INNE - FORUM
A Wałęsa?!
20 czerwca 2008Ej angyole z Porcysa, śledzicie może sprawę Bolka?
Co kto myśli , i dlaczego? i czy w ogółe coś myśli.
Ja jestem za Wałęsą a Wy?
-
tja, teraz nic tylko czekac na kolejna nocna zmiane, ktora pokaze prawde o upadku rzadu olszewskiego.
grossvan (26 czerwca 2008) -
Spytałem się Lecha na gg i sam mi powiedział, a Wy tu dumacie nad niewiadomo czym, pfff. Kacpr 1:19:14 Lechu, jak jesteś Bolkiem to nie musisz tego wprost pisać... Umówmy się tak : jak jesteś Bolkiem to napisz po prostu 'Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus' a jak nie jesteś to napisz 'Lechu Kaczynski jestes taki przystojny' a ja będę wiedział o co chodzi, ok? No, dajesz! Walesa 1:19:16 Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus
kacpr (26 czerwca 2008) -
(główni aktorzy miało być)
mz (25 czerwca 2008) -
> CZ W Mówiłem o ważnych przemówieniach i dokonaniach z okresu PRL, a nie napisanym dla Wałęsy na wystąpienie w Kongresie w 90 roku. Jeśli pytam się co Wałęsa-realny człowiek zrobił, a ty mi wklejasz coś czego on nie napisał, tylko wygłosił to jest to właśnie mylenie symbolu z człowiekiem. Co do oświadczenia dotyczącego porozumien sierpniowych - rzeczywiście robi takie wrażenie? nic do tego nie mam, ale nie jest to jakieś wiekopomne chyba? Życiorys Wałęsy znam - jest opozycyjny. Ale nie zrozumieliśmy się - chodziło mi o dokonania, realne działania na które można wskazać na zasadzie - tak TU Wałęsa zrobił coś naprawdę wielkiego, inny by się na to nie zdobył. Zobacz sobie na inne życiorysy - Gwiazdy, Romaszewskiego. Ich dorobek jest na papierze znacznie bardziej imponujący, a przeciętny widz TVN nie rozumie nawet, że należy im się szacunek. Po prostu robienie z Lecha "ja pokonałem bezpiekie" Wałęsy świętej krowy jest nieuzasadnione. > luke dzięki za odświeżenie słynnej debaty, to była rzeczywiście dobra forma wałęsy, ale tak jak już pisałem wyżej - ja uważam, że druga połowa lat 80-tych aż do magdalenki/okrągłego stołu to był jego najlepszy czas. natomiast opinia Kuronia mnie nie przekonuje do końca, bo skoro taki geniusz z Wałęsy to dlaczego pół WZZ, a posługując się klasyczną argumentacją wałęsowców - bez WZZ nie byłoby Wałęsy, a więc gdyby nie Gwiazda nie pisałbyś teraz tych słów : ))) - dlaczego pół WZZ czuje się sfrustrowanych, zlekceważonych i skrzywdzonych. ja wiem to wszyscy "mali ludzie". tylko wałęsa jest wielki. (ale książki kuronia nie czytałem, sięgnę oczywiście) po drugie nie spodziewałem się, że dołączysz poziomem do komentatorów onetu. sprowadzanie każdej dyskusji o polityce ad kaczorum to demagogia. w dodatku zrobiłeś to słabo bo pomieszałeś irasiada z kontem u mamy i nie wiem o którego ci chodzi. o których to ludziach z siedemnastego rzędu mówisz, którzy twierdzą, że kompromis z 80 roku był szkodliwy? po nazwiskach, w końcu rozmawiamy o historii, nikt tu nikogo nie poda do sądu. ja znam kilka takich osób, ale są to raczej głównie aktorzy a nie osoby z dalszego rzędu. natomiast sugestia, że w gronie osób kwestionujących drogę wałęsy w latach 80-89 jest lech kaczyński jest najzwyczajniej w świecie kłamliwa - przez większą część tej dekady należał on do bliskich współpracowników wałęsy. i druga sugestia zawarta w tym zdaniu, że w czasie wydarzeń sierpniowych kaczyński sobie pisał w domku o leninie jest po prostu żenująca, zważywszy, że był on wtedy w stoczni i współtworzył porozumienia sierpniowe. jeśli w książce kuronia nie było o kaczyńskim to radzę sięgnąć też do innych źródeł, by mieć pełniejszy ogląd. bo gdyby napisał o wałęsie że w arłamowie łowił sobie rybki z sb-kami to byłbym bliżej prawdy niż twoje spostrzeżenia na temat LK :)
mz (25 czerwca 2008) -
oczywiście są tacy, którzy twierdzą, że ten consensus w ramach związku był w 1980 szkodliwy. dziś pierwsi na barykadach wówczas z reguły siedzieli w siedemnastym rzędzie. albo pisali dysertacje oparte na cytatach z Włodzimierza Iljicza.
luke (25 czerwca 2008) -
co oczywiscie nie usprawiedliwia bufonady, wynoszenia dokumentów, kłotliwosci i wielu fatalnych decyzji etc... ale tez badzmy uczciwi: - rządzenie ogromnym opozycyjnym zwiazkiem w totalitarnym państwie to samograj? to teoria o wiele bardziej groteskowa niz samochwalstwo Wałęsy. wystarczy przeczytac "Gwiedzny czas" Kuronia - bardzo krytycznego wobec Wałęsy - który przyznaje, ze utrzymanie równowagi miedzy radykałami a skrzydlem ugodowym wymagało geniuszu Lecha. pomijam, ze mierzenie skali cierpienia, poswiecenia, ryzyka troche nie na miejscu.
luke (25 czerwca 2008) -
mz- wiem ,ze fragment ponizej nijak sie ma do intelektu oraz emocjonalnej dojrzałosci i wnikliwosci obserwacji zycia codziennego Jarosława "Irasiad vel piwko&porno vel konto-u- mamy" Kaczynskiego. To jednak zwykły robol, a nie zoliborska elita. Ale moze warto sobie przypomniec: Miodowicz: „Minęły lata, panie Wałęsa, od kiedy pana ostatni raz widziałem w Nowej Hucie, i muszę powiedzieć, że patrząc na pana... to tak, jak w swoje lustrzane odbicie. Ja też straciłem trochę włosów, przysiwiałem, a widzę, że u pana, panie Wałęsa, wąs też jest taki przyprószony. Minęły lata, inna sytuacja, a troski pozostały te same. To są kłopoty dnia codziennego — brak leków, kolejki do sklepów, kolejki do autobusów i tramwajów; to jest niemożność wyrównania starego portfela (rent i emerytur); to jest sytuacja, kiedy nie możemy w produkcji ciągle ruszyć do przodu, ponieważ starzeją nam się maszyny; to jest sprawa naszego zadłużenia; to jest brak perspektyw dla młodzieży. Ważne jest, co zrobić, aby tego nie było. O ile jedynym sposobem miałoby być rozdzielanie załóg (poprzez wprowadzenie pluralizmu związkowego), to ja jestem temu wysoce przeciwny. Dramatyczne rozdzielenie załóg nastąpiło w wyniku strajków kwietniowo-majowych i sierpniowych: na tych, co strajkowali, i na tych, którzy byli temu przeciwni. Moim zdaniem, takie podziały są długoletnie i nie mogą prowadzić do konsolidacji. Druga kwestia, bardzo ważna — czy pluralizm związkowy rozwiąże wszystkie nasze problemy? Jestem przekonany, że nie. Powiada pan, panie Wałęsa, że nie ruszymy z miejsca bez pomocy finansowej Zachodu. I że tego wsparcia nie otrzymamy bez legalizacji „Solidarności". Być może, ale jaka wtedy będzie sytuacja? Zapewne otrzymamy wsparcie dopiero wtedy, gdy skoczymy sobie wzajemnie do gardeł, gdy powtórzymy lekcję z Libanu, gdy będziemy nie tylko najuboższym, ale i najbardziej niebezpiecznym państwem w Europie. To wsparcie starczy nam zresztą tylko na tyle, żeby stanąć na czworakach, nie wyżej. Dlatego też liczmy przede wszystkim na własne siły. Jesteśmy związkowcami, lecz nade wszystko Polakami. Jako bardzo przykre odbieram pańskie stwierdzenie, że jesteśmy żebrakami Europy. W licznych swoich wywiadach przedstawia pan wizję przebudowy polskiej ekonomii — że trzeba równości wszystkich sektorów (państwowego, spółdzielczego i prywatnego), że musi być wolny rynek, że należy skończyć z okowami rozdmuchanej biurokracji. Tak, to prawda, ale proszę wczytać się w propozycje OPZZ — myśmy rok temu wyszli z taką samą koncepcją, którą nazwaliśmy alternatywą gospodarczą. Czy ona jest już wprowadzona w życie? Nie, ale zapowiedzi obecnej ekipy rządowej każą z optymizmem patrzeć w przyszłość. Jeśli chodzi o wolny handel, to wydaje mi się, że na naszej kiepskiej sytuacji będą żerowały przede wszystkim setki tysięcy cwaniaków, którzy spekulują, którzy pośredniczą, a niczego nie wytwarzają”. Lech Wałęsa: „Dobry wieczór państwu. Cieszę się z naszego spotkania. Dziękuję tym, którzy nie zwątpili przez siedem lat. Można by tu rzeczywiście wyliczać różne mankamenty, trudności, kłopoty, można by się nawzajem obciążać, ale myślę, że nie czas na takie wyliczanki. Powiem tylko, że w 1980 i 1981 roku nie było zewnętrznych możliwości na przeprowadzenie reform, które proponowała „Solidarność". Breżniew żył o dwa lata za długo. Natomiast dzisiaj wydaje się, że są już możliwości, ale z nich nie korzystamy. Wciąż można odnieść wrażenie, że ratowane są resztki modelu stalinowskiego. Weźmy choćby nasze dzisiejsze spotkanie - pan mógł je zorganizować od razu, podczas gdy mnie odmawiano przez siedem lat. Niemniej ma pan rację, że obecnie powinniśmy spróbować się zbliżyć, a nie kłócić. „Solidarność" jest gotowa do wielkich kompromisów, ale przy zrewidowaniu spraw podstawowych. Przecież to nie przypadek, że podobne perypetie mają wszystkie kraje bloku wschodniego Monopol polityczny, monopol związkowy, monopol ekonomiczny... - trzeba to wreszcie rozbić. Pan mówi, że nie czas obecnie na robienie pluralizmu, bo są sprawy fundamentalne, a ja twierdzę, że spraw fundamentalnych nie załatwimy bez uprzedniego wprowadzenia pluralizmu! Na świecie pluralizm udowodnił swą rację bytu. Właśnie niechęć do pluralizmu uniemożliwia ciągle dojście do Okrągłego Stołu, dlatego nie dyskutujmy, czy potrzebna jest „Solidarność", tylko jak ją ponownie uruchomić”. -A. Miodowicz — Społeczeństwo nasze potrzebuje spokoju, a nie haseł w rodzaju „nie ma wolności bez »Solidarności«". W Polsce jest coraz więcej wolności, o czym świadczy choćby nasze spotkanie. Natomiast zgadzam się, że nadeszły obecnie warunki do dalszych poważnych zmian w kraju. L. Wałęsa — Cieszę się, że dostrzega pan te warunki, bo myślę, że historia strasznie nas podsumuje, jeśli tego nie wykorzystamy, jeśli będziemy rządzić na zasadzie rozdawania przywilejów. Potrzeba zdrowych, zabezpieczonych prawem mechanizmów. Zorganizujmy spotkanie fachowców reprezentujących obie strony i niech dyskutują przez pięć — sześć tygodni, aż dojdą do konstruktywnych ustaleń. Takie posiedzenia mogłyby być relacjonowane na żywo przez telewizję. Powtarzam, że trzeba się szybko zabrać za rzeczy generalne. A. Miodowicz — Oczywiście, ja także uważam, że powinniśmy kontynuować nasz dialog, chociaż przyznaję, że nie angażowałem się dotąd w ideę Okrągłego Stołu. Co prawda, stołu już nie ma, ale zawsze można go zmontować. Naszym sukcesem jest to, że usiedliśmy tutaj bez warunków wstępnych, natomiast kontynuację proponuję w ramach Okrągłego Stołu. L. Wałęsa — Proszę pana, ja nie mam czasu ani ochoty oszukiwać społeczeństwa, że coś się dzieje, skoro nie dzieje się nic. Weźmy dla przykładu Fundację Rolniczą Kościoła, z którą przez pięć lat prowadzono bałamutne rozmowy — oczywiście bez żadnych rezultatów! W związku z tym moja propozycja jest następująca: najpierw żmudne ustalenia fachowców, a potem daleko idące reformy. Okrągły Stół ma szansę przynieść rozwiązania na miarę epoki, w której żyjemy. Dość pozorów, dość haseł, dość niszczenia. Z kraju ucieka nam wykształcona młodzież — to jest skandal! Polacy nie są gorszym czy mniej zdolnym narodem od innych, ale za długo byli źle rządzeni. Brak pluralizmu to stalinizm. Będę walczył o „Solidarność", bo ona jest potrzebna Polsce. Możemy wspólnie doprowadzić do tego, że pusty dzisiaj Okrągły Stół będzie z czasem suto zastawiony. A. Młodowicz — Czy pluralizm związkowy jest jedynym rozwiązaniem na wszystkie polskie kłopoty? Trzeba widzieć także szansę w partii, w której zachodzą i będą zachodziły znaczące przemiany. Ale największa szansa, o czym pan wspomniał, to oczywiście szare komórki naszej inteligencji, która nie jest w pełni wykorzystana. L. Wałęsa — Kiedy mówię o pluralizmie, mam na myśli trzy dziedziny: ekonomię, związki zawodowe i politykę. Co do tego musimy się porozumieć, bo te ideały wcześniej czy później zwyciężą. Jedna organizacja nigdy nie będzie miała patentu na wszechwiedzę, każąc w dodatku innym klęczeć. Dlatego wywalczymy pluralizm — czy to się panu podoba, czy nie. A. Miodowicz — Panie Wałęsa, ja rozumiem, że każdy z nas chce pozostać przy swoich argumentach. L. Wałęsa — Proszę pana, pan powinien pomagać w doprowadzeniu do wolności zrzeszania się, a nie blokować. Jeśli pan naprawdę dobrze życzy Polsce. A. Miodowicz — Ale pan rozumie, że przy bardzo impulsywnym charakterze Polaków różnorodność musi być w jedności. Bo inaczej się rozwałkujemy, rozczłonkujemy. L. Wałęsa — Nie uszczęśliwiajmy ludzi na siłę. Dajmy im wolność, a przestaniemy dreptać w miejscu. Niech pan spojrzy na Węgrów, jak daleko poszli do przodu. A. Miodowicz — Czy pan u nas nie widzi istotnych zmian strukturalnych w stronę demokracji? L. Wałęsa — Widzę, że posuwamy się na piechotę, gdy inni odjeżdżają samochodami A. Miodowicz — Niebawem i my wsiądziemy w te samochody. L. Wałęsa — Trzymam pana za słowo. Tylko mam nadzieję, że zabierzemy ze sobą ludzi, bo działamy przede wszystkim dla nich. A. Miodowicz — Tak. No to dziękujemy bardzo telewidzom i życzymy dobrej nocy L. Wałęsa — Dziękuję bardzo.
