INNE - FORUM
M83 Saturdays = Youth
22 kwietnia 2008Ślizga się przyjemnie po nowej fali, brak wkurwiającego patosu z "Dead Cities...", egzaltacja wynikła ze stylistyki, czyli jak najbardziej strawna. Jak na razie, najlepsza płyta anno domino 2008. Słuchali?
-
http://www.ilovem83.com/midnight-city
dobry ten numer (22 lipca 2011) -
Bardzo miła ta nowa piosenka. W dobrą stronę to idzie.
Szop (22 lipca 2011) -
przkelejam podrzuć coś podobnego do m83 - saturdays=youth (z 80s najlepiej) –podsumowanie screenagers jest chujowe, 8/1/2010 18:55
Jędrzej (8 stycznia 2010) -
>czyli ja rozumiem, że nie wystawiasz temu krążkowi wyższej noty, tylko dlatego że w przyszłości m83 mogą stworzyć jakieś arcydzieło. że anthony jest młody i może :> uproszczenie troche. przede wszystkim nie wystawiam wyzszej noty dlatego, ze uwazam ze to jest plyta na 7.3 - "treasure" jest dla mnie plyta dziewiatkowa na przyklad, zainspirowanemu tym krazkiem albumowi "saturdays" "troche" do niej brakuje, wiec trzeba zachowac umiar. uwaga o tym wieku to raczej na marginesie byla z mojej strony. no, ale nie wiem, moze rzeczywiscie w recenzji za bardzo poplynalem w zachwytach i stad masz wrazenie takiej roznicy miedzy nota a trescia, ale - podkreslam ponownie - ocena siodemkowa to bardzo wysoka ocena tutaj, czego masz na pewno swiadomosc, kubo. pozdrawiam serdecznie
tomek wasko (15 maja 2008) -
Hm, osobiście nie umieściłbym jej na równi z "dead cities...", chociaż uważam, że jest naprawdę dobra, przede wszystkim, dlatego, że słuchając "saturday..." nie czuje jakby mi towarzyszyła, nie potrafię się z nią zidentyfikować w tym momencie, jakbym wiedział, że nie pozostanie dla mnie aktualna na zbyt długo; raczej sprawia, że wracam myślami gdzieś tam parę lat wstecz, kiedy w ukropie ekscytacji i egzaltu odkrywałem siebie i 100%owo pewną dożywotność swoich relacji z konkretnymi ludźmi (tak jak to teraz brzmi tak to dokladnie wtedy wyglądało), powiecie, taki zamysł, nie no jasne, tylko w moim odczuciu te nowe kompozycje, jakkolwiek rewelacyjne/piękne momentami by nie były (couleurs, we own the sky,kim and jessie) nie będą w stanie akompaniować moich obecnych niepokojów/odczuć w ogóle, tak doskonale jak "dead cities", o którym do dzisiaj co po niektóre sytuacje mi przypominają i nakazują wrócić, bo czas nań idealny. "Saturday..." może mi co najwyżej przypominać zamierzchłe czasy, nie wspominając o całkiem sporej radości ze słuchania. Poza tym, surowość "dead" trochę bardziej trafia w moją obecną wrażliwość (ta okładka... nie wiem czy to nie jest moja ulubiona okładka ever). A z "Saturday" jest trochę tak jakbym jej słuchał pod namiotem z kocyka. Zgadzam się jednak w pełni z tym, że nasze dzieciaki powinny się na nią (m.in) wyrywać, byłoby fajnie, wiedzielibyśmy, że wszystko idzie w dobrym kierunku i moglibyśmy obserwować kolejne piękne, wrażliwe pokolenie bez zagubienia.
