INNE - FORUM
Polacy i tanie markety. Czyli co zrobisz dla promocji.
24 kwietnia 2009Ogólnie wkurwia mnie ta tendencja biedronkowa, że ludzie zapieprzają po tych małych marketach. to że one wyrastają jeden na drugim to już stara sprawa. to że konsumpcjonizm to też już było.
ale czy nie wkurwia was że w tych najbardziej marnych sprzedawane jest dosłownie gówno w ładnym opakowaniu. mnie wkurwia że ludzie dla niskiej ceny są w stanie wpierdolić nawet radioaktywnego batonika i założyć rakotwórcze klapki na stopy. Taki świat wg kiepskich na żywo. nie wiem jak jest u was, ale u mnie na Śląsku to powstaje chyba taka biedronkowa subkultura "nawet jak nie musze to ide do biedronki, bo kurwa musze i tyle"
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6535835,Klienci_potykali_sie_w_sklepie_o_cialo_w_worku.html
-
Ja kiedyś w Geant słyszałem "Seven Days In Sunny June".
Twój Stary (27 kwietnia 2009) -
co do muzyki w dyskontach, jest takie cos jak Zielony Market, no takie tam biedronko podobne. Slyszalem tam w bialy dzien "what life is all about" i Juvelena. Slabo?
osiem (27 kwietnia 2009) -
>fluffy No to szkoda, bo zawęża ci to optykę. Ja przez rok oszczędzałam na jedzeniu, robiąc zakupy w dyskoncie spożywczym (w którym były te same produkty, co w innych sklepach, tylko tańsze), zwracając uwagę na ceny, wybierając skromne bary itd. Żywiłam się skromnie, zero słodyczy i przekąsek oraz potraw uznawanych za egzotyczne. Nie dlatego, że brakowało mi kasy, ale dlatego, że miałam inne priorytety. Przez ten rok w kraju, w którym mieszkałam, miały miejsce trzy afery związane z zatrutą żywnością : chińskimi pierożkami skażonymi pestycydami, drogimi czekoladkami, do wyrobu których użyto starego mleka w proszku i sprzedażą ryżu uznanego za skażony i niezdatny do spożycia. Nie były to zjawiska ograniczone do dyskontów i tańszej żywności. Już prędzej można powiedzieć, że przegrali życie ci, którzy kupują jedzenie w supermarketach wierząc w uczciwość sprzedawców, zamiast trzymać kury, krowę, piec samemu chleb i jeść warzywa z własnego ogródka.
bh (27 kwietnia 2009) -
umrzecie samotnie
turas (27 kwietnia 2009) -
Przegrałeś życie. Mogłeś wynieść bez zapłacenia.
antyfan porcysa (27 kwietnia 2009) -
no
setyourtip (27 kwietnia 2009) -
kupiłem sobie właśnie w lidlu odtwarzacz cd znanej firmy welltech (no dobra, też pierwszy raz słyszę). 33 zeta a opcji ma naprawdę sporo (wejscie usb, na karte pamięci, czyta mp3), w zestawie również ciekawe rzeczy - adapter do radia samochodowego, do zapalniczki zasilanie, normlany zasilacz, akumulatory 2, słuchawki (gówniane, ale są). no generalnie bez zarzutów. 2 lata temu tez za jakies grosze kupilem podobny w lidlu i się długo trzymał (nadal działa ale ma problemy z czytaniem). i co, przegrałem życie?
turas (27 kwietnia 2009) -
na koniec tekst o oszczedzaniu zeby kupic plyty - ja nie wiem jak bardzo trzeba byc jebnietym snobem zeby oszczedzac na jedzeniu zeby nabyc jakas modna plyte. jesli ktos oszczedza na modna odziez to pewnie by tu byl zlinczowany, a to jest dokladnie to samo
fluffy (27 kwietnia 2009) -
nie
fluffy (27 kwietnia 2009) -
>nie no nie o to chodzi przeciez, generalnie nie wiem co w porcysslangu funkcjonuje jako co, ale na biednych ludzi oszczedzajacych na jedzeniu chyba czesto sie mowi ze przegrali zycie. przynajmniej w duzej czesci bo ci tutaj nadal urodzili sie w europie, sa zdrowi itp. Ale zauważasz tę subtelną różnicę między żywieniem się tynkiem i grzybem z łazienki, a odstawianiem na półkę jogurtu za 2 złote i wybieraniem tego za 1.50?
