SPECJALNE - Artykuł

Porcys's Guide to Pop

13 sierpnia 2009

120SCRITTI POLITTI



Miejsce:
Leeds, Londyn (Anglia).

Lata aktywności:
1977-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Nie czarujmy się, głównie Green Gartside, jedyny stały członek, mastermind o strojnym i analitycznym umyśle. Warto przy tym mieć pamięć, że to David Gamson, prywatnie miłośnik kontrapunktu, odpowiada za część egzekutorskich klawiszy na Cupid ("Small Talk" ktośtam?).

Dlaczego właśnie oni?
To korzeń noopopu – nikt wtedy tak nie wtykał falsetu, reggae i subtelnego post-punka we wczesne struktury syntetycznej muzyki rozrywkowej. Może wtykał, ale na pewno nie tak.

Dziura w stogu siana:
Trochę dali się porwać Derridzie. Materiału nie wystarczyło na więcej niż jedną genialną płytę. Oraz: kolaboracja z Mos Defem podpada pod kategorię "żart".

5 esencjonalnych kawałków:
"The Sweetest Girl", "Absolute", "Wood Beez (Pray Like Aretha Franklin)", "Hypnotize", "First Boy In This Town (Lovesick)".

Opis na GG:
"I submit for approval / Got the upper hand / I submit for approval / Use it oh so fast".

Płyta, której wstyd nie mieć:
Cupid & Psyche 85.

Influenced by:
Gilles Deleuze, Pop Group, Sex Pistols, Robert Wyatt, Lee "Scratch" Perry, Kraftwerk, Roxy Music, Michael Jackson.

Influence on:
Max Tundra, Junior Boys, Magnetic Fields, Field Music, Spoon.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Eurythmics, Chaka Khan, Madness, Miles Davis, Young Marble Giants, Orange Juice, Milli Vanilli, Wham!

Coś jeszcze?
Miejmy jasność: większość prawd o lewicowości Gartside'a jeszcze nie wypłynęła na światło. Polecam Internet. Pamiętajmy, że jest to typ, który na koncercie Roda Stewarta miał na sobie czarną sukienkę.

Linki:
Strona oficjalna | Hasło na Wikipedii | Hasło na AMG | Klipy na YouTube

–Mateusz Jędras


119MODERN LOVERS



Miejsce:
Boston (USA).

Lata aktywności:
1970-1974, 1976-1988.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Jonathan Richman, Jerry Harrison.

Dlaczego właśnie oni?
Znów wszystko dzięki Velvet Underground, także "podziękujcie...". Nie, ale serio mówię. Gdyby zaraz po ukończeniu liceum młodziutki, obsesyjnie zakochany Jonathan Richman nie przeniósł się do Nowego Jorku i koczując na kanapie menadżera Velvetsów, Steve'a Sesnicka, nie nasiąkał ich magią, Modern Lovers najpewniej nigdy by nie powstało. Nie byłoby późniejszej współpracy z Jerrym Harisonem (potem Talking Heads) i Davidem Robinsonem (potem Cars). Nie byłoby proto-punkowego "Roadrunnera", geek-luzackiego "I'm Straight", ani przepięknej minimalistycznej impresji "Hospital". Punk-rock, new wave i indie straciłyby wiele ze swej świeżości, a Pablo Picasso nie kojarzyłby się nam z ze słówkiem "asshole" oraz wyjątkowo kręcącym laski karyplem, przechadzającym się po ulicach Nowego Jorku.

Dziura w stogu siana:
Gdzie, jaka dziura? Żadnej dziury nie widzę.

5 esencjonalnych kawałków:
"Hospital", "I’m Straight", "Pablo Picasso", "Roadrunner", "Hey There Little Insect".

Opis na GG:
"I called this number three times already today / But I, I got scared, I put it back in place / I put my phone back in place".

Płyta, której wstyd nie mieć:
The Modern Lovers.

Influenced by:
Velvet Underground, Pablo Picasso i jego życie intymne, Rock 'N' Roll.

Influence on:
Raczkująca w początkach lat 70-tych scena punkowa (Sex Pistols, Television), ruch młodzieżowy "straight edge" (Minor Threat), geek-rockowcy (Ben Folds, Weezer) oraz cierpiętnicy w stylu Jensa Lekmana, czy Stephina Merritta. Poza tym Spoon, They Might Be Giants, no i, siłą rzeczy, Talking Heads.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Jonathan Richman solo, Cars, a ponadto: New York Dolls, Violent Femmes, Roxy Music...

