INNE - FORUM
TENIS
10 stycznia 2009ktoś się interesuje? czy tylko ja doznałem dzisiejszą i wczorajsza gre Murray'a w Doha?
-
Ech, przez moment tak ładnie finał wyglądał... Soda raczej bez szans, choć jakby powalczył byłoby super. Zobaczymy.
Rudestus (5 czerwca 2009) -
no no, w trzecim secie słabo to wyglądało ze strony Federera, a teraz, na początku piątki, Del Potro wygląda na (co prawda dwumetrowe i serwujące jak z armaty) zwierzątko idące na rzeź –c-u, 5/6/2009 19:53 http://www.bookmice.net/fleur/koala/koala002.jpg Odgryzł się jednak, wracamy do gry.
Rudestus (5 czerwca 2009) -
no no, w trzecim secie słabo to wyglądało ze strony Federera, a teraz, na początku piątki, Del Potro wygląda na (co prawda dwumetrowe i serwujące jak z armaty) zwierzątko idące na rzeź. wystarczyło jedno przełamanie i chyba psychicznie już gościu wysiadł. a, i błogosławię gości, którzy na sopcaście udostepniają mecz z polskim komentarzem z eurosportu.
c-u (5 czerwca 2009) -
He he, najpierw wszyscy wieszczyli, że Soda to wygra 3:0, później ponoć komentatorzy na Euro mówili, że Soda ledwo co chodzi i długo się to potwierdzało by na końcu znowu zaskoczyć. A ponoć taki nudny półfinał? :-) Może gra nie była wcale taka dobra, ale ja i tak jestem pod wrażeniem gry Szweda. Prócz świetnego serwisu i forehandu także miejscami kapitalny return, że o wchodzeniu agresywnie na drugie podanie Gonzo nie wspomnę. Ciekawe czy Szwed się fizycznie odbuduje do pojedynku finałowego. Oby tak, bo raczej nie pęknie jak to wcześniej mu się zdarzało przecież...
Rudestus (5 czerwca 2009) -
Coria, magiku, wracaj na kort, bo nie mogę oglądać tego, co się dzieje. Fatalny ten pierwszy semifinal. Kurczę, anty-fascynujący. Finał kobiet w tym roku, rzyg. Roger TEGO dokona. A może podopieczny ex-boyfrienda Hingis.
marsh (5 czerwca 2009) -
Ja nie wiem, doznałem takiej nudy końcowej fazy rozgrywek żeńskich we Frenchu, że ziew. I nawet nie jestem do końca dobrym materiałem - potrafię się ekscytować GRĄ żeńską również, a nie jak niektórzy tu czy tam, tylko rozgrywkami męskimi (nie oceniam tego). Ale sama perspektywa półfinałów Safina-Cibulkowa i Kuźniecowa-Stosur zadziałała jak tabletka nasenna. OK, w ostatnich dniach jestem szczególnie niewyspany, może to to? Co gorsze, pojawia się przede mną całkiem realne podejrzenie, że ulegam presji niedzielnego kibicowania skupionego na plotkarskich sensacjach i dużych cyckach. Czyli że brakuje mi w półfinałach sióstr Williams, Szarapowej, Ivanovic. Ale nie, też nie to, bo taki powrót Clijsters czy Henin (weź się, kobieto, zastanów i wróć!) byłby zastrzykiem adrenaliny, świeżej krwi czy czegoś tam w to śnięte towarzystwo. Tzn. ja względnie lubię Safinę, a za 3 lata gdzieś jej pojedynki może będą jakieś ekscytujące, jakaś ciekawa rywalizacja się pojawi. Owszem, nie oglądałem dziś całych meczów, ale to, co widziałem w tych 2 półfinałach było takie nijakie. Miałem wrażenie, że publiczność w Paryżu przyszła licznie, bo w końcu są to półfinały i wypada być, a poza tym kupiłem bilety miesiąc temu za ciężkie pieniądze i szkoda ich zmarnować. Mizerne oklaski, liche kibicowanie. Gdyby Dinara nie skarciła siebie siarczyście i na głos za słabą grę, Swieta nie wezwała pomocy medycznej (fascynujący dylemat: boli ją coś czy bandaż jest za ciasno zawiązany), a Samantha nie zagrała kilku zapomnianych przeze mnie podciętych bekhendów na pół kortu, to pewnie sędzia główny zasnąłby niechybnie. Staram się niby wzbić na wyżyny swojego relatywizmu i szukać w meczu iskrzących emocji, eksplodującego talentu Cibulkowej, genialnej metamorfozy Stosur z deblistki na singlistkę, ale jakoś nie mogę. Hmm, w sumie finał Serena Williams-Safiny pewnie by coś zmienił, nie pisałbym teraz tych pierdół. O ileż bardziej fascynujący wydaje mi się półfinał Soderling-Gonzalez, a przecież to jest chyba ten mniej ciekawy z jutrzejszych (dyskusyjne) meczów. Serio, pytanie, kto narzuci w tym meczu swój styl gry (czyt. forhend) i czy Del Potro nauczył się czegoś w kilka miesięcy ze swoich porażek z Federerem oraz czy będzie w stanie to wcielić jutro - to są dopiero ciekawe sprawy. No i, oczywiście, czy-Roger-TEGO-dokona". Nawet nie muszę pić do niedzieli kawy.