luke (25 czerwca 2008) -
>>>MZ >nie dostarczył żadnych wiekopomnych przemówień ??? Oświadczenie Lecha Wałęsy podczas podpisywania porozumień sierpniowych (1980): Panie premierze! Cieszymy się, że nasze rozmowy, trudne na początku, przebiegały później w duchu coraz lepszego zrozumienia, poszukiwania najlepszego wyjścia z tej trudnej sytuacji w kraju. Mogę z zadowoleniem powiedzieć, że nasz spór zakończyliśmy bez użycia siły, drogą rozmów i przekonywań. Pokazaliśmy, że Polacy jak chcą, mogą ze sobą zawsze porozumieć się. Jest to więc sukces obu stron. Będziemy o tym pamiętali. Liczymy, że to, co zostało podpisane, będzie dokładnie i w pełni przestrzegane. Jestem pewny, że to dobrze jest dla kraju. A teraz chcę zwrócić się do wszystkich, którzy mnie słuchali. Kochani! Wracamy do pracy 1 września. Wszyscy wiemy, co ten dzień nam przypomina, o czym w tym dniu myślimy - o Ojczyźnie, o sprawie narodowej, o wspólnych interesach rodziny, która nazywa się Polska. Mieliśmy o tym wiele... Myśleliśmy o tym wiele w czasie naszego strajku. Właśnie o tym myślimy kończąc ten strajk. Czy osiągnęliśmy wszystko to, co chcieliśmy, co pragniemy, o czym marzymy? Zawsze mówię szczerze i otwarcie to, co myślę, to i teraz powiem szczerze: nie wszystko, ale wszyscy wiemy, że uzyskaliśmy bardzo wiele. Ufajcie mi, że przez cały czas... Ufaliście mi przez cały czas, a więc wierzcie mi w to, co powiem: uzyskaliśmy wszystko, co w obecnej sytuacji mogliśmy uzyskać. Resztę też uzyskamy, bo mamy rzecz najważniejszą: nasze niezależne, samorządne związki zawodowe. To jest nasza gwarancja na przyszłość! Walczyliśmy nie tylko dla siebie, dla własnych interesów, ale dla całego kraju. Wszyscy wiecie, jak wielka była solidarność ludzi pracy całego kraju z naszą walką. W imieniu wszystkich załóg strajkujących chcę powiedzieć tym wszystkim, którzy nas poparli: walczyliśmy razem, walczyliśmy także dla was, bo przecież walczyliśmy... wywalczyliśmy prawo do strajku, uzyskaliśmy pewne gwarancje obywatelskie, a co najważniejsze - wywalczyliśmy prawo do niezależnych związków zawodowych. Wszyscy pracujący mają zagwarantowane prawo do dobrowolnego zreszania się w związki zawodowe. A więc prawo do niezależnych, samorządnych związków. A teraz z taka samą solidarnością i rozwagą jak strajkowaliśmy, pójdziemy do pracy. Od jutra rozpoczyna się życie naszego... naszych nowych związków zawodowych. Dbajmy o to, aby pozostało ono... one zawsze niezależne i zawsze samorządne, pracujące dla nas wszystkich, dla dobra kraju, dla Polski. Ogłaszam strajk za zakończony. Przemówienie Lecha Wałęsy w Kongresie USA 15 listopada 1989: My naród! Oto słowa, od których chcę zacząć moje przemówienie. Nikomu na tej sali nie muszę przypominać, skąd one pochodzą[1], nie muszę też przypominać, że ja, elektryk z Gdańska, też mam prawo się nimi posługiwać. My naród! Stoję przed Wami jako trzeci w historii cudzoziemiec, nie piastujący żadnych wielkich funkcji państwowych, którego zaproszono, aby przemówił przed połączonymi Izbami Kongresu Stanów Zjednoczonych. Tego Kongresu, który dla wielu uciśnionych i pozbawionych swoich praw ludzi na świecie wydaje się być światłem wolności i ostoją praw człowieka. Stoję przed Wami, by w imieniu swojego narodu mówić do Ameryki, do obywateli państwa i kontynentu, u którego wrót stoi słynna Statua Wolności. Jest to dla mnie zaszczyt tak wielki, chwila tak podniosła, że trudno mi to z czymkolwiek porównać. Pojęcie Stanów Zjednoczonych kojarzy się ludziom w Polsce z wolnością i demokracją, ze wspaniałomyślnością i ofiarnością, z ludzką przyjaźnią i przyjaznym człowieczeństwem. Wiem, że nie wszędzie Ameryka tak jest postrzegana. Ja mówię o tym, jaki jest obraz w Polsce, obraz ten został utrwalony przez liczne dobre doświadczenia historyczne, a jest sprawą znaną, że Polacy odpłacają za serce sercem. Świat pamiętał o wspaniałej zasadzie amerykańskiej demokracji, o rządach ludu, przez lud i dla ludów. Pamiętam też o niej ja, robotnik z gdańskiej stoczni, który całe swe życie wraz z innymi członkami Ruchu „Solidarności”, poświęcił dla tej właśnie zasady rządów ludu, przez lud i dla ludów. Przeciw przywilejom i monopolowi, przeciw łamaniu prawa, przeciw deptaniu ludzkiej godności, przeciw pogardzie i niesprawiedliwości. Takie właśnie, przypominające Abrahama Lincolna i ojców założycieli Republiki Amerykańskiej, przypominające też fundamenty i ideały amerykańskiej Deklaracji Niepodległości i amerykańskiej Konstytucji, są zasady i wartości, jakimi kieruje się wielki ruch polskiej Solidarności, ruch skuteczny. Wiem, że Amerykanie są ludźmi zarazem idealistycznymi, ale i praktycznymi, ludźmi zdrowego rozsądku i logicznego działania. Łączą te cechy z wiarą w ostateczne zwycięstwo dobra, ale wolą skuteczną pracę od wygłaszania przemówień. Bardzo dobrze ich rozumiem. Ja też nie kocham się w przemówieniach, wolę fakty i pracę, cenię skuteczność. Panie i Panowie! Oto fakt podstawowy i najważniejszy. Chcę tu powiedzieć, że zrodzony przez naród polski ruch społeczny o pięknej nazwie „Solidarność” jest ruchem skutecznym. Jego walka przyniosła po długich latach owoce, które dzisiaj każdy może sam na własne oczy zobaczyć. Wskazała ona kierunek i sposób działania, które obecnie mają wpływ na miliony ludzi mówiących różnymi językami. Naruszyła monopole, a wiele z nich przełamała, otworzyła zupełnie nowe horyzonty, a przecież i to trzeba z całą mocą podkreślić, była to walka prowadzona przy całkowitym wyrzeczeniu się przemocy. Wtrącono nas do więzień, wyrzucono z pracy, czasem zabijano, a my nigdy nikogo nie uderzyliśmy, niczego nie zburzyliśmy, nie wybiliśmy nawet jednej szyby, ale byliśmy uparci, bardzo uparci, gotowi do poświęceń, zdolni do ofiar, wiedzieliśmy, czego chcemy i nasza siła okazała się większa. Ruch o nazwie „Solidarność” dlatego uzyskał masowe poparcie, dlatego odniósł sukcesy, że zawsze i w każdej sprawie opowiadał się za rozwiązaniami lepszymi, bardziej ludzkimi, godniejszymi, a przeciw brutalności i nienawiści. Był to zarazem ruch konsekwentny, uparty, nigdy nie rezygnujący. Właśnie dlatego po tylu ciężkich latach, w których było tak wiele tragicznych momentów dzisiaj odnosi sukcesy i wskazuje drogę milionom ludzi w Polsce i w innych krajach. Panie i