Coś jeszcze?
Co jeszcze? Kurczę, Richman luzacko deklamujący "Pablo Picasso was never called an asshole / Not in New York" to jest jakiś szczyt szczytów muzycznego bossostwa dla mnie...

Linki:
Hasło na Wikipedii | Hasło na AMG | Klipy na YouTube

–Paweł Greczyn


118SUICIDE



Miejsce:
Nowy Jork (Stany Zjednoczone).

Lata aktywności:
1971-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Alan Vega robił wokale, Martin Rev pogrywał na synthach i maszynie perkusyjnej. Duet archetyp.

Dlaczego właśnie oni?
Fajna nazwa, kochanie. Dwa pierwsze samobójstwa są za dobre, na ogół wszyscy odpadają po pierwszym, a oni akurat nie. Kluczowi gracze okołopunkowej sceny NY z końca lat 70-tych. Na bazie spuścizny VU stworzyli coś, (Carpenter byłby dumny) czego nie da się powielić. Ich brzmienie wciąż urzeka świeżością. To jedyne w swoim rodzaju połączenie minimalistycznych, repetytywnych partii synthów z lekko elvisowskim, paranoicznym wokalem nie daje spać po nocach. Suicide? No wave.

Dziura w stogu siana:
Zapatrzeni w Velvet Underground.

5 esencjonalnych kawałków:
''Ghost Rider'', ''Cheree'', ''Che'', "Dream Baby Dream", ''Harlem''.

Opis na GG:
''Bebebebebebebe he's a-blazin away / Packing stars stars stars in the universe''.

Płyta, której wstyd nie mieć:
Suicide (first album).

Influenced by:
Velvet Underground, Neu!, Silver Apples, Stooges.

Influence on:
Cały ten electroclash, wpłynęli też na scenę industrial dance. Ponadto czerpali z nich Joy Division (zwłaszcza Ian Curtis), New Order, Stereolab czy Add N to (X).

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Cabaret Voltaire, Silver Apples.

Coś jeszcze?
Kawałek ''Frankie Teardrop'' pojawia się w filmie R.W. Fassbindera In Einem Jahr Mit 13 Monden.

Linki:
Strona oficjalna | Hasło na Wikipedii | Hasło na AMG | Klipy na YouTube

–Wojciech Sawicki


117YES



Miejsce:
Londek Zdrój (Zjednoczone Królestwo).

Lata aktywności:
1968-1980, 1983-2004, 2008-teraz (ale kurde, zerknijcie kto tam obecnie gra...).

Kluczowe postaci i ich wkład:
Jon Anderson o niewieścio (?) łagodnym timbre, Steve Howe w roli wirtuoza gitary (również klasycznej), Chris Squire jako człowiek, który z basem robił to, czego ty nie robisz z niczym. Bez nich ja nie czuję Yes po prostu.

Dlaczego właśnie oni?
Obiegowa opinia głosi, że to czołowi przedstawiciele rocka progresywnego, a więc genre opartego na ponadprzeciętnych umiejętnościach wykonawczych instrumentalistów. A co za tym idzie – nuda, masturbacja, solówki, patos, bla bla bla. Tymczasem zespół Yes to byli u szczytu sił jedni z najwspanialszych melodyków, jakich widziała nasza planeta – goście zdolni wymyślać totalnie przegięte rytmicznie i zaskakująco nieschematyczne sekwencje dźwięków, które finałowo okazywały się "ładne". A że interpretowali je popisowo technicznie, to już nie moja wina.