yeahnot (4 czerwca 2009) -
To nie jest tak, że Gonzo jakoś wybitnym clayowcem jest, owszem ma doświadczenie w grze na clayu większe zapewne niż Szwed, ale po za tym też lepsze wyniki osiąga na hardzie. Ciekaw jestem jak to jutro będzie. Obaj w formie, obaj już dużo leszych od siebie pokonali. Teraz się pewnie wyniszczą nawzajem przed finałem z Fedem. Dla mnie jednak Gonzo zagra w finale.
Rudestus (4 czerwca 2009) -
A Soderling powinien wreszcie odpaść, co nie? Ograł trzech ziemniaków, bo tamci pozwolili mu grac swoje. Teraz gonzo narzuci swój styl, po szwedzie. I w końcu nawierzchnia musi stanowić jakas różnicę, mam nadzieję
samaras (3 czerwca 2009) -
No może i by powalczył gdyby walczyć w ogóle potrafił. A to po przegranym punkciku w TB głowa w dół i koniec walki. Owszem tenisowych argumentów by wygrać dziś nie miał, ale urwać seta to jednak mógł (bo miałem zagrane więcej niż 3 sety). Fajnie, że poprawił serwis, ale z takim charakterem to on może sobie klepać słabszych od siebie... Del Potro. To nie jest tak, że tacy gracze nie mogą wygrywać z wielkim, cudownym etc. etc. tylko żeby wygrać trzeba w ogóle podjąć walkę. A jak Potro zwiesi głowę jak ostatnio to też dostanie jak ostatnio. Jednak liczę na walkę i dobry półfinał. Ma tu dobry turniej musi powalczyć, inaczej będzie znany po wsze czasy jako Pogromca ogórków z Argentyny.
Rudestus (3 czerwca 2009) -
Monfils popłynął, niby dobry, niby gibki, niby ma ładunek atomowy w forhendzie, ale na Feda to za mało. Del Potro, owszem, talenciak w sumie jest, ale za duże drewno moim zdaniem. Fed go ogra, raz: Del Potro może zjeść trema - słabe doświadczenie - przypominam, że turniej WS to nie jakiś Masters czy zwykły ATP, Fed tu nie przegrywa - patrz finał UO z Murrayem and many more. Po drugie, Fed na takich drągali ma sposób, parę piłek za siatkę, krótkie gasnące returny, drągal sie musi schylić wygodniej dla Szwajcara odegrać. Fed puści mu parę ciętych maksymalnie slajsów i będzie pozamiatane. 14 szlem dla niego, pieniądze postawione.
Max (3 czerwca 2009) -
Del Potro przeciętny, –Bloo, 2/6/2009 19:12 No z tym zgodzić się nie można. Jak na swój wiek i swoje warunki fizyczne Del Potro to fenomen. Porusza się świetnie, gra mocno, już teraz dysponuje jednym z lepszych backhandów w Tourze. Potrzebuje tylko ogrania. Jeśli w półfinale zapomni, że gra z Fedem, bo na razie ma olbrzymi kompleks, to może być bardzo dobry półfinał. Pod warunkiem oczywiście, że Fed przejdzie Monfilsa(myślę, że przejdzie bo w tym roku nie obroną o dziwo się ten turniej bierze), bo Boredo tradycyjnie pewnie pęknie w meczu z faworytem.
