazły. Równie dobrze moglibyśmy (a w szczególności ja) zrekapitulować ten wielki album i opisać go po kolei, kawałek po kawałku. Osobiście postawiłem na "Blow A Bag", jeden z najbardziej emocjonalnych i rozpaczliwych utworów w repertuarze Future'a. Głównym czynnikiem, który się do tego przyczynił jest podkład; jeden z najgęstszych, najbardziej drobiazgowo dopracowanych i bogatych, spośród tych, na których Hendrix zawodził. Dream-team w składzie Metro Boomin, Southside i Sonny Digital skonstruował podkład pod przeraźliwą elegię, dzikie wycie i popisowy pokaz mnogości stylów, jakie w każdym numerze Future prezentuje, a które będąc nieczułym na jego sztukę tak łatwo przeoczyć. –Antoni Barszczak

posłuchaj


Codeine CrazyCodeine Crazy (2014, Monster)

Produktywność Future'a z pewnością stanie się jedną z głównych składowych jego przyszłej legendy, ale spójrzmy na to z bardziej ludzkiej perspektywy, z dala od marketingowych chwytów, i uwierzmy na chwilę w to, co widzimy na ekranie. Honest , bardzo fajny, ale chaotyczny i przyjęty z dosyć mieszanymi odczuciami drugi album wyszedł w kwietniu 2014. Monster - w październiku tego samego roku. W międzyczasie rozpadł się związek Wilburna z Ciarą – zdarza się, jak to w związkach celebrytów, a nawet zwykłych ludzi. Z tym, że w ciągu jednych wakacji Future po prostu oszalał z bólu i wściekłości. Przy okazji zauważmy, że Metro Boomin na Honest produkował "I Won", nieco obleśną balladkę o tym że kolesie (featurning Kanye) sobie przygruchali dziewczyny jakby były najdroższym nabytkiem do ich garażu, a na Monster stał się producentem wykonawczym ciężkiej, odpychającej, kompletnie niekomercyjnej płyty o uzależnieniu, rozstaniu i przepoczwarzaniu się. I to zadziałało odświeżajaco, ale oczywiście nie przygody producenta, który od tej pory miał definiować brzmienie drugiej połowy dekady, decydują o diagnozie stanu psychicznego głównego rozgrywającego, który paradoksalnie – mimo rozgoryczenia i antyradiowości – miał dopiero faktycznie dojrzeć do stylistyki, z której go znamy obecnie.

Echa "Codeine Crazy", stanowiącego zwieńczenie mixtape'u oraz, jak pisała Meaghan Garvey, jego "I Feel Like Dying", "between a post-breakup bender and an Actavis-addled cry for help", znajdziemy później w twórczości Future'a nie raz – weźmy choćby Purple Reign, z eksperymentami z puszczoną od tyłu taśmą, czy "Sorry", gdzie rozwibrowana nuta pianina przywołuje klimat katatoniczno-kodeiniarskiego arcydzieła z Monster. Ale jako wzorzec "Codeine Crazy" idzie dalej niż jego następcy – wkraczając na nowy grunt, Future potrafi zupełnie zapomnieć o wyrachowaniu czy hamulcach, dlatego okolice wykrzyczanego fragmentu "too many days gone by" czy słodki, a przy tym niepokojący falset wyśpiewujący frazę tytułową stanowią szczytowe punkty w suicie, która obfituje w momenty po prostu zaskakującej, czasami pięknej, a czasami zbyt bolesnej jak na standardy mainstreamowego rapera muzyki. To, że miesiąc po wydaniu Monster przyjaciel Future'a trafił do więzienia w Dubaju z pewnością nie poprawiło sytuacji umęczonej duszy rapera, ale to już temat na innego blurba... –Łukasz Łachecki

posłuchaj


Covered N MoneyCovered N Money (2014, Honest)

Future nosa do featuringów nigdy nie miał – gdy inni podjęli się kuratorskiej roli, zapraszając młodych raperów i gwarantując im wejście do rapowej pierwszej ligi, on zaprasza(ł) Rihannę czy Weeknda, a najlepiej wypadał ostamotniony – i to się nie zmieniło na nowych płytach. Honest między innymi z tego powodu cierpiało na swego rodzaju schizofrenię – rozstrzał między producentami Enrique Iglesiasa i mającym dopiero krystalizować swój styl Metro Boominem albo nagle wskrzeszonym Organized Noise; z jednej strony Young Scooter, z drugiej Kanye, Pharell, Pusha, Drake, Khalifa – bynajmniej nie anonimowi artyści. Wreszcie, co ważne dla kolejnych wcieleń Future'a, to też płyta, która pojawia się choćby w niektórych komentarzach towarzyszących HNDRXX – to tutaj wielu osobom na chwilę mignęła formuła Hendrixa popowego, akceptowalnego przez rozgłośnie radiowe.

