INNE - PORCAST

Olivia Anna Livki
"Tel Aviv"

Wysyp programów "poszukujących" nowych muzycznych talentów w ogóle mnie nie zainteresował, bo kto wierzy w sens ich istnienia. Tymczasem w polsatowskim Must Be The Music objawienie. Nigdy nie traktowałem serio podobnych ekscytacji, a tym razem obejrzałem występ Olivii Livki już kilka razy, bo faktycznie z wyjątkowym zainteresowaniem się ją ogląda i słucha. Ekspresja sceniczna nie pozostawia wiele pytań. Zbudowana wokół stukania w bas piosenka charakteryzuje się co najmniej kilkoma fajnymi, porządnie zaśpiewanymi melodiami o komercyjnym potencjale w jak najbardziej pozytywnym sensie, a jednocześnie tekstem, który w Polsce ma specyficzny wydźwięk.

Olivia, która ze swojego MySpace krzyczy, że jest "groove-infected smart girl-Postpunk", a inspiracjami szasta na prawo i lewo od Talking Heads, przez Briana Eno, Velvet Underground po Wondera, Fleetwoodów, Public Enemy i Sly Stone'a, może i śpiewa jak parę innych dziewczyn na świecie w tym momencie, ale jednocześnie znacznie bardziej przyciąga moją uwagę. Może dlatego, że jej tożsamość w sumie nie jest ani polska, ani niemiecka (mieszka w Berlinie), jeśli wyraża się głównie w anglo-amerykańskim dorobku muzycznym, a dzieciństwo spędzała w Emiratach Arabskich. Lubię dużo basu i podoba mi się spryt z jakim osoba o takim pomyśle artystycznym pojawia się w tego typu programie (można sobie kpić z postmodernizmu wypisanego w jej influences, ale chyba nie do końca). Na jej MySpace wisi kilka naprawdę dobrych utworów z moim ulubionym "No Memory" na czele i podobno potrzebuje tylko kasy na ukończenie płyty. Polska długo czekała na jakąś charyzmatyczną postać, więc kibicuję. Zabawny fakt – porównanie oryginalnej wersji wykonania utworu z wersją poddaną montażowi nieźle ponownie uświadamia stare sztuczki telewizji.

Kamil Babacz    
15 marca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019