INNE - FORUM

INACZEJ w Łodzi

16 kwietnia 2008

I.N.A.C.Z.E.J. to artystyczne wydarzenie mające zaprezentować łódzkiej publiczności to, co zdaniem jego twórców warte jest pokazania
To nie festiwal. Zależy nam na nieformalnej atmosferze i swobodnej wymianie energii między wykonawcami i publicznością. Klimat kreatywności, możliwość wymiany wrażeń i pomysłów - o to chodzi w całym tym zamieszaniu. Sugestie wszystkich inaczejowych gości są dla nas wskazówką przy kreowaniu jego kształtu.
To nie konkurs. Nie naszym zadaniem jest wyłanianie gorszych, lepszych i najlepszych. Chcemy podzielić się tym, co nas zachwyca - rankingi zostawiamy tym, którzy są w tej kwestii doświadczeni i profesjonalistom.
To nie my go wymyśliłyśmy - wziął się sam, w tym samym momencie pojawił się jako pomysł w wielu głowach, nie wiadomo skąd i chyba same nawet do końca nie wiemy, jak, wiemy jednak - po co.

• Po to, aby pokazać to, co naprawdę warte uwagi.
• Po to, aby mniej doświadczeni twórcy mieli okazję do konfrontacji z tymi bardziej doświadczonymi.
• Po to, aby powstała przestrzeń gdzie energia miedzy wykonawcami i odbiorcami może płynąć swobodnie wąska stróżką, a może wielkim strumieniem?
• Po to, aby w Łodzi miało miejsce wydarzenie, które kształtują również i odbiorcy.

W tym roku I.N.A.C.Z.E.J. objawi się jako Irracjonalnie Nadnaturalny Atak na Czasoprzestrzeń Znacząco Eliminujący Jawę. W czwartkowy wieczór 08.05.2008 r. w kinie Cytryna, przeprowadzamy kurację na (bez)senność!

Przebieg terapii:

Snu faza pierwsza, NREM. W głęboki sen wprowadzi Was film. Aby oderwać się od codzienności, zrelaksować i wprowadzić w doskonały nastrój, poczuć atmosferę sennej irracjonalności oraz niezwykłości proponujemy duński film Christoffera Boe z 2003 r. oraz sildeshow (bez)sennej fotografii młodych, zdolnych artystów, którzy odkryją przed nami świat niezwykły.

godz. 19.00 Rekonstrukcja (czas: 91 min.)
godz. 20.40 Slideshow

prace by: Karolina Dębowska, Olga Szymkowiak, Krzysztof Galoch, Piotr Zbierski
muzyka by: Wolfgang in a Truck

Snu faza druga, REM. Oderwani od rzeczywistości zostaniecie odrobinę rozbudzeni. Ruch, odrobina światła i dźwięk splotą się w świat sennych marzeń. Performance teatru ruchu zaprowadzi nas na osobistą wędrówkę po bardzo oczywistych, bo drzemiących w każdym z ludzi, marzeniach i strachach, które pojawiają się w snach. Następnie muzycy ze Zgierza ubiorą Was w senny Skafander, w którym odbędziecie wyprawę w okołodżezowe światy. To nie będzie podróż piesza. To podróż muzycznym jednośladem. Muzycy z The Cyclist zawiozą Was tam, gdzie znajduje się granica snu i jawy.

godz. 21.20 Teatr ruchu: ”Efekt snu” ; wykonanie: Rafał Mikołajewski, reżyseria: Dorota Mikołajewska

godz. 22.00 Koncerty:

Skafander
Paweł Miłosz - gitara
Jacek Miklaszewski - gitara
Leszek Zaczyński - puzon
Jarosław Andrzejczak - wizualizacje

The Cyclist
Wojtek Woźniak - acoustic bass
Daniel Mackiewicz - piano, organ
Jacek Buhl - drums, percussion

featuring
DJ Grzanko Muzykant - turntables

Obudzimy Was w środku nocy – to, czy zechcecie śnić nasz sen dalej, zależy już tylko od Was.

(NIE)PRZEŚPIJCIE!

