INNE - FORUM

Olimpiada Pekin 2008 od strony politycznej / wojna w Osetii

15 lipca 2008

http://pekin.onet.pl/0,1267642,1789269,wiadomosc.html

igrzyska czas zacząć
  • 7ioxpC http://google.com
    googlaaa (24 kwietnia 2009)
  • Hey There! My name is Steffi and I am glad to be here with all of you
    Steffi (15 listopada 2008)
  • ale ten caly miedwiediew nie jest nizszy od kaczora z tego co ustalilem
    WYP3 (15 sierpnia 2008)
  • usilna obrona Gruzji wyglada troche tak zabawnie jak ten gosc: http://edition.cnn.com/2008/POLITICS/08/14/beck.georgia/index.html?iref=topnews
    spozniony (15 sierpnia 2008)
  • >BTW. czy dzieciństwie często bito cię po głowie? najbardziej żenujący post w całym wątku, który mimo rosnących emocji udało się utrzymać w ramach merytorycznych. get the fuck outta here. >Dmitrij Miedwiediew jest oddanym fanem muzyki hard rock, słucha Deep Purple, Led Zeppelin i Pink Floyd, które są jego ulubionymi zespołami muzycznymi ha ha ha. doznałem. świetna, wyluzowująca puenta tej dyskusji.
    borys d (14 sierpnia 2008)
  • Freaky Trigger mistrzowie http://freakytrigger.co.uk/ft/2008/08/olympic-avoidance-blog-day-4-success/
    PK (14 sierpnia 2008)
  • z tym wiecem ogólnie to porażka w tym sensie, że po tak ostrych słowach ci wszyscy Gruzini mogą sobie wyobrażać, że wyślemy tam całą armię, no bo jak inaczej... "Jesteśmy tu po to, aby podjąć walkę". ciekawe. jakiś kompletny brak wyczucia. co innego jest poparcie dla małego kraju, a co innego wojenna retoryka wobec mocarstwa, któremu podskoczyć i tak nie możemy. a przynajmniej nie sami, a chyba nieciekawie by było, gdyby w ogóle wybuchła jakaś wojna na szerszą skalę. co do olimpiady - słyszeliście o tych szwindlach na otwarciu? że ta ładna śpiewająca dziewczynka w rzeczywistości nie śpiewała tylko playback był i to z wokalem innej, brzydszej dziewczynki, która nie wystąpiła bo właśnie brzydsza (pulchniejsza)? albo, że w tv fajerwerki zrobione komputerowo? jakoś jeszcze bardziej mnie to obrzydza do tej olimpiady, której z powodów politycznych i tak nie oglądam.
    pv (14 sierpnia 2008)
  • jeszcze jedna ciekawostka: jest o WIELE nizszy od Kaczynskiego. –swiatem rzadza konusy, 13/8/2008 20:03 jest karłem???? > Andrzej > JE Michał Saakashvili słabość... Ok, my tu sobie gadamy a to jest realna inicjatywa, polecam: http://www.support-georgia.com/support.products.php
    mz (14 sierpnia 2008)
  • sory ale jesli ktos wierzy ze rosja wkroczyla do osetii bo jak twierdzi broni swoich obywateli to wspolczuje mu glupoty
    jerzy (13 sierpnia 2008)
  • ale najwięcej, bo 46% Polaków poparło tak radykalną wypowiedź naszego prezydenta. Co ciekawe, TVP podał w wiadomościach, że 44% Polaków nie chce ryzykować stodunków z Rosją, a 43% uważa, że powinniśmy ryzykować. Lech Kaczyński nadal ma skrzywienie anty-rosyjskie – nie wiadomo, czy z uwagi na wychowanie (większość Polaków cierpi na tę samą przypadłość) czy dlatego, że III RP popiera USA; w każdym razie oświadczył – jawnie sprzecznie z prawdą – że „Gruzja padła ofiara agresji”. Ja wcale nie potępiam a limine agresji – ale dbajmy o prawdę: "rozejm z Soczi” zerwała zbrojnie Gruzja. I dostała po nosie. Przy okazji Abchazja postanowiła ugrać swoje: zmobilizowała część rezerwistów – i wzięła w kleszcze 3000 żołnierzy gruzińskich w słynnym wąwozie Kodori. Jeśli Gruzini wyślą posiłki by odbić wylot i dolną część doliny Kodori, najprawdopodobniej zainterweniują Rosjanie. Jeśli Gruzja straci Kodori, to najprawdopodobniej JE Michał Saakashvili, który obiecał rodakom, że „Gruzja nie jest sama” - pożegna się z prezydenturą.