bigos (14 maja 2008) -
>gdybym chcial wystawic wyzsza ocene, to bym wystawil, nikt mnie tu nie ograniczal - zeby bylo jasne. no spodziewam się. chodziło mi przede wszystkim o (imo) jawny rozdźwięk pomiędzy tekstem, a notą. W dalszej częsci wypowiedzi wspominasz, że wystawiając 7.3 zostawiasz sobie miejsce na ocenianie przyszłych, ewentualnie lepszych płyt by m83. Zauważ, że w kwestii słowa pisanego, nie zostawiasz tego miejsca za wiele. >i juz tlumacze czemu tylko siodemkowo, a nie wyzej: ja czuje, ze gosciu - z racji tego ze jest tak mlody - ma jeszcze wiele do powiedzenia, a wiec mamy tu podobna sytuacje jak z "ys" newsom. tez na dobra sprawe moglbym dac lepsza ocena ewentualnie, ale w pewnym sensie zamykalbym w ten sposob sobie mozliwosc lepszego ocenienia kolejnych albumow newsom czy gonzaleza, ktore, w co wierze, jeszcze przed nami. uff. czyli ja rozumiem, że nie wystawiasz temu krążkowi wyższej noty, tylko dlatego że w przyszłości m83 mogą stworzyć jakieś arcydzieło. że anthony jest młody i może :>. przykład: **przychodzi do ciebie brock, wręcza egzemplarz m&a (możesz podstawić morrissey'a i queen is dead) , mówi: "cześć, tu jest m&a. ja mam 23 lata. elo, elo". i co? wystawiasz 9.9(?!)? 10.0 ? :>. ej, ale odmawiasz im w ten sposób potencjału i młodości(oj, wiem. wiem że się doczepiłem tej młodości)? przecież wciąż mogą stworzyć coś lepszego. a co dopiero takie m83, którym dałeś 2,7 pkt przestrzeni. może przykład m&a nazbyt radykalny, ale wg mnie sensowny i ukazuje, że dobierasz zły kontekst do oceniania krążków. ocena płyty muzycznej, to przede wszystkim ocena płyty muzycznej. treści*** (i nie twierdzę, że musisz oceniać saturday=youth na 8.5) elo elo, sorry za dość nieczytelny post
17 (14 maja 2008) -
tak tak, obnizyla sie jakosc muzyki, oczywiscie, a nie my juz nie jestesmy dzieciaki
realista (14 maja 2008) -
eee, szóstkowe.
Cyncynat (14 maja 2008) -
Dla mnie ta płyta zostawia daleko w tyle różne tegoroczne "gwiazdki" (CutCopy, MGMT o Juvelen nie wpominam z grzeczności). Ocena w sam raz, lista tego roku pewnie. No i zdjęcia we wkładce takie "mlodzieńcze"
niebieska dioda (14 maja 2008) -
kubo, dzieki za uwagi. gwoli wyjasnienia: gdybym chcial wystawic wyzsza ocene, to bym wystawil, nikt mnie tu nie ograniczal - zeby bylo jasne. wczoraj wieczorem sie strasznie glowilem ile wystawic, ostatecznie stanelo na 7.3. "dead cities..." dostalo tu 8.5, ale z perspektywy czasu uwazam, ze to za wysoka ocena chyba. ja stawiam "saturdays" i "dead cities" na rowni, ale nie moglem ze wzgledu na to podciagac oceny "saturdays" powyzej osemki, bo tu dzialalbym wbrew sobie. i juz tlumacze czemu tylko siodemkowo, a nie wyzej: ja czuje, ze gosciu - z racji tego ze jest tak mlody - ma jeszcze wiele do powiedzenia, a wiec mamy tu podobna sytuacje jak z "ys" newsom. tez na dobra sprawe moglbym dac lepsza ocena ewentualnie, ale w pewnym sensie zamykalbym w ten sposob sobie mozliwosc lepszego ocenienia kolejnych albumow newsom czy gonzaleza, ktore, w co wierze, jeszcze przed nami. uff. aha, a co do tego: "no ale jeśli nagranie dostaje 7.3, to potrzebne są jakieś słowa krytyki w tekście", to pamietaj, ze na porcys ocena powyzej siodemki to obecnie cholernie duzo, niemal pewna lista roczna. obnizyla sie jakosc muzyki, to i skala nizsza. wiele razy byla o tym mowa, pozdrawiam, elo
