INNE - FORUM

co po szkole muzycznej?

9 lutego 2009

Mam dwóch młodszych (podstawówka) braci w szkole muzycznej, jeden na perkusji (bardzo dobrze radzi sobie tez na fortepianie), drugi na skrzypcach (nie wiem czy wiecie jak przerażające są początki, kurna straszne rzępolenie - czy tak musi być?). Jestem ciekawy jakie mają szanse w przyszłości zarabiać na muzyce pod warunkiem, że wytrzymają do końca?

Macie już może jakieś doświadczenia związane z tym?

dzieciak
  • Harmonia Kazimierza Sikorskiego "A mentalnosc muzyczna to taka wypadkowa wrazliwosci, osluchania, otwarcia/zamkniecia na nowe rzeczy i umiejetnosci formulowania na ich temat samodzielnych sadow i chuj wie czego jeszcze." a na jakiej podstawie uważasz, że szkoła muzyczna nie wyrabia takiej wrażliwości i nie uczy samodzielności? i czy masz na myśli grającego muzyka, czy czystego teoretyka, co sobie lubi tylko posłuchać?
    krzew (12 lutego 2009)
  • Skoro już pojawił się taki temat: Jaki podręcznik teorii muzycznej (tzn. harmonii, wiecie) polecą absolwenci szkół muzycznych komuś, kto zna podstawy podstaw teorii muzyki? Jest coś takiego? Coś w rodzaju "Teoria muzyki dla średnio zaawansowanych".
    Twój Stary (12 lutego 2009)
  • Wzgledem kogos, kto w tej materii rozwija sie samodzielnie. A mentalnosc muzyczna to taka wypadkowa wrazliwosci, osluchania, otwarcia/zamkniecia na nowe rzeczy i umiejetnosci formulowania na ich temat samodzielnych sadow i chuj wie czego jeszcze.
    maturzysta (12 lutego 2009)
  • "Wczesniej czy pozniej kazdy wzglednie inteligentny czlowiek z tego wyrasta, ale imho "mentalnosc muzyczna" takiej osoby jest o kilka lat do tylu. " o kilka lat do tyłu względem kogo? i co, w tym konkretnym kontekście, rozumiesz przez "mentalność muzyczną"?
    krzew (11 lutego 2009)
  • skończyłam II stopień w szkole muzycznej ogólnokształcącej, teraz kończę Akademię Muzyczną i mówię - wszystko zależy od podejścia i przedsiębiorczości, tak jak wszędzie. są ludzie, którzy potrafią zokrętować się przy ciekawych projektach, zakładać własne zespoły (jazzowe, rockowe), chóry itp. tacy nie narzekają, żyją muzyką, zarabiają na tym, co sprawia im radość. ale do tego potrzeba własnej inicjatywy. jeśli się liczy, że po studiach praca sama się znajdzie, to powodzenia - filharmonia, albo szkoła, najczęściej na zadupiu (bo profesorowie zazwyczaj trzymają się stołków do usranej śmierci). co do klimatu to się nie wypowiem, bo nie znam klimatu "normalnej" szkoły a ten, co zarzucał braki w wyglądzie - niech mu skiśnie!
    krzew (11 lutego 2009)
  • możesz grać 15 Step z Radiohead na gali Grammy.
    jonasz (10 lutego 2009)
  • a po perkusji?
    dzieciak (10 lutego 2009)
  • zalezy na jakim kirunku. Jestem na rytmice, mamy tam przedmiot jak improwizacja fortepianowa- mozna sie niezle zabawić z muzyka. Wcale nie trzeba grac tylko bacha i podziwiac Chopina. No tak ale jak ktos jest instrumentalistą typu skrzypek, wioleonczelista lub inne smyczkowe to właściwie pozamiatane. Instrumenty dęte maja szanse na jakis big- band w remizie strażackiej a przecietny instrumentalista może jedynie stać pod tesco i smęcić szlagierami.
    scheme (10 lutego 2009)
  • Muzyk sesyjny w najlepszym przypadku.
    robert (10 lutego 2009)
  • no to mieli marnych nauczycieli, bo szkoły muzyczne są częścią systemu edukacji RP i to co w nich chujowego często jest tą samą chujowizną, która toczy normalne szkoły. nie jest to wina muzyczności szkoły muzycznej, tylko jej szkolności.
    mja (9 lutego 2009)