    Andrzej (13 sierpnia 2008)
  • jeszcze jedna ciekawostka: jest o WIELE nizszy od Kaczynskiego.
    swiatem rzadza konusy (13 sierpnia 2008)
  • miedwiediew,my man!wymienimy się winylami i jakoś sie dogadamy.porozumienie ponad podziałami.
    paj (13 sierpnia 2008)
  • wysmienicie - wyslemy mu Kata, Stos, Turbo i Destroyers na vinylach z wyrazmi poparcia
    radek sikorski (13 sierpnia 2008)
  • Dmitrij Miedwiediew jest oddanym fanem muzyki hard rock, słucha Deep Purple, Led Zeppelin i Pink Floyd, które są jego ulubionymi zespołami muzycznymi. Jest kolekcjonerem ich płyt winylowych, zebrał także wszystkie nagrania Deep Purple. W młodości sporządzał kopie utworów, ponieważ oryginały znajdowały się na urzędowej czarnej liście. W lutym 2008 Miedwiediew wzial udział w koncercie Deep Purple.
    za wikipedią (13 sierpnia 2008)
  • ależ dojebał kaczyński na tym wiecu.prorokuję,że zapłacimy za to my,zwykli ludzie,cenami gazu,ropy.prezydent kaczka jest całkowicie nieodpowiedzialnym kretynem.dlaczego brown albo sarkozy nie wypowiadają się w tak kategoryczny sposób?bo obaj są politykami z krwi i kości.
    paj (13 sierpnia 2008)
  • a gdyby stany ich nei popieraly to rezimy by nie zabijaly, tak? –yy, 12/8/2008 15:31 Nie aż tak, bo bez pomocy Stanów nie miałyby kasy na zbrojenia. BTW. czy dzieciństwie często bito cię po głowie?
    niezalogowany (13 sierpnia 2008)
  • ej ale sarkozy boss no nie?
    rodion (13 sierpnia 2008)
  • no to Kaczyński przemówił. przesadził trochę z pewnością siebie, ale suma sumarum kto jak nie Polska czy Ukraina, największe kraje, którym udało się wyrwać z żelaznego uścisku ZSRR/Rosji w ostatnich dekadach, ma pewnie stanąć po stronie okupowanej Gruzji? osobisty folklor naszego pierwszego to już temat na inną dyskusję.
    ?? (12 sierpnia 2008)
  • polecam tego bloga, imho ciekawe i rozsadne wnioski http://dyplomacja.salon24.pl/
    main (12 sierpnia 2008)
  • a gdyby stany ich nei popieraly to rezimy by nie zabijaly, tak?
    yy (12 sierpnia 2008)
  • całkowicie się z tym nie zgadzam, ale na dzień dzisiejszy nie ma sensu rozpoczynać wątku pt. analiza historii stanów zjednoczonych.
    mz (12 sierpnia 2008)
  • Wtrącę się na chwileczkę w sprawie ludobójstw związanych z USA. Trzeba zaznaczyć, że nie chodzi tylko o Indian, ale też dziesiątki (może setki, naprawdę nie pamiętam i nie mam pod ręką źródeł, gdzie to wyczytałem) milionów ludzi wybitych przez reżimy popierane przez USA (Indonezja, Wietnam, Chile i inne kraje Ameryki Śrd. i Płd, Saddam Hussein był popierany przez Amerykanów nawet w czasie rzezi Kurdów, stał się "zły" po odmowie współpracy gospodarczej). USA zawsze popierały lub same stwarzały kapitalistyczną opozycję podczas lewicowych przemian politycznych na świecie (nieważne, czy były komunistyczne, czy nie - były _lewicowe_). Stany zablokowały więcej posiedzeń ONZ niż ZSRR. I tak dalej.