Rudestus (2 czerwca 2009) -
Davydenko bezpłciowy niczym Jankovic, Soderling koło tenisowej finezji nawet nie stał, Murray za słaby psychicznie, Gonzales nigdy nie będzie w '5', Del Potro przeciętny, Robredo (co on tutaj robi?), Monfils do cyrku, Federer... nie jestem w stanie napisać o nim nic obiektywnego (powyżej też nie jest z tym najlepiej). Fed to mój idol od zawsze. Gość, który przyciągnął mnie do tenisa i nie wiem który zawodnik będzie mnie w stanie zatrzymać po jego odejściu. Do tego jednak daleko, więc do boju! (słabsza dyspozycja Szwajcara od ponad roku nie stanie na przeszkodzie).
Bloo (2 czerwca 2009) -
ehhh Fedek Fedek.... Tego się spodziewałem, odpadł Nadal, cała presja na Szwajcarze, który sobie z nia nie radzi. Całe spotkanie z Haasem to sztywna ręka, dwa kilo w porach, spóźnienia, ramy czyli ostatnimi czasy klasyka. Teraz czekan na niego Monfils, czyli pajac z którym może popłynąć... a Soderling klepie kolejnego przbijacza Denke. Turniej zycia ma chłopina.
Max (2 czerwca 2009) -
Nie ma lekko, Federer górą! A swoją drogą to, co się wkurwiłem na Kuznietsovą za to przeciągnięcie przerwy, to jest jednym słowem chuj! Szkoda, bo myślę, że Radwańską wybiła z rytmu ta przerwa i sklepałaby Rosjankę. No, nic.
jajko (1 czerwca 2009) -
(Co jest nie tak, Roger?) 3:0 dla Haasa się skończy? Shocking!
marsh (1 czerwca 2009) -
Cudów ciąg dalszy: Haas wygrywając w secie tylko DWIE piłki przy podaniu Federera ostatecznie zwycięża w Tie-breaku. Ciekawie się robi.
Rudestus (1 czerwca 2009) -
Rafa na prasowej: “It would be great to see him win it, so that he can complete the Grand Slam. If anybody deserves it, it’s him,”
Max (1 czerwca 2009) -
Tak na marginesie pornosów: dziś słyszałem Victorię Azarankę. Powiedzmy sobie szczerze, jej mecz z coraz sławniejszą z m.in. "tego" powodu Michelle Larcher de Brito (nie w Parryżu, bo odpadła) dałby wstrząsający soundtrack. Wypada tylko śledzić drabinki i liczyć na relację. Jedna ma 19, druga 16 lat - wszystko przed nami. Gorliwe uczennice Seles i Szarapowej.
yeahnot (31 maja 2009) -
Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak Fed będzie już stary i mało, że będą go młodziaki gnębić, to jeszcze jacyś challengerowcy nieraz z nim wygrają to mu zacznę kibicować... Podobnie w rywalizacji Sampras-Agassi nie znosiłem Agassiego, a jednak klasy sportowej i dorobku nie sposób mu odmówić. Inna sprawa, że nigdy nie lubiłem dominatorów (prócz Samprasa) także najpierw Hewitta nie znosiłem, później Feda (kiedyś mocniej, teraz już mniej). Anyway, faktycznie pewność siebie mu skoczyła i to nieraz doprowadza do dość śmiesznych wypowiedzi jak kiedyś po meczu z Mahutem gdzie powiedział, że skoro wygrał z tak dobrym technicznie zawodnikiem to może pokonać każdego... Ale co tam: jego sprawa jak się motywuje. Jutro zapowiada się kapitalny mecz: Tsonga-Del Potro to moze być 5 długich setów. Obaj są wysocy, silni, Argentyńczyk chyba troszkę więcej doświadczenia na clayu ma (kontuzja kolana Francuza w zeszłym sezonie, pierwszym w zasadzie na wysokim poziomie), ale zapewne będzie wyrównany mecz. Monfils jest też jest całkiem niezły, podoba mi się jego zwinność i koordynacja ruchowa, ale gdzieś czytałem opinie ekspertów, którzy uważają, że na razie jest zbytni rozdźwięk pomiędzy defensywą, a ofensywą u niego. WTA za to w ogóle mnie nie interesuje. Znamienne były dziś zdjęcia w telewizji kiedy to pokazano smutnego i wkurzonego Nadala i uśmiechniętą od ucha do ucha Ivanovic (chyba zdjęcie wyszło fajnie więc jakiś plus jest) i nie jest to zarzut w kierunku tenisistek co bardziej oczekiwań wobec tego sportu. Jak to gdzieś przeczytałem: "Gdy oglądałem WTA na komputerze musiałem wyłączyć głos żeby ludzie nie myśleli, że gapię się na pornosa" :D Po za tym była Henin było granie, teraz to jakoś nudne... A Radwańska i sprawa Polski w ogóle mnie nie kręci...
