INNE - FORUM

Jazz - najlepsze płyty, kanon, absoluty

1 września 2008

Dawać ludzie, jedziemy

Kind of Blue

jasperskinnyarms
  • kanon, absolut? shape of jazz to come
    zyk (3 września 2008)
  • to jest z pewnością KANON, ABSOLUTY I NAJLEPSZE PŁYTY JAZZU, tak?
    kurfa (3 września 2008)
  • Płyta Keitha Jarreta "The Koln Concert" jest z epoki przed moim urodzeniem i pewnie dlatego jest zbyt ascetyczna, aby mi się podobać. To jak słuchanie klasycznych pianistów, grających kompozycje z epoki baroku czy romantyzmu. Być może dlatego z muzyki poważnej najbardziej cenię akurat Dvoraka, choć na starość być może zmienię zdanie i The Koln Concert mi się spodoba. Z ostatnich 30 lat na pewno unikałbym Zorna, Yoshihide czy Lounge Lizards, bo jazz to dla mnie przede wszystkim subtelny nastrój i najczęściej murzyńska wibracja + uczucie. Bo dawnych czasach muzycy nagrywali ekstremalne płyty po to, by coś wyrazić, a nie dla samej formy. Warto też wyróżnić późnego Milesa Davisa i płytę "Tutu" z udziałem naszego Michała Urbaniaka.
    Andrzej (3 września 2008)
  • "o tej porze już niewiele do nas dociera / nie wyjdziemy aż zagrają Alberta Aylera"
    PK (3 września 2008)
  • Bill Laswell i jego Material - Memory Serves; Bad Puls równiez polecam , szcegolnie plytę PROG; poza tym SEx Mob - Sexotica Lounge Lizards - Queen of all ears (chyba tak to bylo) choc generalnie to girth wymienil wiekszośc moich favorytów - polece wiec moze polskie "gwiazdy': - 100nka - ecstasy project - pink freud ofkors - olesie i moze wkrotce równiez i ja :) a co do oldsukuli - nie zapominajcie o Billu Evansie i jego live at village voungard; tym samym ktory tak pieknie frazuje na kind of blue;
    Szmul, po prostu Szmul (3 września 2008)
  • suplementując: "flowing with human warmth" - tak został nazwany przez krytyków i coś w tym jest. jeszcze opinia Stuarta Broomera, zawierająca informacje techniczne: "Melodies and rhythmic figures arise fluidly from his fingers as he moves from one idea to another, while his strong left hand is often used for repeated motifs that generate a rolling hypnotic power. This couples with strongly consonant harmonies to impart the flavor of gospel music at times, dance musics and Debussy at others. Above all, it's Jarrett's ability to knit all of his moods and wanderings into an almost seamless tapestry of warm and tuneful ideas that gives this music its enduring appeal".
    meical (3 września 2008)
  • > ale dlaczego wymieniasz tu koncert Jarreta? Bo mi się on w ogóle nie podoba, chcętnie poznam argumenty na jego obronę. gdyż osobiście uważam za wyjątkowe dzieło? samo wejście pierwszego utworu to dla mnie mały absolut, a kilkadziesiąt minut obcowania z kunsztem jarretta pozwala mi skupić myśli i czerpać błogą radość z odbioru. piękna, równa płyta (czy jak wolisz zapis koncertu), nie tak innowacyjna jak davis, coltrane czy hancock, ale nadrabiająca aurą bliskości(słuchając czuję się, jakbym siedział wtedy, w tym '75 w sali w Kolonii i klaskał z tym tłumem).
    meical (3 września 2008)
  • O właśnie, zapomniałem o Yesterday's New Quintet - Yesterday's Universe Moim zdaniem, mało ciekawe jest spieranie się czy coś jest jazzem czy nie, bo granice styli już dawno zostały zamazane ku wiktorii muzyki in ding an sich
    Girth (2 września 2008)
  • ale równie dobrze zamiast Spring Heel Jack mógłbym na tej liście wskazać Otomo Yoshihide, dla którego jazz w życiu to jedynie epizod. Jeszcze większe wątpliwości wzbudza we mnie Exploding Star Orchestra. Czy to jeszcze jazz? Bo bardziej jazzowy od nich jest choćby Yesterday's New Quintet. Przy Vandermark 5 czy Hamid Drake moglibyśmy się spierać, ale to kwestia granicy między tradycją a awangardą.