Dziura w stogu siana:
W ogóle raz na zawsze skończmy z mitem, że Tales From Topographic Oceans to denny przerost ambicji nad możliwościami, synonim wszelkiego zła art-rocka i megalomanii Andersona i Howe'a. Iiiiiiii tam, daj pan spokój, taniość takiej linii krytyki... Otóż jest to piękny, epicki (może istotnie nieco zbyt długi) album i gdyby wszyscy się tak panicznie bali ocierania o pretensjonalność, to na horyzoncie pozostałyby tylko bandy naćpanych nastolatków w skórzanych kurtkach. Odrobinę wyobraźni, co? Natomiast przyznaję – sytuacje typu Tormato i jakieś reuniony z dwóch ostatnich dekad to nawet dla mnie za duże stężenie kiczu. Aha, kwestia brzydkich okładek, szpetnego logo (Roger Dean, współczujemy) i obciachowych fryzur/ubrań – no spoko, ale co mnie to obchodzi? Czy ja będę z tymi kolesiami polował na laski w klubie czy słuchał ich muzyki? I wreszcie teksty – że komiczna fantastyka/bajkowość dla ubogich, grafomania. Rozumiem, przyjmuję, aczkolwiek ja zwykle nie zwracam uwagi na słabe teksty jeśli nie są dramatycznie, inwazyjnie, przygniatająco złe. Jak zrobicie wy, od was to zależy.

5 esencjonalnych kawałków:
"I've Seen All Good People", "Roundabout", "And You And I", "The Gates Of Delirium" (motyw na 12:49, postać absolutu), "Owner Of A Lonely Heart" (robota Horna z innej bajki, ale sygnowana nazwą, więc pamiętajmy; zauważcie partię Borysewicza na gitarze od 3:03 – właśnie nie Summersa, a Borysewicza).

Opis na GG:
"Even Siberia goes through the motions...".

Płyta, której wstyd nie mieć:
Close To The Edge.

Influenced by:
Beatles i grupy stosujące skomplikowane harmonie wokalne, barokowa poważka typu Bach, funk i jazz, psychodelia.

Influence on:
Cały prog tamtej epoki, włącznie ze scenami lokalnymi – chociażby nasze SBB. Sporo progu bieżącego, ale o nazwy proszę nie pytać, bo swoje zaangażowanie w nurcie zatrzymałem na debiucie kapelki Arena. Metalowe dziwadła (Tool). A jednak mnóstwo też rozsądnej muzyki z klasą – od XTC, Tortoise i Cancer Conspiracy, przez Radiohead i Sigur Rós (btw ktoś może zbanować tego czerstwego trolla? Michale?), po Ombarrops! (the album).

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Materiałem na osobną anegdotę jest sprawa konstruktu Anderson Bruford Wakeman Howe – polecam się zagłębić, jeśli ktoś czyha na absurdy dnia niecodziennego (i kto grał wtedy równolegle w "Yes", zaraz wyskoczę oknem czy coś plus jeszcze puenta w formie krążka Union, można nagle umrzeć ze śmiechu). Z sympatycznych niegroźnych mutacji to Jon & Vangelis (a swoją drogą osoba Vangelisa i jego korzenie w satanistycznych wyczynach Aphrodite's Child, sorry za offtop) – miło wspominam słuchanie na kasecie The Friends Of Mr. Cairo w wieku wczesnopodstawówkowym, to też mnie jakoś ukształtowało, for better and worse... Podobnież side-projecty w guście XYZ, Asia lub UK tudzież solowe popisy Ricka Wakemana o żonach Henryka któregośtam i podróży do wnętrza Ziemi. A w końcu podobne symultaniczne akty – Nice, Emerson Lake & Palmer, Jethro Tull, Gentle Giant jakieś, ja wiem? Zresztą po co to wymieniam, skoro czytają nas pewnie nastoletnie fanki Arctic Monkeys i nie w głowie im szperanie po archiwach prog-rockowych – słusznie notabene, przeważnie.

Coś jeszcze?
Na koncercie promującym chyba wiekopomne gówniane dzieło Open Your Eyes, w latach dziewięćdziesiątych ("czyli u nas osiemdziesiątych" – WTF?), w Sali Kongresowej, pamiętam, że ojciec wyszedł w trakcie jakiegoś długiego, niekończącego się pasażu kupić coś do picia, a później wysiadł prąd i gamonie przez kwadrans zachrzaniali unplugged. Takie to były koncerty.

Linki:
Strona oficjalna | Hasło na Wikipedii | Hasło na AMG | Klipy na YouTube

–Borys Dejnarowicz


116TORTOISE



Miejsce:
Chicago, Illinois (USA).