Ile w tym prawdy? A nie wiem. Future miał w swoim dorobku dziesiątkowe "Turn On The Lights", później też mu się trafiały chwytliwe, choć podszyte neurozą piosenki, jednak mój ulubiony fragment Honest z pewnością tezy o arenbizacji nie potwierdza – raczej moją, o schizofrenii. Ukryty gdzieś w połowie albumu (w wersji deluxe), pozbawiony gościa, za tło obierający prawdopodobnie dzieło życia osamotnionego Sonny'ego Digitala, "Covered N Money" można w pewnym sensie uznać za wygładzony, ale chyba nikt jeszcze nie był gotowy na niewygładzoną wersję tego typu rzeźni. Upierałbym się, że to tu właśnie zawieszony jest pomost między filmem sensacyjnym wczesnych produkcji a thrillerem dalszej kariery. Przy tym poszatkowanym arcydziele można nawet zapomnieć, że stanowiło podstawę dla pierwszego singla promującego wciąż przeze mnie kochane Summertime 06, ale nic dziwnego, bo to lepszy kawałek – całkiem nieźle jak na "nieudaną" płytę. –Łukasz Łachecki

posłuchaj


Diamonds From AfricaDiamonds From Africa (2015, 56 Nights)

Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego echa, wielogłosy, przestery i autotune w strasznie świeżym podejściu Future'a do rapu wydają się czymś irytującym (a nie, wiem dlaczego, bo rap rządzi się innymi prawami niż muzyka... ). Stanowiące zwieńczenie mixtape'owej trylogii między Honest a DS2 56 Nights wydaje się najbardziej zwartą rzeczą Future'a. Nie ma tu właściwie odstającego utworu, o co wcale nie ciężko przy takiej nadprodukcji, a na dodatek w warstwie brzmieniowej wykorzystuje do granic pewien, głupio powiedzieć, orientalizujący sznyt charakterystyczny dla soundu Atlanty, zwłaszcza dla Southside'a i ekipy 808 Mafia, którego integralną częścią jest też koronkowa produkcyjna robota w obróbce wokali (i kill billowa syrena).

Oprócz znanych nauk (że pieniądze szczęścia nie dają, liczy się przyjaźń i że trzeba uważać gdzie się wsadza jarańsko wyruszając w podróż do Zjednoczonych Emiratów Arabskich), wspaniałych hymnów (widziałem w czasie igrzysk w Rio, że ktoś postulował zamianę "Star-Spangled Banner" na "March Madness"), ballady (?!) tytułowej, niewskazanego cierpiącym na epilepsję "No Compadre" czy snujących się na syropie "Purple Coming In" czy "Never Gon Lose", 56 Nights oferuje też dziwaczny sampel rodem z Prince Of Persia czy innej Gry O Tron – podniosłość bitu do "Diamonds From Africa" zdaje się być przesadzona, nie do okiełznania. A jednak działa, gdy pomyślimy o Esco jak uwięzionym w studni Batmanie, hymnie tzw. Państwa Islamskiego i tych wszystkich plotkach, pogłoskach, pomówieniach i pseudonewsach, które kształtują nasze wyobrażenie Bliskiego Wschodu. Jest w tym coś strasznie komiksowego i konfundującego – nie odbiera to jednak temu marszowi spod ciemnej gwiazdy wyjątkowego, uczciwie trapowego uroku. –Łukasz Łachecki

posłuchaj


DracoDraco (2017, FUTURE)

Jeden z fajniejszych momentów tegorocznego self-titled to idealny przykład chemii na linii Future-jego braciak producent, w tym przypadku DJ Spinz. Rozbrykany, stroboskopowy syntezatorek lata na wszystkie strony, a Wilburn w świetle reflektorów obnaża swoją duszę naturalnego melodyka, katując przewodni hook linijka po linijce, sentencja po sentencji. Ta z lekka głupkowata modlitwa trwa w nieskończoność, ale nie warto z tego powodu narzekać, z całą pewnością nie. –Wojciech Chełmecki

posłuchaj


Fresh AirFresh Air (2017, HNDRXX)

