INNE - FORUM
top 50 graphic novels of all time
26 grudnia 200850. Craig Thompson - Blankets
-
Prawda jest taka, ze moznaby podzielic top ten na stany i europe na luzaku, ja bym tak zrobil. A Jimmy Corrigan prawda, piekna sprawa, w moim osobistym top 10 bylby bardzo wysoko. Szkoda, ze nikt poki co nie rzucil czyms czego nie znam, nie zebym sie madrzyl, ale czy naprawde jesli chodzi o te najlepsze to tak "latwo" do nich dotrzec? Poza tym, mysle, ze w takim best choice powinien znalezc sie jakis miller, w sumie to mu sie nalezy (nalezy go przeczytac), chociaz do mojej 10 by sie nie zmiescil raczej. Mozna by tez skleic liste najlepszych serii komiksowych (plastic-man, tin tin etc.). Osobiscie chcialbym traktowac ten watek wlasnie jako liste rzeczy, po ktore ludzie zajarani komiksem po prostu powinni siegnac, bez wiekszych szans na zawod
bigos (27 grudnia 2008) -
czy jezeli wymienie 'asteriksa' to obnaze fakt ze jestem komplentym ignorantem w tej dziedzinie? z punktu widzenia osoby ktora sie totalnie nie zna: bardzo podobaly mi sie kiedys dwa odcinki komiksu o lobo (w jednym eskortowal swoja nauczycielke, w drugim umieral i robil burde w zaswiatach). swietne bylo tez aliens vs. predator i komiks w ktorym spiderman walczyl z jaszczurem ktory zostal wskrzerzony przez wiedzme znajaca sie na voodoo.
em c (27 grudnia 2008) -
wspominany wyżej 43. chris ware - jimmy corrigan, the smartest kid on earth 3/4 powyżej wymienianych pozycji przy tym arcydziele wizualno-emocjonalnym to raczej transformersy.
MS (27 grudnia 2008) -
Jodorowsky i ten drugi gość, którego nazwiska nigdy nie wymieniają w artykułach z okazji reedycji Incala.
szczur (26 grudnia 2008) -
w ogóle jaki zawód że nikt nie wymienia jodorowsky'ego, mam ochotę się powynabijać. –szczur, 26/12/2008 14:50 ale jodorowsky i kto? bo sam jodorowsky to pisze jedynie scenariusze
bigos (26 grudnia 2008) -
I oczywiscie Cerebus, plus caly jego fenomen.
bigos (26 grudnia 2008) -
1. Wilq - Powrót na basen w Suchym Borze
dziwnym nie jest (26 grudnia 2008) -
hard boiled jeszcze dla dziesiątkowych plansz. no pewnie że oczywiste oczywistosci, przecież w wątku o absolutach muzycznych musi pojawić się pet sounds, loveless czy m&a. co do carmody, to napisze o co mi chodzi z tym watchmenem, a ten kawałek o preacherze całkiem przekonywujący. w ogóle jaki zawód że nikt nie wymienia jodorowsky'ego, mam ochotę się powynabijać.
szczur (26 grudnia 2008) -
Hellblazer, Arkham Asylum, 20th Century Boys, Blade of the Immortal ogolnie nie wiem czy z tej listy co wyjdzie fajnego, wszyscy raczej (w tym ja) rzucaja oczywistymi oczywistosciami + Vertigo (taki jakby brytyjski indie rock swiata komiksow; fajne to i rozrywkowe ale kazdy Prawdziwy Fan Komiksu pewnie wysmialby wiekszosc z tych rzeczy). Teraz czytam The Essential Dykes to Watch Out For (bylo w sklepie charytatywnym za pol ceny; bardzo porzadna pozycja o niecodziennej tematyce, momentami moze znudzic no ale w koncu w oryginale wychodzil jeden 'strip' co tydzien czy nawet wiecej) i koncze Lucifera (WIELKA szkoda ze rysownik z pierwszego odcinka nie wrocil juz do serii) oraz The Invisibles. Generalnie po kilku latach przerwy znowu zaczynam sie w to wkrecac. :/ Ktos czytal wiecej niz kilka stron The Spirit?
Are you retarded? I'm the goddamn Batman! (26 grudnia 2008) -
–szczur, 26/12/2008 13:23 szkurwa, to byłem ja - machinalnie wpisałem szczur, jako pocz odpowiedzi. rejestracja nicków enyłan?
carmody (26 grudnia 2008) -
osobiscie do puli dorzucilbym acme novelty library wspomnianego ware'a (ale to seria...), komiksy duetu Loustal & Paringaux, chyba Miami i Barney and the blue note mi sie najbardziej podobaly, ale tu typy moga byc rozne, jasne; Poza tym, Eisner (Umowa z Bogiem chociazby) jest tutaj raczej obowiazkowy. W ogole malo Europy, co prawda tez jestem najbardziej wkrecony w komiks amerykanski, ale i tak europejczykom nie da sie odmowic ogromnego wkladu w komiks w ogole. Honorable mention: Herge, Hugo Pratt, Moebius i tak dalej. Aha, dorzucilbym do listy jeszcze Jack survives Jerry'ego Moriartiego (pierunsko ciezko to zdobyc ale warte kazdego grosza) i White rapids (plus cala reszta) Pascal'a Blanchett'a. Swoja droga nie przepadam za okresleniem graphic novel, wole komiks po prostu, nie lubie jak sie podkresla ogromne mozliwosci komiksu i istnienie jego ambitnego oblicza przez takie dziwaczne uszlachetnianie, komiks to komiks i te wszystkie jego wielkie inkarnacje to tez komiksy (swiadectwo potegi gatunku). Pamietam burze akademickich dyskusji dot. maus'a, i totalny brak esejow z perspektywy historii komiksu, jakies absurdy o filmowosci kadrowania, zoomach, roznych wielkosciach ramek, rodem z filmu (wtf?!), podczas gdy dla komiksow to zawsze byla normalka.
bigos (26 grudnia 2008) -
carmody, wybacz, ale pieprzenie z tym watchmen, to jest dzieło totalne na wielu płaszczyznach i rozpatrywanie go jako redefinicji komiksu superbohaterskiego jest płaskie i krzywdzące jak chuj. –szczur, 26/12/2008 12:36 No dobra, a teraz powiedz mi dlaczego jest płaskie i krzywdzące jak chuj. Bo może i mnie przekonasz, ja tam wyżej żadnych stejtmentów żelaznych stawiać nie chciałem. Tyle, że musisz podać jakieś argumenty. A "Preacher", kurde. Nie chce mi się marnować tego poranka na rozkręcanie dyskusji, która odbyła się już milion razy w tysiącach miejsc w sieci i poza nią. "Kaznodzieja" to jest "Dzikość serca", z tym, że papier zdolny jest pomieścić więcej, niż Bobby'ego Peru i dobrą wróżkę. Papier zmieścił wampiry, kościelnych świrów, grale, srale, IRA i opowieści o ludziach z bagien. Tutaj mamy cały pieprzony amerikan drim. I w tym aspekcie jest to dzieło totalne. A jak ktoś uważa, że "Dzikość serca" ssie, to może nawet ma rację. A ja sam uważam, że "Preacher" doskonały nie jest. I tyle, naprawdę szkoda tego poranka. A i jasne - komiks, a nie żadna powieść graficzna. Ludzie spinający się na Maus = sztuka są śmieszni.
szczur (26 grudnia 2008) -
i oczywiscie sandman- przehajpowany w chuj, czysta gaimanszczyzna itd. ale i komiks nowatorski, pełen konkretu, z paroma dziesiatkowymi albumami i w top 50 znalazłby się na luzach.
