RECENZJE

Torn Hawk
Through Force Of Will

2014, Not Not Fun 6.8

Już w momencie wydania, Suburban Tours było czymś świeżym i, w pewnym sensie, oryginalnym. Joe Knight skorzystał z Pinkowego sposobu traktowania dźwiękowej tkanki – przygotował mocny, hypnagogiczny wyciąg, a następnie umoczył w nim melodyczne skrawki, po czym zapętlał je, zapętlał i zapętlał – aż do osiągnięcia satysfakcjonującego rezultatu. Niby prosty patent, ale gość wpadł na to pierwszy i nie ma wyjścia: to do niego, a właściwie do tego krążka (pozostałych zresztą też) należy odnosić wytwory każdego kolejnego gamonia, zamykającego się z nudów w swojej sypialni, gdzie – przy półce z płytami i honorowym miejscem dla The Doldrums – spoczywa sobie popularny, znajdujący się w niemal każdym domu muzyczny instrument – czyli komputer. Nie wiem, co na swojej półce trzyma Luke Wyatt, który (podobnie jak skrywający się pod pseudonimem Eleventeen Eston John Tanner – niedawno wypuścił bardzo przyjemny album Delta Horizon) całkiem nieźle pasuje do takiego schemaciku .

Jak się okazuje, Through Force Of Will nie jest owocem pierwszych igraszek z dźwiękiem Wyatta (kumatego również w sprawach wizualnych). Gość wydaje muzykę pod własnym nazwiskiem: idąc tropem bardziej eksperymentalnych wątków Animal Collective, zmęczonego, ambientowego pejzażu i krautrockowej ekspresji, stworzył Teen Hawk, a w marcu tego roku wypuszczona została dwunastka Songs From Bad Kid School, obierająca jeszcze trudniejszy kurs – miejscami wpada nawet w wody muzyki współczesnej. Dodatkowo, Wyatt zawiązał jeszcze kilka innych projektów. Jednym z nich jest zrzeszający Heckerowską i Fenneszowską wizyjność Infinity (wydana w 1080p epka M30), Lossmaker z kolei igra z żywymi instrumentami i niską jakością tła. Wreszcie, na koniec, został chyba ten projekt, któremu Wyatt poświęca zdecydowanie najwięcej uwagi – Torn Hawk. Tę nazwę znajdziemy w katalogu labelu L.I.E.S. (chociażby brzmiąca jak cyberpunkowy Coyote Clean Up EP-ka Bad Deadlift) czy w No Pain In Pop (zainspirowana albumem Needs Continuum Karen Gwyer, psychodeliczna duchota w retro-technicznej oprawie – Cowboys [For Karen]). Natomiast oficjalny długograj pod tym aliasem (10 For Edge Tek to ostatecznie jednak CDr) wydany został w Not Not Fun.

Można powiedzieć, że w ostatnim wydawnictwie skupiają się chyba wszystkie (no, prawie) właściwości z pozostałych nagrań, stąd wydaje się, że to najbardziej esencjonalna pozycja w dyskografii Wyatta. To mieszanka lo-fi'owej, zapętlającej się psychodelii oraz nawarstwionych tekstur i glitchowo-ambientowych pasaży, przełożona szczyptą tropikalnego pyłku. Wychodzi z tego coś na przecięciu wczesnych nagrań Ariela Pinka, Ducktails circa Landscapes i przywołanego już Joe Knighta. Sci-fi'owe filmy z VHSa prawdopodobnie również mogły wpłynąć na sound Through Force Of Will ("To Overthrow" całkiem łatwo robiłby za soundtrack do jakiegoś oldschoolowego filmu drogi, z motocyklami w tle). Zatem krążek nie bardzo grzeszy oryginalnością, ale tę wadę wynagradzają utwory. Przestrzenny "I Am Returning" nie tylko dość mocno trzyma się obranej estetyki, ale jeszcze płynie w dość grooviastej mgle. "Place Racket" to niemal czyste memento Suburban Tours – skwaszone, przesterowane i bulgoczące faktury, doklejone do prostego rytmu, unoszą się jak opary, zabierając ze sobą znalezione gdzieś po drodze, słabo słyszalne wokale. W "Streets On Fire" pobrzmiewa duch syntezatorów z lat 80., w niepokojącej, nieco obłąkanej (zwłaszcza pod koniec) obsadzie pozostałych ścieżek. Na albumie znalazło się też miejsce dla bardziej "bezpiecznych" utworów, choćby dla krwistych, ale jednak ambientowych pejzaży: ciemnego-zadumanego ("Hutchison") i jasnego-marzycielskiego ("Through Force Of Will") – ale też bardziej brutalny "Damage With Jeremy Irons" potrafi przywalić chrupiąco-psychodelicznym, rozbełtanym ciągiem.

Wiem, że do wielu taka wiązka vintage'owej, mocno startej, ale wciąż tętniącej życiem elektroniki trafi od razu, bez zbędnych pytań. Problem tylko w tym, że mało kto rozprawia o wyczynach Luke'a Wyatta, a szkoda, bo ten chłopak zdecydowanie zasługuje na małe zamieszanie. Tak czy inaczej, zachęcam to sprawdzenia tego longpleja i pozostałych rzeczy typa (a już w listopadzie ukaże się, zapowiadany przez "I'm Flexible", najnowszy długograj – Let's Cry And Do Pushups At The Same Time, tym razem w Mexican Summer; trzeba przyznać, że dyskografia powiększa się szybciej niż dług publiczny). Fani wczesnego Ariela i Rangers pewnie już ogarnęli temat, a reszta wciąż może żyć w niewiedzy. A szkoda.

Tomasz Skowyra    
18 września 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie