INNE - FORUM

Off Festival 2008

15 lutego 2008

Clinic - pierwszy zagraniczny band ogłoszony przez Rojka. Może jakieś dalsze propozycje?

Gordon
  • Warto było dla Caribou.....mordercza praca, szczerość i radość koncertowania. Na drugim krańcu znudzeni ludzie grający nudną muzykę, czyli Clinic. A pomiędzy: świetny pop-kabaret Of Montrealowy i niełatwy-dobry-rockowy koncert Menomeny.
    dioda (9 sierpnia 2008)
  • Pogoda rzeczywiście dała w dupe, również byłem strasznie wymęczony i po połowie Mogwaiu pojechałem do domu(swoją drogą pociąg do KRK miał prawie 2 godziny spóźnienia a w środku nie było miejsc siedzących już). Wychodzi na to, że podjąłem beznadziejną decyzję olewając Caribou i czekając w tym czasie na kawę. W sumie dla samego Of Montreal było warto jechać, bo jak już ktoś wspomniał The Past is a Grotesque Animal zajebiste!!! jeśli nie 10.0 to na pewno koło 9.6. Na tej scenie struktura experimental siedziałem w przerwach międyz koncertami, żeby się ogrzać, jednak na kawałek koncertu Klangwart się załapałem i wyszedłem po 5 minutach, to nie muza dla mnie. Of Montreal>Lutosphere>Budyń>Mogwai>Hey=Clinic=Muchy=Homo Twist Po Clinicu się zwłaszcza spodziewałem dużo więcej. Nie wiem, czy olali sprawę, czy może zawsze takie koncerty mają. Z jedzeniem to masakryczna sprawa, nie dość, że ludzie wkurwieni na kolejki, to jeszcze jak sobie pomyślę, ile kasy komuś, kto mógłby tam postawić jeszcze 5 stoiska z żarciem przeleciało koło nosa to głowa mała. Tak w ogóle, to jak wychodziłem to rozkminiłem, że cały wieczór można było spędzić w ogródku w restauracji tuż przy wejściu i za darmolca słuchać sobie sceny leśnej, a na koncerty na głównej przejść 100 metrów wzdłuż ogrodzenia i też bardzo dobrze słyszeć.
    sas (9 sierpnia 2008)
  • nie wiem czy to wina pogody czy programu ale ja rowniez czulem sie bardziej zmeczony niz szczesliwy. no ale jestem meteopatom czy kims tam takim i bylem przemoczony wiec w sumie nie ma sie co dziwic. dziwne ze na to narzekam ale niemiecka punktualnosć i zelazna realizacja programu także zabijały troche sens tej zabawy. moze jestem optymista ale mysle ze gdyby hey i np. caribou gralo w tym samym czasie to czynnik ludzki podzielilby sie mniej wiecej forty-forty. spokojnie mozna bylo wszystkie gwiazdy z zagranicy zostawic na glownej scenie, na tej malej "lesnej" nic nie bylo widac gdy stalo sie dalej. i to lazenie w te i we wte w pospiechu bo juz graja. . niech sie fani heya cisna, juz widzieli z 10 razy pewnie. aha no i pierwszy moj koncert much bez coveru oldfielda i od razu najgorszy.
    mrowkaweed (9 sierpnia 2008)
  • –z, 9/8/2008 18:26 A, spoko.
    plejeru (9 sierpnia 2008)
  • ho ho nie podejrzewalam ze tam bedzie tak slabo !!
    ula (9 sierpnia 2008)
  • niby super ale ta akurat nie
    z (9 sierpnia 2008)
  • Ej, super taka papryka jest.