Lata aktywności:
1990-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Kiedy pod koniec lat osiemdziesiątych Doug McCombs i John Herndon planowali założenie zespołu, chcieli przede wszystkim grać w kolektywie stawiającym zdecydowanie na sekcję rytmiczną. Owocem ich eksperymentów było nawiązanie współpracy z Danem Bitneyem i basistą Bundy K. Brownem, który jednak szybko odszedł z grupy, zastąpiony przez Davida Pajo ze Slint. Najważniejszą postacią dla późniejszych losów zespołu okazał się być John McEntire. Perkusista szybko stał się faktycznym liderem kapeli i jej motorem napędowym. W późniejszych czasach, jako wzięty producent, miał największy wpływ na brzmienie utworów Tortoise. Z penetrowaniem nowych rejonów w muzyce wiązała się współpraca z Jeffem Parkerem, uznanym gitarzystą o jazzowych korzeniach.

Dlaczego właśnie oni?
Tortoise wnieśli do muzyki świeże podejście, nie tylko definiując amerykański post-rock jako taki, ale dodając do niego wiele na pozór sprzecznych elementów z pogranicza takich gatunków jak krautrock, ambient, dub czy jazz. Swoimi albumami ustalili pewien kanon post-rockowego grania, który z różnym skutkiem w późniejszych latach próbowali powielać inni. Z drugiej strony ograniczanie ich tylko do etykietki "post-rocka" jest bardzo niesprawiedliwe, ale cóż, taka dola protoplastów.

Dziura w stogu siana:
Może już nie są tak kreatywni jak kiedyś i trochę "zjadają własny ogon", ale nawet na najnowszym albumie Beacons Of Ancestorship potrafili zaskoczyć kilkoma kapitalnymi utworami.

5 esencjonalnych kawałków:
"Djed", "Glass Museum", "Swung From The Gutters", "The Taut And Tame", "TNT".

Opis na GG:
Tortoise > Mogwai.

Płyta, której wstyd nie mieć:
Millions Now Living Will Never Die.

Influenced by:
Can, Neu!, Steve Reich, King Crimson, Ornette Coleman.

Influence on:
W zasadzie mieli wpływ na całą późniejszą scenę około-post-rockową.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Mogwai, Godspeed You! Black Emperor, Bowery Electric, Sea And Cake.

Coś jeszcze?
Jeśli najszybciej chcecie wyrobić sobie pojęcie o twórczości Tortoise, to bardzo charakterystycznym dla twórczości grupy jest nagranie "Djed" – opener ich najważniejszego albumu Millions Now Living Will Never Die. Ponad dwudziestominutowa kompozycja stanowi odbicie niemal wszystkich muzycznych inspiracji grupy. Utwór zaczyna się niemal dubowo, potem wraz z wejściem sekcji rytmicznej przez dłuższą chwilę gości krautrock, by przed połową trwania tracka ustąpić miejsca subtelnemu minimalowi. Pod koniec, za pomocą rozmaitych efektów dźwiękowych, znowu wraca posępny klimat, a nie muszę chyba dodawać, że wszystkie przejścia są tak naturalne, że to aż zdumiewające? Wachlarz wykorzystanych instrumentów również robi wrażenie, polecam próbę wyłapania ich wszystkich. Słuchając "Djed" najlepiej zrozumiecie, co w latach 90-tych oznaczało "wyznaczanie nowych szlaków" w muzyce.

Linki:
Strona oficjalna | Hasło na Wikipedii | Hasło na AMG | Klipy na YouTube

–Kacper Bartosiak


115ROBERT WYATT



Miejsce:
Bristol (Anglia).

Lata aktywności:
1963-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Poza nim samym to żona Alfreda (zdrabniana jako Alife czy Alifib w piosenkach), autorka okładek i współautorka wielu tekstów do utworów męża.

