INNE - FORUM

radość z słuchania muzyki

28 lutego 2009

odczuwacie jeszcze czasami?

no i tak w ogóle...
czegooczekujecieodmuzykiiczyBógistnieje?

uprzejmie proszę o zachowanie kultury dyskusji :]

mr yes
  • co to za głupi wątek? Radość ze słuchania to moja główna motywacja jeżeli chodzi o muzykę i jak ktoś tak nie ma to mu nie wierzę. Aczkolwiek wątek ten rozumiem inaczej, bo pojawiło się sporo pozycji z gatunku: są wakacje, przyszła wypłata, idziemy się najebać w plener - kto by się nie RADOWAŁ? Jeszcze epka Vegi i można zamykać wątek.
    rojal (10 stycznia 2012)
  • Fleciki, trąbeczki, perkusiątka, "Illinoise".
    ram (10 stycznia 2012)
  • Air France - No Way Down
    stef (10 stycznia 2012)
  • nieeehehehe, jak można choćby POMYŚLEĆ o CoT w kontekście najszczęśliwszych płyt wszechczasów, rozumiem że piszemy o własnych odczuciach, ale kaman :( nie bardzo wiem co by tutaj dorzucić do kotła - do głowy przychodzą mi niewinnie radosne (w dużej większości, ale nawet te dołki nie są jakieś specjalnie niskie) Please Please Me i hmm... nie mam pomysłu na razie. widocznie słucham samych dołowych płyt.
    V79 (10 stycznia 2012)
  • tam oj, tam oj http://www.youtube.com/watch?v=IVSxsclCnS0
    j (10 stycznia 2012)
  • j: Ale ciii... dyskretniej.
    J (10 stycznia 2012)
  • Make Up The Breakdown
    awesome ninja (10 stycznia 2012)
  • "ze" jeszcze czasem mimo wszystko tak, odczuwam. oczekuję ciar, wzruszeń, rozrywki, głębi, lotów, piguł, kwasów.
    j (10 stycznia 2012)
  • Muzycy to raczej smutasy, co? Discovery (ELO), Arrival, Guerilla czy Mass Romantic? Nigdy po całości. Szkoda, taki euforyczny pop to chyba moja ulubiona żanra.
    szczur (10 stycznia 2012)
  • "You Forgot It In People" (ok, jest silna nutka melancholii, ale to u mnie wciąż pozytywny nastrajacz no. 1). "Icky Mettle", "Crooked Rain", "Keep It Like A Secret" - sentyment taki, że banan i łzy wzruszenia jednocześnie. a dziś (uwaga, uwaga) "Causers" naprawdę przywraca mi pozytywnie chillujący, a jednak intensywny rytm krwinek. aha, zapomniałbym (być może guilty pleasure) - INXS "Kick". przy "Mystify" mam naprawdę głupią mordę i na nieszczęście wchodzę na parkiet. ale ja to ogólnie jestem taki, że rzadko coś działa na mnie skrajnie pozytywnie. raczej płaczę przy Red House Painters, czy innym Low. nawet przy The Diogenes Club płaczę.
    -=+ (10 stycznia 2012)
  • Dobry strzał. A coś hmm... nietanecznego? Marzą mi się w tym momencie piękne, lecz radosne piosenki zdala od dance-czegokolwiek..
    J (10 stycznia 2012)
  • Tak na szybko to "Hey Hey My My Yo Yo".
    Twój Stary (9 stycznia 2012)
  • Słucham sobie Violens i odczuwam na maksa. Mam przy okazji pytanie. Może w formie plebiscytu, ok? Jaka jest, Waszym zdaniem, najbardziej pozytywna płyta wszech czasów? Chodzi mi o album, przy odsłuchiwaniu którego to właśnie radosć i poczucie szczęścia są najsilniejszymi emocjami. Delikatne wzruszenia? Jasne. Ale bez smęcenia i nadmiernej melancholii. Chętnie wystartowałbym z czymś oczywistym, lecz każde "olśnienie" hamują mi natychmiastowe wątpliwości. Czekam na propozycje. p.S. Mogą być niemoralne, o ile spełnią powyższe kryteria.
    J (9 stycznia 2012)
  • radiohead i sigur ros
    doświadczony porcysiak (1 marca 2009)
  • Na Karma Police się nie cieszyć? Przecież końcówka to jest jeden z bardziej ekstatycznych momentów ever. A w ogóle to może lepiej zadbajcie o mamusie, a nie zakładacie takie topiki.
    mt (1 marca 2009)
  • Dziwne pytanie, to tak jak pytać czy ktoś lubi jeść, chociaż rzeczywiście taka sytuacja jak ma kazik jest niestety możliwa, ja tak mam z filmami że zamiast zająć się oglądaniem to myślę czemu taki dziwny montaż, albo czemu tutaj aktor przeszarżował i takie tam, chociaż jak się trafi coś zajebistego to mnie pochłania. Pozatym oddzieliłbym radość od przyjemności - od Beatlesów Of Montreal czy Pixies banan się na mordzie pojawia, ale trudno chyba się cieszyć słuchająć OK Computer, czy Think Tank, nie?
    sas (1 marca 2009)
  • radosc ZE sluchania muzyki, wawa wpieriod!
    rawiacz (1 marca 2009)
  • mpp mi przypomniało co to jest
    radość ze słuchania muzyki (28 lutego 2009)
  • No ja już niestety nie odczuwam, za bardzo wciągnąłem się w racenzowanie. Teraz muzykę tylko analizuję, słuchać skończyłem około 3 lata temu.
    kazik (28 lutego 2009)
  • ta piękna "dyscyplina" mnóstwo funu generuje, u mnie ostatnio Spoon ("Beast And Dragon, Adored"!) - nagrania koncertowe z archive.org - fura prawomyślnej radości na licencji creative common. a zupełnie teraz z upodobaniem katuję mroczny liryk Damiena Youtha Bride Of The Asylum któryś tam raz-raz z rzędu. taki bardziej krystaliczny Current. słodko jest się uzależnić od takiej melodii. także tak. bardzo tak. a już parę ładnych roków za mną. co, jeśli nie muzyka? ;)
    Lou says (28 lutego 2009)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)