Rudestus (31 maja 2009) -
"Nie potrafię się wyleczyć z niechęci do Federera, po prostu nie mogę. Doceniam grę tego człeka, ale nie cierpię go". –Rudestus, 31/5/2009 19:29 Ale co? Jak? Chcesz o tym porozmawiać? Od początku tak masz? Heh. Nie, chodzi bardziej o styl gry czy bardziej o charakter, pewność siebie? Bo wiesz, jesteś tu oryginalny. W sensie nie wyobrażam sobie nie doceniać jego gry (to na pewno, ale piszesz, że doceniasz, więc tu ok), ale nawet nielubienia jego gry sobie nie wyobrażam. A z postacią, całokształtem - wiadomo, różnie bywa, "nie i już" i tyle... Fakt, może trochę irytować, choć to i tak jest jeden z najbardziej chyba uwielbianych mistrzów tenisowych, vide finał Australian, gdzie publika domagała się, ja na moje ucho, zwycięstwa Federera, a nie Nadala. Co do jego wypowiedzi z konferencji/wywiadów uderzyło mnie bardzo to, że w ostatnich powiedzmy 2 latach, czasach gorszej prosperity, podkręciła mu się pewność siebie czy wręcz buta. Kiedy wszyscy po przegranym - kolejnym - meczu pytali, co jest nie tak, kilkakrotnie słyszałem: wszystko jest okej, jestem na dobrej drodze do osiągnięcia swojej wielkiej formy, jestem najlepszy. Może niedosłownie, ale tak pewny siebie nie wydawał mi się nawet wtedy, kiedy naprawdę królował. Rozumiem jednak - pewność siebie, wiara w sukces czynią cuda, bla bla. Inni widzą w nim niezłego uparciucha. W tym roku słyszałem mnóstwo głosów, że powinien po latach zatrudnić na nowo trenera (czytałem wywiad z McEnroe, w którym pisał coś w stylu: wystarczy prosty gest, jeden telefon, w sensie, że do niego o pomoc, czy do innego mastera), a on swoje. Z drugiej strony - jeśli ktoś ma tu prawo do bycia pewnym siebie i buńczucznym, to może i on. W każdym razie ja niekoniecznie widzę drogę Rogera do zwycięstwa usłaną różami. Ciekawią mnie Francuzi. Jutro co najmniej intrygujące mecze - Tsonga-del Potro, Roddick - Monfils. Obaj zdają się nie mieć tzw. kompleksu paryskiej publiczności, jak np. Mauresmo. Co prawda Monfils prosto po kontuzji, Tsonga też nie szalał na kortach ziemnych, ale kto ich tam wie, jak daleko mogą zajechać. A Roddick - ? Ten jego nowy, tegoroczny trener to najlepsza zmiana w jego życiu od wieeeelu lat. Sportowym, bo nie liczę małżeństwa. To i tak jest wszystko czasem wróżenie z fusów. Przykład z brzegu: Verdasco szedł jak burza, kto by pomyślał, że Dawidienko tak łatwo go rozmontuje. Łatwo wygrane trzysetówki mogą nic nie znaczyć. W tym względzie nie zdziwię się, jak Szarapowa grająca swój czwarty chyba 3-setowy mecz zajedzie całkiem daleko albo też niby się męcząca Serena. Tu ambicja i wola walki jednak robi swoje (chyba że kontuzja się odnowi). Natomiast Safina w swoich 4 pierwszych meczach straciła 5 gemów, heloł! To może być jakiś rekord w tym względzie w szlemach, prezentuje się jak tytułowa bohaterka kolejnej części "Obcego", bez efektów specjalnych. Boję się jej, a zatem wierzę w nią.