O takiego Future'a walczyliśmy dzień w dzień w biurowcu, o takiego walczyliśmy Future'a. Tegoroczny self-titled to świetna płyta, ale HNDRXX to dosłownie miazga w sektorze kurewsko chwytliwego trapu naszych czasów, w którym refreny robią wjazd z butami na twoją chatę i ani myślą o wyniesieniu się. Moim prywatnym highlightem jest właśnie "Fresh Air", gdzie Wilburn czuje się jak Pablo, gdy pracuje nad kolejnym numerem i wspaniale łączy pomnikowy, patetyczny ton z niebywałą nośnością − na luzie mamy tu do czynienia z jednym z refrenów roku. Krótko mówiąc, koleś nagrywa kolejny hymn bez którego nie wyobrażam sobie tegorocznej wiosny. I lata. I pewnie jesieni. Zimy raczej też nie. −Tomasz Skowyra

posłuchaj


I Serve The BaseI Serve The Base (2016, DS2)

"Tryna make a pop star and they made a monster" na prawdopodobnie najbardziej futurystycznym i zdehumanizowanym podkładzie w karierze – dla takich chwil słuchamy tych ananasów, z których piłem sok, bo przez trzy minuty rzeczywiście słyszymy potwora, który wyłonił się z "Thought It Was A Drought" i czeka na Drake'a. Jak nakładam autotune na swoje imię i nazwisko, to wychodzi Przyszłość, 5er^uję b4zę, ch0ciaż ńe q-mam, a Wilburn chyba nigdy nie był bardziej przyszłością, maszyną malująca nasz świat na fioletowo. Wspominałem coś o przyszłości? Słyszałem ją w 2015 roku, Atlanta nie lata dla tego lata, teraz chcę tylko pisać z tobą "co za track" na szybie, napadać na bank z paczkami bitów i bronić demokracji z kodeiną. –Paweł Wycisło

posłuchaj


IncredibleIncredible (2017, HNDRXX)

Bit Dre Moona to wypolerowana wariacja na temat "Africa" Toto, instant-banger, którego refren od samego początku nie potrafi wyjść z głowy. W pojedynku na "czarodziejskie flety", tym razem dystopijny Metro Boomin musi ustąpić miejsca upbeatowemu optymizmowi "Incredible". Radosny nastrój nie powinien dziwić – po bolesnych rozstaniach, Wilburn domyka przeszłość, uczy się ufać na nowo, ale przede wszystkim, kreśli wizję świetlanej przyszłości u boku nowej partnerki. Piękno tego numeru to nie tylko chwytliwa bezpośredniość a la "serce na talerzu", to także coś bardziej subtelnego – wciągające napięcie pomiędzy chłodną, wirtualną otoczką muzyki Future'a a prostą, ciepłą emocjonalnością. "Incredible" jest dowodem na to, że radość opakowana w emotikony i pędzący, bezduszny zeitgeist, wciąż może być LUDZKA. Autotune tylko dopełnia obrazu całości – poprzez manipulowanie wysokością dźwięku na jak najkrótszym odcinku, flow przypomina doprowadzony do skrajności wokal r'n'b (no właśnie – czy to rap czy już r'n'b?), co sprawia, że "żar serca" wyrażony w tekście, uderza ze zdwojoną siłą. "Incredible" jako hiperemocjonalny sonet przypominający maksymalistyczną wersję R. Kelly'ego, przekonał mnie, że mimo wszystko, może rzeczywiście dobrze jest żyć w przyszłości roku 2017. –Jakub Bugdol

posłuchaj


Inside The MattressInside The Mattress (2016, Purple Reign)

Myślę, że przynajmniej kilku redaktorów zgodzi się, że "Inside The Mattress" to najjaśniejszy punkt zeszłorocznego Purple Reign. Producencki duet Nard & B (razem z XL) z potworem z Atlanty współpracował już znacznie wcześniej, ale to chyba tutaj zarzucili swoim najlepszym bitem (przynajmniej do czasu Migosowego "T-Shirt"). Fale rozpływających się padów i maniakalnie powtarzana koronka pseudo-chiptune’owych diamencików to całkiem nowa jakość, a finałowe “Goodbye" działa na mnie tak mocno, że sam mam ochotę wcisnąć się w materac i nigdy stamtąd nie wychodzić. –Antoni Barszczak

posłuchaj


Jumpman (2015, What A Time To Be Alive)