    niezalogowany (12 sierpnia 2008)
  • > ALE! do tego żeby w ogóle tam startować w wyborach trzeba mieć masę kasy. nie ma szans, że wymyślę jakąś ideę a potem zorganizuję wokół siebie partię - partie są dwie i są zamkniętymi, skorumpowanymi i uzależnionymi od wielkiego kapitału instytucjami. > Tak ja się zasadniczo z tym zgadzam i też uważam, że jest to podstawowa ułomność demokracji amerykańskiej, ale popatrzmy na fakty. Czy od czasu ukształtowania się (po trupach) obecnych Stanów, USA podejmowało jakieś jednoznacznie nieuzasadnione, zbrodnicze interwencje? Ewentualnie incydenty. To znaczy, że odwołanie się do moralnej intuicji obywateli może być skutecznym instrumentem w walce o władzę. Po prostu gdyby USA rok temu zaczęli dajmy na to bombardowanie Meksyku, akceptowane przez wszystkich głównych kandydatów na prezydenta, i wyszedłby jakiś jeden gość z drugiego rzędu ze sprzeciwem, on natychmiast stałby się faworytem. Bez przesady, media nie są na tyle zależne od wielkich interesów tam, żeby zamilczeć wojnę. Co do koncepcji antyglobalistów i znanym motywie hollywoodzkim – USA rządzone przez wielkie korporacje – owszem, ale to już trwa i trwa a nic dramatycznego się nie dzieje, nie powstaje żadna struktura oligarchiczna czy bezrobocie. Zresztą to śliski temat, nie znam się na ekonomii, więc się nie wypowiadam, ale intuicyjnie wydaje mi się, że stałe bogacenie się tych najbogatszych jest efektem ubocznym liberalnej gospodarki i warto się z tym pogodzić by żyło się lepiej (wszystkim). > (aha, dla mnie McDonald's i tym podobne to nie są specjalnie "cywilizowane standardy" - jeśli to miałeś na myśli mówiąc o "oświecaniu" krajów, które USA napada w celu załatania dziur w budżecie i ratowania się z kryzysu gospodarczego. odsyłam do tekstów antyglobalistów o korporacjach, którzy całą tę dekonstrukcję mitu amerykańskiej "demokracji" chyba przeprowadzili dość przejrzyście i na bazie suchych dowodów jeszcze pod koniec zeszłego stulecia; "ja tu tylko sprzątam".) znaczy bardziej chodziło mi o nie wsadzanie ludzi do więzień za odmienne poglądy czy bycie w opozycji wobec rządu, a także w wielu przypadkach wyraźne podnoszenie stopy życia przeciętnego obywatela. na marginesie, czy mógłbyś polecić jakiś tytuł lub autora antyglobalsitycznego, który cię inspiruje? nie zaszkodzi przeczytać. > co do ludobójstwa - argument, że Indianie "sami" wymierali jest imho wątpliwy i naiwny. to nawet nie była "kolonizacja" Ameryki Północnej - było to wycięcie w pień prawowitych mieszkańców tego kontynentu i założenie (na bazie tamtejszych dóbr naturalnych, rękami siły roboczej murzynów i poprzez sprowadzanie zdolnych umysłów z całego globu) "wspaniałego" imperium demokracji, które wcale nawet nie jest dziś stricte demokratyczne (jak pisałem nieco wyżej). > No ja nie dyskutuję, że nie było ludobójstwa. Odnosiłem się tylko, bez związku z głównym wątkiem, do twojego stwierdzenia, że Indianie to większa ilościowo zbrodnia niż Hitler i Stalin razem wzięci. Po prostu chyba zasłyszałeś gdzieś błędne dane i chciałem je zweryfikować. I wskazałem też, że nie można policzyć ilu Indian Amerykanie wyrżnęli na zasadzie – w tym a tym roku było tylu mieszkańców, a teraz jest tylu. Bo trzeba wziąć pod uwagę mechanizmy biologiczne, „selekcję naturalną” w tym sensie, że jak się jakiemuś