Dlaczego właśnie on?
Rozpoczynał jako fenomenalny bębniarz w eklektycznej formacji Soft Machine, chlubie sceny Canterbury, która jako jedna z pierwszych (i być może najlepiej) godziła takie światy jak jazz, minimal music, rock progresywny czy improwizacja (jej opus magnum Third to lektura ściśle zalecana, pomnik takich pomostów stylistycznych). No a potem na własny rachunek, gdzie człowiek ów odfrunął w tylko sobie znane rejony z pogranicza intymnego wyznania, kameralnej poetyckiej ballady, elementów samo-proklamowanej estetyki anty-jazzowej, art-suit, ambientowego marazmu i new-age'owej kolorystyki, okraszonych szczyptą zupełnie niedefiniowalnej abstrakcji. W tej całkowicie oryginalnej formule (nikt tak nie pisze i nie gra jak on) zasilił stawkę kompozytorskich geniuszy. Mało to merytoryczne, ale przypuszczalnie nie ma wokalisty o podobnie nietykalnej, przeszywającej wrażliwości. W rezultacie środowisko chucha na niego i dmucha – na sesje stawiają się ochoczo takie sławy jak Eno, Manzanera, Oldfield, Frith, Gilmour, Weller, Mason... (A on się im potem odwdzięczał.) Wydaje rzadko, ale jak już, to klękają znawcy – u "The Wire" ma wykupiony abonament na wygrywanie rankingów końcoworocznych (dwa lata temu ten trend dotarł też do Polski).

Dziura w stogu siana:
Say what you will, jestem die-hardem i mam na półce cały dorobek Wyatta, ale coveru "I'm A Believer" nie znoszę. Co gorsza, rozumiem lewicowe poglądy, w sumie deklarowanie się przez twórcę komunistą też nie wpływa przesadnie na mój odbiór czyjejś sztuki, natomiast dedykowanie kawałków Che Guevarze to lekkie przegięcie...

5 esencjonalnych kawałków:
"Moon In June", "Sea Song", "Alliance", "Maryan", "Old Europe".

Cytat na opis GG:
"Am I yours, are you mine, to play with?".

Płyta, której wstyd nie mieć:
Rock Bottom, w trakcie powstawania której pijany Robert wyleciał z czwartego piętra przez okno i do dziś jest inwalidą na wózku. Ten fakt przytacza się często w kontekście interpretacji albumu, a tymczasem lwia część materiału została napisana przed wypadkiem. Co do samej wartości tego odrealnionego wydawnictwa pochodzącego najwyraźniej z innego wymiaru to może nie skomentuję.

Influenced by:
Trudne pytanie w sumie, bo to specyficzny okaz uduchowionego "medium" przemawiającego siłą wewnętrznego głosu i fantazji. O charakterystyce i korzeniach tych dokonań wspomniałem wyżej.

Influence on:
Co drugi brytyjski nadwrażliwiec z rozeznaniem w historii popu (od Talk Talk, przez Radiohead, po Hood czy Hot Chip, którzy ostatnio "spełnili swoje marzenie" wypuszczając EP-kę z Mistrzem). Lecz co interesujące inspiracja Wyattem objawia się często w najmniej spodziewanych momentach – vide casus tracku "Presence" Mouse On Mars.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Soft Machine potraktowaliśmy jako składową hasła "Robert Wyatt", ale nie wolno zignorować ich roli w dziejach eksperymentalnej muzy – to byli giganci (przewodni riff "Slightly All The Time", no błagam). Matching Mole – krótki projekt przechodni przed solową karierą. I tu odsyłam też do reszty tej ferajny – multum solówek członków tejże, Caravan, Gong, Henry Cow aż do Oldfielda można dojechać.

Coś jeszcze?
Geneza nazwy Matching Mole, zabawne.

Linki:
Hasło na Wikipedii | Hasło na AMG | Klipy na YouTube

–Borys Dejnarowicz


114OUTKAST



Miejsce:
East Point (USA).

Lata aktywności:
1991-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
André "Trzy Tysiące" Benjamin, czyli ten o głębokiej duszy i satynowej pościeli. Potrafi przyspieszyć. W idealnym świecie byłby producentem prezerwatyw, tutaj zaledwie dostarcza zaśpiew gdzie potrzebne. Antwan Patton, ulicznik i maszynka o głowicy ze stali nierdzewnej, najbardziej ścisły flow po tej stronie Atlantyku; nie stroni od romantyzmu.

Dlaczego właśnie oni?
Rozmiękczony rytmicznie hip-hop nigdy wcześniej nie widział tylu innowacji. Gdzie byłoby współczesne r'n'b, gdyby nie oni? Dorobek chartpopu też jeszcze zdąży im wybudować kilka monumentów, za przysłowiowy songwriting i nieobciążony moralnie hedonizm.

Dziura w stogu siana:
Osłabli materiałowo pod koniec kariery.