Projekty takie jak What A Time To Be Alive uświadamiają odległości między poszczególnymi planetami w układzie "sad celebrities continuum". Jeśli Kanye miał złamane serce i postanowił się publicznie "ścipić", bezodwrotnie rewolucjonizując rap, r&b i w ogóle muzykę popularną, to przynajmniej tętnił jakąś wewnętrzną siłą, motywacją do działania, jakąś potrzebą, ambicją i celem. Przy nim Drake sięgnął już rejonów marazmu, takiego stanu depresji w której naprawdę nic się już nie chce, wszystko nudzi, wszystko przygnębia. Przez chwilę myśleliśmy, że kolo wyznaczył standardy nieszczęścia. Ale wystarczy postawić go obok Future'a i z tym swoim wysokim, jasnym, kłującym timbre Aubrey ponownie wydaje się tą balleriną, której chłopięce fotki wyśmiewał Ghostface.

Bo głębiej od zawiesistego, chrypiącego zaśpiewu Wilburna nie da się już zejść pod względem aury kompletnej deklinacji rozkładu czynności życiowych. "Jummy jummy jummy jummy jummy" powtarza jakby zaciął się na tle czegoś, co Massive mogliby zlepić na boku podczas sesji "Risingson" (to oczywiście Metro 😎. Pół-robot (popsuty), pół-wrak-człowieka, Future nie mógł wybrać sobie lepszej ksywki, by obwieścić światu, że przyszłość faktycznie nadeszła, lecz światełko w tunelu to pociąg z przeciwka – nawet gdy nawija coś o Air Jordanach. Jego hedonizm ponury i bury; jego pieśń zwiędła i skruszona. Oto i "gwiazdy rocka" doby wczesnego Trumpa: Kanye jako Bowie, Future w roli Iggy'ego i tylko zastanawiam się, kim w tej analogii byłby Drake? Bryanem Ferrym? Lou Reedem? Markiem Bolanem? "Nowym Jodorowskym? CARAXEM?". –Borys Dejnarowicz

posłuchaj


Lie To MeLie To Me (2016, EVOL)

EVOL nie utrzymał wysokiej formy poprzedniego longplaya, ale nie można powiedzieć, że to słaba płyta. W tej homogenicznej, trapowo-modernistycznej dżungli Wilburn konsekwentnie kontynuuje swoją misję, a pomagają mu w tym rozdający karty producenci: Metro Boomin i Southside. I to właśnie ten drugi jest autorem mojego ulubionego "Lie To Me" − na pierwszym planie pojawiają się tu laserowe fale neonowych syntezatorów unoszące się i opadające nad powierzchnią, która tonie w ciemnościach. Future natomiast wykręca tu typowy dla siebie hook, którego nie sposób podrobić, ale nie ma się co dziwić: w takim popowo-trapowym układzie koleś jest po prostu nie do zatrzymania. Mothafuckin' boss. −Tomasz Skowyra

posłuchaj


Low Life (2016, EVOL)

Synergia, synergia, synergia. Chyba najmilsza dla ucha roślina, jaka wyrosła na spalonej monotonią glebie Evol, bit w "Low Life" przypomina, że korzenie szeroko pojmowanego trapu wcale nie (tylko) tkwią na brudnym Południu. Pastelowe organy i dziecinne pianistyczne figurki poszatkowane przez Boomina i spółkę "pierwszym z brzegu automatem perkusyjnym" spokojnie mogłyby wyjść spod ręki miększego RDJ czy BoC. Na tym gruncie Future kolejny raz utwierdza nas w przekonaniu, że nawet jako człowiek który nadał autotune'owi wyraz bliski zbolałej atrofii wciąż emanuje urokiem osobistym hooków, o jakich gwiazdy z talent shows mogą co najwyżej śnić. A jego "droga ze słowami" ("Turn a five star hotel to a traphouse / Roaches everywhere, like we forgot to take the trash out" – kleistość tego...) nieodmiennie zachwyca, choć w istocie ważniejszy od samych zgłosek jest sposób ich artykulacji, emisji "długich nut", niczym cierpiętniczy negro-wail z Delty 100 lat później. A, jeszcze Abel Liszewski wtapia się w wilgotny podkład, nie przeszkadza, nie zamula. Total: ballada adult contempo zatopiona w czarnej smole. Czyli drewniany hit. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj


MonsterMonster (2014, Monster)