Panowie! Dziesięć lat temu w sierpniu roku 1980 rozpoczął się w gdańskiej stoczni słynny strajk, który doprowadził do powstania pierwszego w krajach komunistycznych niezależnego związku zawodowego, który wkrótce stał się wielkim ruchem społecznym popieranym przez naród polski. Byłem wtedy o dziesięć lat młodszy, byłem nikomu poza kolegami w stoczni nieznany, byłem też trochę szczuplejszy. Miało, przyznam, to znaczenie. Otóż, wyrzucony wtedy z pracy za wcześniejsze próby zorganizowania robotników do walki o ich prawa przeskoczyłem płot i wróciłem do stoczni. Tak to się zaczęło. Kiedy myślę o drodze, jaką przeszliśmy, często wspominam, jak przeskakiwałem przez ten płot. Teraz inni przeskakują płoty i burzą mury, czynią tak, bo wolność jest prawem człowieka. Jest też druga myśl, która nachodzi mnie, kiedy patrzę na tę drogę, jaka jest już za nami. Wtedy na początku z różnych stron świata odzywały się głosy przestrzegające nas, pouczające, nawet potępiające. Mówiono: „Czego się tym, Polakom zachciewa, oni są szaleńcami, narażają na szwank pokój światowy i stabilizację europejską, powinni być cicho i nikogo nie denerwować”. Wynikało z tych głosów, że wszystkie inne narody mają prawo do życia w dobrobycie i pomyślności, mają prawo do demokracji i swobody, tylko Polacy powinni z tych praw zrezygnować, by nie zakłócać innym spokoju. Przed II wojną światową było na zachodzie niemało ludzi, którzy pytali dlaczego mamy umierać za Gdańsk, czy nie lepiej zostać w domu, ale wojna sama przyszła do nich z wizytą. Trzeba było umierać za Paryż, za Londyn, za Hawaje, teraz też wielu mówiło: „znowu ten Gdańsk chce nam zakłócić nasz spokój”. Jednak to, co teraz zaczęło się w Gdańsku ma inne znaczenie, to jest początek ery lepszego, nowego, demokratycznego świata. Teraz nie chodzi o to, by umierać za Gdańsk, ale po to, by dla niego żyć. Dziś patrząc na to, co się wokół nas dzieje możemy z całą stanowczością powiedzieć: polska droga walki o ludzkie prawa, walka bez użycia przemocy, polski upór i konsekwencja na drodze do pluralizmu i demokracji, wskazują dziś wielu ludziom, a nawet narodom sposób uniknięcia największych niebezpieczeństw. Jeżeli dzisiaj coś grozi stabilizacji europejskiej, to nie jest to Polska. Stosowana przez Polaków droga przemian bardzo głębokich, ale pokojowych, ewolucyjnych negocjowanych przez wszystkie strony pozwala na uniknięcie największych niebezpieczeństw i może być wzorem dla wielu innych regionów. Wiadomo, że nie wszędzie zmiany przebiegają w sposób równie pokojowy. Spokojnie i w sposób rozważny licząc się z niebezpieczeństwami, ale nie rezygnując z tego co słuszne i niezbędne Polacy torują powoli drogę historyczną przemianą. Na tej drodze znajdują się razem z nami, choć w różnych stadiach zaawansowania również inni: Węgrzy, Rosjanie, Ukraińcy i mieszkańcy krajów bałtyckich, Ormianie i Gruzini, a ostatnio wkroczyły na nią również wschodnie Niemcy. Z pewnością wkroczą na tę drogę również pozostali, ponieważ nie ma innego wyboru. Dziś jakikolwiek myślący człowiek rozumie, co się na świecie dzieje, ale może jeszcze powiedzieć, żeby lepiej Polacy siedzieli cicho, bo narażają na niebezpieczeństwo pokój świata. Czy nie jest raczej tak, że Polacy robią dla zachowania i utrwalenia pokoju więcej niż wielu pośród tych zaślepionych doradców. Czy nie jest tak, że stabilizacji i pokojowi częściej grożą te państwa, które nie zdobyły się dotąd na dalekosiężne i wszechstronne reformy i które starają się za wszelką cenę wbrew własnym społeczeństwom uratować stary i skompromitowany sposób rządzenia. Inaczej jest w Polsce, trzeba to widzieć, że dziś znajdujemy się w tym dziele z wyrozumienia naszego wschodniego sąsiada i jego przywódcy Michaiła Gorbaczowa. To zrozumienie, które tam znajdujemy tworzy podstawę do nowego, o wiele lepszego niż dotąd ułożenia stosunków między Polską i ZSRR. Takie zaś lepsze ułożenie wzajemnych stosunków będzie również działało na rzecz stabilizacji pokoju w Europie, usunie dawne nikomu nie potrzebne napięcia. Polacy mają za sobą długą i trudną historię i nikt nie jest tak jak my zainteresowani w pokojowym współżyciu i przyjaźni ze wszystkimi narodami i państwami, a szczególnie właśnie ze Związkiem Radzieckim. Uważamy, że teraz dopiero powstają właściwe i korzystne warunki dla takiego dobrego współżycia i przyjaźni. Polska wznosi dziś ważny wkład do lepszej przyszłości Europy, do europejskiego pojednania, w tym również do tak ważnego pojednania polsko-niemieckiego, do przezwyciężania dawnych podziałów i umocnienia praw człowieka na naszym kontynencie. Wszystko to jednak nie przychodzi łatwo. Podczas II wojny światowej Polska była pierwszym krajem, który padł ofiarą agresji, poniosła największe straty w ludziach i majątku narodowym, walczyła najdłużej i przez cały czas była ofiarnym członkiem koalicji. Jej żołnierze uczestniczyli w bojach na wszystkich frontach jakie tylko istniały. W roku 1945 teoretycznie znaleźliśmy się wśród zwycięzców, ale teoria miała mało wspólnego z praktyką. W rzeczywistości, przy milczącej zgodzie sojuszników, zostały narzucone nieznane polskim tradycjom, nieakceptowane przez naród: obcy system rządów, obcy system gospodarowania, obce prawa, obca filozofia stosunków społecznych. Legalny i uznawany przez naród rząd polski, który przez cały czas wojny kierował walką całego społeczeństwa został potępiony, a wierni mu ludzie poddani najostrzejszym represjom. Wielu zamordowano, tysiące zginęło gdzieś na Wschodzie czy Północy. Takim samym represjom poddano walczących przeciw hitleryzmowi żołnierzy armii podziemnej. Ich szczątki znajdujemy dopiero teraz w bezimiennych grobach rozsianych po lasach. Potem przystąpiono do prześladowania wszystkich, którzy zachowali niezależne myślenie. Wszelkie zobowiązania podjęte uroczyście w Jałcie, a dotyczące wolnych wyborów w Polsce zostały złamane. Była to druga po roku 1939 wielka katastrofa narodowa. Kiedy inne narody radośnie świętowały zwycięstwo, Polska ponownie pogrążyła się w żałobie. Świadomość tej tragedii była szczególnie gorzka, ponieważ Polacy wiedzieli, że zostali porzuceni przez sojuszników. U wielu ludzi pamięć o tym trwa jeszcze nadal. Mimo to Polacy przystąpili do odbudowy zniszczonego kraju i w pierwszych latach