Bilety do nabycia w kinie Cytryna (ul. Zachodnia 81/83) od 22.04.2008r. 7zł w przedsprzedaży, 10zł w dniu I.N.A.C.Z.E.J.a.

inaczej
  • za takie rzeczy pomyslodawcow powinni wsadzac do wiezienia
    hater (12 lipca 2008)
  • http://miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,5440814,Gwiazdy_jak_z_remizy___Lodz_spiewa_i_tanczy.html czyli oby do Veny.
    ?? (11 lipca 2008)
  • Brawo!
    Pan Rafał (8 maja 2008)
  • czyli SSP zagrają zaraz po CNQ w Kaliskiej
    ab (8 maja 2008)
  • Ej, to przyjdźcie!
    krakul (7 maja 2008)
  • Niestety ważne sprawy osobiste uniemożliwiły przyjazd Cyklistom.
    inaczej (6 maja 2008)
  • szkoda, SSP już wiele razy u nas grali
    adam b (6 maja 2008)
  • Yo! Zamiast The Cyclist zagra Sing Sing Penelope.
    inaczej (5 maja 2008)
  • ciepło ju jest, nie pękaj.
    cytryna (26 kwietnia 2008)
  • Łódź jest fajna, bo blisko W-wy. Inaczej..niezła inicjatywa, tylko włączcie ogrzewanie w tej przeklętej cytrynie.
    koko (25 kwietnia 2008)
  • na cos takiego trafilam: I bet you look good on the dancefloor 25.04.2008 Oiom 10PLN od 23.00 Dress code: Brendon Walsh is my bro' graja: niepsuj, zed http://funkon.net/ibylgotd_promomix.mp3 czyli gorace gowno dla lodzkich hipsterow straight outta mediolan!;) mysle moi drodzy, ze raz w zyciu mozna zgrzeszyc i troche bezpretensjonalnie przybansic. najwyzej pozniej pokutna pielgrzymka do poznania i tam, pod wezwaniem basinskiego, sakralne odmawianie 1 loopa przez godzine;)
    studentka (24 kwietnia 2008)
  • >Łódź europejskie miasto kultury 2016 O_0 a czemu nie?
    Baltazar (23 kwietnia 2008)
  • Łódź europejskie miasto kultury 2016 O_0
    sivi (23 kwietnia 2008)
  • >kogo kurwa obchodz łódź i kraków?studentów z wiochy? powinien obchodzić ludzi, którzy się tam urodzili, mieszkają od urodzenia, od pokoleń. tych, którym los Krakowa i Łodzi leży na sercu. tych, którzy narzekają na brak imprez i zaczynają je robić. organizatorów imprez, lokalnych patriotów, działaczy, opozycjonistów i mainstreamowców. dziennikarzy, urzędników, architektów, animatorów kultury, historyków i biznessmenów.
    Baltazar (23 kwietnia 2008)
  • zeitgeist?
    łódzki tramwaj regionalny (22 kwietnia 2008)
  • no właśnie, kogo to obchodzi do chuja.
    krakul (22 kwietnia 2008)
  • kogo kurwa obchodz łódź i kraków?studentów z wiochy?
    śmok frajerski (22 kwietnia 2008)
  • w Łodzi to raczej kwestia mentalności. ja nie wiem jak to się dzieję, że wciąż kolejne zajebiste inicjatywy upadają. inaczej tego nie wytłumaczę. ale wierzę uczciwie, że da radę coś zmienić, chociaż na chwilkę.
    krakul (22 kwietnia 2008)
  • no wiadomo, Poznań i Wrocław koncertowo nawet bardziej dają radę niż Wawa jeśli chodzi o naprawdę wielkie nazwy, ale w Wawie po prostu jest najwięcej możliwości. i nadal w kontekście Polski B piszę przede wszystkim o mieście, w którym mieszkam, czyli Krakowie, gdzie najciekawsze co sie przez cały rok dzieje to derby ;> dopóki nie ma woli zmian ze strony a) szerokiej klienteli klubowej, b) właścicieli klubów, to nic się nie zmieni.
    pv (20 kwietnia 2008)
