INNE - FORUM
TENIS
10 stycznia 2009ktoś się interesuje? czy tylko ja doznałem dzisiejszą i wczorajsza gre Murray'a w Doha?
-
Jak już temat odkopany to wspomnę tylko o wczorajszym kuriozalnym finale w Rotterdamie. Spece śmieją się z tego turnieju gdyż w większości wypadków czołówka odpada tu co roku bardzo szybko, także w normie są żarciki o trawce, którą raczyć się mają tenisiści. W tym roku o dziwo w finale pojawili się Nadal i Murray i odstawili taką żenadę jakiej dawno nie widziałem. Między drugim, a trzecim setem poszło bodajże 8 przełamań z rzędu, niby Nadala tłumaczy kontuzja kolana, ale IMO też nie bardzo. Prawdziwa anty-reklama tenisa, jak to ktoś gdzieś zgrabnie ujął "tego dnia z nimi wygrałby nawet Łukasz Kubot". A Janowicz jak na razie kojarzy mi się z wałkiem jaki zrobił we Wrocku Nicolas Mahut kiedy to Jerzyk przeszedł pierwszą rundę dzięki ewidentnej pomocy Francuza. Mecz był bardzo zabawny...
Rudestus (16 lutego 2009) -
Jurek Janowicz osiągnął życiowy sukces. w wieku 18 lat awansował do pierwszej rundy turnieju z cyklu ATP w Marsylii (R. Nadal w wieku 15 lat wygrywał już mecze w turniejach ATP). W pierwszej rundzie zmierzy się z Włochem Seppim, więc raczej długo w turnieju nie zabawi. W każdym bądź razie, zyczymy powodzenia.
Max (16 lutego 2009) -
nie chce mi sie pisać drugi raz wiec przekleje to co napisałem na innym forum: Na konferencji prasowej powiedział po prostu, że to wszystko - powrót na tron, zdobywanie po raz drugi 'jedynki', 14sty tytuł i rekord, po prostu go tak przytłoczyło, że nie dał rady, stąd ten olbrzymi ryk na końcu ceremonii. Po tych pokerowych minach kortowych, zeszło z niego wszystko i zaczął po prostu płakać bo część planu legła w gruzach. W sumie nie ma się co dziwić, presja ogromna a to tylko człowiek a nie maszyna. Brawa również dla Rafy za jego zachowanie na korcie a zwłaszcza w trakcie ceremonii, obaj pokazali, że są normalnymi chłopakami z ludzkimi odczuciami, którzy walczą ze sobą w tym całym cyrku ATP. Rok temu cienko odbijał tą piłeczkę, ale obecny sezon wskazuje na to, że Szwajcar solidnie się przygotował w przerwie i 'coś z niego będzie'. Stawiam tezę, że 'głową' to przegrywa tylko z Nadalem. Rok temu udupiał dużo, ale przyczyną była słaba forma a nie stan sychiczny (mówię o meczach innych niż te z Rafą).
Fedex (2 lutego 2009) -
mialem tez wrazenie ze Nadal nie cieszyl sie az tak bardzo ze zwyciestwa zeby nie zdolowac Federera
czelendż (1 lutego 2009) -
Z Federerem dzisiaj było tak jak z wieloma polskimi sportowcami wg. komentatorów, czyli cały czas myślałem, że Roger da się wyszumieć Nadalowi, a potem bez problemu dobije zmęczonego rywala, czekałem aż włączy bieg, a tu się mecz skończył.
sas (1 lutego 2009) -
Federer przed meczem był pewny, że wygra, było to widać po wywiadach i jego minie, pewnie dlatego się popłakał. Ale w meczu (szczególnie pod koniec) Rafa był lepszy, to jemu należało się zwycięstwo. W ostatnim secie Federer popełniał proste błędy, nie wiem czy to z jego winy, czy po prostu z winy fenomenalnie "rotowanych" piłek Nadala. Mecz był niezły, momentami nawet świetny, ale po obejrzeniu półfinałów można było oczekiwać więcej(inna sprawa, że byli wyczerpani po 2-tygodniowym maratonie). Jednak warto było czekać na koniec, myślałem, że Federer to człowiek bez uczuć, robot nastawiony na wygrywanie, jednak po meczu pokazał swoją ludzką stronę.
sl (1 lutego 2009) -
Federer wygral (chyba Wimbledon) i tez plakał
on tak ma (1 lutego 2009) -
Porcys jest z tobą Roger
aaa (1 lutego 2009) -
Roger, tylko ja ciebie rozumiem...
Klimek Murańka (1 lutego 2009) -
Fajny, chociaż dziwny ten finał. Najpierw wydawało się, że wygrany set Nadala to tylko łabędzi śpiew, bo Verdasco go zajechał. Ciągle czekałem aż Rafa opadnie z sił(nie, że kibicowałem Federerowi, bo za nikim nie byłem, ale po prostu czekałem na nieuniknione), a ten opadł dopiero po ostatniej piłce :D Nie oglądam zbyt wiele tenisa, ale Federer to taki zawodnik po którym kompletnie nie widać, czy dostaje w dupsko i nie ma siły machnąć ręką, czy może ogrywa jakiegoś juniora - identycznie się porusza, min to w ogóle nie robi a jedyna różnica taka, że jak mu wchodzi to wchodzi a jak nie to nie. Dziwny facet.
sas (1 lutego 2009) -
oh
samaras (1 lutego 2009) -
ok, po drugim półfinale m i finale k, wycofuje się co nieco z tego co mówiłem.
r (31 stycznia 2009) -
fuck, Chomik znowu dostaje baty, znowu ma 5 setów i znowu oczywiście musi wygrać. Wrrr.... On po prostu czerpie dodatkowe pokłady mocy z tego grzebania w majtach. Co do finału niedzielnego - wygra go raczej Hiszpan, Fed znowu wyjdzie na kort z pełnym pampersem, 3 piłki zepsuje i kompleks Nadala się odezwie. a szkoda bo liczę na tego 14stego...