yeahnot (31 maja 2009) -
Niesamowite... Widziałem ostatnie finały i półfinały Nadala i jeszcze w MC mówiło się, że to Murray zagrał wyśmienitego drugiego seta(którego Rafa wyrwał po TB), a w finale Djoko ugrał seta, bo naprawdę grał świetnie. Później był Madryt, gdzie najpierw Novak jakoś jeszcze przegrał, ale sprawę załatwił Fed. Ale męki z graczami z czwórki to zupełnie inna sprawa niż przegrana z Soderlingiem. Z całym szacunkiem dla Szweda, ale Rafę mógł dziś pokonać każdy mocno grający tenisista z niezłą szybkością. Widziałem ostatnio rewelacyjny w wykonaniu Tsongi mecz z Monaco i jestem pewien, że dziś Francuz także wygrałby z Nadalem. Niestety to zwiastuje najgorsze. Nie potrafię się wyleczyć z niechęci do Federera, po prostu nie mogę. Doceniam grę tego człeka, ale nie cierpię go. Jedyne moje dwie nadzieje nazywają się Fernando Goznalez (świetna forma, a do tego clay jednak trochę mu dodaje szans) i Andy Murray (bo skoro mączka szybsza no to nie ma zbyt wielkiej róznicy pomiędzy grą z Fedem na clayu a na hardzie), bo widzę, że Verdasco męczy się z Denką... Drabinka jednak jest wybitnie pod Feda, nie myślę tu bynajmniej o żadnych układach-tak wyszło, bo najpierw Andy "to co, 2:19?" Roddick później Martin "2:6, 1:6, 2:6" del Potro.
Rudestus (31 maja 2009) -
potwierdza się, że mam w sobie jakieś dżudżu - odpuściłem mecz po czterech czy pięciu gemach i poszedłem poczytać, bo "o, rafa go zaraz przełamie, nuda". kurwa! historia działa się na oczach niektórych, a ja czytałem jakiegoś pieprzonego diaza! kurwa!
c-u (31 maja 2009) -
fani, też nie ogarniacie Soderling-Nadal? hmm, jedno z bardziej surrealistycznych doświadczeń w ostatnim czasie.
yeahnot (31 maja 2009) -
Radwanska!!!
no niezle (6 maja 2009) -
Kurcze, straszliwie szkoda tego dzisiejszego meczu ze słabiutką Venus, bo była ewidentnie do ogrania. Widać, że Aga jeszcze nie potrafi docisnąć gazu do podłogi i nie wiem - mam takie wrażenie, że tak jak wszystkie Polki grające w tenisa które widziałem gra troche tak jakby wcale nie była w pierwszej dziesiątce, tylko była dziewczyną, która dostaje szanse. Dzisiaj to było widoczne, ale i tak jest nieźle i poprawa znaczna jeśli chodzi o psychikę - zajebiście podobało mi się jej jedno spojrzenie na Venus tuż po którymś przełamaniu, chyba w pierwszym secie, spojrzenie mówiące "mam cię suko" - poezja po prostu.
sas (30 marca 2009) -
dzis o 19:00 w Eurosporcie Radwanska http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090319/KRASNIK/503155496
lubelak (19 marca 2009) -
dzisiaj o 3:30 federer - verdasco. moze byc dobrze.
b'skitu (19 marca 2009) -
szkoda, że przegrał. Brak obycia i doświadczenia w takich momentach wzięły górą.
Max (17 lutego 2009) -
no i przejebal w tie breaku
b'skitu (17 lutego 2009) -
z tego co widze to Janowicz odrobil przelamanie w 3 secie. ciekawe jak to sie skonczy.
b'skitu (17 lutego 2009)