    Andrzej (2 września 2008)
  • głupoty? ja tak o sobie nie myślę, bo wyraźnie napisałem "większość" i wskazałem Spring Heel Jack jako przykład. Po drugie: Fred Anderson to rzeczywiście kontynuator ekspresji Charlie Parkera, ale Hamid Drake? Tu polemizowałbym. Po trzecie: co to jest The Berne ? –Andrzej, 2/9/2008 20:35 1.na liście Girtha jest 14 pozycji, jeden Spring Hell Jack można podciągnąć pod d'n'b 2.o czym tu polemizować w temacie Hamida Drake? koleś nagrywa wybitne płyty z Andersonem, Mateenem, Brotzmanem, Parkerem.... 3. a co to jest the berne nie wiem. ale wiem kim jest Tim Berne i The thing
    dioda (2 września 2008)
  • Hmmm... większość jeśli idzie o czternastu wykonawców to nie jest jeden przypadek (dość dyskusyjny zresztą), wskazanie na SHJ jako odosobniony przykład nie oznacza, że w takim razie dowolny wykonawca z tej listy może być podejrzany o koneksje z d'n'b. A przypatrując się lepiej, zauważymy, iż The Berne w gruncie rzeczy przeistoczy się w Tima Berne, który jest kontynuatorem ekspresji 'zaraz ci złamię rękę' i najbardziej znany jest chyba ze współpracy z Zornem i Frisellem
    Gyrf (2 września 2008)
  • głupoty? ja tak o sobie nie myślę, bo wyraźnie napisałem "większość" i wskazałem Spring Heel Jack jako przykład. Po drugie: Fred Anderson to rzeczywiście kontynuator ekspresji Charlie Parkera, ale Hamid Drake? Tu polemizowałbym. Po trzecie: co to jest The Berne ?
    Andrzej (2 września 2008)
  • Zgoda, ale Spring Heel Jack już na 'Masses' odeszli od d'n'b w stronę awangardy jazzu , zaś 'Amassed' jest w jeszcze większym stopniu jakościowym zerwaniem z przeszłością, że nawet ich technika edycyjna sprawia że różnica między tym albumem, a d'n'b jest różnicą natury, a nie stopnia.
    Girth (2 września 2008)
  • Vandermark, Berne, Anderson, Drake mają coś wspólnego z nu-jazzem i d'n'b? za przeproszeniem dawno takiej głupoty tutaj nie widziałem. ja dorzucę jeszcze: Drake and Mateen "Brothers together" MFE "Cuts" Gerry Hemingway Quartet "Devils paradise"
    dioda (2 września 2008)
  • weźmy pierwszy z brzegu Spring Heel Jack - to przecież klasyka d'n'b i mój ulubiony zespół tego gatunku. Owszem, sięgają po jazz i post rock, ale nigdy nie był to ich macierzysty styl. "konserwatywne" płyty jazzowe pojmuję na ogół jako jako stworzone bez samplerów.
    Andrzej (2 września 2008)
  • Hmmm...nie wydaje mi się, ażeby wykonawcy od mitchell po yoshihide wymienieni w liście mieli cokolwiek wspólnego z d'n'b. Co do nu-jazzu to wymieniłem kilku artystów mimochodem w osobnej liście i rzeczywiście nie mają oni za wiele wspólnego z jazzem tradycyjnie pojmowanym (sorry, ale 'konserwatywny' dla mnie w zestawieniu z jazzem to oksymoron)
    Girth (2 września 2008)
  • ale większość Twoich propozycji z ostatnich 30 lat ma mało wspólnego nawet z nu jazzem a co dopiero z jazzem. Myślę, że jazz dużo traci w zderzeniu z d'n'b, który jest wręcz jego zaprzeczeniem. Dlatego nawet z ostatnich 30 lat wolę bardziej konserwatywne płyty Benny Golsona czy Ornette Colemana.
    Andrzej (2 września 2008)
  • mi się ostatnio spodobało bardzo The Black Saint and the Sinner Lady Mingusa.
    rojal (2 września 2008)