Fedex (30 stycznia 2009) -
Mecz był rewelacyjny, niestety oglądałem go od końca trzeciego seta. Nando pokazał, że bardzo zmądrzał i na hardzie jest w stanie pokonać praktycznie każdego. Choć w jego grze wciąż widać dawne błędy, od czasu do czasu zdarza mu się źle ustawiać akcje. Co do finału to niestety wygra go zapewne Federer. Nadal na hardzie gra zbyt pasywnie, momentami wręcz za spokojnie co zostanie skarcone w niedzielę rano...
Rudestus (30 stycznia 2009) -
szkoda, ze tak sie skonczylo. ponad 5h ostrej walki. za to kochamy tenis.
v/a deporfan (30 stycznia 2009) -
kurwa, będę płakał
yeahnot (30 stycznia 2009) -
kurwa fenomenalny mecz
joe (30 stycznia 2009) -
aj,double fault.'Nando,byles wielki!
starshaped (30 stycznia 2009) -
brak mi slow
pies lampo (30 stycznia 2009) -
dawno takiego meczu nie widzielismy. vamos verdasco!
v/a deporfan (30 stycznia 2009) -
VAMOS FER-NAN-DO!!!! (masakra)
yeahnot (30 stycznia 2009) -
ale rzeźnia w meczu. vamos Fernando!
Fedex (30 stycznia 2009) -
chyba o 9:30
b'skitu (28 stycznia 2009) -
o której jest jutro półfinał? naszego czasu oczywiście.
Carlos Moya (28 stycznia 2009) -
szczerze podziwiam za fascynowanie się atp podczas szlemów. mecze do 5 setów, gdzie prawie wszystkie serwy sa utrzymane, nic się nie dzieje- żadnych upsetów (7 z pierwszej 8 w ćwierćfinale), no drama (por. Dokić), federer/nadal wygrywają 14 z 15 ostatnich szlemów, roger again ma więcej winnerów w ćwierćfinale niż del potro punktów (!), no elo, kurioza są o wiele ciekawsze (btw bartoli ma już jeden finał GS). najlepszy mecz z tych, które widziałem: Hantuchova/Sugiyama def. Black/Huber 67(0) 63 76(10) (broniąc 7MP)
r (28 stycznia 2009) -
Ech ileż można... Ale niestety, niestety. Chyba że Roddick coś zmajstruje niewiarygodnego albo Verdasco pokaże, że rzeczywiście na hardzie jest dużo lepszy... Zawiódł mnie Tsonga- niestety okazuje się, że w swej optymalnej formie to on nie jest.
Rudestus (28 stycznia 2009) -
szykuje sie klasyk finałowy: Fed vs Nadal
Fedex (28 stycznia 2009) -
federer pieknie gra z del potro. drugi set wlasnie sie zaczal przelamaniem dla szwajcara. polecam obejrzec jesli ktos ma mozliwosc.
b'skitu (27 stycznia 2009) -
I tak a propos, bo musiałem sobie z tej okazji przypomnieć, ciekawe jak się czuł dziś Roddick, jak mu Djokovic mówił, że kreczuje, mając w głowie historię z ostatniego US Open (08). Roddick na konferencji zapytany o konkretną kontuzję albo quasi-kontuzję Djokovica: http://pl.youtube.com/watch?v=JowXFvg1BI0 oraz Djokovic tuż po wygranym z Roddickiem meczu dwa dni po konferencji (plus bonusowo gwizdy publiczności): http://pl.youtube.com/watch?v=OTPnHN_yJpY&feature=related Rzeczywiście, może i Djokovic generalnie częściej bierze przerwy i marudzi w trakcie meczów, ale jakoś trudno mi posądzić go o symulowanie (choć zdaję sobie sprawę, że to-się-dzieje). Oczywiście na pewno nie dzisiaj.
yeahnot (27 stycznia 2009) -
Roddick jednak potem przestał chodzić do siatki i wystarczył mu jego tradycyjny, skutecznie grany tenis z końcowej. Djokovic od drugiego seta zaczął niknąć w oczach. Wyglądał jak widmo momentami, po akcjach obojętnie jak zakończonych rzucał bezradnie oczami albo je zamykał. W czasie pierwszej przerwy medycznej jeszcze na początku trzeciego seta słyszałem jak mówił lekarzom, że ramię, nogi ma nienaturalnie ciężkie, próbował się doenergetyzowywać i witaminizować, ale nic nie pomogło. Ogólny masaż ciała też nie. Wczoraj trzy krecze w singlu (Monfils, Zheng, Azarenka), dzisiaj on - szkoda. Na marginesie, nie zapomnę finał Hingis z Capriata, kiedy ta pierwsza miała w sumie już wygrany mecz w drugim secie, zdaje się, że były też piłki meczowe, ale jakieś kryzys, Capriati się odbiła, dla Hingis równia pochyła i było tylko gorzej. Sesja wieczorna dla niektórych może być błogosławieństwem (ciekawy jestem, jakby się wtedy grało Djokovicowi), choć w sumie jak jakieś zatrucie pokarmowe wchodzi w grę, to nie ma na to siły.
yeahnot (27 stycznia 2009)