plemieniu odcięło bizony to te dzieci, które nie zostały w wyniku tego poczęte nie mogą iść na konto ofiar ludobójstwa. Poza tym jak wiesz w Ameryce Północnej nie działali jedynie Anglicy/Amerykanie. Reasumując, hipoteza, że Amerykanie mają więcej krwi na rękach niż wymienieni zbrodniarze jest bardzo wątpliwa. Zasadniczo oczywiście dwa miliony w jedną czy drugą niewiele zmieniają i ta dygresja jest rzeczywiście za długa, więc nie ma co ciągnąć. > jakoś nie potrafię. i drażni mnie, że polskie media są subiektywnie zakochane w tym kraju, traktując go z dziecinnych przyczyn (zakorzeniona nienawiść do Rosji + branie USA za "wybawicieli" z PRL - WTF!) jako "naszych". jacy "nasi"? skoro są tacy "dobrzy", to wręcz żądałbym odszkodowań za Jałtę, a nie jakieś negocjacje o tarczę. Trudno odczuwać do Amerykanów sympatię za Jałtę, ale uważasz, że nie wyrwanie Polski czy całej Europy Środkowo-Wschodniej z rąk Sowieckich wynikało po prostu ze złej woli Stanów i Churchilla i gdyby im się bardziej chciało to od 50 lat żylibyśmy w demokratycznym kraju? Mamy prawo żądać odszkodowania za Jałtę, ale niestety nie od USA tylko od Ruskich. A co według ciebie wybawiło nas od PRL? Czy Związek Radziecki zbankrutowałby równie szybko, gdyby nie konsekwentne osłabainie ich przez USA? Ludzi na tyle naiwnych by sądzić, że USA robiło to z myślą o naszym interesie nie znam. > a propos Osetii - dziś zaszło coś dziwnego. po południu Gruzja informowała cały świat, że Rosjanie zajęli Gori. zaś w tym samym momencie korespondent Trójki na żywo mówił, że nic się w Gori nie dzieje. jak to na wojnie obie strony uprawiają kłamliwą propagandę.
    mz (12 sierpnia 2008)
  • aha, wasze polemiki zmierzają w ciekawe rejony, panowie mz i borys d, przyjemnie sie to czyta, ale skończcie już może z tymi licytacjami na ofiary, bo żenua się z tego robi. jaki jest tego cel? co za różnica, czy 50 mln, czy 150? jedna śmierć to tragedia, milion to już tylko statystyka (czy jakoś tak) - to stalin jakby co
    ryba (12 sierpnia 2008)
  • prezydent gruzji jest postacią cokolwiek kontrowersyjną, nie zapominajmy o tym. to tak w temacie urywanych zdań
    ryba (12 sierpnia 2008)
  • ale Michał, zacznijmy od tego, że w ogóle przecież USA nie jest demokratycznym krajem w sensie demokracji "bezpośredniej": http://en.wikipedia.org/wiki/Representative_democracy "hail to the thief", kurde. oczywiście, ta odmiana miałaby sens, gdyby tymi przedstawicielami byli "najmądrzejsi" (koncepcja Sokratesa) - w celu uniknięcia populizmu dla mas, jak Samoobrony u nas lub Gombrowicz opowiadający o wyborach w Argentynie etc. ALE! do tego żeby w ogóle tam startować w wyborach trzeba mieć masę kasy. nie ma szans, że wymyślę jakąś ideę a potem zorganizuję wokół siebie partię - partie są dwie i są zamkniętymi, skorumpowanymi i uzależnionymi od wielkiego kapitału instytucjami. zatem ci przedstawiciele to w efekcie NAJBOGATSI. oni decydują o losach Stanów (i świata), szary obywatel może GÓWNO. super demokracja! to słowo zostało zszargane jeśli za punkt wyjścia uznać ateńską agorę, gdzie każdy może coś powiedzieć i przemówić społeczności do rozumu niezależnie od swojego stanu majątkowego. "wolność słowa" w teorii każdy posiada, ale do niczego to nie prowadzi, bo w praktyce duże kanały medialne są w rękach kapitału, więc jeśli