  • >co do reszty się zgadzam. przy czym Warszawa to Warszawa, a Polska B to Polska B i o tym niestety trzeba pamiętać. wkurwiające są takie gadki. zabrzmiało jakby tylko w Wawie były jakiekolwiek imprezy i koncerty. jest kilka ośrodków miejskich: Wrocław, Trójmiasto, Poznań, GOP, Szczecin, Łódź - każde godne zainteresowania. niektóre nawet znacznie bardziej, niż Wawa.
    Polska mieszkam w Polsce (20 kwietnia 2008)
  • studentkazporcys@o2.pl teraz juz posiadam. alternatywny as fuck;)
    studentka (19 kwietnia 2008)
  • no nie dacie mi się nie wpisać. irytuje mnie hipsterka ze szkoły Porcys, to wstawianie na siłę do czołówki płyt roku jak najbardziej niepopularnych rzeczy, a z drugiej strony bouncujący pop najbardziej masowych lotów jako rekomendacje przez cały rok. "mam giętki język, mogę strącić każdego, należę do kręgu ezoterycznego!". a cały fun i zdrowy rozsądek gdzieś się podziały. ale, mimo wszystko, dlatego choćby nawiedzam regularnie to forum (ku radości Waśko Tomasza), że jeszcze bardziej drażni mnie ta bezmyślna zupełnie moda na yndie, stajl over content itd. no jednak pewną kompetencją wypada się wykazać, fajnie jak mamy o czym gadać, niefajnie jak dyskusja kończy się na 'Klaxons? Za-je-bi-ści!!'. i to samo dotyczy imprez. ja bym jednak nie zagrał Klaxons, prędzej sięgnąłbym po The Shamen, De La Soul albo Junior Senior. a na drugim biegunie "Everybody's Happy Nowadays", "Swastika Eyes", "Pet Cementary" i "Dashboard". w środku "Raspberry Beret", "Shout To The Top" i "Keep On Movin" Soul II Soul na odpoczynek. takie mniej więcej ramy. a jak komuś za mało Franza, top niech zostanie w domu. S., posiadasz jakiś alternatywny adres e-mail?
    ?? (19 kwietnia 2008)
  • >nikt nie pojechal mi za 'konta' nie ukrywam, ze ja chcialem, juz mialem nawet cos napisane, ale sie powstrzymalem ostatecznie, bo to jednak tanie czepiac sie ortograficznych bledow. takze czytamy, czytamy. ja nawet z zainteresowaniem, pozdrawiam
    tomek wasko (19 kwietnia 2008)
  • bo to takie bledne kolo jest. grasz mega ambitnie dla siebie, to masz pusty parkiet, grasz popularnie, to klub peka w szwach. dlatego ja mysle, ze kompromis muss sein. puscisz raz na cala impreze klaxons w jakims remixie- korona z glowy chyba nie spadnie, 'gmin' sie ucieszy. zaraz zapodasz swoje uswiecone pavement i byc moze ktos z gminu sie zainteresuje, podejdzie, zapyta co to, zapisze sobie na karteczce i poslucha w domu. ja rozumiem wasz punkt widzenia, naprawde. jednak impreza to impreza, nie nabozenstwo. kazdy lubi sie bawic do swojej muzyki, jednak gusta sa rozne i nigdy nie dogodzisz wszystkim w 100%, chocbys na imprezie tematycznej zgromadzil same obeznane osoby. bo zeby bawili sie wszyscy, bez wzgledu na muzyczna orientacje i stopien wtajemniczenia, to kawalek musi miec w sobie silny, taneczny potencjal. dlatego od wiekow sprawdza sie funk, w przypadku niezaleznego rocka jest cienko o niekwestionowane 'bangery', ktore bylyby w stanie wycisnac z tlumu krew na parkiecie. warszawa nie radze sie jednak zachwycac. wybor moze wiekszy, ale na popularnych imprezach, na ktore przychodza setki osob, spodziewaj sie 'we are your friends' itp. i nawalu pijanych, przelansowanych dzieciakow, co sie okrzykuja 'hipsterami' (hitem ostatnio byla dla mnie panna, ktora na uszach powiesila sobie rozowe nozyczki i jej kolega z neonowa, z lampeczkami obroza na szyi, madafakin nju rejf! heh). wiele ciekawych przedsiewziec konczy sie kleska frekwencyjna. warszawa, lodz, pcim dolny, ten sam bol:) (wiecej sie nie rozwodze, bo i tak nikt nie czyta moich postow, nikt nie pojechal mi za 'konta', jestem powaznie rozczarowana;)