  • Trochę niepokojące, że samymi sixtisami i sewentisami zarzucacie, jak gdyby jazz od 30 lat nie istniał. Śmiem owym informacjom zawartym implicite zaprzeczyć. Nie prężąc się na znawcę, mogę polecić zaciszne, acz ucieszne elementy historii najnowszej pod hasłem 'godnie przygodni': Nicole Mitchell 'Hope, Future, Destiny' Exploding Star Orchestra 'We Are All From Somewhere Else' The Vandermark 5 'Simpatico' Derek Bailey 'Ballads' Frequency 'Frequency' Spring Hell Jack 'Amassed' The Bad Plus 'These Are the Vistas' The Flying Luttenbachers 'Gods of Chaos' Territory Band 'Atlas' The Thing 'Action Jazz' Tim Berne 'Science Friction' Fred Anderson & Hamid Drake 'From the River to the Ocean' Chicago Underground Orchestra 'Playground' Otomo Yoshihide's New Jazz Quintet 'Tails Out' a i z rejonów quasi-electro-jazzowych: Triosk, Kammerflimmer Kollektief, The Necks, Tied & Tickled Trio, Jaga Jazzist, Burnt Friedman itd................
    Girth McG (2 września 2008)
  • Komeda - Astigmatic
    k. (2 września 2008)
  • Zorn nie dorównuje murzynom, bo zamiast vibe'u i jazzowego feelingu za dużo w jego muzyce nieprzyjemnego chaosu
    Andrzej (2 września 2008)
  • Nie zapominajmy o Ericu Dolphy'm
    młodzieżowy detektyw (2 września 2008)
  • zorn? masada?
    lejdibubaja (2 września 2008)
  • bym wymienil też cichutko niektóre płyty Johna Zorna, ale to Żyd jest.
    omen (2 września 2008)
  • ja tak o nich nie myślę, bo to Miles Davis zgromadził lepszy drim tim, gdy dołączył do niego Bill Evans i John Coltrane. Niektórzy cenią sobie jeszcze jego składy z Herbie Hancockiem, ale płyty w rodzaju "In A Silent Way" nie robią na mnie wrażenia, bo ich elektryczna forma się zdezaktualizowała. Polacy też mieli swój Drim Tim - zwłaszcza, gdy razem grali Komeda, Urbaniak, Stańko i Namysłowski.
    Andrzej (2 września 2008)
  • z plyt weather report mam tylko pierwsza i jest majstersztykiem. Gdyby nie ramy gatunku mozna by uznac za jeden z protoplastow ambientu ;] ale wlasnie, polecam kupic reedycje na CD bo nawet drobne trzaski winyla w tym nielicznym przypadku przeszkadzaja bo plyta czesto gra niesamowicie spokojnie i "ambientowo" no i kurcze, skumajcie sklad, to z to najlepszy dream team w historii jazzu, nawet miles davis nie mial lepszego Wayne Shorter - Tenor and soprano saxophones Joe Zawinul - Electric and acoustic piano Miroslav Vitous - Electric and acoustic bass - Alphonse Mouzon - Drums, voice Airto Moreira - Percussion kazdy z nich to geniusz swojego instrumentu. Takze raz jeszcze, Ich pierwsze LP to majstersztyk (troche o nim zapomnialem - wstyd...)
    sas (2 września 2008)
  • ale dlaczego wymieniasz tu koncert Jarreta? Bo mi się on w ogóle nie podoba, chcętnie poznam argumenty na jego obronę. Charlie Parker oczywiście tak, tyle że w tamtych czasach - do 1949 roku nie można było rejestrować nagrań ponad 3 minutowych. Cierpiał na tym cały jazz i tacy geniusze jak Duke Ellington, którego cenię jak Armstronga i Davisa. Głównie za kompozycje. A w muzyce Parkera robi na mnie wrażenie ogromny ładunek uczuć. I trochę mi brakowało tych uczuć na cool-jazzowych płytach Davisa czy Evansa, które czarują przede wszystkim niepowtarzalnym nastrojem.
    Andrzej (2 września 2008)
  • keith jarrett - the köln concert
    meical (2 września 2008)
  • jak dla was to tylko Charlie Parker i okolice,straszny niezal ,można się zawodowo masturbowac
    przydymiony (2 września 2008)
  • ludziom, którzy na ogół nie słuchają jazzu podoba się "Heavy Weather" i podobny do niego "Black Market". Bardziej tradycyjnu fani jazzu najbardziej cenią debiutancką płytę. Co ciekawe, "Heavy Weather" i "Black Market" dostały najniższą notę w Down Beat, z kolei NME zaliczył je do najlepszych płyt roku. Cóż, gust murzyńskich i białych słuchaczy bywa różny.
    Andrzej (2 września 2008)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)