jakieś info nie jest wygodne dla kapitału, to on blokuje i środkiem przekazu zostaje punkowy zine. ogólnie wszystkim rządzą korporacje, które mają w rękach te "realne instrumenty wyborów", o których wspominasz. Stany to FIKCJA. obawiam się że politolodzy przyznaliby mi rację. w przeciwieństwie do monarchii absolutnej, gdzie wprost powiedziane jest, że przeciętny obywatel może CHUJ zrobić, w Stanach dostrzegam rodzaj kamuflażu, który w rezultacie sprowadza się do tego samego, ale daje mieszkańcom wewnętrze poczucie "wolności" i swobody w zakresie nieistotnym - tych 99,9% spraw (nieograniczony dostęp do płyt, heh, i prawo do głośnego wykrzyczenia "George Bush to debil!" na ulicy). bo elity amerykańskie zrozumiały: po co się wysilać i kontrolować każdy sektor życia jak w ideologicznym państwie totalitarnym - zamiast tego damy ludziom namiastkę PEŁNEJ wolności, ale i tak nie będą mogli wpłynąć na nic w sprawach istotnych politycznie (gdzie głos mają tylko elity finansowe). tak więc pod tym względem Polska już jest bardziej demokratyczna niż USA - niezły paradoks, ale to są fakty. na tym polega fikcja amerykańskiej "demokracji", że decyduje pieniądz. (aha, dla mnie McDonald's i tym podobne to nie są specjalnie "cywilizowane standardy" - jeśli to miałeś na myśli mówiąc o "oświecaniu" krajów, które USA napada w celu załatania dziur w budżecie i ratowania się z kryzysu gospodarczego. odsyłam do tekstów antyglobalistów o korporacjach, którzy całą tę dekonstrukcję mitu amerykańskiej "demokracji" chyba przeprowadzili dość przejrzyście i na bazie suchych dowodów jeszcze pod koniec zeszłego stulecia; "ja tu tylko sprzątam".) anegdota o Emsim - ABSOLUT. normalnie "ja nie mam nic do Pana Bebe" (Wolniewicz) się kłania. co do ludobójstwa - argument, że Indianie "sami" wymierali jest imho wątpliwy i naiwny. to nawet nie była "kolonizacja" Ameryki Północnej - było to wycięcie w pień prawowitych mieszkańców tego kontynentu i założenie (na bazie tamtejszych dóbr naturalnych, rękami siły roboczej murzynów i poprzez sprowadzanie zdolnych umysłów z całego globu) "wspaniałego" imperium demokracji, które wcale nawet nie jest dziś stricte demokratyczne (jak pisałem nieco wyżej). zresztą w "what do you want me to say" te wyrzuty sumienia powracają - z pewnością nie dlatego, że (notabene prawicowiec) Travis Morrison uważa zniknięcie Indian z kontynentu północnoamerykańskiego za efekt "wydatnego malenia ich populacji". ja bym chciał kochać Stany ("Staaany Staaany / Fajowa jazda / Zjednoczony łopot flag" - LOL, tak szydził Muniek!), ale jakoś nie potrafię. i drażni mnie, że polskie media są subiektywnie zakochane w tym kraju, traktując go z dziecinnych przyczyn (zakorzeniona nienawiść do Rosji + branie USA za "wybawicieli" z PRL - WTF!) jako "naszych". jacy "nasi"? skoro są tacy "dobrzy", to wręcz żądałbym odszkodowań za Jałtę, a nie jakieś negocjacje o tarczę. * * * a propos Osetii - dziś zaszło coś dziwnego. po południu Gruzja informowała cały świat, że Rosjanie zajęli Gori. zaś w tym samym momencie korespondent Trójki na żywo mówił, że nic się w Gori nie dzieje. po chwili Rosja oficjalnie zaprzeczyła jakoby jej wojska zajęły Gori. a Reuters podał, że "w Gori nie ma śladu Rosjan". tu (nie bez powodu) nagle urwę wypowiedź, jak Kapuściński urywa swoje rozdziały, hehe.