  • nie wiem, gdzie znalazles stwierdzenie, ze sm ucza podziwu dla rubika. coz. moze faktycznie trafilem na jakies spaczone srodowisko. ja napotykalem ludzi, ktorzy po lekcjach harmonii nie byli sklonni uznac za wartosciowe niczego, co nie bylo zgodne z jej zasadami (kurwa mac, powybijac fanow muse), od nauczycieli wyniesli poglad, ze istnieje cos takiego jak "ZBYT PROSTA" muzyka, tudziez takich, ktorzy wszystko interpretowali z romantyczno-rosyjska maniera. wszystko. Fugi bacha, debussyego, "So what", "imagine" i temat z "zadla".
    maturzysta (9 lutego 2009)
  • ej, ale naprawdę w szkołach muzycznych uczą raczej podziwu dla bacha i beethovena, nie dla rubika. kontakt z chopinem nie ma prawa nikomu zaszkodzić. autorytety nie oddziaływują na jakichś podejrzanych płaszczyznach w takich placówkach - ot, ktoś ewentualnie może w ramach buntu mieć dość menuetów mozarta i zamiast grać jego muzyke woleć metalike, ale nic gorszego nie powinno się stać.
    mja (9 lutego 2009)
  • (jak się ma miękkie serce trzeba mieć twardą dupę, jak mawia moja mamusia) choć nigdy nie mierzyłem zapałkami korytarza, ani nie podziwiałem wewnętrznych rejonów sedesu. (raczej jestem "wrażliwy człowiek")
    dzieciak (9 lutego 2009)
  • @mja ja tak o tym nie mysle, zeby bylo to takie absurdalne. gdy ktos o niepewnych kompetencjach wplywa na twoje myslenie o muzyce i to jeszcze w wieku, w ktorym autorytety odbiera sie raczej bezkrytycznie - to mocno szkodzi. Wczesniej czy pozniej kazdy wzglednie inteligentny czlowiek z tego wyrasta, ale imho "mentalnosc muzyczna" takiej osoby jest o kilka lat do tylu. ale nie twierdze ze nie istnieja wyjatki. sm wrazliwemu czlowiekowi nie przeszkodzi.
    maturzysta (9 lutego 2009)
  • >>a co jest kurwa zlego w graniu w pilke za mlodu? jak wieku 6 lat nie bedzie napierdalal na skrzypcacj czy fortepianie tylko bawil sie klockami samochodami i gral w pilke to juz wyrosnie na kretyna? nic na siłe –w dupach wam sie poprzewracalo, 9/2/2009 19:53 a czy ktoś powiedział, że granie w piłkę jest kretyńskie? ile jest takich dzieciaków, które ćwicząc kolejną etiudę patrząc przez okno na swoich rówieśników, zazdroszczą im i zaczynają nienawidzić całej swojej edukacji. no przechodzimy do sedna - szkoła uczy rzemieślników. tylko niewielki procent wszystkich absolwentów szkół muzycznych na serio czuje muzykę.
    dzieciak (9 lutego 2009)
  • (czy "wrażliwi ludzie" to ci, którzy w normalnych gimnazjach mierzą kible zapałkami?)
    c-u (9 lutego 2009)
  • nie no, absurdalna jest teza, że żeby zostać muzykiem najlepiej jest nie pójść do szkoły muzycznej. chociaż oczywiście można i to ze świetnym skutkie, to sm wrażliwemu człowiekowi nie zaszkodzi.
    mja (9 lutego 2009)
  • ja wyroslem
    maturzysta (9 lutego 2009)
  • a co jest kurwa zlego w graniu w pilke za mlodu? jak wieku 6 lat nie bedzie napierdalal na skrzypcacj czy fortepianie tylko bawil sie klockami samochodami i gral w pilke to juz wyrosnie na kretyna? nic na siłe
    w dupach wam sie poprzewracalo (9 lutego 2009)
  • szkoly i akademie muzyczne ksztalca bardziej rzemieslnikow, czy muzykologow-odtworcow, niz muzykow. na pewno mobilizacja do intensywniejszej pracy w wieku, gdy wiekszosc rowiesnikow zyje glownie pilka nozna i komputerem owocuje w przyszlosci. ale z drugiej strony takie szkoly skladaja sie na ogol z przypadkowej zbieraniny jeszcze absolutnie niewyrobionych odbiorczo dzieci i nieudolnych absolwentow podobnych szkol, ktorzy nie zalapali sie do filharmonii i teraz robia za nauczycieli, co konczy sie tak, ze utalentowanych ludzi uczy sie fatalnych nawykow, ktore skutecznie przeszkadzaja im w byciu dobrymi muzykami, a beztalencia cierpliwie przepycha sie przez kolejne stadia edukacji, dajac im w miedzyczasie poczucie wlasnego geniuszu - tak powstaja Rubiki oraz zafascynowani Katie Melua