    plejeru (9 sierpnia 2008)
  • bylam na piatkowych koncertach, teraz juz w wawie to moze tez dorzuce swoje 3 grosze. ogolnie rozczarowanie. powiedzialam sobie do jedrzeja w polowie mozdzera ze to straszne, bo do tej pory najbardziej podobal mi sie homo twist. no i taka prawda. transkapela - sympatycznie, ale nudnawo jak na siedzenie i sluchanie. budyn i sprawcy rzepaku - tylko nazwa fajnie brzmi, reszta zle. homo twist - przynajmniej cos sie dzialo, a fanka nie jestem. mozdzer - nudzilam sie, ale na lezenie wsrod drzew ok. muchy - szczescie w nieszczesciu ze burza byla wlasnie wtedy gdy koncert na ktorym chcialam byc byl w namiocie. potwierdzam to co mowi jedrzej. przeszkadzajacy szal cial przeslonil muzyke. of montreal - nie grali z satanic panic. kreskowka z zebami pozerajacymi cos w rodzaju slonca fajna. w sumie wrazenia podobne co z caribou, na ktore tez czekalam - ok, ale nie porwali i to nie o to mi chodzilo gdy chcialam isc na ich koncert. mogwai - nudy i zmeczenie. z innych wrazen no to pandemonium gastronomiczne - jedna kolejka do kielbasek na 10 tys ludzi. szczesliwie udalo mi sie wbic z redakcyjnym kolega z akredytacja na tzw backstage, gdzie zamowilam zapiekanke i jeszcze takiej ilosci keczupu jak na niej nie widzialam przez cale swoje zycie, hehe, czy ktos tez tam bral zapiekanke? moze razem zalozymy jakas hurtownie keczupu. poza tym fajne sa te niektore stare domy w myslowicach i sosnowcu i fajny tramwajo-rollercoaster jadacy na czolowe zderzenie wahadlowe po jakiejs skarpie. no i dom gornika i pani w recepcji ktora kazala nam wpisywac imiona rodzicow, nr i serie dowodu do jakiejs karty i byla najwolniej kojarzaca osoba jaka w zyciu widzialam. wszedzie dobrze reasumujac ale w domu najlepiej. i jeszcze jedna muzyczna refleksja - nigdy nie bierzcie ostrej papryki z ziarenkami w da grasso, dziekuje.
    z (9 sierpnia 2008)
  • w sumie pod wzgledem organizacji dalej troche spontan. ale koszty biletow minimalne a koncerty dobre. niedogodnosci o ktorych pisalem to przypadlosc kazdego niemal festiwalu w tym kraju.
    mrowkaweed (9 sierpnia 2008)
  • Godzinę stałem na deszczu, żeby of Montreal zobaczyć stojąc w pierwszym rzędzie (mogłem krócej stać, ale kto by tam wiedział, że takich jak ja dużo nie będzie) i się nie zawiodłem. Ba, nawet mogę powiedzieć, że najlepszy koncert jaki w ogóle widziałem (sorry, Roisin). Genialne przedstawienie, zabrakło tylko kawałków z Satanica, ale nie ma co narzekać - The Past is a Grotesque Animal na 10.0. Już jak golił mim Barnesa, to wiedziałem, że to zagrają. Olbrzymie wrażenie na mnie całość zrobiła. Tylko z kim z oM zakumplował się Tygrysia Maska, że mu pozwolili po scenie latać? ;) Na 100% jadę na powtórkę do Berlina w październiku. Z innych koncertów jeszcze Caribou i Afro Kolektyw widziałem. Bardzo dobry koncert, nie spodziewałem się, że wyciągną na wierzch perkusję (a nawet dwie). Pomimo całej tej rozróby i dzikiego bębnienia, melodie nigdzie nie uciekły i stałem tam oczarowany. Też na plus. Afro nudno, wszystko brzmiało na jedno kopyto i nie wiem czy to wina, że nowy materiał, czy dlatego że było gorąco, czy dlatego że to po prostu słabe. Lubię AK i na płytach i na koncertach, a tutaj nijako strasznie. Reszty nie widziałem, nie chce mi się, z większości koncertów wychodziłem po paru minutach. Nudno, bez atmosfery, mnóstwo pijanego bydła, które się chyba z Woodstocku urwało (z Mogwai poszedłem, bo się słuchać nie dało - gdzie nie poszedłem, tam ludzie na piknik przyjechali - gadają o pierdołach, cmokają, palą, piją, przeszkadzają, śmieją się - nie da się słuchać). Smutno mi tu i nudno raczej, ale wiem, że bez tych pikników co na Heya i Czesława przyjechali pewnie bym nie zobaczył Barnesa i Snaitha. Czekam jeszcze na Menomenę i wracam do domu.