    borys d (12 sierpnia 2008)
  • 1. oczywiście można ufać bezapelacyjnie w wolność słowa USA. ja nie ufam. a więc jeśli trzymamy się analogii USA / Polska - twierdzisz, że wolność słowa w Polsce jest na tyle ograniczona, że gdyby jakikolwiek rząd zdecydował się spacyfikować Rumunię to byłby w stanie tak to rozegrać propagandowo, że Polacy by im nie podziękowali w następnych wyborach? oczywiście, że nie mógłby. W krajach gdzie jest wolność słowa i demokracja, a głosowanie jest uczciwe, takich jednoznacznie zbrodniczych działań się nie podejmuje ze względu na realny instrument wyborów. 2. Rosja i Chiny są suma sumarum naturalnie "gorsze" od USA. w tym sensie to "jeden pies", a oblicze rzecz jasna - mają inne. będę się upierał, że to oblicze to jest to co się naprawdę tutaj najbardziej liczy i dlatego na przykład jest różnica między militarną interwencją rosji i USA. oba kraje robią to dla własnych interesów, ale ci pierwsi łapią wszystkich mieszkańców za mordę, a ci drudzy, jak już się zainstalują, starają się przynajmniej wprowadzać jakieś cywilizowane standardy albo wręcz wydobywają kraj z ruiny. przy okazji rozgrywania własncyh interesów oczywiście. niezauważanie żadnej różnicy wynika moim zdaniem z uprzedzeń. 3. współcześni Amerykanie wstydzą się niewolnictwa? Południowcy? to FAJNIE, cieszę się. dobrze wiedzieć. nie znam żadnych południowców, ale uznanie dla niewolnictwa jest tam chyba takie samo jak w Polsce (na meczu kiedyś jak Olisadebe znosili z boiska jakiś facet odnotował, że kiedyś to oni w polu orali, a teraz ich na noszach ewakuują, do czego to doszło) albo co najwyżej takie jak antysemityzm w polsce. czyli zupełny margines i dyskwalifikacja jeśli ktoś się przyzna publicznie. ale dlaczego ja tłumaczę znane fakty. > natomiast z Chinami sprawa jest o tyle skomplikowana, że właśnie te ich reformy od lat 80-tych odcinają się od postaci Mao. ledwo liznąłem tematu i już tyle wiem. ale gdyby oni się gospodarczo nie odcięli od Mao to byśmy o nich dzisiaj nie mówili więcej niż o Korei Północnej, to oczywiste. Kult Mao w Chinach funkcjonuje i ma się dobrze, a oficjalnie nie odcięto się od niego (wręcz przeciwnie) 4. próbowaliśmy z ojcem szukać w google konkretów odnośnie ilości wybitych indian w Amerykach. są to różne dane i nie ma nic potwierdzonego. niektóre źródła mówią o 100 mln żyjących na obu kontynentach amerykańskich przed Kolumbem. to są jakieś najbardziej hurraoptymistyczne źródła. w dodatku dotyczące obu Ameryk, a najwięcej było w Meksyku i Środkowej. > nawet gdyby ktoś wyjechał z precyzyjną informacją i okazałoby się, że Stalin przebił ludobójstwo w Ameryce Płn, to dla mnie ludobójstwo jest jakby kategorią, której nie mierzy się liczbami. ale wątpie żeby Stalin przebił. to niesłusznie wątpisz, gdzieś musiało ci wpaść jakieś nieprawdziwe info. jestem pewien, że Indian, za których śmierć odpowiadają Amerykanie było mniej niż ofiar reżimu stalinowskiego. Przy czym podawanie ile zmniejszyła się populacja Indian od 18 wieku jest też średnio precyzyjnym wyznacznikiem, bo po prostu ta populacja malała wydatnie z pokolenia na pokolenie - wymierała po prostu (jako konsekwencja podboju kontynetu przez USA oczywiście, ale nie na skutek ludobójstwa). Hitler swoich zbrodni dokonał na przestrzeni kilku lat. Ale oczywiście ludobójstwo jest ludobójstwem.
