INNE - FORUM

The Millennium

29 czerwca 2008

byli/nie było ich?

sic
  • >Kaleidoscope i ich "Tangerine Dream" < Genialne, na wysokosci Piper Down ,Tomorrow, Move kwintesencja brytyjskiej psychodeli, póznbiej jakoś się zmarnili. Obok solowego Axelroda warto wymienić dwie płyty które zasadniczo też są jego dziełem Electric Prunes -, Mass . i release - wszystkie piosenki są dziełem axelroda kóry również je zaarannżował i wspólprodukował - robią wrażenie tą dziwną quasikościelną atmosterą no i tymi pogłosami. Song Cycle - chyba jednak nie do końca oczywiste. produkcja wszystko ok - ale dla mnie jedna z najbardziej przekombinowanych przearanżowanych przeprodukowancyh płyt wszechczasów - co nie do końca jest jej wadą.
    brian (30 czerwca 2008)
  • kaleidoscope oczywiście świetne, ale kwestia psychodelii to jednak sprawa na zupełnie oddzielny wątek. za dużo tego w jednym miejscu. co do immediate to Duncan Browne jeszcze mi przychodzi do głowy. a z takich producenckich perełek to na przykład dwie pierwsze płyty Davida Axelroda, że o Song Cycle Van Dyke Parksa nie wspomnę bo to trochę zbyt oczywiste
    tygrysia maska (30 czerwca 2008)
  • odnośnie Sagittarius - czy jestem jedyną osobą, która woli "The Blue Marble" od "Present Tense"? a z cyklu zapomniane klasyki (oksymoron w ogóle), to warto jeszcze o Kaleidoscope i ich "Tangerine Dream" wspomnieć. ktoś coś ten, lizał?
    dżdżawka (29 czerwca 2008)
  • Mnie też do końca pierwsze Bee gees nie przekonuje podobnie jak oddesey ale płyty naprawdę są podobne. Wysokie harmonie melotrony jakiś klimat wojenny . o kurcze Would You Believe naprawdę miażdzy . A utwór Life is Short zbliża się do dokonań ze smile. przy okazji warto zauważyć ze płyta była ukrywana przez ponad 30 lat i ich 100 promocyjnych kopii było niezłym rarytasem. Zresztą warto prześledzić większosć płyt jakie nagrywali artysci dla wytwórni IMMEDIATE. Była to wytwórnia Andrew Loog Oldhama słynnego jako menadżera, odkrywce i producenta Rolling stones.nigdy nie krył swego uwielbienia dla Pet sounds i nawet promował je za swoją kase zupełnie nie mając w tym żadnego interesu, umieszczając wielkie plakty w czasopismach na których brzmiał napisach PET SOUND BEST ALBUM EVER... Poza tym nagrywał wielkie płyty small faces , nice czy pp. arnold - jej przeróbka god only knows naprawde daje do myślenia. Właśnie to uwielbienie dla dokonań briana wilsona i produkcji spectora sprawiło ze za wszelką cenę chciał nagrać brytyjskie pets ounds . najpierw z stonsami a pózniej jak się poróznili to nagrywał równiez nie opublikowaną przez 40 lat płyte Del Shannona - home and away - na marginesie - cudowną płyte - POLECAM ZDECYDOWANIE - to była następna próba zmierzenia się z geniuszem briana. następna do wolud you believe a pozatym stosy wspaniałych singli. Naprawde warto to odkryć wytwórnia IMMEDIATE!!!
    brian (29 czerwca 2008)
  • mnie akurat pierwsze Bee Gees kompletnie nie przekonuje, a na Would You Believe ostrze sobie zęby już jakiś czas, trzeba będzie sprawdzić skoro tak polecasz
    tygrysia maska (29 czerwca 2008)
  • myśle że nawet pierwsza płya Bee Gees z 1967 mało jej ustępuje a jak mało o niej się wspomina prawie wogóle. I jeszcze jedno - Odessey napewno nie zasługuje jak większosc krytyków sugeruje na bycie brytyjskim Pet sounds. Billy Nicholls wraz z Oldhamem i ich arycydzieło Would You Believe jest zdecydowanie bliższe prawdy.
    brian (29 czerwca 2008)
  • melodie no i napewno okładka jest jakby najwybitniejszym przykłądem pop artu końca lat 60-tych obok quicksilver happy trails. tak czy inaczej jeszcze raz napisze że płyte warto słuchać w wersji mono ten mix naprawde bardszo się różni od stereo - zresztą większosć płyt z lat 60-tych najlepiej słuchać w miksie mono . Wersje stereo są jakby bladym kserem. Zombies = Left Banke w US pozdrawiam
    brian (29 czerwca 2008)
  • mi się wydaje że przede wszystkim trafia na wszelkiego rodzaju podsumowania ze względu na niesamowicie nośne melodie na niej zawarte i to mi nie przeszkadza kompletnie. a że można pewnie długo wymieniać płyty z tego okresu które niczym jej nie ustępują, a może nawet przewyższają to już jakby inna sprawa.