osiągnęli w tym dziele duże sukcesy. Ale wkrótce wprowadzono system gospodarczy, w którym indywidualna przedsiębiorczość przestała istnieć, a całość gospodarki znalazła się w rękach państwa, rządzonych przez ludzi, których społeczeństwo nie wybierało. Stalin zakazał Polsce skorzystania z planu Marshalla, z którego w zachodniej Europie korzystali wszyscy, włącznie z krajami, które przegrały wojnę. Warto przypomnieć o tym wielkim planie amerykańskim, który wspomógł Europę Zachodnią w obronie wolności i pokojowego ładu. Teraz właśnie nastała pora, kiedy wschodnia Europa oczekuje takiej inwestycji w wolność, w demokrację i pokój na miarę wielkości narodu amerykańskiego. Polacy przeszli długą drogę. Warto, aby Ci wszyscy, którzy zabierają głos na temat Polski, którzy często nas krytykują, pamiętali, że to, co Polska osiągnęła, zostało wywalczone własnym wysiłkiem, własnym uporem, własną nieugiętością. Wszystko to zostało osiągnięte dzięki niezachwianej wierze naszego narodu w godność człowieka i w to, co się określa jako wartości kultury i cywilizacji Zachodu. Nasz naród dobrze wie, jaka jest tego cena. Panie i Panowie! Przez pięćdziesiąt ostatnich lat naród polski toczył trudną i ciężką bitwę. Najpierw, aby obronić swoje istnienie biologiczne, później, by ocalić swoją tożsamość narodową. I w jednym i w drugim przypadku polska determinacja została uwieńczona sukcesem. Dziś Polska powraca do rodziny krajów demokratycznych i pluralistycznych, do kręgu wartości religijnych i europejskich. Polska na dziś ma pierwszy od półwiecza rząd nie komunistyczny, rząd niezależny i popierany przez społeczeństwo. Długie trwanie obcego systemu politycznego oraz sprzecznego z racjami i zdrowym rozsądkiem sposobu gospodarowania, połączone z tępieniem niezależnej myśli i lekceważeniem interesów narodowych albo działanie wbrew tym interesom doprowadziły polską gospodarkę do ruiny i na skraj ostatecznej katastrofy. Pierwszy od pięćdziesięciu lat rząd wyłoniony przez naród i jemu służący otrzymał w spadku, po dotychczasowych władcach ogromne długi przez nich zaciągnięte i zmarnowane, otrzymał gospodarkę zorganizowaną w taki sposób, że nie potrafi ona zaspokoić podstawowych potrzeb. Odziedziczona przez nas po pięciu dekadach rządów komunistycznych gospodarka musi być całkowicie przebudowana. Wymaga to cierpliwości i wielkich poświęceń, wymaga czasu i środków. Sytuacja polskiej gospodarki nie jest przypadkiem ani specyficzną polską dolegliwością. Wszystkie kraje bloku wschodniego są dzisiaj w stanie bankructwa. Komunistyczny sposób gospodarowania nie zdał egzaminu w żadnej części świata. Rezultatem jest masowa ucieczka z tych krajów morzem i lądem, łodziami i samolotami, wpław i na piechotę. Jest to masowe zjawisko znane w Europie, w Azji, w Środkowej Ameryce, ale Polska weszła w sposób nieodwracalny na nową drogę. Słyszy się czasem, że ludzie w Polsce nie chcą dobrze pracować, ale nawet ci, którzy tak mówią wiedzą, że Polacy pracują dobrze i skutecznie wszędzie tam, gdzie widzą sens i pożytek z tej pracy płynący. Ludzie pracy w Polsce też umieją dobrze liczyć, dziś w kraju pracują oni w o wiele gorszych warunkach i w sumie znacznie ciężej, a także za o wiele mniejszą płacę niż ludzie za granicą. System gospodarczy, który ich otacza jest absurdalny, a co gorsze od dawna, co kilka lub kilkanaście lat, następował w kraju kolejny kryzys, kolejne załamanie, po którym okazywało się, że dotychczasowe wysiłki zostały zmarnowane. Pokażcie mi ludzi, którzy przez dziesięciolecia dobrze by pracowali w takim systemie, czy oni też nie ulegliby zwątpieniu. Ten system musi być zmieniony i to właśnie Polacy wzięli na swoje barki. Nie prosimy o żadne datki ani filantropię, pragniemy natomiast, aby nasz kraj był traktowany jako partner i przyjaciel. Chcemy współpracy na dobrych i korzystnych warunkach. Chcemy, aby Amerykanie przyszli do nas z propozycjami współpracy korzystnej dla obu stron. Uważamy, że dopomożecie demokracji i wolności w Polsce i w całej Europie Wschodniej. Jest to najlepsza inwestycja w przyszłość i pokój, lepsza niż czołgi, okręty i samoloty. Polska zrobiła już bardzo wiele, by przełamać istniejące w Europie podziały, by stworzyć nowe i bardziej optymistyczne perspektywy. Polska robi to przy życzliwym zainteresowaniu Zachodu, za co dziękujemy. Oczekujemy, że teraz będzie rósł współudział Zachodu w tych przemianach. Usłyszeliśmy już wiele pięknych słów zachęty. To dobrze, ale jako robotnik i człowiek konkretnej pracy powiem, że podaż słów na świecie jest wielka, ale popyt na nie maleje. Decyzja Kongresu Stanów Zjednoczonych o pomocy gospodarczej dla mojego kraju otwiera nową drogę. Za tę wspaniałą decyzję dziękuję Wam bardzo gorąco. Przyrzekam Wam, że ta pomoc nie zostanie zmarnowana i nigdy o niej nie zapomnimy. Zwracam się słowami wdzięczności do zwykłych obywateli, to oni wspierali nas w trudnym okresie stanu wojennego i prześladowań, oni słali nam pomoc, oni protestowali przeciwko przemocy. Dziś, kiedy z tak znakomitego miejsca mogę swobodnie mówić do całego świata im przede wszystkim gorąco za to dziękuję. To dzięki nim słowo „Solidarność” przekroczyło granice i ogarnęło świat, a ludzie „Solidarności” nigdy nie byli samotni. Wśród tych, którzy otworzyli międzyludzki solidarny łańcuch było wielu Amerykanów, z instytucji i fundacji, które działały na rzecz wolności i demokracji, i wszystkich tych, którzy wspierali nas w najtrudniejszych chwilach. Istnieją oni we wszystkich stanach, w małych i dużych miejscowościach Waszego wielkiego kraju. Dziękuję tym wszystkim, którzy przez słowo drukowane upowszechniali prawdę. Pragnę też podziękować i pozdrowić Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy utrzymują łączność ze swoją dawna ojczyzną. Z całego serca dziękuję Prezydentowi Stanów Zjednoczonych i jego rządowi za zaangażowanie w sprawy mojego kraju. Nigdy nie zapomnę wiceprezydenta Georga Busha przemawiającego w Warszawie przed grobem męczennika polskiej sprawy księdza Jerzego Popiełuszki, nigdy nie zapomnę prezydenta Georga Busha przemawiającego w Gdańsku przed pomnikiem Poległych Stoczniowców, to właśnie stamtąd Prezydent Stanów Zjednoczonych kierował posłanie do Polski, Europy, do świata. Papież Jan Paweł II powiedział: „Wolności nie można tylko posiadać i używać, trzeba ją zdobywać, trzeba budować z niej życie zarówno osobiste, jak i społeczne. Myślę, że jest to nauka ważna i w Polsce i w Ameryce. Pragnę, żeby wszyscy wiedzieli i pamiętali, że ideały które legły u podstaw tej wspaniałej Republiki Amerykańskiej i które trwają w niej do dziś żyją również w dalekiej Polsce. Przez długie lata próbowano odciągnąć ją od ideałów, Polska nigdy się z tym nie pogodziła i dziś sięga po wolność, która jej się sprawiedliwie należy. Wraz z Polską tą drogą idą inne narody Europy Wschodniej. Runął już mur, który był granicą wolności. Mam nadzieję, że narody świata już nigdy nie pozwolą na budowę takich murów. >nie znane są mi jego jakieś wielkie osiągnięcia ??? Działalność opozycyjna w PRL Od grudnia 1965 do 1967 pracował w Zakładach ZREMB-u. W latach 1967-1976 był pracownikiem, jako elektryk okrętowy, Stoczni Gdańskiej im. Lenina. W 1970 był członkiem Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej. Po zakończeniu strajku aresztowany i skazany na rok więzienia. W 1971 powrócił do pracy w Stoczni, został czasowo członkiem egzekutywy legalnego związku zawodowego, ale kilka miesięcy później został usunięty z tego stanowiska za "pieniactwo". W 1976 został wyrzucony z pracy z "wilczym biletem" za próbę zorganizowania obchodów rocznicy śmierci zabitych w 1970 roku robotników Stoczni. Dwa lata później włączył się do działalności Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Powrócił do pracy w 1980. Porozumienia sierpniowe i NSZZ Solidarność W sierpniu 1980 był jednym z organizatorów i przywódców strajku w Stoczni Gdańskiej. Po uzyskaniu ustępstw ekonomicznych rozwiązał strajk, a po zawróceniu rozchodzących się Stoczniowców przez Alinę Pieńkowską (i innych) i postawieniu postulatów politycznych kontynuował strajk stając na czele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego utworzonego z przybywających do Stoczni delegacji strajkujących zakładów z całej Polski, który po podpisaniu porozumienia z delegacją rządową pod przewodnictwem Mieczysława Jagielskiego przekształcił się w Tymczasowy Komitet Koordynacyjny NSZZ "Solidarność", a ta po rejestracji związku w sądzie przekształciła się w Krajową Komisję Wykonawczą. 17 września 1980 został wybrany przewodniczącym Krajowej Komisji Porozumiewawczej. W kwietniu 1981 na zjeździe delegatów NSZZ Solidarność został wybrany formalnie przewodniczącym Solidarności oraz Krajowej Komisji Porozumiewawczej (1980-1981), której zadaniem było utrzymywanie negocjacji z rządem. Internowanie i inwigilacja W grudniu 1981 był internowany w Chylicach, Otwocku i Arłamowie, został zwolniony w listopadzie 1982. Rok później wrócił do pracy w Stoczni Gdańskiej na stanowisko elektryka, które formalnie zajmował do 1990 roku. W latach 1983-1987 oficjalnie był tylko "prywatną osobą", jednak faktycznie odgrywał rolę trzymanego pod stałym dozorem milicyjnym nieformalnego lidera opozycji. W 1987 założył półlegalną Krajową Komisję Wykonawczą NSZZ "Solidarność", która dążyła oficjalnie do legalizacji związku. Istniała ona trzy lata. W 1988 był współorganizatorem strajku w Stoczni Gdańskiej, zakończonego ugodą z rządem i rozpoczęciem rozmów Okrągłego Stołu. Był współtwórcą porozumień Okrągłego Stołu czyli nieformalnym przywódcą tzw. społecznej części uczestników tych rozmów i oficjalnie jej głównym koordynatorem. Był też współzałożycielem Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczącym NSZZ Solidarność. Nagroda Nobla W 1983 jako lider podziemnej Solidarności otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Odebrała ją jego żona Danuta Wałęsa 10 grudnia 1983 roku w Oslo. Władze PRL odmówiły wydania Wałęsie paszportu. Lech Wałęsa jest jedynym Polakiem wyróżnionym Pokojową Nagrodą Nobla. Już nawet na wikipedii o tym piszą. Podważasz to? Celowo nie piszę o okrągłym stole, bo niejednoznaczne są opinie na ten temat. A poza tym co cię tak zniechęciło do PO? w 2005 chciałeś na nich głosować.
CZ WZ i inne motocykle (25 czerwca 2008) -
> Eric Broniłbym jednak interpretacji Kłopotowskiego. Wydaje mi się, że masy nie poszły za Solidarnością, bo Wałęsa coś powiedział, tylko masy poszły bo była taka potrzeba społeczna i ludzie chcieli się zbuntować. Wałęsa to nie był kurde jakiś Abraham Lincoln, nie dostarczył żadnych wiekopomnych przemówień, nie znane są mi jego jakieś wielkie osiągnięcia - nic nie wskazuje zresztą na to, żeby Wałęsa był do tego intelektualnie zdolny - każda jego wypowiedź wskazuje, że człowiek ten ma mentalność 9-latka. Oczywiście wygadanego 9-latka. Tak jak napisał Kłopotowski, miał przede wszystkim szczęście i instynkt - a do ludu trafił, bo był jednym z nich, swojskim chłopakiem ze wsi, (jak Lepper), a oprócz tego przywódcą w słusznej sprawie. Przecież kiedy już został przywódcą strajku no to był samograj, już samo się potoczyło, dalej to on mógł uprawiać gierki, rządzić, organizować, słuchać co mu podszepnęli doradcy lub też nie słuchać - naprawdę niewiele wskazuje, że coś co on akurat zrobił zmieniło jakoś znacząco bieg wydarzeń (choć na pewno końcówka lat 80-tych to był jego czas, tylko że to też nie były samodzielne decyzje). A jak tym przywódcą strajku został? Był obok Walentynowicz jedynym robolem z czołówki około WZZ-owskiej, a ona, choć mądrzejsza, była "babą", więc się nie nadawała. Tylko, że kulisy są tu równie ciekawe jak prawda z podręczników - o tym jak Wałęsa nie chciał stanąć na czele strajku, a Borusewicz go niemal do tego fizycznie zmusił i postawił przed faktem dokonanym w zasadzie. No a dalej poszło. Jak ten człowiek raz łyknął s ławy, to z jego charakterem nie dziwię się, że poczuł się jak ryba w wodzie. Motorówki i skoku przez płot nie komentuję, bo czekam na jakieś obalenie lub potwierdzenie tych legend. Sugerowanie, że Bartoszewski nie opiera się chyba na żadnych historycznych źródłach... > pv Manipulacja o "jedynej sfałszowanej teczce" JK to chyba jakaś zorganizowana akcja sztabu Platformy :) Zostało to udowodnione ponad wszelką wątpliwość, że sfałszowana lojalka do teczki JK została wrzucona przez Lesiaka w latach 90-tych, a nie rzekomo przez SB.. nie wiem ile razy można to powtarzać, żeby dotarło. A wiesz za czyjej prezydentury działała grupa Lesiaka?