tomek wasko (14 maja 2008) -
tomku, po lekturze tej recenzji ciężko nie odnieść wrażenia, że chciałeś płycie wystawić wyższą notę w ogóle od jakiegoś czasu chyba taka mantra(?) porcys. fear. choć wiadomo, że w pewnym stopniu jakość wydawnictw. ale nie tylko. no ale jeśli nagranie dostaje 7.3, to potrzebne są jakieś słowa krytyki w tekście (ostatniego akapitu recki m83 tak nie traktuję) (co do m83, to po bodajże czterech przesłuchaniach też wystawiłbym 7.3, for real, więc tu szacunek. Przy czym dla mnie póki co jest tam kilka cudownych utworów, a reszta wyraźnie mniej powalająca)
17 back in the days (14 maja 2008) -
Zajebista jest ta plyta ! (ja tez nie na temat) Teledysk do Graveyard Girl... mmmmmm
Beefheart (27 kwietnia 2008) -
Couleurs daje rade
darw (27 kwietnia 2008) -
Ja nie zrobiłem nic, wystarczyło dać Ci majka ziom.
kacpr (24 kwietnia 2008) -
cała powyższa dyskusja, wraz z jej końcowym akcentem, bardzo przypomina znany przeboj: http://www.wrzuta.pl/audio/qSfcV8YPI4/mc_terminator_vs_mc_kmieciu_battle_w_radio
c-u (24 kwietnia 2008) -
Heh, PK i tu mnie masz. Moje założenie okazuje się być u podstawy błędne. Kacpr, wygrałeś, pobiłeś mnie mądrą argumentacją i ostrą ironią, zamknij się.
szczur (24 kwietnia 2008) -
nie śledziłem tej dyskusji zbyt dokładnie (było coś o egzaltacji i o tym, że lider M83 ma dystans), ale: There is no irony at all in my musical relation to the 80s," M83's Anthony Gonzalez told Pitchfork's Matthew Solarski recently. "So yeah, I really can cry when I listen to a Kate Bush song or Simple Minds." a "Graveyard Girl" mi się bardzo podoba
PK (24 kwietnia 2008) -
No widzę że kolega szczur dalej nie rozumie, mimo że napisał mu to ktoś poza mną (Tomek W, konkretnie). Porównujesz, do kurwy nędzy, zespoły/projekty/artystów, które prawdopodobnie nie mają ze sobą nic wspólnego, poza Twoimi urojonymi zarzutami. Dałem Ci przykład ze sledziem - na tej samej zasadzie miałbym wtedy rację co Ty teraz. Nie zmuszam Cię do słuchania Dulliego, do wczuwania się w konwencję etc., jeśli jej nie czujesz - nie słuchaj, ale nie pierdol i nie porównuj jej do konwencji m83. Bo to rzeczy z dwóch innych planet. I nie zarzucaj mi chłopaczku braku argumentów, bo sam nie dałeś żadnego poza "moim zdaniem..." albo "w moim nieomylnym osądzie uważam, iż...". Nie chcę żebyś klękał Dulliemu do miecza jak nie chcesz, ale jeśli masz jakieś zarzuty - napisz to w wątku o ts, wypowiedz się o nich rzeczowo, a nie rzucasz jakimiś urojonymi, kompletnie niesmiesznymi historyjkami o 'minie basisty'. Gosh, faktycznie, siła rzeczowych argumentów poraża użytkowniku szczur, przyznaję. Nie wiem jak można debiutowi TS zarzucać egzaltację - dla mnie to niezwykle ciepły album, dodający