INNE - FORUM
Off Festival 2008
15 lutego 2008Clinic - pierwszy zagraniczny band ogłoszony przez Rojka. Może jakieś dalsze propozycje?
-
Ma ktoś trackliste Menomeny ?
Meg (11 sierpnia 2008) -
a oto przed państwem British Ssij Pałe!!! :P a podobno taaaaka gwiazda...phi!
poletko (11 sierpnia 2008) -
of Montreal dał radę. ale kazdy z tych koncertów wolałabym widzieć w klubie, niż na festynie;]. ale mimo wszystko chwała rojkowi!
ll (11 sierpnia 2008) -
chyba sie pomylilem w numerze w beweryhils,soreksy
Norwedzy Szpakowskiego (10 sierpnia 2008) -
Ania Gacek skonczyla sie na papadontpricz i beweryhils20010.
Norwedzy Szpakowskiego (10 sierpnia 2008) -
ozeszkurwajapierdole... jak ktos, jak ja, byl z powodu offa odciety przez ostatnie dni od wiadomosci, to niech lepiej wejdzie na jakas strone informacyjna. teraz.
em c (10 sierpnia 2008) -
Ania Gacek skonczyła sie na kill'em all
wtf (10 sierpnia 2008) -
Stelmach szykuje wielka kolaboracje Muchy,Lombard i Franek Kimono,bedzie hicior jesieni,teledysk Ania Gacek wyrezyseruje.Wydadza to na plycie "offensywa odcinek 432"
Norwedzy Szpakowskiego (10 sierpnia 2008) -
legendarny dworzec w katowicach B) ma się rozumieć!
katowicerlz (10 sierpnia 2008) -
aha, i czemu stelmach wygląda jak lider zespołu lombard?
pytanie na śniadanie (10 sierpnia 2008) -
no, po chuj znów przyjeżdżają? chyba im ktoś doniósł, że porcysy przyjdą.
sigór pietruszka (10 sierpnia 2008) -
"em c" tak mnie rozbawiłeś z tym namiotem ze miałem atak smiechu. Nie byłem wiec czytam co ludzie pisza i Twoj opis festiwalowy najciekawszy jak dla mnie.
stary qń (10 sierpnia 2008) -
Siguros to moga nawet po 3zl sprzedawac,chujnia straszna.
Norwedzy Szpakowskiego (10 sierpnia 2008) -
dzięki
jo (10 sierpnia 2008) -
sigur ros za 30 dychy to chyba isound, oni nie sprzedaja detalicznie (ale co ci szkodzi napisac). to mogl byc tez gustaff, oni maja sklep, o tu: http://gusstaff.com/sklep/index.php
em c (10 sierpnia 2008) -
aha british sea power byliby rzeczywiscie neutralnie slabi, gdyby nie wielka kupa na koniec koncertu, za przysypiam sobie cos, a tu jakis debilny jazgot przez 10 minut
gr-ek (10 sierpnia 2008) -
żałuję, że nie zakupiłem płyt Sigur Rosa za 30 zł (słownie trzy dychy sztuka) Jeśli ktokolwiek wie czy stoisko, które proponowało te delicje za taką cenę, ma sklep w necie jest proszony o kontakt porcysowy dzięki za linka z góry
jo (10 sierpnia 2008) -
ta, widze, w chuj literowek.
em c (10 sierpnia 2008) -
najlepszy był oczywiście max tundra, potem długo nic, of montreal i caribou i chyba znowu długo nic, ale wiele rzeczy przegapiłem. siedząc w turkusie hehe, gdzie kolejki były na 3 osoby, wybór żarcia niezły, no i jedyne miejsce gdzie szło w ludzkich warunkach się odlać. ogólnie wrażenia bardzo pozytywne, nawet mimo tego że mój namiot przestał istnieć po pierwszej burzy i mimo czarującego piękna śląskich miast (widziałem miejsce gdzie tramwaj jak gdyby nigdy nic wjeżdżał w leśne zarośla, no i po raz pierwszy legendarny dworzec w katowicach)
zwobot (10 sierpnia 2008) -
w kolejnosci wg rozpiski: pchelki - w ogole nie slyszalem o nich i bardzo mi sie podobali. troche nieporozumienie, ze na glownej, ale muzyka bardzo, bardzo w porzo. mogwai - duze roczarowanie, jak dla mnie. nowe kawalki sa PRZECHUJOWE. jeden byl tak straszny, ze w formie buntu po nim nie klaskalem. zupelnie chybiona setlista, duzo smedzenia. co bolalo tym bardziej ze bylo pare momentow naprawde kapitalnych. fear satan, cos tam jeszcze, i zapomnialem ze mnie nogi bola, spalem 2h, mam kaca i jestem glodny. a potem znow wrocili do przynudzania. za to bardzo ladnie wizualnie sie prezentowali na scenie, w sensie rozstawieni od boku do boku, prawie nie patrzacy na siebie, troche jak roboty. a, i perkusista jendak ssie pauke. kawalek kulki - bylem na fragmencie, wydawalo sie wporzo acz nie do konca w moich klimatach. clinic - mi sie podobalo. bez jakiejs totalnej rewelacji i miejscami monotonnie (mialem to samo wrazenie co sluchajac ich plyt: kawalki ktore mi sie podobaja najbardziej sa dosc podobne do siebie), ale koncert solidny. caribou - naglosnienie bylo dziwne, stalem na wyokosi rezyserki i slyszalem glownie bebny i basy. perkusista daje, koncert swietny acz nie jestem fanem waglewski z dziecmi - bylem tylko na 3 kawalkach bo padalem na ryj, ojciec glowa rodziny polskiej, totalnie zdominowal dziatwy. bym pomyslal ze slucham voo voo, gdyby nie to ze bylem zmeczony i w ogole nie myslalem. <zreszta nie wiem czy ja w ogole myslalem na tym festiwalu. z kolega namiot rozkladalismy przez ponad godzine i stwierdzilismy, ze cos naprawde musi byc nie tak z nami i moze lepiej zaczac od poczatku. a w ogole to on nie jest do gory nogami? przyszly dwie dziewczyny, spytaly czy pomoc i postawily w 10 minut. w zyciu sie tak nie smialem. z siebie.> afro kolektyw - set zdaje sie nie taki, ale konert jak dla mnie mega, bede sie pewnie produkowal w temacie o nich. szkoda ze ledwo pol godziny, szczegolnie ze chcieli grac dalej. muchy - nie bylem, wciaz znam pol piosenki much (a moze poltorej?). oprocz tego, wciaz nie bylem na naszej klasie. kammerfillmer kollektif - na sali nie bylo tlenu. usiadlem przy scianie (juz po tym jak wszyscy wstali), zamknalem oczy i odplywalem niesiony falami muzyki (hahahah). bardzo mi sie podobalo. nie zaraz, ja chyba lezalem na podlodze. baaba - dla mnie bomba. na luzie, bez zadecia i jednoczesnie konkretnie. bede sledzil, chodzil i wspieral. oprocz tego, zawsze chcialem pojsc na rage against the machine. izreal - jak to izreal. doceniam, ale mnie to nie kreci. po za tym myslami bylem na menomenie. menomena - koncert festiwalu jak dla mnie. nie zagrali co prawda air aid, ale reszta byla wynagradzajaca w zupelnosci. najbardziej na nich czekalem i teraz lubie ich jeszcze bardziej. stalem z zamknietymi oczami i te sprawy. straszny niedosyt mi zostal bo tylko godzina. singapore sling - wyszedlem po 4 kawalkach. to nie jest dobrze, kiedy na pierwszy rzut oka wiadomo co zespol bedzie gral (w sensie, image zerzniety ze swoich bohaterow). nie jest tez dobrze, kiedy kawalki sa strasznie do siebie podobne i dosc denne. nie jest tez dobrze, kiedy jestes na koncercie jakiegos zespolu a myslami wciaz przezywasz poprzedni. jest dobrze pic piwo i nabrac sil, i to zrobilem. shofar - moj najwiekszy wyrzut sumienia (wciaz mam was w dupie, of montral). widzialem jakies 10 minut ktore podobalo mi sie strasznie. czslaw spiewa, chce sie rzygac. james chance - taaaak mialo byc. tzn moglo byc bardziej szalenczo (w sensie szalenstw saksofonowo gitarowych, szalenstw funkowych bylo mnostwo), ale mialo byc zajebiscie, i bylo zajebiscie. pojecia nie mialem, ze to bedzie taki show na koncercie. bsp - nie wiem, slyszalem ze dwa kawalki zeby sprawdzic czy sadze o ich koncertach to samo co o plytach, czyli nic. jestem calkowicie neutralnie nastawiony co do zespolu bsp, jest to az dziwne. so so modern - ee tam. podobal mi sie pierwszy kawalek. potem zaczeli grac na gitarach i zaczeli brzmiec jak elektro at the drive in z downem. i cala emo szopka z bieganiem po scenie. wole szopke jamesa chance'a, wiec wyszedlem jakos w polowie. polpo motel - to tutaj sobie klapnalem przy scianie po paru kawalkach. pani umie spiewac, pan umie elektoniczyc, nic z tego nie wynika. szkoda ze nie zamienili sie miejscami z jacaszkiem, bo nie mialem sil isc na 1/3 koncertu (nakladal sie na JC) organizacja jak dla mnie swietna. pare wpadek (niektore koncerty na lesnej za ciche, trzeba bylo podchodzic bardzo blisko, zeby nie slyszec glownej). moze jakies glosniki na drzewach w nastepnym roku?. namiot za maly, i chyba daloby sie go jakos lepiej wentylowac. duszno bylo. po za tym? luz. ochrona byla najlepsza ochrona jaka widzialem (ale nie widzialem kolesia wypierdalajacego kogos z menomeny. jeeezu!). z kupieniem piwa nie mialem najmniejszych problemow, moze raz mialem 2 osobowa kolejke. zarcia wnosilem swoje (mozna bylo), wiec dramatyzowalem nad cenami kielbasek (10 zlotych - zdecydowanie za duzo) i innych. zreszta do miasta nie bylo tak daleko zeby nie zrobic sobie przerwy obiadowej na kebaba czy cos (chyba ze ktos chcial byc na wszystkim i ma wytrzymalosc robocopa, potencjalne osoby podziwiam). prysznice - spodziewalem sie kranow na dworze, a tu prosze. normalne kabiny, z ciepla woda (troche trzeba bylo walczyc z cisnieniem etc, ale co za problem). toitoi duzo, nigdy nie stalem dluzej niz 3 minuty w kolejce (a korzystalem reguarlnie, tylko wiadomo ze nie staje sie do tych miedzy scena lesna a glowna w przewach miedyz koncertami na tychze, helo). ah, musze wspomniec o kolegach z namiotu obok. stanowili niekonczace zrodlo rozrwyki. probka dialogu: "bobby, badz normalna kurwa i polej wodki" "zamknij ryj, mendo" "dziejaszku, kurwa lej ta wode" "nie chce mi sie, masz w kutasie kleszcza" oraz "gdzie jest baaania" o karzdej porze. wyszedlem z namiotu przed 8 rana a ci juz leza upici i proponuja wodke. i tak non stop, naprawde. kolega bobby o programie (tendencyjnie wybrane fragmenty z jakich 10 minut rozmowy): syf, tego nie lubie, chujnia, nie znam, ale dno.. chce zobaczyc mogwai. bardzo chce zobaczyc mogwai. mogwai sa ekstra. czekam tylko na mogwai. mnie nie interesuje, czy zagraja kawalki z 1992, 1994, 1997 czy 2000 roku. chce zobaczyc mogwai, ale i tak wiem, ze mi sie nie spodobaja). jedyny minus: zostawili po sobie straszny syf. co do atomsfery calosci, to nie wiem, bo nie bylem rok temu, ale ludzie kontaktowi, koncerty dobre, problemu z tym zeby podejsc blisko nie bylo (poza namiotem). jak ktos uwaza ze towarzystwo bylo lansiarskie, to zapraszam do warszawskich klubow. padniecie. nie cytujac zeby nie zaczynac jalowej dyskusji, nie ogarniam tonu niektorych postow. najwiekszy minusy dla mnie: deszcz, samochody (nie wiem, po prostu mnie wkurwialy) i stelmi. stelmiego chce widziec z mama w pokoju nauczycielskim. nie moge na niego patrzec, nie moge go sluchac, po prostu nie moge z nim. dosc male minusy, biorac od uwage ze jest to festiwal muzyczny, czyz nie? a, i of korz, 'pkp calkiem ssie' (pozdro i dzieki, piotrze) pizza da grasso zajebista, tylko sie czekalo 30 minut, i to rano! (tzn, o 12, ale wczesniej lalo). przynajmniej obok jakas zadaszona ex scena byla wiec mozna bylo siasc. artur rojek rzadzi.