mz (25 czerwca 2008) -
>Bo co będzie, jeśli dzięki IPN ludzie dowiedzą się prawdy o >historii Michnika, Geremka czy Bartoszewskiego? co będzie jak wróci sprawa "sfałszowanej" teczki J. Kaczyńskiego. jedynej sfałszowanej teczki, dodajmy ;)
pv (25 czerwca 2008) -
tak strasznie zazdroszcze walesie robienia z siebie idioty przy okazji kazdego publicznego wystapienia. to ja obalilem komunizm! dzieki mnie macie wolna polske! tymi o to recoma!
Tomek (25 czerwca 2008) -
"Tak więc Wałęsa powtarzając "ja pokonałem bezpiekę, ja obaliłem komunizm" - delikatnie mówiąc mija się z prawdą, a przy okazji solidnie pracuje na tytuł największego bufona w polskiej historii." - 100 % zgoda, Tyle że stanowisko równie radykalnie zaprzeczające jakiejkolwiek pozytywnej roli Wałęsy, jego przypadkowości, szczęściu, podstawieniu etc, jest dla mnie nie do przyjęcia, Wałęsa był jedną z kluczowych postaci i tyle, a symbole zawsze są potrzebne. Samo zachowanie wałęsy w III RP nie ma jakiegoś znaczenia dla mnie, nie z mojej bajki on i na imieniny bym nie poszedł ;)
Erc (25 czerwca 2008) -
Ale co ma mnie skręcać z zawiści jak ja jestem 3 razy młodszy od Wałęsy i kiedy on osiągał to mnie na świecie nie było. To jak napisać, że mnie skręca z zawiści do Piłsudskiego czy kogoś, no absurd. Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego nie lubię Wałęsy to nie ma sprawy, ja tego nie ukrywam - uważam go za nadętego dupka, który, deprecjonuje opozycyjną rolę innych (często ludzi, którzy o wieeele więcej od niego wycierpieli), obraża wszystkich, którzy ośmielają się nie padać przed nim na pysk, uważa, że cały naród powinien mu bić pokłony i ciągle powtarza "ja obaliłem komunizm", co zahacza o chorobę psychiczną, bo pomija takie drobne szczegóły jak wyścig zbrojeń, prezydenta USA, i gospodarcze bankructwo komunizmu. Dla każdego choć trochę logicznie myślącego człowieka, powinno być oczywiste, że Związek Radziecki upadł nie przez Solidarność, którą niemal bezkrwawo spacyfikowano w kilka godzin, tylko odwrotnie - Solidarność mogła ostatecznie "zatriumfować", dlatego, że upadł Związek Radziecki oraz dlatego, że komunizm doprowadził kraj do ruiny i samym komunistom nie opłacało się już walczyć. Od drugiej połowy lat 80-tych myśleli już tylko jak się odpowiednio ustawić. Tak więc Wałęsa powtarzając "ja pokonałem bezpiekę, ja obaliłem komunizm" - delikatnie mówiąc mija się z prawdą, a przy okazji solidnie pracuje na tytuł największego bufona w polskiej historii. > Eric Ale z jakiej strony go atakuje? W czym nie ma racji? Zdanie o pomyleniu symbolu z realną osobą jest najtrafniejszym ujęciem zjawiska kultu Wałęsy, czego dowodem jest chociażby post powyżej, gdzie kolega paj wyraża przekonanie, iż pierdnięcie Wałęsy jest bardziej wartościowe niż nasze elaboraty.
mz (25 czerwca 2008) -
najlepszy chyba komentarz Janke : http://www.rp.pl/artykul/151601.html kłopotowski gej, artykuł jego żenadny, akurat atakowanie Wałęsy z tej strony żenadne i małe, wiadomo Havel na Wawel, ale jak sie nie ma czego chce
Eric (25 czerwca 2008) -
Doznałem olśnienia i już wiem skąd taka niechęć do Wałęsy i próba zdyskredytowania jego osoby.Was po prostu skręca z zawiści,że taki prosty chłopek roztropek osiągnął tak dużo,a przecież nie ma studiów(uwaga fetysz)ba,nie ma nawet matury.Jest też mało inteligentny,a jednak jest poważany na świecie i ma status legendy.Jego pierdnięcie jest bardziej konstruktywne niż wasze elaboraty.Owszem jako prezydent był fatalny,tylko który z solidarnościowców tak naprawdę się spawdził w polityce?Żaden,bo to są ludzie walki,nie pracy u podstaw i spokojnego budowania.
paj (25 czerwca 2008) -
O samej książce się nie wypowiem, bo jest w drodze, a z netu nie chcę mi się czytać. Ale cieszę się, że po aferze Rywina mamy drugi, może nieco mniejszy, ferment, który przesunie sporą grupę dotychczas-oszołomów bliżej mainstreamu, co pozytywnie wpłynie na naszą młodą demokrację :) Front GW/PO dwoi się i troi, ale na szczęście Kurtyka i autorzy zachowują spokój i nie dają się sprowokować oraz wyrażają się pozytywnie lub powstrzymują się od wyrażania zdania o roli Wałęsy z lat 76-89, co by mogło ułatwić obniżanie ich credibility. Chociaż muszę przyznać, że atak GW na Gontarczyka pod kątem antysemityzmu a na Cenckiewicza pod kątem fanatycznego mesjanizmu, to nawet mnie zaskoczył :) Musza być chłopaki w desperacji. Kłopotowski o Wałęsie: Zaś Wałęsa dostał za to od życia nagrody o jakich żaden z nas nawet nie umie marzyć: światowa sława, status symbolu wolności, władza nadania krajowi kierunku rozwoju, spore pieniądze i wreszcie nasycenie największej próżności. A to wszystko dlatego, że znalazł się we właściwym czasie na właściwym miejscu, gdzie mógł wykorzystać swój wrodzony spryt i instynktowne wyczuwanie dobra. Ile jest wkładu jego pracy w jego własny sukces? Przecież to nie wielka wiedza zdobywana latami studiów, ani wielki charakter świadomie ćwiczony od małego dziecka przyniosły mu światową pozycję - ale niesamowite szczęście. Wałęsa jest groteskowym przykładem awansu "w górę aż do niekompetencji". To właśnie nasz nieszczęsny "prezydęt". Jeśli brać pod uwagę wkład w sukces własnego umysłu, wiedzy o świecie, pracy nad charakterem i cierpień na przykład w więziennych celach, to na miejscu Wałęsy powinien znaleźć się Michnik albo Kuroń. Jednak masy potrzebowały symbolu "ludu" a potem pomyliły symbol z realną osobą. A ludzie mądrzejsi od mas prowadzli tym symbolem często cyniczną grę o władzę i prowadzą dalej o utrzymanie zdobytych pozycji. Książka C&G jest pierwszą próbą sprowadzenia Wałęsy do rzeczywistości nie odbierając mu zasług. Wałęsa swoje nagrody odebrał w obfitości jaka zdarza się raz na stulecia. A teraz pora zbadać w jakiej mierze na to wszystko zasłużył pracą i - jak kiedyś się mówiło - cnotą obywatelską. ---- na koniec z perspektywy czasu http://www.porcys.com/Forum.aspx?id=133 wszyscy wtedy nie mieliśmy racji chyba.