Obok DS2, spośród reprezentowanych tu wydawnictw, moim ulubionym tworem Pana Przyszłość jest Monster i podobnie jak opus magnum z 2015, dwa pierwsze utwory (“Intro" pomijam) wbijają w fotel. Po niebezpiecznym “Radical" nadchodzi utwór tytułowy i groza z poprzednika przeradza się w szał. Jest to może jeden z najbardziej agresywnych i dynamicznych kawałków Future’a. Wykreowany przez niezawodny duet Metro-Southside podkład rzeczywiście wcale nie tak daleki od zapomnianej już, witch house’owej estetyki (“mroczny klub"). Flecik antycypujący obecny mikro-trend i jeden z moich ulubionych rymów (“Freddie Kruger / Prostitution" – da się lepiej?). Bestia. –Antoni Barszczak

posłuchaj


Turn On The LightsTurn On The Lights (2012, Pluto)

MIKE WILL MADE IT! A to jedna z jego flagowych produkcji, prosty, ale przeraźliwie chwytliwy miks delikatnie trapującego bitu i kilku laserowych wiązek, idealnie łapiący ducha 10’sowego r&b. Future – wiadomo, daje jeden ze swoich nadludzkich refrenów, ledwo łapiąc w tym upojeniu oddech, do odcięcia. To pieprzona gwiazda w tej dziedzinie i między innymi dlatego "Turn On The Lights" to jeden z przeoczonych singli dekady, choć minie trochę czasu, zanim wszyscy to zrozumiemy. –Wojciech Chełmecki

posłuchaj


WickedWicked (2016, Purple Reign)

Metro Boomin za-bity? Ale jak to? Przecież siedzi ciągle w tej Ameryce i nagrywa! Miał gdzieś stary porządek, więc stworzył nowy. Ja zamawiam se kolejny numer. W moim ulubionym fragmencie odrobinę rozczarowującego Purple Reign zbliża się kodeinowa apokalipsa, Metro i Southside dosiadają konia (co?), a Wilburn nadal dzierży palmę pierwszeństwa w wymyślaniu upośledzonych hooków, pokazując, jak zaraźliwe i twórcze może być powtarzanie jednego słowa. Dlatego zamykamy oczy i krzyczymy: szczęście, miłość, trap, kolejne, albumy, Nayvadiusa (czy co tam sobie chcecie), gdyż śmierć jest blisko, chodź do mnie na boisko, to Future, nie disco. –Paweł Wycisło

posłuchaj


LISTY INDYWIDUALNE

Antoni Barszczak:
10 "Codeine Crazy"
09 "Trap Niggas"
08 "Inside The Mattress"
07 "Live From The Gutter"
06 "Blow A Bag"
05 "Turn On Me"
04 "Monster"
03 "Radical"
02 "I Serve The Base"
01 "Thought It Was A Drought"

Jakub Bugdol:
10 "Incredible"
09 "Sorry"
08 "Codeine Crazy"
07 "Draco"
06 "Lie To Me"
05 "Buy Love"
04 "Where Ya At" feat. Drake
03 "Fresh Air"
02 "Thought It Was A Drought"
01 "Turn On The Lights"

Wojciech Chełmecki:
10 "Draco"
09 "Trap Niggas"
08 "Sorry"
07 "Freak Hoe"
06 "Covered N Money"
05 "Thought It Was a Drought"
04 "Fresh Air"
03 "I Serve the Base"
02 "Inside the Mattress"
01 "Turn On The Lights"

Borys Dejnarowicz:
10 "Stick Talk"
09 "Wicked"
08 "Solo"
07 "Jumpman"
06 "Zoom"
05 "Where Ya At"
04 "Low Life"
03 "Thought It Was a Drought"
02 "Salute"
01 "Rich $ex"

Łukasz Łachecki
10 "Seven Rings"
09 "Solo"
08 "POA"
07 "Wicked"
06 "Slave Master"
05 "March Madness"
04 "Covered n Money"
03 "Freak Hoe"
02 "Codeine Crazy"
01 "Turn On The Lights"

Tomasz Skowyra:
10 "Lie To Me"
09 "Incredible"
08 "I Serve The Base"
07 "Codeine Crazy"
06 "Buy Love"
05 "Monster"
04 "March Madness"
03 "Fresh Air"
02 "Rich $ex"
01 "Turn On The Lights"

Paweł Wycisło:
10 "Mask Off"
09 "Covered N Money"
08 "Blow A Bag"
07 "Blood On The Money"
06 "Wicked"
05 "Sorry"
04 "Honest"
03 "Slave Master"
02 "Turn On The Lights"
01 "I Serve The Base"

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
RideWeather Diaries
Brian EllisMirror/Mirror