    plejeru z podróży (9 sierpnia 2008)
  • Opisales same chujowe strony festiwalu.Pogoda to nie wina organizatorow,nigdzie tak nie napisalem. Zalezalo mi wlasciwie tylko na Mogwai,a nie lubie ogladac koncertow w mokrych butach.
    Sraka (9 sierpnia 2008)
  • of montreal spoko, choc bez Disconnect The Dots . caribou najlepsze, bebny moze ciut nuzyly ale calkiem inne spojrzenie na ich muze w sumie. jak poszedlem kupic browary przed cliniciem to nagle sobie ochrona przypomniala ze ich nie mozna wynosic, wiec pol koncertu stracilem stojac w blocku w "ogródku piwnym" i przysluchiwalem sie jak ochroniarz probuje lamanym angielskim wytlumaczyc dwom totalnie zaskoczonym czechom ze na imprezach masowych w Polsce nie mozna pic piwa. z odglosow, ktore docieraly wnosze ze pierwsza czesc clinica rownie monotonna jak druga. mogwai- nowa plyta zawieje mega nuda tak mysle, ale w koncowce M. Fear Satan i 2rights make 1 wrong wiec nawet na +. oprocz tego zenadnego tloku przy browarach, to jednak chujowo te sceny sa ustawione; na mozderze i na mogwaiu w cichszy momentach slychac bylo werbel z proby obok.no i lipne rozplanowanie czuje sie troche jakbym lazil cala noc z jednego koryta do drugiego. no i mogwai zaczal, caribou jeszcze nie skonczylo jak na festiwal kilkoma tylko zagranicznymi gwiazdami to straszny tlok. no a deszcz to nie wina organizatora. jakbym slyszal andrzeja i jego bajoro na open'erze.
    mrowkaweed (9 sierpnia 2008)
  • Czytam Wasze wypowiedzi i slucham Gacek i Stelmacha w 3.Ciesze sie,ze nie pojechalem na festival-pogoda tez zrobila swoje.Nasze kochane gwiazdy z kochanej trojeczki juz konkretnie obrzydzily mi ten festiwal!
    SRAKA (9 sierpnia 2008)
  • tymon rzucił " fiuty fiutom zgotowały ten los" a Gacek rozkręcała sie bredząc w egzaltacji "najlepsza płyta, najlepszy zespół koncertowy w Polsce" (do pięt mitchom nie dorastają), a potem zaczęła coś piszczeć nieczytelnie do mikrofonu i klimatem przypominało to prywatkę napalonych nastolatek. żałość.
    nelson don (9 sierpnia 2008)
  • > Kevin wił się po scenie jak zdzira w tych swoich majteczkach. mniam
    e (9 sierpnia 2008)
  • we know technology, technology technology technologyyyyy
    shutupandstickitin (9 sierpnia 2008)
  • a jak Szymon Tymański Dicków zapowiedział
    Anna Gacek nie chciała zacytowac (9 sierpnia 2008)
  • >Of Montreal nie zagrało ani kawałka z Satanic i tego NIE BYŁO. Aj aj pierniczysz! Przed samym of Montreal niebo się rozpogodziło, ludzie stali w krasnalich pelerynach na tle multikolorowych animacji. Kevin wił się po scenie jak zdzira w tych swoich majteczkach. Kosmita i zwierz pozamiatali. Setlista nie idealna ale dobra.
    tiktok (9 sierpnia 2008)
  • >miałem dodać, że zapowiedź dicków przez Gacek to byćmoże największa żenada festiwalu. dawaj cytaty, ziąąąąą
    rageman (9 sierpnia 2008)
  • Of Montreal nie zagrało ani kawałka z Satanic i tego NIE BYŁO. Caribou zajebiste, Waglewski też, Mogwai spoko. Homo Twist na koniec zagrał "Portfel ojca", klasyyyczny kawałek. Na Muchach jakaś chora euforia, stagediving, piski i ogólnie szał. I słabe nagłośnienie (nie było słychać gitar). Dziś Menomena...
