RECENZJE

Spiritualized
Sweet Heart Sweet Light

2012, Fat Possum 7.0

Jak wyczytałem w Best Music Writing 2011, doskonałym skądinąd zbiorze anglojęzycznych esejów na tematy około-kulturowe z muzyką w tle (opatrzonym błogosławieństwem Alexa Rossa!), według Will.I.Ama dobre kawałki powinny składać się wyłącznie z refrenów. Rzut uchem w stronę "I Gotta Feeling" i dokładnie wiadomo o co mu chodzi. Black Eyed Peas przytaczam w tym momencie z następującego powodu: Will.I.Am i Jason Pierce na pewno mogliby być kumplami. Nie dość, że łączy ich pozbawiona kompleksów jasność twórczej wizji oraz tendencja ku rządzeniu w swoich formacjach żelazną ręką, to liderowi Spiritualized przyświeca także podobna filozofia piosenkopisarstwa: dobre utwory powinny składać się wyłącznie z refrenów najpiękniejszych hymnów do Boga, Człowieka i Uniwersum, jakie słyszał świat.

Wedle stopnia realizacji tego konceptu można z dużym powodzeniem oceniać poszczególne płyty Spiritualized. Najpełniejszym urzeczywistnieniem dążeń Pierce'a ku Absolutowi przez duże A było rzecz jasna Ladies And Gentleman We're Floating In Space, gdzie nawet najcichszy, najsubtelniejszy fragment niósł sobą emocjonalną siłę największych uniesień gospelowych chórów. Pierce skomponował tamtą płytę wedle "zasady zachowania monumentalizmu": tam, gdzie aranże schodziły nieco z tonu, ciężar podtrzymywała ekspresja w głosie (czy choćby szepcie) Pierce'a lub (jakże często) same teksty. Podobna reguła cechuje Sweet Heart Sweet Light: jeśli chodzi o majestatyczność, J. Spaceman nie idzie na półśrodki, celując bezpośrednio w sam środek słońca.

Nawet najbardziej rockowo-ukierunkowane, R&B-turned-punk utwory na Sweet Heart Sweet Light" noszą znamiona tego typu bezpośredniej hymniczności. Przykładowo, melodyjny i popowy "Little Girl" to na dobrą sprawę prosty psych-garażowy numer na modłę Velvet Underground, lecz fakt bycia osadzonym w pełnej dęciaków, smyczków, ekspresji i przepychu rzeczywistości Jasona Pierce'a wynosi go do emocjonalnej rangi power ballad Journey. Tak samo jest w przypadku reprezentacyjnego fragmentu krążka: czternastominutowy singiel "Hey Jane" na naszych oczach przeistacza się czarodziejsko z "I'm Waiting For My Man" w "All You Need Is Love", nie tracąc jednak swojego pędu, nośności i prostolinijnej melodyczności. Poza najlepszymi dokonaniami zespołu sprzed dwudziestu już prawie lat, antemiczno-rockowa strona tych kawałków przywodzi na myśl See You On The Other Side Mercury Rev, co najlepiej świadczy o ich jakości.

Drugim istotnym prądem kompozycji na Sweet Heart Sweet Light jest łapiący za serce sentymentalizm w POZYTYWNYM znaczeniu tego słowa; tutaj instrumentalny prym wiedzie pianino, gołym okiem dostrzegalne stają się bluesowe inklinacje Pierce'a, a liryki przejmują pałeczkę reżysera spektaklu. "Too Late" czy jeszcze piękniejszy closer "So Long You Pretty Thing", choć żwawsze i ciut bardziej optymistyczne, przywołują poruszającą, afektowaną atmosferę "Broken Heart" z Ladies And Gentleman We're Floating In Space , szczególnie z uwagi na wersy typu "Help me Lord, help me Jesus / 'Cause I'm hurting inside" (klasyczny Spiritualized). Do bardziej wycofanych chorałów zalicza się jednak większość wypełniacza albumu: przykładowo, "Freedom" jest utworem trochę zbytecznym, będąc faktyczną kalką melancholijnego schematu "Too Late".

Renesans lat dziewięćdziesiątych wyszedł bez wątpienia Jasonowi Pierce'owi na zdrowie. Stylistyczny powrót do korzeni oddziałuje na receptory nostalgii, ale jego konsekwencja jest jeszcze istotniejsza – Spiritualized reanimują dryg do songwritingu bogatego w ornamenty, acz esencjonalnie gospodarującego konkretnymi hookami. Widać, że na niektóre rzeczy nigdy nie jest "za późno".

Patryk Mrozek    
18 czerwca 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie