INNE - FORUM

record stores, u nas. już relikt?

31 stycznia 2008

brakuje mi takich wielkich, pretensjonalnych tematów na tym forum ostatnio. a i kwestia ważka chyba.

czy jest jeszcze w pl jakiś sklep (wyłączając sieci - media m, empik, kolporter, saturn) w miarę prężnie działający? nie rozmawiamy o komisach - rozmawiamy o takich punktach, gdzie się sprzedaje nówki. na pewno w miasteczkach są jeszcze takie punkty na zasadzie mydło, dezodoranty i powidło - czyli muzyka, filmy na dvd, akcesoria do piratowania komputerowego (CD-r, wodoodporny marker) albo jakieś gry. sam taki widziałem w wakacje w Siedlcach, nawet na śćianie z płytami wisiały jakieś pozostałości po normalności (Stranglers bodaj np.). w Łodzi działa wciąż chyba Lady Peron przy Placu Wolności, zastanawiam się jak to możliwe, skoro ceny mają odstraszające, a wybór nowości słaby, zawsze tam pusto. hehe, może piorą. wszystkie inne łódzkie punkty zdechły. w najlepszym momencie było takich w miarę chociaż poważnych z 5-6, plus dwa empiki i z 8 punktów z miałem na kasetach. w stolicy już od kilku dobrych lat nie ma największych przez lata w kraju (?), legendarnych Digital i Planet Music.

niedawno poszła fama, że Media M chce się wycofać niedługo z muzyki, w Empikach już pustki i zgrzytanie zębów. co dalej nas czeka? topienie płyty CD w Świdrze? że niby marzanna będzie miała wyjątkowo wolne?

??
  • Low, wygodny jesteś. zdecyduj się - bierzesz udział w dyskusji i wypowiadasz się dość często, w określony sposób, wyrażasz konkretny pogląd. albo jest Low1 i Low2. Low1 cynicznie zbija wszystkie argumenty na zasadzie 'po co kopię kruszyć, po co gorzkie żale, dostępność się liczy!. a Low2 się orientuje na luźny dyskursik i radzi schować wszystkie noże na strych. tak, dostępność jest fajna. też podoba mi się, że mogę mieć każdą dowolną płytę, najczęściej za nieduże pieniądze. no tylko, że płyty tanieją, bo nie są już tyle warte co kiedyś (z różnych przyczyn), czasami więc nówki chodzą po parę dolarów/funtów. a że możesz sobie zamówić z całego świata, to już globalna wioska tak działa, też ma swoje przyjemne strony, cóż. jednak problem sprzedaży nowości wydawniczych jest poważny, dylemat jak to robić. na zachodzie te MP3 może jakoś będą działać, ale u nas chyba i za 10 lat nie uda sie tego rynku usankcjonować. jakie więc szanse mają debiutanci na godziwą zapłatę za nagrania? majorsi powoli tracą na znaczeniu, obcinają drastycznie koszty (EMI). małych wydawców nie stać za to na bardziej luksusowe warunki do pracy dla debiutantów czy artystów sprzedających niewiele płyt. nie stać ich też na przebicie się ze swoim katalogiem do większych mediów, choć tu akurat nie o kasę najczęściej chodzi. z jednej strony może to przywrócić wykonawcom niezależnym dawne znaczenie, rolę. z drugiej coraz trudniej o świeżość w jakimkolwiek w sumie graniu, ciekawych debiutów nie ma wiele, nazwy zespołów pozwoli zaczynają prawie się powtarzać, bo, heh, wszystko już było. na jakieś fajerwerki na tym polu też więc trudno liczyć. jak sobie wyobrażacie sytuację za kilka lat? bo ja wolę odpalić Sly And The Family Stone, Blondie, XTC, The KLF czy Supergrass i żeby mi fajnie ewokowało jak muzyka wynikała z rzeczywistości i na odwrót kiedyś. i wymiatało, przede wszystkim. Annie też wymiata, btw.
    ?? (1 lutego 2008)
  • W Katowicach i okolicach biznes sklepowo-muzyczny kręci się w najlepsze. Dowodem poniższy artykuł. Nie od dziś wiadomo, że jest tu najlepsza w Polsce publiczność, wiele ciekawych koncertów i festiwali muzycznych. Artystów też nie brakuje. Pod kątem organizacji i wizerunku w pozostałych regionach Polski jeszcze nie jest tak dobrze jak w stolicy Śląska Wrocławiu, ale wszystko przed nami. W szczególności polecam KOMIS CD WINYLE na ul 3. maja 38. w Katowicach. Właściciel ściąga płyty ze Stanów czy z Anglii na zamówienie. "Czar winylu i małych sklepów muzycznych Marcin Babko 2007-11-15, ostatnia aktualizacja 2007-11-15 16:00 Śląskie sklepy muzyczne nie mają łatwo w konkurencji z hipermarketami. Dlatego szukają rynkowych nisz: specjalizują się w konkretnych stylach albo nastawiają się na emigrantów albo zagranicznych turystów W grudniu katowicki sklep muzyczny All będzie obchodził swoje 13. urodziny. Jego najbardziej znany adres to ul. Staromiejska 12. Nie tylko można było tam kupić niemal każdą muzykę, ale dzięki specjalnej tablicy ogłoszeń muzycy nawiązywali znajomości i zakładali nowe zespoły. - W tej samej bramie sprzedawano kiedyś pocztówki dźwiękowe. Sam tam chodziłem, gdy byłem mały - wspomina przełom lat 60. i 70. Mariusz Rzebka, który w 1993 roku otworzył w tym miejscu sklep ze swoją żoną Leną. Po dziewięciu latach Rzebkowie przenieśli się do podwórza przy ul. Mickiewicza 14. All jak zawsze sprzedaje płyty, kasety, koszulki, chusty, naszywki, przypinki i bilety na koncerty. Jest tam też komis używanych płyt winylowych i kompaktowych. Tablica ogłoszeń wciąż jest, ale mniejsza, bo w dobie internetu nie cieszy się już takim zainteresowaniem. Tym bardziej, że przed kilkoma laty klientów zaczęło ubywać. - To się zaczęło, zanim jeszcze weszliśmy do Unii. Ludzie, którzy przychodzi po kilka razy w miesiącu, nagle zniknęli. Młodzi, inteligentni, o szerszych horyzontach, słuchający innej muzyki niż papka w radiu. Widzieli, że tu nic się nie dzieje, więc wyjechali. Po jakichś dwóch latach okazało się, że wszyscy są na Wyspach - mówi Rzebka. Teraz pojawiają się u niego sporadycznie, ale kupują dużo muzyki. - Najczęściej polskie tytuły, bo tam tego nie ma. Biorą raczej uznane zespoły: Kult, Behemoth, Vader, Kat. Ceny tu i tam są podobne. Ale np. w Irlandii nie ma dużo sklepów muzycznych, a nie wszyscy mieszkają w Dublinie - dodaje. Ale choć sklepów muzycznych w Katowicach i na Śląsku nie brakuje, te małe nie konkurują ze sobą. - Jeśli ktoś nie znajdzie u nas tego, czego szuka, to odsyłamy go do innych sklepów w centrum - twierdzi Rzebka. Na przykład do katowickiego komisu Mariusza Klepackiego przy ul. 3 Maja 38. Powstał przed siedmioma laty. Klepacki najpierw sprzedawał w nim własne płyty, potem używane krążki, które zaczęli przynosić mu inni. Sprowadza też płyty z zagranicy: można tu kupić nie tylko stare winyle, ale też premierowe wydania zachodnich hitów. Jest tu muzyka na kasetach wideo i płytach DVD, koszulki, archiwalne numery pism muzycznych, kalendarze i stare plakaty. To miejsce głównie dla słuchaczy muzyki ambitnej i alternatywnej. - Nie nastawiam się na współczesny pop. Podejrzewam, że z obecnej topowej dwudziestki sprzedaży mam jedną albo dwie płyty - śmieje się właściciel. Jego sklep odwiedzają też klienci zza granicy. Ale nie są to tylko Polacy. - Przyjeżdżają turyści i biznesmeni z Europy i świata. Regularnie odwiedza mnie prezes dużej firmy z Rosji. Kupuje polską muzykę beatową: Niemena, Skaldów, Czerwone Gitary i jazz - opowiada. Dużo kupują też u niego didżeje, którzy z płyt winylowych robią potem własną muzykę. Bo dobra muzyka na winylach tłoczonych w Polsce i w Europie Wschodniej ciągle cieszy się sporym powodzeniem. Klepacki co jakiś czas jeździ nawet za granicę i przywozi stamtąd czarne płyty. Największą taką wyprawę odbył przed rokiem: był aż w Japonii. - Kiedyś to było jak misja: pokazać Polakom, że winyle wciąż istnieją. U nas zachodnie wydania zawsze występowały w śladowych ilościach. Teraz to się zmieniło, a ludzie mają pieniądze i kupują - twierdzi. Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice" - http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35018,4673264.html
    hajer przodowy (1 lutego 2008)
  • w Polsce nigdy nie było to zjawisko masowe, tzn. te sklepiki z płytami wszelakiej maści prowadzone często przez niesamowitych pasionatów. Wydaje mi się, że net zpopularyzował muzykę "indie", ale kompletnie nie przelał tego fajnego klimatu z lat 90'. Teraz słuchaczy może jest więcej nawet, ale fajnośc dla nich przeniosła się na myspace'y itp... i to jest imo signum temporum. nie ma co na narzekac, bo szkoda życia, ale wątek ok, trochę nostalgii za tym co było nie zawadzi... oczywiście mówię o sytuacji w Polsce, gdzie nikt mi nie powie, że przy takiej sprzedalności płyt ktoś kogoś wydymał.
    Tornado Hawker (1 lutego 2008)
  • Łódź, Wawa... A nie wie ktoś, czy ostały się może jakiś record stores w Toruniu?
    syn rydzyka (1 lutego 2008)
  • >myślisz, że wystarczycie Ty, Twój betam i ze dwie płyty, których nikt poza Tobą nie będzie znał, żeby można stwierdzić, że cały czas *dzieje się*? myślę, że jak zwykle potraktowałeś moją wypowiedź jak walkę na noże i dryfujesz w trochę zbyt szerokiego pola do popisu a mój komunikat jest prosty - dostępność = dobrze. nie wnosze o anulowanie całej planety. bosz, moja głowa. no martini, no party, no hangover. gah, znowu bełkocze. (kuba, przepraszam :*)
    Low (1 lutego 2008)
  • powinni Cię po 22:00 dozorem objąć. człowieku skończ z tym cynicznym tonem, bo w końvu to mnie obejmą. sam często narzekasz, że poziom dziennikarstwa jest żaden these days, że dobrej muzyki prawie już nie ma i takie różne. a może to tylko na gg? ja wiem, że lubisz być w kontrze do mojego, ale czasami sobie, nie wiem, kaganiec załóż na ręce. tłumaczenia ludzi, którzy zaczęli się czuć pewniej jako hipsterzy dzięki internetowi są zawsze te same - 'fajnie bo w chuuuj wszystkiego jest, malkontenci niech się schowają, muzyka dla każdego'. zaiste sięga to sedna. poczekajmy jeszcze parę lat, jak wszelaka właściwa ranga wydarzeń odejdzie w niepamięć, a płyty będziesz mógł już tylko na betamie zamawiać. ja wiem, że ty zawsze próbujesz mi powiedzieć, że media nieważne, popularność nieważna, sklepy nieważne, nic nie jest ważne. chciałbym wszystkim tylko zasugerować, że wszystko to się jakoś kręci, bo możemy się odnieść do tego singla, tamtego wywiadu, tej okładki, tamtej klasycznej linii bassu. myślisz, że wystarczycie Ty, Twój betam i ze dwie płyty, których nikt poza Tobą nie będzie znał, żeby można stwierdzić, że cały czas *dzieje się*?
    ?? (1 lutego 2008)
  • ech, ale jak zwykle wkradają się gorzkie żale. dostępność dzisiejszej muzyki pozwala, by taki porcys i taki *wstaw blog, gazetę, cokolwiek* mogli sobie dać w liste co chcą i skąd chcą. i to jest dobre, to jest sprawiedliwe. że źródła są nieograniczone i ogólnodostępne. ty tęsknisz za czasami, gdzie popularne były twoje ulubione zespoły. a moje ulubione np. nigdy nie były popularne i mnie to nie boli wcale, że ich nie ma i nie było w polskich sklepach, światowym radio czy mtv. mnie cieszy to wszystko tak jak jest, że mogę sobie z betamonline za 25 pln zamówić płytę wydaną przez małą, niezależną wytwórnię z waszyngtonu. i tyle. jak bełkocze to sorewicz, ale jestem strasznie pijany.
    Low (31 stycznia 2008)
  • może z tą Britney nie sprawdziłem akurat dobrze. chociaż coś jest na rzeczy, bo w tych sklepach nie ma tej przestrzeni na chartsy i górę płyt Westlife. może zwyczajnie stoi sobie gdzieś skromna półeczka na contemporary chart pop. tak bez szumu. prawda? kwestia, którą poruszył PK jest nieco szersza, bo pytanie brzmi 'czy w ogóle potrzeba nam kolejnego (nieodwracalnego) kroku w przyszłość?. ja jakoś nie za bardzo mogę skojarzyć te 15latki od 'loveless', może innymi tramwajami jeździmy. nowej muzyki kupuje już bardzo niewiele, nie lubię anonimowości czy artystowskiego plumkania pod wydumanymi nazwami. nie jestem też przekonany czy fajnie będzie jak wszystko 'zlaptopujemy', chociaż sam prawie wyłącznie kupuję już przez internet, muszę przyznać. nieźle byłoby, gdyby te nowe kanały dystrybucji były jedynie uzupełnienem, a nie jedyną opcją. i znowu o samej muzyce - myślicie, że przeciętny ktoś kojarzy w ogóle 95% rzeczy z Waszych list roku? idziemy w kierunku anonimowości, odhumanizowania zajawek. ktoś powie 'no i chuj!'. a jednak wracam pamięcią do chwil jak się odwiedzało sklepy z szybciej bijącym sercem szukając czegoś, co choćby w głupim MTV chodziło w dzień i było naprawdę dobre, niekoniecznie przeintelektualizowane i, z drugiej strony, na pewno nie w cyniczny sposób sfabrykowane.
    ?? (31 stycznia 2008)
  • nie pamietam juz moze co mialem w glowie jak mialem 14 lat, no ale juz bez przesady z tym lansem, mysle jednak ze wiecej niz 10% dzieciakow sluchajacych reicha bedzie to robilo z takiej prostej przyczyny, ze czerpie z tego przyjemnosc; ja bym duzo dal zeby muzyka byla dla mnie tak dostepna jak jest teraz, bedac w tak mlodym wieku, nawet jesli nie zdawalbym sobie do konca sprawy z istoty tego faktu; ja np. nie korzystam ze sklepow, bo kupuje muzyke wylacznie we wszelkiego rodzaju promocjach i internet w tym wzgledzie w pelni zaspokaja moje potrzeby; przyznam, zaluje np. ze nie pojechalem w tym roku na przeceny w mm, bo jednak uczucie grzebania i wyszukiwania rodzynkow jest nie do przecenienia, no ale bez przesady, ze 3 lata temu zalowalbym bardziej; a teraz... teraz jest paypal :)
    main (31 stycznia 2008)
  • czemu mialoby byc to spelnionym snem, skoro w 90% beda je mialy li tylko, zeby poczuc sie "fajniejszym"? –pp nz, 31/1/2008 19:21 oj, chyba chcemy przecież (chcemyyyy? :> ) aby ambitna muzyka była popularną muzyką? a twój argument chyba taki poboczny jest bardziej, no i mocno uproszczony jakby wiadomo, że jeśli muzyka jest łatwiej dostępna i im więcej osób ma do niej dostęp, tym więcej słucha jej tylko po to aby poczuć się fajniejszymi? ale co z tego jakby? czy należy zejść do podziemia? czy aby na pewno łatwa dostępność powiększy procent takich osób? w ogóle to jakby nie wypowiadam się w kwestii czy ktoś słucha muzyki tylko po to, aby poczuć się fajniejszym, bo jakoś cieżko mi to zrozumieć/ w to uwierzyć (no i ostatnia możliwość: trochę cię mogłem nie zrozumieć)
    17 (do swoich aukcji dorzuciłem sufjana i murcofa) (31 stycznia 2008)
  • czemu mialoby byc to spelnionym snem, skoro w 90% beda je mialy li tylko, zeby poczuc sie "fajniejszym"?