5 esencjonalnych kawałków:
"Myintrotoletuknow", "ATLiens", "Da Art Of Storytellin' (Part 1)", "B.O.B.", "Hey Ya".

Opis na GG:
"Don't want to meet your daddy / Just want you in my caddy".

Płyta, której wstyd nie mieć:
ATLiens.

Influenced by:
Prince, De La Soul, Jungle Brothers.

Influence on:
Cee-Lo i Danger Mouse czyli Gnarls Barkley, Lil Jon, Bubba Sparxxx.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Jurassic 5, Missy Elliott, Neptunes, Timbaland, Sleepy Brown, Goodie Mob.

Coś jeszcze?
Jeśli znacie jakieś inne grupy wykonawcze, które od przybrudzanej light-gangsterki przeszli z sukcesem przez pisanie najbardziej nośnych zwrotek/refrenów w formacie cicho/głośno/gładko, wyślijcie ich namiary na adres redakcji, a odwdzięczymy się wam dozgonną prenumeratą plus upominek.

Linki:
Strona oficjalna | Hasło na Wikipedii | Hasło na AMG | Klipy na YouTube

–Mateusz Jędras


113JESUS AND MARY CHAIN



Miejsce:
Londyn (Anglia).

Lata aktywności:
1983-1999 i 2007-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Często się zmieniały, ale przyjrzyjmy się tym, które nagrywały Psychocandy, opus magnum zespołu. Douglas Hart – basista, który jak sam przyznawał wyrwał połowę strun w gitarze, bo i tak nie były mu potrzebne. Poza graniem zajmował się kręceniem teledysków – jest odpowiedzialny między innymi za klipy dla MBV, Primal Scream, Stone Roses czy Libertines. Na perkusji grał Bobby Gillespie – tak, ten sam, który założył Primal Scream i śpiewa w nim po dziś dzień. Zaczęło się co najmniej nieźle, a przecież żaden z tych muzyków nie był filarem zespołu; byli nim bracia Reid, odpowiedzialni za wokale, gitarowy hałas i wzbudzanie kontrowersji ("After each tour we wanted to kill each other, and after the final tour we tried").

Dlaczego właśnie oni?
Pionierzy shoegaze'u. Jako pierwsi czerpali tak wyraźnie ze spuścizny Beach Boys i Velvet Underground i umieli to wymieszać. Zaczęli w dobrym momencie. Punkowa fala powoli cichła, a popularność zdobywały popowe projekty – w tym czasie spora grupa ludzi potrzebowała nowych, jeszcze bardziej kontrowersyjnych, jeszcze głośniejszych rockmanów. Jesus And Mary Chain z pewnością zaspokajali te pragnienia. Być może nawet bez nich w Wielkiej Brytani powstałaby scena shoegaze'owa, wątpię jednak, aby miała ona w sobie wówczas ten "brudny" przester, niekontrolowany jazgot; raczej budowałaby się jedynie na fundamencie Cocteau Twins i eksplorowała bardziej melodyjne rejony. Zabrakłoby Just For A Day, Nowhere czy In The Presence Of Nothing.

Dziura w stogu siana:
Im dalej w las tym więcej drzew, a właściwie mniej. Kolejne płyty cieszą coraz mniej. Wciąż można na nich odnaleźć perełki i całościowo też trzymają poziom, jednak stopniowo oddalają się one coraz bardziej od wyżyn debiutu. Poza tym, gdy rozróby na koncertach stały się popularne i zaczęły nakręcać biznes, Reid i koledzy rozwalali czasem sprzęt na polecenie producenta programu – słowem rozpieprz kontrolowany – nie przekonuje mnie to.

5 esencjonalnych kawałków:
"Just Like Honey", "Some Candy Talking", "Reverence", "Happy When It Raind", "Upside Down".

Opis na GG:
"I wanna die just like JFK or better have some KFC".

Płyta, której wstyd nie mieć:
Psychocandy.

Influenced by:
Velvet Underground, Beach Boys, Sex Pistols, Siouxsie And The Banshees.

Influence on:
Spaceman 3, Chapterhouse, MBV, Slowdive, Boo Radleys, A Place To Bury Strangers.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Primal Scream – słynny zespół Gillespiego – trzeba sprawdzić najbardziej mainstreamową Screamadelicę i drapieżny, podrasowany dużą dawką elektroniki XTRMNTR.