bh (27 kwietnia 2009) -
> zacznijmy od tego, że pisząc na forum porcys niejako a priori "przegraliśmy życie"... nie no nie o to chodzi przeciez, generalnie nie wiem co w porcysslangu funkcjonuje jako co, ale na biednych ludzi oszczedzajacych na jedzeniu chyba czesto sie mowi ze przegrali zycie. przynajmniej w duzej czesci bo ci tutaj nadal urodzili sie w europie, sa zdrowi itp. btw istnieje blog (chyba niemiecki?) gdzie sie porownuje opakowania takiego smieciowego zarcia przedstawiajace rzekoma ich zawartosc z zawartoscia realna - boskie! niestety nie pamietam adresu ale jak sobie przypomne to dowiecie sie pierwsi. causy
fluffy (27 kwietnia 2009) -
–kumys, 27/4/2009 13:56 To Ty piszesz tego bloga o tanim jedzeniu? Czy może go czytasz?
bulwa (27 kwietnia 2009) -
"mają tam krakowską i starogardzką?" lepiej, mają zajebisty kindziuk i szynkę szwarcwaldzką w przystępnej cenie, do tego sporo dobrego salami. no i genialne mrożone pizze produkowane przez Papalinę, ostatnio meksykańska rzuciła mną o glebę (w pozytywnym znaczeniu) a co do muzyczki, to w dyskoncie jeszcze nigdy nie słyszałem, co najwyżej dzwonki na kasie :)
kumys (27 kwietnia 2009) -
Tak tak tak! Schabowe i pierogi wiezione przez pół Polski i rozmrażane przez kolejny miesiąc plus słoik bigosu, leczo i szarlotka. A że tania wódka nie wzbudzi rewolucji w organizmie, to miał być komplement? :> Nie wiem, nie chodzę do lidla, mają tam krakowską i starogardzką?
CH-Cl (27 kwietnia 2009) -
lidl przecież genialne miejsce, maślane babeczki to kosmos, podobnie paróweczki z serem czy połowa jogurcików. z tanim jedzeniem jest jak z tanią wódą - większość to syf, ale zawsze utrafisz jakąś markę, jakąś "czerwoną kartkę", która będzie całkiem w porządku i nie wzbudzi większych rewolucji w organizmie chociaż w kategorii tanie żarcie nic nie przebije zapasów od matki. proporcja cena/jakość nieosiągalna dla produktów skądkolwiek
c-u nie jest burżujem (27 kwietnia 2009) -
lidl jest momentami mocno zajebisty. pomijając to, że znalazłem tam oryginalne duplo kindera (!), czasami wrzucają genialne rzeczy. tak, poważnie, a nie że podróbka pasty rybnej. raz wrzucili wykurwiste krewetki za jakieś grosze. prawie wniosłem o ustalenie dnia w którym to odkryłem świętem narodowym, ale chyba szybko się skapowali, że sprzedają coś dobrego po zbyt niskiej cenie albo były to radioaktywne krewetki i ktoś ich pozwał, bo po 3 dniach zniknęły i nigdy więcej się nie pojawiły. w lidlu są też fajne podróbki batoników kinder king. i znośne enerdży drinki.
Low (27 kwietnia 2009) -
kiedy bylem lecialo kling klang, ale chyba ze sluchawek. dla mojego oka lidl wygladal dokladnie tak samo jak kazdy inny maly supermarket w ktorym towar stoi miedzy innym towarem blokujac przejscie, i to dopiero mi dziala na nerwy, a nie jakies tam marki, ktorych najwidoczniej i tak nie znam, bo nie zwrocilem na ich bezmarkowosc uwagi. a to co mnie uszczesliwia w marketach: z glosnikow nagle leca glosne fanfary po ktorych pani oglasza ze natka pietruszki od 15 do 17 jest tansza od 20%, normalne supermarketowe happy hours na natke, w trosce o szanownych klientow, znow fanfary.