em c (10 sierpnia 2008) -
> http://www.ultramaryna.pl/mkk/?p=547 (...)kontrowane nędznymi harmoniami wokalnymi, w stylu wiecznie żywych i wiecznie chujowych The Beatles. na głównej scenie rzęziło British Sea Power, a naprawdę nie ma tak ciężkich dragów i tak morderczego alkoholu, żeby dało się tego słuchać hehe aż tak źle nie było
peace (10 sierpnia 2008) -
"A potem, po krótkim dylemacie – Menomena, której nie znałem i której próbki odsłuchałem z narastającą niechęcią przed wyjściem z domu, albo riplej z Czesława, tylko na mniejszej scenie i ze składem powiększonym o saksofonistę. Jako, że nawet 4 red bull nie był w stanie dodać mi skrzydeł, a po piątym zacząłbym się pocić landrynkowym smrodem - jednak szybka lufa, łyk lub dwa rumu i Czesław again." LOL :P
gr-ek (10 sierpnia 2008) -
lepiej napiszcie jak rotofobia, gwiazda festiwalu toż
fanka (10 sierpnia 2008) -
zajebista recenzja: http://www.ultramaryna.pl/mkk/?p=547 Podsumowując – przyjemna weekendowa impreza z nadmiarem kapel dla wrażliwych gimnazjalistek i licealistów o egzystencjalnych skłonnościach, lekko rozpieprzona przez pogodę i wszechobecny trujkowy lans (z niezbędną w takich sytuacjach kretynką Gacek, która gładko idzie na Ninę Terentiew pokolenia indie) oraz poważne braki w gastronomii, składającej się w głównej mierze z azbestowych kiełbas i bigosu, co można go określić mianem fraktalny. Totalnie położona scena eksperymentalna, no ale to już widać tak miało być, zresztą artystów, co tam grali sobię odrobię na Unsound. I to w sumie tyle. Foty moje i pani Żony, tym razem bez obróbki, bo mi się nie kciało.
-- (10 sierpnia 2008) -
>Rzeczywiście przed samym oM sie rozpogodziło. Brakowało jedynie tęczy na niebie. Jak z okładki satanic panic;> tęcza była w trakcie koncertu. –pan miyagi, 10/8/2008 22:01 Widocznie przegapiłem, będąc za bardzo skupionym na scenie. Słucham bootlega ale tego sie nie da opisać. dodatkowo świetne caribou i menomena, na poziomie bsp. perełka - so so modern
um (10 sierpnia 2008) -
Of Montreal - wow, czekam na powtórkę, dotarłam dopiero jak grali Gronlandic Edit przez co stałam daleko od sceny. Anna Gacek... nie no, błagam. gratulacje dla tych, którzy ją zrozumieli w ogóle. Jedzenie: masakra. tak jak napisał ktoś wyżej: czekało się w kolejce po to żeby usłyszeć, że została kiełbasa. D4D super, Waglewscy też przyjemnie, Muchy jak Muchy, tylko pogująca dzieciarnia spowodowała, że czułam się jakbym była na koncercie happysad czy czegoś takiego. Czesław muzycznie mi nie podchodzi, ale jako osoba jest bardzo pozytywny. Podsumowując: za taką kasę fajna impreza, ale pogoda zepsuła wszystko, własnie siedzę pod kocem i piję aspirin.
Dr Oetker (10 sierpnia 2008) -
james kurwamać chance. koleś jest wyjątkowym bucem chyba, ale to co robi na scenie przechodzi wszelkie pojęcie. obok mogwaia (ale to bardziej ze względów osobistych, wielu ludzi było rozczarowanych chyba) najlepszy koncert tego bardzo dobrego festiwalu. >Rzeczywiście przed samym oM sie rozpogodziło. Brakowało jedynie tęczy na niebie. Jak z okładki satanic panic;> tęcza była w trakcie koncertu.
pan miyagi (10 sierpnia 2008) -
>Barnes w trakcie koncertu: 'I think the sun is coming back now. I can see the sun shine i can see beautiful things. I can see across the horizon (..) God what a beautiful night. God it makes you wanna fuck' *.* >Przed samym of Montreal niebo się rozpogodziło, ludzie stali w krasnalich pelerynach na tle multikolorowych animacji. Kevin wił się po scenie jak zdzira w tych swoich majteczkach. Kosmita i zwierz pozamiatali. Setlista nie idealna ale dobra. Zgadzam się w 100%. Rzeczywiście przed samym oM sie rozpogodziło. Brakowało jedynie tęczy na niebie. Jak z okładki satanic panic;>
um (10 sierpnia 2008) -
Taa to z trójki. Nie umywa się do wrażeń na żywo. Btw. widział ktoś kevina? Podobno był na Caribou. Cały zespół się gdzieś tam szwędał.
mm (10 sierpnia 2008) -
>jak na moje to so so modern dali najlepszy koncert. –qq, 10/8/2008 16:53 zdecydowanie naj! plus potancówa przy FLWNKZ uratowały ten festiwal.
kawazsaki (10 sierpnia 2008)