    Jedrzejnzlg (9 sierpnia 2008)
  • miałem dodać, że zapowiedź dicków przez Gacek to byćmoże największa żenada festiwalu.
    nelson don (9 sierpnia 2008)
  • Ania Gacek powiedzila, ze Dick4Dick byli najlepsi a po nich Muchy. Ja jej wierze, a nie jakims nie znajacym sie na muzyce dla inteligentnych ludzi sluchaczom spod budki z kielbasa.
    jak bylo naprawde (9 sierpnia 2008)
  • padalo??
    nie pojechalam bo mialo padac (9 sierpnia 2008)
  • kurwa, nawet pieczywa do kiełbasy(10zł) nie było! pod wzgledem gastronomicznym festiwal zrobił krok do tyłu w porównaniu z poprzednim rokiem. praktycznie na tym samym obszarze gdzie w poprzednim roku było tylko jedzenie, w tym roku upchnieto razem jedzenie i picie - tragedia. a muzycznie w sumie to bez rewelacji, najlepszy Caribou, chociaz bębny, które z początku były bardzo pozytywnym zaskoczeniem, pod koniec zaczęły nieco nużyć... Montreal - The Past is a Grotesque Animal!!!!!! Clinic zbyt monotonnie, ale były momenty (corpus christi i WWT) Waglewscy - albo bardziej wole wersje płytowa, albo po prostu byłem juz zmęczony.
    darw (9 sierpnia 2008)
  • Kompletnie dupna organizacja gastronomiczna. Jedna firma z monopolem na sprzedaż jedzienia?????? Kolejki po horyzont. A jak się dopchasz to tylko kiełbasa. Bo reszta wyszła przed 22. Nawet głupiej zapiekanki nie kupisz.
    zniesmaczony (9 sierpnia 2008)
  • (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal (OFF!) Montreal i nie psioczyc mi tu.
    huzaaaaaaa (9 sierpnia 2008)
  • [quote]Clinik monotonny,...W połowie Mogwaia się zmyłem.[/quote] Off Montreal bez orgazmów, ale pozytywnie. Carobou nic nadzwyczajnego nie pokazali.
    donkiszoT (9 sierpnia 2008)
  • Off Montreal zagrało bardzo dobrze jak dla mnie. Później tylko Caribou do tego nawiązali. Clinik monotonny, Dicki oglądane po Off M. - słabi, a hey to hey. W połowie Mogwaia się zmyłem. Festiwal nadal średni. Samochody upychane gdziebądź na ulicach, strefa gastronomiczna to kilka stanowisk i wielkie koleje. Ale najgorsze było to, że scena eksperymentalana była w jakiejs małej salce więc na koncert Kammerfilmer mnóstwo ludzi nie zostało wpuszczonych! Ale dobrze, że sie rozwijają. Trzeba jeszcze wszystko dopracować ale to kwestia czasu. Grunt, że koncert coraz lepsze.
    nelson don (9 sierpnia 2008)
  • Of Montreal całkiem całkiem . trzeba było tam być. A najlepiej gdzieś blisko. Nie było jakiegoś ścisku ani mordowni a mozna było spokojnie obserwować scenę i cieszyć się muzyką. Jak dla mnie to Caribou i clinic nudziły;].
    offowapanienka (9 sierpnia 2008)
  • Nie wiem czy to kwestia transmisji radiowej ale Of Montreal strasznie nudzą.
    d (9 sierpnia 2008)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)