RECENZJE

Reni Jusis
Magnes

2006, Pink Pong 5.7

Dotychczasowe osiągnięcia panny Jusis omawiał niedawno i rzetelnie redaktor Dejnarowicz, wobec czego zwalniam się z obowiązku pisania wstępu i przystępuję z marszu do merytorycznej części recenzji. Może tylko tyle, że oceny Dyskografii są jak najbardziej trafione. Uwierzcie lub sprawdźcie – Elektrenika momentami brzmi jak nieoficjalny split Bangaltera z Basement Jaxx. MOCNE. Zatem do rzeczy. Magnes wypływa z poprzednich płyt Reni Jusis niczym Wisła z Babiej Góry. Skoro i tak były ewidentnie taneczne, to czemu nowego albumu nie zmontować w zwarty, "klubowy" secik? ("Wybierz sto gorących płyt / Połącz je w jeden rytm.") Posunięcie tyle zrozumiałe, co na polskim poletku muzycznym nowatorskie i godne odnotowania. Reni miksuje swoje stare kawałki ("Single Bite Lover", "How Can I Ever Forget You" – tym razem w wersjach anglojęzycznych), nie swoje ("Ocalę Cię") i nie stare, czyli materiał premierowy. Jak owa mikstura wypada?

Kurczę, strasznie starałem się znaleźć prawdziwe nazwisko Renaty, ale okazuje się, że z Jusis nie ma ściemy. Coś, że litewskie korzenie, jak Mickiewicz. Trudno, trzeba wrócić do pisania. Więc przede wszystkim Magnesowi brakuje tego ognia, rumieńców, którymi czerwieniła się Elektrenika. Jak w moim ulubionym "Śniło mi się" – dysonansowy sampelek, zawodzącą trąbka, ale w objęciach porządkującego beatu i pozytywnej recytacji Reni. Albo uroczo poszatkowane "Jutro Odpowiem", ocierające się w refrenie o Akufena, jego piętę. Magnes jest taki ugrzeczniony, taki, żeby każda nutka zgadzała się z każdą inną. Irytuje mnie to, bo wiem po poprzednich albumach wokalistki, że stać ją na więcej muzycznego łobuzerstwa. Takiego choćby, jak niespodziewane wejście basu w drugiej części openera omawianej płyty. Szkoda, że niewiele jest takich niespodzianek. Może to koncepcja miksu ustawiła uwagę twórców na ogół, w skutek czego nie dopieścili szczegółu? Na pewno jest to też kwestia "miękkiej", zbyt wypośrodkowanej jak na mój gust produkcji.

Pamiętam, że z początku przeszkadzała mi trochę ciągle jeszcze nienajlepsza angielszczyzna Reni, ale po trzech przesłuchaniach odczucie to zupełnie znikło. Podobnie jest też z materiałem. Nie powala przy pierwszym zetknięciu, ale jest naprawdę solidny, z przechyleniem na "mocny", zyskujący w miarę obcowania. "Kilka Prostych Prawd", jak na singla przystało, zaistniało na moim repeacie jeszcze przed premierą płyty. Ten wers za refrenem, że "Nie obchodzi już nas / Cała reszta" chodził mi po głowie przez dobrych parę dni. Drugi singiel nie zajął mnie aż tak, ale on z kolei rozwija skrzydła w rozwiniętej wersji albumowej, o czym wspomniałem w akapicie dwa. "Ocalę Cię" przynosi kojący blend syntezatorów i delikatnego wokalu. "Mixtura" zaczyna się jak "Another Chance" Rogera Sancheza i przechodzi w programowy dla całej płyty (tekst!) parkietownik. Ciężko nawet wyróżniać któreś z utworów, bo jest ich zaledwie dziesięć i każdy jakąś funkcję dzielnie pełni. Są natomiast świetne momenty, ale nie chce mi się wypisywać tego "0:34 do 0:36", więc uwierzcie na słowo. Sądzę, że wiodącą pozycja w kategorii polski pop została przez Reni Jusis obroniona.

Piotr Piechota    
6 września 2006
BIEŻĄCE
SolangeWhen I Get Home
PRO8L3MWidmo