mz (25 czerwca 2008) -
–szatan, 24/6/2008 23:40 gdzie można poczytać biografie tych historyków?
bulwa (25 czerwca 2008) -
o kurwa. donaldu. twój dowód jest przytłaczający.
bulwa (25 czerwca 2008) -
pass jutrzenka juz nie dziala, ale korwin jak zwykle czuwa heh http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID325045277,index.html
jutrzenka (24 czerwca 2008) -
Macie wałkonie: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,5367561,Milczanowski__Teczka___Bolka___niekompletna_w_latach.html zapolujcie sobie na czarownice teraz gdzie indziej - najlepiej pośród Was samych- na początek proponuję prześwietlić wokalistę zespołu Renton - od zawsze wyglądał mi na agenta Mosadu.
donaldu (24 czerwca 2008) -
Andrzej, sprawdź lepiej biografie i poglądy tych, pożal sie boże, historyków. Nawet jakbym chcial takim oszołomom nigdy nie uwierzę, Psychopaci szukający masońskich spisków, młode łby które zastąpią tych prawicowych psycholi z Macierewiczem na czele. Sa po prostu zajebiście niewiarygodni.
szatan (24 czerwca 2008) -
http://wpisz24.pl/wp-content/uploads/2008/06/cenckiewicz-s-piotr-gontarczyk-lech-walesa-a-sb-ipn-1.pdf pass: jutrzenka :)
kakaok. (24 czerwca 2008) -
> szarganie najwyższych świętości narodowych a) czy zauważyliście jak fajne jest słowo "szarganie"? szarganie szarganie szarganie szarganie szarganie szarganie... b) Lech Wałęsa najwyższą świętością narodową? A to heca! ...szarganie szarganie szarganie szarganie szarganie... c) dla człowieka o otwartym umyśle nie ma świętości. tak uważam szarganie szarganie szarganie szarganie szarganie > przez grupę ludzi z patologicznym nie-słuchem muzycznym czy uzurpujesz sobie prawo decydowania, kto może mówić o polityce, a kto nie? ...szarganie szarganie szarganie szarganie szarganie
... (24 czerwca 2008) -
jasne że donaldu to słynny dawidu, co jak co ale do śmiechu to mi nie jest; szarganie najwyższych świętości narodowych przez grupę ludzi z patologicznym nie-słuchem muzycznym nie jest wcale ale to wcale funny; no ale jak mówi stare serbskie porzekadło - jak jesteś między owcami to BEEEcz jak one -> innymi słowy; fajny ten nowy Dizze Rascal
jasnu sprawu (24 czerwca 2008) -
http://redwatch.50webs.com/sites/redwatch.htm
rumzeiss (23 czerwca 2008) -
0.0
głos dziejowej sprawiedliwości (23 czerwca 2008) -
Borys "TW Porcys" Dejnarowicz - wróg #1 Polskości, Narodu Polskiego i Wolnego i Niepodleglego Państwa Polskiego, polonofob, dywersant, agent oddziału Indie-Attack CIA. Jego działalność polega na deprecjonowaniu wartości zespołów POLSKICH i wychwalaniu zespołów PAŃSTW OBCYCH (głównie pochodzących z sceny niezależnej Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej). Ponoć kupuje ubrania w galeriach handlowych z niemieckim kapitałem. Ma w swojej kolekcji płyty wydane w PRLu i stanie wojennym, co, biorąc pod uwagę cenzurę, wpoiło w jego umysł pozytywne myślenie o krajach obcych i niechęć do zgodnych z polskim tokiem rozumowania utworów muzycznych. Nie zrecenzował żadnej polskiej płyty folkowej, co samo w sobie wydaje się podejrzane. Był widziany w towarzystwie Phila Elveruma - muzyka tworzącego amerykański folk bez polskich akcentów. Jest redaktorem naczelnym pisma Pulp - miesięcznika promującego muzykę zagraniczną i zespoły odcinające się od polskich korzeni.
szpiedzyniezalu.ipn.PL (23 czerwca 2008) -
# Lech "Bolek" Wałęsa - Lejba Kohne - wróg #1 Polskości, Narodu Polskiego i Wolnego i Niepodleglego Państwa Polskiego, polonofob, dywersant, agent SB - od lat 70tych, Tajny Współpracownik SB pseudonim "Bolek", hucpiarz, świnia Orwell'owska, zbrodniarz - uczestnik porozumienia ponad głowami narodu polskiego ze zbrodniarzami PZPR i SB - tajne rozmowy w Magdalence i "okrągły stół"; Odegrał ogromną rolę w zablokowaniu autentycznego rozliczenia z komunizmem i utrzymaniu polityki “grubej kreski”, przywrócił świadczenia zbrodniarzom z UB i SB; przyczynił się do zniszczenia autentycznej "Solidarności" i antykomunistycznej i niepogległościowej prawicy w Polsce; kawaler Orderu Orła Białego - był prezydentem żydokomuny i wszystkich UBeków. Oto słowa pułkownika Wojska Polskiego: "Widziałem akta Wałęsy, zebrane przez nasz wywiad wojskowy. Ojcem Wałęsy był niemiecki Zyd Kochne, służący w wojsku niemieckim. Bronił w 1945 roku Gdyni przed nacierającą armią sowiecką. Wraz ze swym oddziałem zdążył się wycofać drogą morską na zachód Niemiec i tam poddał się Amerykanom. Udowodnił swoje ukrywane przed Niemcami żydostwo i został zabrany do USA. Tam umarł w dostatku. Wałęsę wychowywał brat ojca, który pozostał w Polsce"; więcej o "Bolku" Wałęsie tu -- http://www.polonica.net/Lech_...czy_Bolek.htm
polonica.net (23 czerwca 2008) -
a czy Wałęsa żyje poniżej czy powyżej minimum socjalnego?
nie idźcie tą drogą! (23 czerwca 2008) -
21:55 http://www2.teologiapolityczna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=263&Itemid=110
3 kumpli dziś w TVN (23 czerwca 2008)