INNE - FORUM
Radiohead na openerze? (Radiohead w Polsce)
15 marca 2009Radiohead na openerze?
-
czy wy ludzie nie możecie kurwa mać powstrzymać się od palenia przez 2 godziny!!!!!!
b (26 sierpnia 2009) -
~–ktoś jeszcze płakał?, 26/8/2009 20:39 mi lezka poleciala na poczatku, na no surprises bym sie pewnie rozryczal. no i ciary na polowie kawalkow. niepowtarzalne przezycie.
pies lampo (26 sierpnia 2009) -
precz z koncertami dla tysięcy! precz z In Rainbows i "fanami", którzy znają jedynie to wydawnictwo radiogłowych.
ktoś jeszcze płakał? (26 sierpnia 2009) -
kam, a jak ten gość wyglądał? –ekscytujący się gość z II strefy, 26/8/2009 20:16 Włosy w nieładzie, jakieś dredy chyba też, broda i zdaje się, że palił trawkę. Generalnie gestykulacja godna podziwu ;)
kam (26 sierpnia 2009) -
no ja szczerze zaluje, ze bylem w 3 strefie, bo kompletnie nic nie widzialem. jak podskoczylem to widzialem kontury yorka, daleko tez bylem od telebimow, ktore tez byly z dupy, bo na tych malych ekranikach nic nie bylo widac. videotape i nude kompletnie do bani, zabraklo no surprises, let down lub fake plastic trees zebym powiedzial, ze bylo idealnie. no i szkoda, ze slaby kontakt zespolu z publicznoscia ('thank you', 'okay', 'thank you' i tak w kolko). no i tak jak piszecie, wkurwiali ludzie - albo stali sztywno, albo caly czas gadali zamiast, no, chocby spiewac. i wszedzie czuc bylo trawe. to z minusow. a z plusow, bylo genialnie, zaspiewalem wiekszosc piosenek, bo na pozostale nie starczylo gardla. byla i karma, i idioteque, i paranoid i po prostu niesamowicie. zapamietam ten koncert do konca zycia. ~czy tylko mi sie tak chciało potwornie pić przez cały koncert? –turas, 26/8/2009 19:01 jak tylko wyszedlem z koncertu to marzylem o butelce wody. bo moja niestety musialem wyrzucic, dziekuje bardzo ochronie.
pies lampo (26 sierpnia 2009) -
Gość przede mną tak się ekscytował, że miałam wrażenie, że na chwilę naprawdę wzleci do nieba :P –kam, 26/8/2009 19:55 kam, a jak ten gość wyglądał?
ekscytujący się gość z II strefy (26 sierpnia 2009) -
marudy i malkontenci, wiadomo że kawałki z In Rainbows w większości średniaki, ale tak poza tym cała reszta mega total. wzruszyłem się na Creep i serio dla mnie strasznie miła opcja, że to zagrali. każdy kto się doszukuje teorii spiskowej czy jest to dla niego obraza bo "zagrali polskiej gawiedzi na odwal się hiciora" ma trochę nie po koleji w głowie. ja rozumiem, że tam mogło być 10 lepszych utworów, no ale wiecie symbolika sryka, tego nie zapomnicie. i o to chodzi przecież. i szczerze współczuję wszystkim z III strefy, już w II było średnio. precz z koncertami dla tysięcy!
łh aka poliszmnie (26 sierpnia 2009) -
Ja nie miałam wielkich oczekiwań wobec tego koncertu. Zobaczyć Radiohead na żywo było moim wielkim marzeniem w liceum, ostatnio rzadko ich słuchałam. Mimo, że zbytnio się nie emocjonowałam, to jednak bawiłam się świetnie. Miło było się podrzeć przy kilku ukochanych utworach ;) Przy nowszych kawałkach też się o dziwo nie nudziłam. Szkoda tylko, że niewiele widziałam. Byłam w II strefie i wysoki wzrost niewiele pomógł. Nie mogę też narzekać na towarzystwo sztywniaków. Gość przede mną tak się ekscytował, że miałam wrażenie, że na chwilę naprawdę wzleci do nieba :P Generalnie jestem bardzo zadowolona z koncertu, wiadomo, że bardziej ekscytowałabym się kilka lat wstecz, ale nie ma co narzekać. No i zobaczyłam kawałek Poznania :) Dla odmiany koszmarem było wyjście z koncertu (zazwyczaj mdleję w tłumie i ścisku, więc gdy zobaczyłam, że jedenej dziewczynie to się przydarzyło, to się przestraszyłam, tym bardziej, że byłam sama), no i oczywiście podróż powrotna PKP (ponad 6 godzin do Gdańska na korytarzu i w ścisku).
kam (26 sierpnia 2009) -
–Rychu, 26/8/2009 17:56 Przestanę się chyba na okołoporcysowe tematy wypowiadać w miejscach publicznych, bo niedługo nie będzie na tym forum osoby, która mnie nie słyszała plotącej na lewo i prawo. Ej, nie ogarniam, odnoszę wrażenie, jakby wszystkim przeszkadzało Creep na koniec (#%#^^?!?!?!).
CH-Cl (26 sierpnia 2009) -
–palczak90, 26/8/2009 18:44
Dr Oetker (26 sierpnia 2009) -
czy tylko mi sie tak chciało potwornie pić przez cały koncert?
turas (26 sierpnia 2009) -
zmiażdżyli mnie, rozpierdolili, zamietli. płaczę oglądając na youtube i bardzo mi smutno, że dziś i jutro i pojutrze nie mogę znowu tego przeżyć. nie byłem na tysiącu koncertów, więc może jestem świeży i podatny. ale nie znalazłem niczego, do czego mógłbym się doczepić. nie przeszkadzali mi spokojnie stojący ludzie ani piszczące nastolatki. nie zauważyłem słabszego początku, od pierwszych nut 15 step, podczas których łzy szczypały mnie w poliki. aż do creep, który pozwolił mi łagodnie, z pogodnym uśmiechem powrócić do świata. nie wiem jak opisać ich muzykę, to, jak i co grają. dla mnie ten koncert to było jedno z najsilniejszych przeżyć życia i znowu chce mi się ryczeć, że to już się zdarzyło. i mam w dupie, że to co napisałem jest egzaltowane.
palczak90 (26 sierpnia 2009) -
Też się wypatrzyłem <palacz>
kacper b. (26 sierpnia 2009) -
@ryba Generalnie zgadzam się z meritum Twojej wypowiedzi, że jest to przyjazd spóźniony etc. Chociaż prawdę powiedziawszy gdyby to było 5 lat temu to pewnie bym nie pojechał, ze względu na zbyt młody wiek i powierzchowną znajomość materiału Radiohead. A co do Creep to wydaje mi się, że ten kawałek dla wielu spinających się ludzi, którzy trzysta razy "teraz mogli umrzeć" na tym koncercie był takim spuszczeniem powietrza. Wrzuceniem na luz. Mam wrażenie, że to fucking to bardziej tak dla humoru i z przymrużeniem oka, a nie jakoś na poważnie. Z innej beczki, koncert pokazał jak wielka jest różnica między starym a nowym materiałem. Piosenki z In Rainbows poza wyjątkami były raczej niestety zapychaczami i tłem dla starszych szlagierów. Moim osobistymi faworytami są piosenki z Amnesiaca, Kid A (choć moim zdaniem spieprzyli trochę idioteque), świetnie wypadł Paranoid Android i dwa absolutne mistrzostwa świata, jedne z najlepszych piosenek jakie słyszałem w życiu na żywo: Myxomatosis i Luck. Ten pierwszy zwłaszcza w oprawie ze światłami sprawił, że poważnie ugięły się pode mną kolana.
sw_filip_z_antioch (III strefa) (26 sierpnia 2009) -
Porcysowy akcent w mym szarym życiu: laska o 9 rano pod PKiN mówiąca, że Kuba z Łacheckim są w pierwszej, a Robert też, bo jest vipem.
Rychu (26 sierpnia 2009) -
>ryba, 26/8/2009 17:26 nie mam nic do dodania, wszystkie moje konkluzje z grubsza zawierają się w tym poście. >czarnuh, 26/8/2009 17:28 redaktora bartosiaka pięknie widać na dalszym planie :>
pan miyagi (26 sierpnia 2009) -
http://cgm.pl/galeria.php?gallery_ID=2851&photo_ID=2 ktoś się rozpoznaje? mam wrażenie, że pamiętam postać w białej koszulce radiohead z mount eerie w pzn
czarnuh (26 sierpnia 2009) -
>> dobra, to teraz przyznać się bez bicia - ilu z was się zesrało? ja nie. niestety, rację miał borys z tym, co napisał na stronie offensywy. nie wiem może to kwestia wieku, ale na serio było czuć podczas tego koncertu, że to przyjazd spóźniony i w aspekcie czysto artystycznym niespecjalnie interesujący. by pozostać przy artykule borysa - emocje jednak nie wzięły góry i nie "chwyciła człowieka nostalgia". oczywiście występ była mega wykonawczo etc., to są genialne utwory, ale na koncercie takiego bandu oczekuje magii, a tej zabrakło i to właśnie ze względu na to, że jest rok 2009, jesteśmy po "in rainbows", a nie świeżo choćby po HTTT. i tak zamiast poddać się emocjom, do koncertu podszedłem - że się tak wyrażę - intelektualnie, mój odbiór w większości było odbiorem na poziomie "meta". nie wiem, może to tylko ja mam problem i robie tutaj niepotrzebnie publiczną autopsychonalizę... może, aczkolwiek nie wydaje mi się, żebym był w tym odosobniony. żeby nie było nieporozumień, ja nie deprecjonuję samego faktu zaistnienia tego koncertu, w końcu przednie bawiło się tam tysiące ludzi, mnóstwo oddanych fanów, dla których była to być może jedyna okazja do zobaczenia ich. chcę tylko wrzucić łyżkę dziegciu to podniet typu "koncert dekady". to byłby koncert dekady, ale przynajmniej 5 lat temu. a tak było tylko fajnie. bądźmy uczciwi. niemniej kilka momentów wbiło w ziemię: gloaming-myxomatosis, bodysnatchers-idioteque-everything in it's right place, i might be wrong-national anthem, lucky. obcowanie z geniuszem. creep mogli sobie darować. czy ludzie tak kochają ten utwór, bo on tam "fucking" śpiewa? tak wnioskuję, bo podczas chóralnych śpiewów słowo to było szczególnie akcentowane. poza tym miałem wrażenie, że koncert tak na dobrą sprawę rozpoczął się dopiero na 2+2=5. pierwsze kilka utworów jakoś zupełnie bez wyrazu. organizacyjnie raczej lipa - ledwo co w ogóle trafiłem do mojej strefy (drugiej). szczęśliwie ludzie zachowali jako tako głowę po gigu i nikt (chyba) nie został stratowany, bo było naprawdę gorąco. (pkp to dno)
ryba (26 sierpnia 2009) -
dobra, to teraz przyznać się bez bicia - ilu z was się zesrało?
doświadczony porcysiak (26 sierpnia 2009) -
o właśnie. "brawo kurwa!"
turas (26 sierpnia 2009) -
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/51,80294,6963339,To_byl_koncert_dekady__Radiohead_grali_OK.html?i=21
yeahnot (26 sierpnia 2009) -
no to teraz nie mam już wątpliwości, że to był Andrzej i stał zaraz obok mnie.
turas (26 sierpnia 2009) -
http://www.youtube.com/watch?v=NZn8hIQpOmI
wygląda na to, że był (26 sierpnia 2009) -
koncert miazga. nagłośnienie miazga. czy był Andrzej?
bgsh (26 sierpnia 2009) -
"Wyznanie świadczące o skromności jednej z największych postaci współczesnego rocka, która nie wstydzi się mówić o swojej niepewności i zagubieniu." Lol, 90% tekstów w dzisiejszej muzyce o tym opowiada
Twój Stary (26 sierpnia 2009) -
http://www.rp.pl/artykul/2,354092_Rockowa_eksplozja.html koncert Radiohead jako podróż do jądra ciemności plus orgiastyczne wizualizacje –luk w, 26/8/2009 14:00 OMFG artykul roku chyba,pierwsze z brzegu tłumaczenie 15 step: Tymczasem Yorke, tańcząc jak punkowy robot, zaintonował słowa: "Jak to się skończy, co zaczynam/ Jak się skończy, jeśli pójdzie mi źle" - można nie znać angielskiego ale po co wtedy pisać? miszczoskich tekstow cala masa
mocne hardrockowe akordy (26 sierpnia 2009) -
koncert rewelacja. udało mi się dostać pod same barierki i w ogóle, warto było trochę postać i pokoczować po otwarciu bram (ktore nie wiadomo czemu otworzli godzine pozniej). w ogóle organizacja była trochę fatalna. w imię ekologii mam wydawać 4 zł na 0.2 wody, coli lub nestea? gdyby jeszcze ci jebani sprzedawcy nie rozlewali połowy podczas nalewania to ok, ale widziałem, że czasem nawet połowe udawało im się wylać. druga sprawa - widziałem co kontrola ludziom wyrzucała przy wejsciu. dezodoranty, jedzenie rózne (chociaz ostatecznie przed wejsciem mowili ze jedzenie mozna). bardzo ekologiczne, serio. cała ta ekologia wczoraj sprowadzała się do obdzierania ludzi z pieniędzy.
turas (26 sierpnia 2009) -
http://www.rp.pl/artykul/2,354092_Rockowa_eksplozja.html koncert Radiohead jako podróż do jądra ciemności plus orgiastyczne wizualizacje
luk w (26 sierpnia 2009) -
z infomuzyki: PS Gosciu, ktory stal za mna i przez caly koncert krzyczal "MOTORHEAD" chyba pomylil koncerty wczoraj... to pewnie tomek wasko byl
jan (26 sierpnia 2009) -
Z ciekawości: spotkaliście się na tym grillu? :)
Twój Stary (26 sierpnia 2009)