    studentka (19 kwietnia 2008)
  • stwierdzenie "rozkręcić własną imprezę". jeśli człowiek ma przede wszystkim ochotę na konsumpcję to nie myśli o ładowaniu pieniędzy, energii i czasu w "rozkręcanie imprezy" na którą pięć osób przyjdzie, popatrzy i wyjdzie. co do reszty się zgadzam. przy czym Warszawa to Warszawa, a Polska B to Polska B i o tym niestety trzeba pamiętać.
    pv (19 kwietnia 2008)
  • >jak jest bans to bawimy się no matter what to nie jest to, co ja chcialam przekazac, zasadniczo. mnie chodzi o to, zeby nie dramatyzowac. gdy puszczaja klaxons, to na te 5 minut mozesz opuscic parkiet i np. skoczyc na siku albo podbic do jakiejs urodziwej melomanki, rownie zniesmaczonej co ty i wspolnie pokrytykowac stan rzeczy. a jak puszcza caly set w stylu klaxons, to wyjdziesz, zmienisz klub, a jesli alternatywy brak, to moze postarasz sie rozkrecic wlasna impreze. tak to przeciez dziala od lat i na calym swiecie. a jesli w lodzi rzeczywiscie sie nie da to hmm... pamietam jak w podstawowce kolezanka przychodzila na imprezy i siadala w koncie z wlasnym walkmanem, to tez zawsze jest jakies wyjscie;) albo np. mozesz z kolegami zrobic wjazd na impreze i w ramach buntu odspiewac sztandarowe 'panic' the smiths. 'jest wiele mozliwosci, bardzo wiele'. inna sprawa to wytyczanie granic. bo jak lubie idm z warpa to jeszcze ok, a jak slucham skladanek z kitsune to juz jestem dresiara?;) IN 1984 ...to zdarzyl sie cud, ja przyszlam na swiat, ha!
    studentka (19 kwietnia 2008)
  • CLASH - 1977 IN 1977 I HOPE I GO TO HEAVEN COS I BEEN TOO LONG ON THE DOLE AND I CAN'T WORK AT ALL DANGER STRANGER YOU BETTER PAINT YOUR FACE NO ELVIS, BEATLES, OR THE ROLLING STONES IN 1977 IN 1977 KNIVES IN WEST 11 LENT SO LUCKY TO BE RICH STEN GUNS IN KNIGHTSBRIDGE DANGER STRANGER YOU BETTER PAINT YOUR FACE NO ELVIS, BEATLES OR THE ROLLING STONES IN 1977 IN 1977 YOU'RE ON THE NEVER NEVER YOU THINK IT CAN'T GO ON FOREVER BUT THE PAPERS SAY IT'S BETTER I DON'T CARE 'COS I'M NOT ALL THERE NO ELVIS, BEATLES OR THE ROLLING STONES IN 1977 SOD THE JUBILEE IN 1978 IN 1979 STAYED IN BED IN 1980 IN 1981 THE TOILET DON'T WORK IN 1982 IN 1983 HERE COME THE POLICE IN 1984
    ?? (19 kwietnia 2008)
  • >a jakies tam klaxons... no kurcze, rzeczywiscie ideologiczny problem. chyba bym opuscila lokal, nawet jakby zbiegow przy wyjsciu traktowali gazem pieprzowym po oczach;) choć to całe o dystansie uważam za słuszne, to taka logika prowadzi nas niebezpiecznie w rejony tego, że zasadniczo jak jest bans to bawimy się no matter what.
    Low (18 kwietnia 2008)