    pp nz (31 stycznia 2008)
  • pytanie, jak bardzo jest nam ich żal. moim zdaniem w sytuacji ekspansji muzyki bardziej ambitnej - choćby w takiej przestrzeni jak internet, reklamy, zaniknięcie innej, w której ona się pojawiała nie jest dramatem. ktoś już zauważył, że 14-latki mają na odtwarzaczach "Loveless" i Steve'a Reicha. no wiec, raczej jest to spełniony sen, a nie "kryzys". <-------- hipoteza
    PK (31 stycznia 2008)
  • Ciężko aby istniały w dobie sklepów internetowych.
    Jo wnica (31 stycznia 2008)
  • w foppie w southampton (jak jeszcze dzialal) na pewno widzialem britney, w londynie to samo. wiec chyba cos Ci sie pomylilo. przy czym oczywiscie zgoda, ze generalnie wybor plyt mnie interesujacych w foppie duzo lepszy niz w pozostalych sieciach.
    tomek wasko (31 stycznia 2008)
  • w foppie sie generalnie szanuje starą szkołę myślenia o dobrej muzyce. nie sprzedają tam britney, hehe. za to można dorwać nówki jakiś tam the sundays. i te ściany po 5 funtów. w Glasgow ta ściana się ciągneła chyba ze 12 metrów, taka mozaika. i mniej więcej tematycznie było poustawiane. 4 różne talking heads, obok coś b-52s, dalej xtc kilka tytułów. w ten sposób. albo sign 'o' times też było za 5F, 2cd.
    ?? (31 stycznia 2008)
  • tak, wczesniej foppow bylo zdaje sie ponad sto, a z tego co mi wiadomo aktualnie istnieje bodaj siedem punktow tej sieci. szkoda bardzo, bo to duze fajniejsze sklepy niz hmv, virgin (sorry, zavvi hehe) czy borders.
    tomek wasko (31 stycznia 2008)
  • Fopp, fakt. ale fopp wykupiony został przez HMV i część salonów znów otwarto. byłem parę miesięcy temu w Foppie Glasgow i do wyboru do koloru, do tego tanizna. miałbym więcej papierków, to bym wyszedł z czterema torbami. wyszedłem z jedną pękatą. dają takie fajne przeźroczyste worki z czerwonym logo. natomiast, że na zachodzie ten problem również istnieje. duże sieci coraz bardziej wyludnione, a na półkach coraz gorzej z mniej chodliwymi tytułami. prywaciarzom jeszcze trudniej - czytałem gdzieś, że na Berwick St. zamknęli ten taki po prawej stronie co był, piwnica i pierwsze piętro, tam tydzień po premierze nowości chodziły kilka funtów taniej niż wszędzie. konkluzja jest oczywista - ich zaczyna podmywać, a my się już prawie utopiliśmy.
    ?? (31 stycznia 2008)
  • proces znikania tych sklepów dotyczy zresztą w podobnym stopniu sklepów w UK czy w Ameryce. –PK, 31/1/2008 17:00 nie do konca prawda jesli chodzi o stany; tam upadaja raczej kolosy pokroju tower records (RIP), bo ich target w 100% przerzucil sie na mp3. Male prywatne sklepiki utrzymuja sie dzieki muzycznym pasjonatom, a w ciagu ostatnich 2 lat nawet wzrosly im obroty (dzieki PFM i popularyzacji indie). wg mnie rewolucje medialna najlepiej daje sie odczuc wlasnie w takiej Polsce, czyli kraju w ktorym nigdy ludzie nie kupowali za bardzo plyt. w filadelfii na przyklad preznie dziala 5-10 niezaleznych sklepow z cd i winylami, a discmany widuje sie na ulicach rownie czesto jak ipody.
    p (niezalogowany) (31 stycznia 2008)
  • mam kilka sfa od pana zbyszka <zapala>
    człowiekktórymakilkasfaodpanazbyszka (31 stycznia 2008)
  • single w indii wiadomo, tylko strasznie drogie były. 30 złotych od sztuki.
    Low (31 stycznia 2008)
  • kowal otm z uk. pamietam zajebisty independent sklep w bournemouth na przyklad, w jedne wakacje (3 lata temu bodaj) dzialal preznie, w kolejne juz zniknal - zostala wywieszka na drzwiach, cos w stylu "fuck hmv". podobna sytuacja z southampton, gdzie podczas mojego kilkumiesiecznego pobytu dwa calkiem fajne sklepy zakonczyly dzialalnosc. zreszta, to nie dotyczy tylko sklepow malych: sieci tam tez upadaja, czego smutnym przykladem na przyklad fopp.
    tomek wasko (31 stycznia 2008)
  • w Warszawie jeszcze funkcjonuje Hey Joe, Muzant, antykwariat na Smolnej, siodemki przy Metrze Politechnika czy sideone, a nawet taki smieszny sklepik na Pl. Wilsona z kasetami magnetofonowymi za 15 złotych - przynajmniej w czerwcu 2006 jeszcze istniał (ciekawe, czy to ten sam, w którym David Bowie odkrył dziwną muzykę ludową, chyba z Serbii). pewnie, że ledwo ledwo ale zawsze. ja b. rzadko w nich kupuję (w Empikach zresztą tez), niestety allegro dużo wygodniejsze, niezależnie od tego jakie sentymenty związane z sytuacją bezpośredniego kupowania. lenistwo motorem postępu. proces znikania tych sklepów dotyczy zresztą w podobnym stopniu sklepów w UK czy w Ameryce.
    PK (31 stycznia 2008)
  • o ja pierdykam, no to szkoda, że indię sprzedali, mam nadzieję, że się zdąży gdzies zainstalować, zanim wrócę do łodzi, fak. tylko ciekawe, gdzie... jeśli chodzi o śpiewanie, to ktoś mi kiedys mówił, że pan zbyszek poleciał mu jakimś refrenem oasis, bo to akurat wtedy na fali było. nieźle, no, nie wiedziałam, że pan zbyszek to taka legenda, bo w łodzi jestem od trzech lat dopiero. ej, no, niech się ten koleś nie poddaje, bo ma u mnie zadatki na... yyy, nie wiem, kogo, ale jest bossem. hej ho.
    msilvs (31 stycznia 2008)
  • Pan Zbyszek to klasyka. nie wspomniałem o nim, bo on tylko importem leciał, z UK. najpierw miał punkt w dawnym Orbisie na piętrze, potem chwilę w Smyku (czy jakoś tak), ostatnio w Indii. niestety zakończył działalność teraz, bo budynek Indii sprzedany. tak, to było coś, wtedy - miał wystawione prawie wszystkie nowe single z UK plus trochę albumów. te kartony z singlami, hehe. legenda. a o samym Panu Zbyszku to osobne legendy chodzą, jest ich cała chmara. kiedyś np. zaśpiewał mi refren "Changes" Sugar, tak po prostu, bo mu się przypomniało. można też było trafić na jego 'dyskusje' z drumenbejsowcami, wymiatały.
    ?? (31 stycznia 2008)
  • aaa i tenteges, pamięta ktoś tę promocję w pierwszym tygodniu po tym, jak otwarto manufakturę? "3 płyty za 9,99"? tyle, że te 3 płyty zawinięte były w folię wszystkie razem i trafiał ci się np. taki mix: bravo hits/ pavarotti / tortoise: tnt. się wtedy obkupiłam i nie mogłam jakoś tego ogarnąć, że mam toma veka, mansun, stereolab, tortoise i różne inne i w chuj płyt bravo hits ponadto, heh.
    msilvs (31 stycznia 2008)
  • I Pan Andrzej to złoto, nie człowiek. kiedyś pytałem o coś, czego nie mieli akurat i polecił, by sprawdzić w Empiku. a potem go te Empiki i niemieckie hale z elektroniką z dumpingowymi cenami wydymały. pozdrawiam Pana Andrzeja!
    ?? (31 stycznia 2008)
  • a pan zbyszek z piotrkowskiej 99? mam nadzieję, że jeszcze ciągnie ten swój biznes:) jak pierwszy raz przypadkiem trafiłam na jego stoisko, zepchnięte gdzieś na koniec sklepu, za indiaszopem i jakimiśtam tandetnymi ciuchami, to pierwsze, co pomyślałam, to że koleś się zatrzymał na "achtung baby". fakt, no, pan ma z 50 lat chyba i wydaje mi się, że z uk ściąga niektóre rzeczy, bo ma całkiem sporo singli. w sumie, to nigdy u niego nic nie kupiłam, ale często mi się zdarzało do niego wpadać i gadać o rożnych płytach... facet ogarnia super furry animals i miał singiel "ice hockey hair" w tym swoim sklepie... rispekt szacun po prostu. fajnie się z nim gada, tylko czasem to trochę irytujące jak pyta się, czy lubię placebo albo inne the killers, no ale. jeśli chodzi o lady peron, to fakt, trochę pustawo, ale czasem daje się coś znaleźć, jak mają obniżki. jeśli mam wybór: iść do mm albo do empiku i niczego nie kupić albo Iść do pana zbyszka, czy do peron i też nic nie kupić, to wolę to drugie, bo przynajmniej nie drażnią cię jakieśtam reklamy odkurzaczy czy inne gosie andrzejewicz i obsługa która się spieszy chuj wie gdzie. ja nie wiem, czy się powinnam wypowiadac, bo nie byłam w łodzi od października. ale zawsze było tak samo, więc chyba nic się nie zmieniło. zresztą nie znam nikogo, kto chodzi do sklepu muzycznego, z zamiarem kupna czegoś konkretnego. ej no, kaman, przecież to nigdy się nie udaje, więc nie wiem, po co tu się wściekać. w sumie lepiej, kiedy sklepy muzyczne są, niż jak ich nie ma w ogóle, więc nie ma co narzekać, albo się coś znajdzie, albo nie.
    msilvs (31 stycznia 2008)
  • dlaczego piszecie nowomową?
    janek pospieszalski, warto rozmawiać. (31 stycznia 2008)
  • a w Łodzi mieliśmy przez lata: przeboski salon Piotrkowska 204, wersja przed przeprowadzką do klitki obok. działał już tuż po wprowadzeniu prawa antypirackiego w 94', duża powierzchnia, wypełnione półki, classified sections, pełne dyskografie, gdzieś w roku 1996 były już odsłuchy eleganckie samoobsługowe. niestety ambitny Pan Andrzej długo tak nie pociągnął. stary Lady Peron na dworcu, niezły wybór i alternwtywne nowości prawie zawsze na czas. sklep przy Rewolucji 1905 r. - zliwkidowany dość późno, ze 3 lata temu, weszła w to miejsce pizzeria - pełno alternatywy i rzeczy niedostępnych normalnie w PL, również trochę singli. chyba 'importowali' z Niemiec. złota trójka!
    ?? (31 stycznia 2008)
  • trochę nie rozumiem co chcesz zaznaczyć w tym momencie. wiadomo, że wszystko zmierza w jednym kierunku, niestety. rynek już prawie nie istnieje, fakt. jednak wolałbym jednak, żeby nie przyszedł taki dzień, że trzeba będzie wszystko sprowadzać stamtąd. tak samo, jak nie byłem zachwycony, jak stanąłem przed Digitalem w Warszawie i zobaczyłem kłódki na drzwiach, a w środku tylko kurz, wiesz, też parę razy na pytanie o Mansun usłyszałem kiedyś, że Marylin Manson to pod 'm'. so what? czy to oznacza, że nie można było niczego kupić w naszych sklepach? w ogóle może już dzisiaj przestańmy o tym wszystkim rozmawiać, bo 'wszystko chuj'. czy to chcesz powiedzieć?
    ?? (31 stycznia 2008)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)