Coś jeszcze?
JAMC byli znani ze swoich energetycznych, niezwykle krótkich koncertów. W pewnym momencie na występy ludzie przychodzili bardziej dla rozróby niż aby słuchać muzyki. Znanym epizodem w karierze grupy jest koncert w Toronto (1987), podczas którego Reid rozwalił głowę jednemu z niepokornych fanów, ciskając w niego mikrofon. Reid miał także ciekawe poczucie humoru: "A lot of journalists asked me if I'm suicidal because I sang 'I wanna die'. So I told them that it doesn't mean that I don't want to live anymore, it just means that I want to dye my hair blonde". Ten sam wywiad kończy w taki sposób: "But I really do feel more like drinking now. I gave you all the answers I have. If you need more, just make them up...", który też mówi co nieco o jego problemach z używkami. No cóż, tak to już jest w historii, że ciekawi bohaterowie lubią się czasem napić.

Linki:
Strona oficjalna | Hasło na Wikipedii | Hasło na AMG | Klipy na YouTube

–Jan Błaszczak


112BJÖRK



Miejsce:
Reykjavik (Islandia).

Lata aktywności:
1977-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Generalnie to wiadomo, że Björk Guðmundsdóttir i jej kaprysy, ale warto coś powiedzieć o osobach z otoczenia artystki. Ważnym współpracownikiem odpowiedzialnym za pierwsze trzy płyty wokalistki jest Howie B. Legendarny w kręgach trip-hopowych Tricky dorzucił swoje trzy grosze w postaci niepokojących podkładów na Post, a z "nowszych" producentów warto wyróżnić Marka Bella i Timbalanda.

Dlaczego właśnie ona?
Od 1993 roku, czyli od wydania albumu Debut, umiejętnie kreuje swój wizerunek, wijąc się niczym wąż we współczesnej popkulturze. Wiele można o niej powiedzieć, ale nie to, że odcina się od własnych korzeni – to artystka poszukująca, a jednocześnie posiadająca unikalną tożsamość. Konsekwentnie poszerza granice zbudowane przez siebie, wystawiając słuchaczy i fanów na liczne próby cierpliwości, ale ci potrafią pogodzić się nawet z wizją Björk współpracującej z Timbalandem.

Dziura w stogu siana:
Mimo wszystko widoczna obniżka formy, którą obserwujemy od Vespertine. Nie żeby kładło się to wielkim cieniem na jej wcześniejszym dorobku, ale... przykro trochę.

5 esencjonalnych kawałków:
"Venus As A Boy", "Hyper-ballad", "Joga", "Unravel", "Possibly Maybe".

Opis na GG:
"Twist your head around / It's all around you / All is full of love".

Płyta, której wstyd nie mieć:
Homogenic, ale Post też mocarz.

Influenced by:
Massive Attack, Tricky, Kate Bush.

Influence on:
Madonna, Gwen Stefani, Flaming Lips, Radiohead, Roisin Murphy.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Sugarcubes, Matmos, Tricky, Knife, Bat For Lashes, Goldfrapp, Air.

Coś jeszcze?
Jednym z największych fanów twórczości Björk jest wokalista Radiohead, Thom Yorke. W duecie nagrali między innymi klimatyczne "I've Seen It All", a o björkowym "Unravel" Yorke swego czasu powiedział, że to najlepszy utwór świata i stara się namówić kolegów z Radiohead do nagrania swojej wersji tejże piosenki. Tak też się stało i kawałek można było usłyszeć podczas koncertów brytyjskiej formacji. Innymi ważnymi artystami sceny niezależnej, którzy podjęli się coverowania "Unravel" są The Flaming Lips i Okkervil River.

Linki:
Strona oficjalna | Hasło na Wikipedii | Hasło na AMG | Klipy na YouTube

–Kacper Bartosiak


111TOM WAITS



Miejsce:
Pomona (USA).

Lata aktywności:
1972-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Tom Waits – prawie sześćdziesięciolatek, grający na prawie wszystkim. W swojej karierze współpracował już z całą armią muzyków, ale nie oszukujmy się: Waits to po prostu Waits i wystarczy. No i wokal – posłuchajcie sobie jakichś późnych występów "na żywo" – jest jeszcze groźniej.