  • generalnie na tym forum co chwile dopada mnie deja vu. pare lat temu (choc bedac szczylem jednak) myslalam podobnie, wyklocalam sie podobnie i walczylam podobnie, w ramach wlasnego idealizmu, potrzeby zmian i chyba poczucia misji w uswiadamianiu nieswiadomych. dlatego mam tyle sympatii do ?? (marcin, ladne imie;), bo idealizm dalej jest moja slaba strona jednak. ALE z uplywem czasu wyksztalcil sie niezbedny element do wytrwania w rownowadze psychicznej, a mianowicie dystans. nie lubie drwin z ludzi mniej 'wtajemniczonych' w wykonaniu wielkich znawcow, ktorzy ostentacyjnie sypia z rekawa milionem przez nikogo niekojarzonych, bezplciowych grup, co wypuscily 2 epki do internetu, ale wsrod 'prawdziwych' koneserow wywoluja eargasm. nie lubie gry w 'a znasz?', jesli polegac ma na licytowaniu sie, kto jest wiekszy kozak i czego sluchac wypada/ do czego nie nalezy sie przyznawac, a nie na zyczliwym rekomendowaniu. bo to wszystko jest strasznie sztuczne, przeintelektualizowane i pol biedy, gdy chowa sie to po katach ciasnych studenckich mieszkan i wylazi jedynie na forach. gorzej, gdy to sie przenosi na imprezy i tacy ludzie- niezal ultrasy, zamiast tanczyc, bawic sie i po prostu cieszyc sie zyciem, przychodza pokontemplowac, ponarzekac (przyznajac oceny w skali porcys i analizujac, czy przemieszane gatunki muzyczne zbytnio ze sobie nie koliduja heh). z tego to moi drodzy nie ma radosnej prywatki, to jest klimat stypy. oczywiscie troche koloryzuje, ale w temacie obok (o warszawce) jakis indie-ultras pojechal po imprezie, ze niefajna, bo ktos puscil funk. taki typ lanserki jest moim zdaniem duzo bardziej obciachowy niz bycie biednym fanem muse. bo to sztuczne, sztuczne i smutne zarazem. i tworzac hermetyczne kregi przesmiewcow nie spodziewajcie sie, ze ludzie beda walic drzwiami i oknami na imprezy i koncerty , bo raz- ultrasy zawsze stanowia mniejszosc, dwa- atmosfera nadecia niczemu dobremu jednak nie sluzy. a jakies tam klaxons... no kurcze, rzeczywiscie ideologiczny problem. chyba bym opuscila lokal, nawet jakby zbiegow przy wyjsciu traktowali gazem pieprzowym po oczach;)
    studentka (18 kwietnia 2008)
  • >Mój typ- stereo krogs, pominę aspekty techniczne,ale atmosfera jest całkiem zacna, mimo dresiarni na bramce. Całkiem spory w tę atmosferę wkład ma fakrt, że jest choć pozorna selekcja, jeżeli chodzi o pełnoletność.Dobra, się rozpisałam, ale może pociągniecie wątek, hm? –mama_lantieri, 18/4/2008 00:05 selekcja jeśli chodzi o wiek??! po przeniesieniu klubu na Zieloną byłam tam 2 razy i zawsze otaczał mnie tłum emo-piętnastek.. poza tym nowe Stereo, moim zdaniem, nie ma klimatu sprzed chociażby roku. wygląda jak rudera no i pozostałości po klubie "aquarium" są beznadziejne. a co do innych miejsc: lubię Jazzgę, Studio 102, zdarza mi się iść do Kaliskiej, a żeby potańczyć - do Fabryki. ani razu jeszcze nie wypowiedziałam się w tym wątku, więc postaram się to teraz nadrobić. jednak w tej Łodzi coś zaczyna się dziać... stopniowo, powoli, ale realnie zachodzą pewne zmiany. na szczęście nie wszyscy energiczni, wykształceni i młodzi ludzie stąd wyjechali. to budujące. jedyne co mnie martwi, to, np. moi rówieśnicy, którzy przychodzą do Łodź Art Center na wolontariat tylko po to żeby się polansować, no ale nie ma co się nad tym rozwodzić, szkoda, że nie urodziłam się pare lat wcześniej, heh. a co do INACZEJA, to patrzę na ten event nieco subiektywnie, bo pokażą tam moje zdjęcia ;) czekam z niecierpliwością na to, co ma dziać się względem Piotrkowskiej, bo póki co, wymieniono tylko jej "czarne punkty", ale cóż, od czegoś trzeba zacząć.
    Dr Oetker (18 kwietnia 2008)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)