    mz (12 sierpnia 2008)
  • miło, że ktoś czeka. ja jeszcze będę pisywał, ale raczej nie o nowej muzie, bo nudno, nic się nie dzieje. –borys d, 11/8/2008 00:58 to jest zla strona dla mnie, bo sposrod calcyh tych glebokich dyskusji tylko z tym jednym malym zdaniem mam problem
    nienatematowy (11 sierpnia 2008)
  • janek b: >Żenujące jest to, jak bardzo władze rosyjskie używają >argumentów, które starały się zbijać w przypadku Kosowa. żenujące jest to, że polski rząd chociażby, który tak ochoczo uznawał niepodległość Kosowa teraz chce bronić integralności terytorialnej Gruzji. kiedy zaś zwracano uwagę na to, że uznanie Kosowa będzie precedensem (abstrahując już kompletnie od sporu komu ten region się należy bo to nie miejsce na tę dyskusję) reakcją były wypowiedzi Sikorskiego, że to nie będzie precedens, tylko wyjątek i BAGATELIZOWANIE, przynajmniej w oficjalnych wypowiedziach, zagrożenia z takim precedensem związanego. Nieistotne teraz, kto rozpoczął ten akurat konflikt i jakie moralne racje przyświecały Saakaszwilemu, gdy nań się decydował oraz niezależnie od tego, że inwazja Rosji wgłąb Gruzji (w przeciwieństwie do obiecywanego uprzednio zatrzymania się na Osetii Pd.) jest zbrodnicza, to, co liczy się z naszego punktu widzenia teraz, to obserwowana dziś reakcja polskiego rządu i prezydenta oraz jej ewentualne skutki. nie sądzę, aby W NAJBLIŻSZYM CZASIE istniało duże ryzyko konfliktu globalnego, ponieważ żaden z graczy nie jest gotowy do wojny (wybory w USA praktycznie paraliżują jakiekolwiek spektakularne kroki w polityce zagranicznej tego państwa) ale obawiam się o realne problemy w skali ekonomicznej i energetycznej jakie możemy napotkać JEŚLI nasze władze zdecydują się grać twardo, jeśli postawimy się w pozycji już nie przeciwnika, ale wroga Rosji. czy Polska jest na tyle stabilnym i bezpiecznym krajem, aby ryzykować w imię niejasnego dla większości obywateli konfliktu? szabelka, konik.. jak łatwo grać na emocjach w Polsce, podsycać uzasadnioną niechęć czy nienawiść do ZSRR (przenoszoną niejako automatycznie, choć bezrefleksyjnie na dzisiejszą Rosję). tak się polityki międzynarodowej nie prowadzi, a już na pewno nie z takim sąsiadem. upraszałbym również, by nie epatować zdaniami w rodzaju "widzieliście te zdjęcia zakrwawionych ludzi?" jako argumentami w sporze politycznym, ponieważ a) wpływają one na emocje i utrudniają osąd, b) a czego się spodziewać na wojnie? niestety, barbarzyństwo zabijania się w imię gospodarki, polityki i z tysiąca innych powodów to jest coś, czego ludzkość na drodze ewolucji nie umiała wyeliminować. to tak z oczywistości.
    pv (11 sierpnia 2008)
  • http://www.president.pl/x.node?id=479 po prawej stronie ramka z komunikatami zamieszczanymi przez gruzińskie władze. dużo szczegółów z frontu.
    ?? (11 sierpnia 2008)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)