i Ich Troje filharmonisci. truizm - zaden program nauczania nie zastapi lat pracy nad indywidualna wrazliwoscia, nie ma takiej opcji. z tym, ze nikt tego nie mowi uczniom, przy czym poziom nauczania ogolnego w takich szkolach lezy i wychodza z nich na ogol ludzie posiadajacy zerowa wiedze o swiecie oraz liczne objawy megalomanii. wiec zapisz braci na sztuki walki, basen, kilka jezykow obcych i szachy, i przepisz do jakiegos LO - beda zdrowsi, madrzejsi i lepiej przystosowani spolecznie, a i tak naucza sie systematycznej pracy. a jesli ktoremus "PISANE JEST" zostanie muzykiem, to sam sobie z tym poradzi, nawet z harmonia i historia muzyki. (zaznaczam, ze moja wiedza nt. szkol muzycznych dotyczy glownie placowek w mniejszych miastach. jesli w gdansku, czy w warszawie wyglada to zupelnie inaczej, to zajebiscie, pora wyrobic w sobie kompleks prowincjusza)
    maturzysta (9 lutego 2009)
  • Mój kuzyn skończył słynną podstawówkę u Kurczewskiego w Poznaniu,teraz pracuje jako piekarz, sprzedał pianino, nie gra na niczym, no jak tak można?
    hill (9 lutego 2009)
  • –kacklocek, 9/2/2009 18:02 serio tak uważasz? zastanawiam się, co by było gdyby. Moja matka myślała przed laty o tym, żebym plumkał sobie na gitarze po klasycznemu ale podobno większy talent plastyczny miałem. więc brzdąkałem sobie po swojemu. obserwując młodsze rodzenstwo odczuwam jednak czasem igiełkę zazdrości, że oni się tego uczą i to wszystko wiedzą. i jak widać z perspektywy upływającego czasu wychodzi to na dobre, co po niektórych postach widać.
    dzieciak (9 lutego 2009)
  • jak to rodzice na siłe robia z dzieci geniuszy i psuja im dziecinstwo ahh
    kacklocek (9 lutego 2009)
  • co po szkole muzycznej? chałtury na weselach,a w najlepszym przypadku łapanie jobów sajdmeńskich...po chuju perspektywa:)
    dzidek (9 lutego 2009)
  • wspominam dość ciężko, ale jednak dzieciństwo miałem, w podchody się bawiłem i tak dalej tylko pewnie trochę mniej. miałem kryzysy takie, że już chciałem się wypisywać i to prawie do samego końca drugiego stopnia, nawet sobie urlop wziąłem. no ale wtedy sobie pomyślałem, że kurwa jeszcze rok i dyplom, chujowo by było przerwać. zabiera to czasu w chuj i nie ma się co kłamać, że nie. im dalej, tym więcej. liceum nakładało mi się z drugim stopnie i bywało ciężko z wolnym czasem po prostu, dochodzi frustracja i takie tam. no ale dziś sobie bardzo cenię, chociaż głównie wiedzę i umiejętności, jakiegoś 'klimatu społecznego' tam nie łapałem fajnego. albo ludzie całkiem w klasyce, albo fanatycy jazzu, albo technicznego metalu, tych ostatnich szczęśliwie najmniej. ale nauka harmonii to rewelacyjna sprawa, do dziś mi się mocno przydaje. kształcenie słuchu podobnie. historię muzyki też fajnie znać.
    mja (9 lutego 2009)
  • wykształcenie muzyczne = I stopień (4 lub 6 lat) + II stopień (6 lat) + studia Akademia Muzyczna kawał życia
    asd (9 lutego 2009)
  • moja siostra ćwiczy na skrzypcach, dzieciaku, więc wiem jakie to katusze uszne. merzbow wy sia da
    mt (9 lutego 2009)
  • a moje doświadczenia sprowadzają się do obserwacji, że niestety w wielu przypadkach rodzicom bardziej zależy niż dzieciom
    ... (9 lutego 2009)
  • no jak jeden z moich braci był w pierwszej klasie, prowadziło się go do tej szkoły nieraz (szkoła duża, od podstawówki do liceum) i rzeczywiście panny nie robiły żadnego wrażenia (mówię o licealistkach,żeby nie było ;p)
    dzieciak (9 lutego 2009)
  • moje doświadczenia ze szkołą muzyczną sprowadzają się do obserwacji, że dziewczyny raczej brzydkie; nawet obleśne arafatkówki z plastyka je zjadały
    c-u (9 lutego 2009)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)