nadziei, własnie nie-przeładowany-uczuciami, nie-przekoloryzowany. Nie taki zamysł kryje się za tą płytą, więc zmień adres, czep się chyba-nawet-bardziej wyegzaltowanego Anthony'ego (jebany, na pewno jest emo, 'hope there's someone, no wtf, emo manifest jak chuuuj). Widzę, że w przedostaniej wypowiedzi uż. Szczur chyba wreszcie zaczyna rozumieć - tematem dyskusji nie jest debiut TS, tylko nowa płyta Gonzaleza i porównywanie tych płyt do siebie jest skrajnym, kompletnym debilizmem. Podobnie jak zarzucenie recenzji 'Terroromansu' egzaltacji, rotfl. Odnoszę wrażenie, że dziecko podpatrzyło jeden, mądry zwrot i teraz będzie go cały czas używać (btw, obczaj recke Borysa M&A, how wyegzaltowane is it?!). A temat "Egzaltacja jako wiodąca estetyka" wymyśliłeś chyba sam - nie bronię Ci odbierania tego w ten sposób, broń Boże, ale kurwica mnie trafia widząc takie porównania. I obserwując fakt, że raczej zdajesz sobie sprawę co za bzdury pleciesz, ale dalej w tym trwasz, próbując udowodnic wszystkim, że masz rację. 'Dystans, którego braklo na Twilight ratuje 'Saturdays' przed osmieszeniem, co wiecej, nadaje jej swiezosci'-- no wtf? Porównujesz dwie, kompletnie różne, nie mające nic wspólnego konwencje, mówię to po raz n-ty. Przestaaaań.
kacpr (24 kwietnia 2008) -
totalnie naciagane i zupelnie nieprzekonujace, a co za tym idzie powodujace, ze cala ta wasza dyskusyjka nie ma najmniejszego sensu. –tomek wasko, 24/4/2008 13:42 ale za to jak to sie przyjemnie czyta po ciezkim dniu za minimalna stawke godzinowa
stary porcysiak (24 kwietnia 2008) -
saturdays=youth nawet dobre jest (przepraszam, że nie na temat)
pan miyagi (24 kwietnia 2008) -
Super, przedstawiam swoje argumenty raz za pieprzonym razem, żeby w końcu się dowiedzieć, że totalnie naciągane i zupełnie nieprzekonywujące. A dlaczego? Bo tak. Gdybym był wrednym sukinsynem którym jestem, to przy temacie egzaltacji odniósłbym się do pańskiej recenzji Terroromansu. Ale nie była egzaltowana i wyszedłbym na idiotę. Więc się nie odniosę. A bezsens tej dyskusji bardziej warunkuje brak merytoryki niż temat. Którym jest o dziwo nie tylko Twilight Singers a ogółem egzaltacja jako estetyka muzyczna nakierunkowane na m83. A przynajmniej miał nim być, gdyby nie to, że ktoś nie ogaaarniał, zarzucał mi pierdolenie i słuchanie muzyki po jamach.
szczur (24 kwietnia 2008) -
totalnie naciagane i zupelnie nieprzekonujace, a co za tym idzie powodujace, ze cala ta wasza dyskusyjka nie ma najmniejszego sensu.
tomek wasko (24 kwietnia 2008) -
Egzaltację jako wiodącą estetykę, nooo.
szczur (24 kwietnia 2008) -
I jak to kto wytknął, kacpr :).
szczur (24 kwietnia 2008) -
*bierze popkorn i czeka na odpowiedź kacpra*
Low (24 kwietnia 2008) -
wszystko fajnie, tylko nie kumam kompletnie dlaczego porownujesz akurat m83 i twilight singers - co te dwie kapele maja niby ze soba wspolnego? to zreszta juz ktos wyzej Ci wytknal i jak na razie chyba z tego nie wybrnales, moim zdaniem przynajmniej.
tomek wasko (24 kwietnia 2008) -
Przepraszam, panie Waśko.