szczur (26 grudnia 2008) -
carmody, wybacz, ale pieprzenie z tym watchmen, to jest dzieło totalne na wielu płaszczyznach i rozpatrywanie go jako redefinicji komiksu superbohaterskiego jest płaskie i krzywdzące jak chuj. kontroweryjne- preacher jest najgorszy. żadne z tego dzieło sztuki, w ogóle nie wiem, jak mozna się na to nabrać. a transmetropolitan pomimo oczywistej zajebistości głównego bohatera i świata przedstawionego (lol) nie jest znowu jakiś odkrywczy i wogle niewykorzystany potencjał itd. tak czy inaczej, obydwu daleko do watchmen i nie zaliczylbym ich do listy najlepszych powieści graficznych (kurna, dajcie sobie spokój, żadna powieść graficzna- komiks.)
szczur (26 grudnia 2008) -
mozecie zagwarantowac, ze cos moze konkurowac z watchmen, chociaz w "momentach" zblizac sie do tego poziomu? byloby "milo". –db, 26/12/2008 02:00 Jako arcydzieło komiksu superbohaterskiego i zarazem jego redefinicja - Watchmen, a potem sto lat świetlnych nic. Podchodząc do tego po prostu jak do wielkiego dzieła (po prostu... ta) - to w tej kategorii wagowej masz jeszcze "Preacher" i "Transmetropolitan". "Sandman" to nuda dla ćpających gałkę muszkatołową. "100 naboi", wiadomo miazga. "Fablesy" przehajpowane, acz fajne. No i już wiecie, że nie grzebałem porządnie w komiksach od 100 lat. Do strzałów, które już padły dodałbym "Batman vs Judge Dread" kreski Bisleya. W końcu na takiej liście musi znaleźć się jakaś antyfabularna pozycja. A "Shaolin Cowboy" jednak gorszy o wiele.
carmody (26 grudnia 2008) -
41. The Dark Knight Returns
glootech (26 grudnia 2008) -
42. Transmetropolitan
Grehut (26 grudnia 2008) -
100 pestek wiadomo, preacher jeszcze bardziej. kiedyś już przerzucaliśmy się tu chyba zajebistymi tytułami z vertigo. ja akurat ostatnimi dniami czytam fables, po polsku trzy tomy, bardzo smaczne. za sandmanem ciągnie się mgiełka gimnazjalnych mrocznych fanek, miejscami jednak dobry, wywodzący się z niego Lucyfer może nawet lepszy. a, no i hellblazer jaki zajebisty przecież 30 dni nocy graficznie total, psychole gwałcący w piwnicach małe dziewczynki mogliby wyklejać sobie ściany kadrami.
c-u (26 grudnia 2008) -
watchmen w momentach to głównie eisner, berlin lutesa. 100 pestek poraża zajebistością chwilami. podejrzewam też "from hell" moore, nie.
szczur (26 grudnia 2008) -
jakby mnie ktoś pytał to niektóre z wymienionych w sklepie "jak wam się podoba" w buwie, poziom minus 1, po zabawnych (stosunkowo) cenach . maus np. aa, po angielsku i niemiecku. ale przecież jesteście czytelnikami elitarnego serwisu o muzyce niezależnej.
db (26 grudnia 2008) -
gdzie można się z tym zapoznać?
ciekawy (26 grudnia 2008) -
30 Days of Night To w "momentach" zbliża się do Watchmen. Wykonanie filmowe fajne, postacie wampirów nearly perfect,boss wampirów wymiata, rządzą swoją "obcością", ale graphic novel rządzi bez dwóch zdań, mimo chujowych sequeli
Emdżi (26 grudnia 2008) -
43. chris ware - jimmy corrigan, the smartest kid on earth
p (26 grudnia 2008) -
mozecie zagwarantowac, ze cos moze konkurowac z watchmen, chociaz w "momentach" zblizac sie do tego poziomu? byloby "milo".
db (26 grudnia 2008) -
44. Art Spiegelman - Maus, oczywiście.
szczur (26 grudnia 2008) -
49. Frederik Peeters - Niebieskie Pigułki 48. Daniel Clowes - Ghost World 47. Charles Burns - Black hole 46. Jason Lutes - Berlin 45. Alan Moore - Watchmen (#1 definitywne)
szczur (26 grudnia 2008)