    tygrysia maska (29 czerwca 2008)
  • tak tak zgadzam się tylko że często ta płyta jest poruszana w róznych podsumowanich lub wywiadach jako ta odkrywcza i nowatorska. Przecież te melotrony i harmonie to znaliśmy już wcześniej a inne pozycje brytejskie z tamtego okresu takie jak Village Green, SF Sorrow . Sell Out, The Beatles, Ogdens nut są jednak lepsze i zdecydowanie bardziej nowatorskie.
    brian (29 czerwca 2008)
  • na pewno nie wybitna w tym sensie że wyznaczała nowe trendy, tym nie mniej jest tam do prawdy kilka wybitnych kompozycji. a melancholijny i refleksyjny klimat odróżnia ją od większości psychodelicznego popu zdeydowanie in plus moim zdaniem.
    tygrysia maska (29 czerwca 2008)
  • A przy okazji musze poruszyć tu temat Oddesey and Oracle - tak to wspaniał płyta ale napewno nie wybitna. Jest naprawde duże wybitnijszych płyt z lat 60-tych. Jakoś nie pasuje mi ten smutny refleksyjny klimat tam panujący . Ale jak już to wersja mono bo stero jest maksymalnie zjebana.
    brian (29 czerwca 2008)
  • >prócz Boettcher'a, jacyś tacy mało rozpoznawalni ci muzycy < Możliwe że użycie supergrupa to nadużycie aczkolwiek była to napewno supergrupa na warunki stanu California. warto wymienić że Joey Stec - The Blues Magoos Lee Mallory i Salisbury - postaćie bardzo znane i cenione w LA Michael Fennelly - Crabby Appleton, Doug Rhodes- Music Machine no i Gary Usher - obok B.Wilsona Spectora T.Wilsona i Boettchera - najwspanialszy producent w historii muzyki pop. Sagittarius - to podobna historia co millennium - ARCYDZIEŁO - jedna z najwspanilaszych płyt ever. Z tym że millennnium to bardziej smile, natomiast sagittarius to pet sounds ( z wyjątkiem my world felt down - który został nagrany w wykorzystaniem próbek dźwiękowych Briana Wilsona przygotowanych do smile) Obie płyty zblizają się do tego co uzyskali w studiach Brian Wilson i Beatlesi na przełomie 1966/67. NO KURWA WSTYD NIE ZNAĆ NAPRAWDE !!!
    brian (29 czerwca 2008)
  • co do tandemu Boettcher Usher to warto też sięgnąć po ich poprzedni projekt Sagittarius. Millennium było mistrzostwem producenckim, była zresztą najdroższą płytą wyprodukowaną przez Columbia Records na owe czasy. breakbeatowa perkusja w prelude faktycznie miecie. zastanawia mnie tylko status supergrupy, no bo jakby nie patrzeć to może prócz Boettcher'a, jacyś tacy mało rozpoznawalni ci muzycy
    tygrysia maska (29 czerwca 2008)
  • Jest to zdecydowanie jedna z najważniejszych pozycji lat 60-tych. ARCYDZIEŁO !!!! Prawdopodobnie Jedyna muzyczna całość która zbliżyła się w sposób muzyczno treściowy do SMILE !! Supergrupa której głównym składnikiem i liderem był geniusz Curt Boettcher - wybitny autor piosenek ich wykonawca i niesamowity (chyba najbardziej odkrywczy)producent. Pierwsza produkcja na 16 ścieżek stereo które je wymyślił. Istnieje teoria, legenda że Curt Boettcher wraz z Usherem którzy są odpowiedzialni za to arcydzieło jako nieliczni znali i podebrali wiele pomysłów od Wilsona i jego Smile. KTO NIE ZNA NIE SŁYSZAŁ - to niech się nie przyznaje.
    brian (29 czerwca 2008)
  • jakoś w przyszłym miesiącu właśnie, ale ciężko dociec kiedy dokładnie. rozbraja mnie przejście z "Prelude" do "To Claudia on Thursday", kiedy trip-hopowa perkusja (lol) ustępuje miejsca basowi. no a potem "5 AM", wiadomo. i o ile dobrze słyszę, to Snaith wziął jeden z motywów na "Up in Flames" z millenniumowego "I'm With You".
    dżdżawka (29 czerwca 2008)
  • chyba nawet jakoś na dniach przypada czterdziestolecie wydania
    tygrysia maska (29 czerwca 2008)
  • chodzi ci o The Millennium? czemu miałoby ich nie być? całe "Begin" mocno daje radę nawet jak się je zestawi z różnymi zombiakami, które na nieszczęście Millennium, wydały w tym roku najlepsze płyty. co do "Beign", to do "The Island" jest fenomenalnie, potem po prostu bardzo dobrze.
    dżdżawka (29 czerwca 2008)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)