szczur (24 kwietnia 2008) -
Jesli ktokolwiek poza kacprem czyta ten wątek. Egzaltacja, czyli pewnego rodzaju przeładowanie emocjonalne (w moim odczuciu prowadzące do śmieszności- casus emo)to także kategoria estetyczna. Odbieranie czegoś jako egzaltowane zależy od wrażliwości słuchającego. Wiecie, archetypowa licealistka kupi egzaltację jako "szczery przekaz" i doznawać będzie ekstatycznie przy czymś odpowiadającemu jej stanowi ducha. Ja jej nie kupuję. ]Kontrast "goodbye motherfucker" (na pogłosie, a jak!) ze "słodką" resztą Verti Mare odbieram jako żenujący i pretensjonalny, obrzydliwie tani artystycznie. Podobnie jak "everything's gonna be alright" w końcówce Twilight i pianino z pierwszych sekund Teenage Wristband. Da się opisywać uczucia w inny sposób niż natchnieniem na pogłosie. I tak to wyglądało na przykład na Gentleman- przeładowany emocjonalnie przekaz w surowej formie był conajmniej strawny, choć i tak pretensjonalny. A co ma do tego m83? Na "Dead Cities..." główną estetyką był patos (którego absolutnie nie kupuję i uznaję jedynie w parodii), ale płyta broniła się zajebistością kompozycji, melodii, sami wiecie. Chociaż osobiście, byłem trochę zniesmaczony. Kevin zrobiłby to inaczej (heh). Na "Saturdays = Youth" patos został zastąpiony egzaltacją (klawisze z You, Appearing, monolog dziewczyny z cmentarza, czyż nie sztampa sztampa, bb?). Tyle że w tym wydaniu, to sztampowość swoją dosłownością i cięzarem puszcza oko do słuchacza. Taka forma, 80', sugeruje Gonzalez i zagryza bagietką. Gdy melotron Twilite Kid żenował, przenikające się wokale na pogłosie w Skin of the Night przybijają piątkę "they're just humans with wives and children". Dystans, którego brakło na Twilight ratuje piękno "Saturdays" przed ośmieszeniem, co więcej, nadaje jej świeżości. Jak pokazywał Tarantino, Coenowie, Banksy czy właśnie Flaming Lips, postmodernizm może być cool as fuck. Chociaż do prawdziwej wielkości Loveless zawsze będzie trochę brakowało. A kim jest kacpr w tej dyskusji? Ortodoksyjnym idiotą, który nie potrafi podjąć rzeczowej dyskusji na temat, co mógłby uczynić prezentując zdanie, że egzaltacja to nic złego, albo wręcz "jaka egzaltacja, nie widzę w tych elementach żadnej egzaltacji gdyż..." (co byłoby przykładem "twojej prawdy"). Ja bym się nie zgodził ("moja prawda") i w toku argumentacyjnym może doszlibyśmy do jakichś zabawnych wniosków, jak na, nie przymierzając, normalnym forum. Ale nie, kacpr widzi we mnie Wojewódzkiego, nieudanego żartownisia, analfabetę, opisując to ironicznie, sarkastycznie, anegdotycznie ("chyba w tej jamie słuchałeś"), a jego jedyną opinią dotyczącą płyty było "najlepsza". Żadnych argumentów, bo i po co takowe fanatykowi? I to jest "gówno prawda". Kacpr jest podstawą każdego forum, budulcem sieci w ogóle- erystycznym idiotą. A to co napisałem w tym poście zignoruje jak wszystkie poprzednie.
szczur (24 kwietnia 2008) -
ok, ale juz moze starczy, bo chyba bede zmuszony kasowac te zenujaca wymiane zdan.
tomek wasko (24 kwietnia 2008) -
Podaj mi swojego maila, idioto, nie zaśmiecaj forum.
szczur (24 kwietnia 2008)