Dlaczego właśnie on?
Waits to brand, Waits to stylistyka, Waits to wspaniale starzejąca się historia. W zasadzie bez słabej płyty na koncie, a z kilkoma porywającymi: Closing Time, Rain Dogs, Swordfishtrombones czy moje ulubione Bone Machine. W swojej knajpiananym barłogu porozpychał się łokciami na tyle, że znalazło się miejsce dla stylowego jazzu z folkowymi elementami, singer-songwritingu, bluesa czy rocka. Wraz z wiekiem Waits nie tylko nie zmiękł, ale stawiał sobie coraz ambitniejsze zadania, czego dowodem może być awangardowy, obdarzony beatami Real Gone. Najwybitniejszy twórca knajpianej poezji wśród muzyków, bohater setek anegdot i ogólnoświatowy idol półświatka. Są pewne chwile, kiedy nie puścicie innego artysty.

Dziura w stogu siana:
Waits rzadko porywa za pierwszym razem, a w jego albumy należy się wgryzać; jeśli nie macie czasu na takie "zabawy" to rzeczywiście stanowi to pewien minus. Czasem zdarzało się Tomowi przesadzać w doborze podkładów (eksperymenty), czasem też (głównie ostatnie koncerty) jego barwa głosu wędruje w regiony zbytnio unfocused. Jeśli znów przyjedzie do Polski, to pewnie bilety będą bardzo drogie.

5 esencjonalnych kawałków:
"Cemetery Polka", "Jesus Gonna Be Here", "Clap Hands", "The Piano Has Been Drinking (Not Me)", "Strange Weather".

Opis na GG:
True love Waits.

Płyta, której wstyd nie mieć:
Bone Machine.

Influenced by:
Leonard Cohen, Bob Dylan, Frank Sinatra, Jack Kerouac, Bukowski, Captain Beefheart.

Influence on:
Arab Strap, Matt Elliott, Kazik Staszewski, Scarlett Johansson, Modest Mouse.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Zakładając, że Waits nagrywa płyty już od 37 lat, przeżywając kolejne mody, a stylistykę zmieniając raczej z powodów czysto obiektywnych (głos), niełatwo znaleźć kogoś o podobnym CV. Zwłaszcza, że nie można się w tym podpunkcie poratować side-projectami. Najbardziej oczywistym typem będzie więc Nick Cave, choć zaczynał później, a w jego żyłach, poza alkoholem, płynęło też zdecydowanie za dużo rocka. Niech jednak będzie: charakterystyczna barwa głosu, osobowość, używki, mroczne piosenki o piciu i kobietach wieczorową porą. Całkiem pasuje. Jeśli mam coś proponować, to pewnie będą to Murder Ballads, Let Love In i darzone przeze mnie wielkim sentymentem No More Shall We Part. Tylko, że Cave się wyprostował i nawrócił, a Tom chyba dalej zwala winę na swój fortepian. No tak, Waits grywał też z Kronos Quartet, ale to jakby inna branża.

Coś jeszcze?
Anegdot o Waitsie jest pewnie tyle, co osób które zachodziły z nim w jakiekolwiek interakcje. Jedną z moich ulubionych stanowi fragment z wywiadu z 1977 roku: "Has Sinatra been a big influence on Waits?". "Oh yeah, no question about it". "In what way? "We have the same tailor". Inną gratkę stanowi wywiad dla "NME" z 1979: " Are you conscious of having an image to live up to, or down to, which every the case may be?". "Yeah, and I used to work at it much harder than I do now. Now the only time I drink is when I'm with someone and when I'm on my own (laughs). No, really I've been trying to give up drinking, but every time I stop it makes me so nervous I have to take a drink". Plus masa historyjek, gdy właściciele klubów czy hoteli chcieli go wyganiać, bo jak by to wyglądało, że taki żul siedzi na widowni podczas koncertu wielkiej gwiazdy – Toma Waitsa. Co za koleś!

Linki:
Strona oficjalna | Hasło na Wikipedii | Hasło na AMG | Klipy na YouTube

–Jan Błaszczak


#150-141    #140-131    #130-121    #120-111    #110-101    #100-91    #90-81    #80-71    #70-61
#60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-1   

BIEŻĄCE
RideWeather Diaries
Brian EllisMirror/Mirror