em c (27 kwietnia 2009) -
grime o lidlu http://www.youtube.com/watch?v=Gp09Sdrw2W4 gdy otworzyli lidl naprzeciwko mojego bloku poszlam z ciekawosci i nie spodziewalam sie w ogole ze cos takiego istnieje! nie znalam ani jednej marki:> balabym sie kupic cos takiego co dopiero jesc. naprawde mozna sie niedrogo wyzywic w normalnych warunkach a nie tam.. takie sklepy wydaja mi sie atrapa sklepu, jest wrazenie jakby te wszystie pudelka byly dekoracja filmowa. przez chwile nie wiedzialam skad az takie wrazenie martwoty az do mnie dotarlo ze w lidlu nie leci zadna muzyka. przynajmniej tyle.. czy to tak zawsze?
z (27 kwietnia 2009) -
znalazlem baterie, czyli jednak nie przegralem zycia?
em c (27 kwietnia 2009) -
lidl jest przecież zajebisty! a w ogóle: http://fastfoodeaters.blogspot.com/
food for animals (26 kwietnia 2009) -
"co to jest nickers? to samo co snickers tyle że tańszy" przed momentem było na comedy central
df (26 kwietnia 2009) -
tak na marginesie to uważam że typy którzy przed wpierdoleniem sucharka czytają jego pierdolony skład mają w gruncie rzeczy konfidencką naturę, i donosiliby esbecji a może i nawet trzymają z policją, mnie to nie zachwyca oto moje stanowisko. –db, 26/4/2009 13:26 hahaha tez tak mysle
fluffy (26 kwietnia 2009) -
lidlowe twixy sa lepsze, zelki miski tez przednie. najwyzej umre na raka, ale chociaz obzarty slodyczami.
pies lampo (26 kwietnia 2009) -
hahaha ile emocji w tym temacie! wczoraj kupilem sobie jakas podrobe snickersa w lidlu, 8 piw i 8 baterii AA. podroba snickersa byla jadalna ale niezaspecjalna, piwo bylo calkiem w porzo, a baterie chyba zgubilem.
em c (26 kwietnia 2009) -
dla przykladu: zajebista pasta rybna "marinero" (losos wymiata) z popularnej biedy niczym nie rozni sie w smaku od orygnialnej "pastelli", a kosztuje dwa razy mniej. –pan miyagi, 24/4/2009 16:04 Porównaj lepiej jeszcze raz zawartość tego przykładowego łososia w obu - jak ostatnio sprawdzałem, nieco się różniła. A skoro nie jest to identyczny produkt w innym opakowaniu, to nigdy nie wiesz czy do pastelli nie są ładowane odpady po świeżym łososiu, a do marinery po zleżałym. Bo o tym, że pasty robi się z odpadów, chyba nikogo nie muszę przekonywać. Co nie znaczy, że część produktów nie jest faktycznie identyczna i inaczej obrandowana jedynie.
nikon_sevast (26 kwietnia 2009) -
ludzie jedzcie gówno..
miliony much nie mogą się mylić! (26 kwietnia 2009) -
Śmieszni są ludzie, którzy mówią, że nie kupują jedzenia w dyskontach, bo przerażają ich składniki i sposób produkcji. Że niby droższe jedzenie jest produkowane w lepszy sposób i z lepszych składników? Buhaha.
antyfan porcysa (26 kwietnia 2009) -
co tam sucharki.jak tu sprawdzić organoleptycznie skład wędliny z takiego sklepu?albo na kim sprawdzić czy się nie zatruję przypadkiem jedząc wzbogaconą kiełbasę?właściwie to nie ma sensu czytanie składu produktu,bo oczywiste jest,że dodają jakiś ulepszaczy i utrwalaczy pozwalających przechowywać towar na półce sklepowej.
paj (26 kwietnia 2009) -
dzięks napierdolona baletnico, ubawiłem się. tak na marginesie to uważam że typy którzy przed wpierdoleniem sucharka czytają jego pierdolony skład mają w gruncie rzeczy konfidencką naturę, i donosiliby esbecji a może i nawet trzymają z policją, mnie to nie zachwyca oto moje stanowisko.
db (26 kwietnia 2009) -
pisząc opakowanie miałem na myśli markę, oczywiście.
dz. (26 kwietnia 2009)