INNE - FORUM
Żiżek
19 grudnia 2008czemu widzę wszędzie rumianolice studentki z jego książkami (czasem nawet po angielsku!) w dłoni, przede wszystkim w warszawskich środkach masowego transportu?
-
ale my tu nie o żiżku przecież już dawno. nie obrazimy się pewnie jak ktoś przeniesie tą dyskusję do innego tematu.
mja (25 grudnia 2008) -
ale przestancie zaokrąglac równiez zizka i dopasowywac go banalnych lewicowych lub prawicowych klisz. on naprawde jest bardzo ciekawy z innych powodów niz paplanie o "wyzysku".
d (24 grudnia 2008) -
zgaduję,że na muzycznym?faktycznie,do borysa d jeszcze ci sporo brakuje.przerost ego to obecnie największa bolączka ludzkości.wesołych świąt również życzę.
paj (24 grudnia 2008) -
moje ego?! skojarz sobie na jakim forum jesteś i ile egów je rozsadza od niepamiętnych czasów. jeśli dotąd zostało nie rozsadzone, to moje małe ego nic tu nie zmieni. wesołych świąt!
mja (24 grudnia 2008) -
miarkuj się!twoje ego rozsadzi forum.trochę pokory na święta i nowy rok życzę.
paj (24 grudnia 2008) -
ichmość raczy jeszcze raz poczytać nasze posty i niezaokrąglać naszych tez do swoich tez na temat naszych tez. to co nazywasz założeniami jest (przynajmniej u mnie) pewnymi przekonaniami. wcale ich nie presuponuję. tym bardziej, że nie zgadzamy się co do definicji słowa wyzysk. dopóki go waszmość niedoprecyzujesz, nie ma sensu, żebyś wchodził w dyskusję, tym bardziej na prawach najmądrzejszego rozjemcy. nie przypominam też sobie, żebym się jakoś rozpisywał o mordach. rozmawiamy o kategoriach ekonomicznych. i niekoniecznie usiłujemy dojść do jakichś wspólnych jasnych wniosków. gdyby na forach internetowych ludzie o bardzo różnych poglądach mogli na przestrzeni 10 postów uzgodnić je i wydać wspólny komunikat prasowy, to może byłby to piękny świat, ale tak nie jest.
mja (24 grudnia 2008) -
Nie namawiam nikogo do jednozadniowych postów, ja tylko dotrzegam i ostrzegam że cała dyskusja wynika z dokładnie sprzecznych założeń. Jeden pan wierzy w liberalizm bo uważa że wyzysk to tylko jego wynaturzenie, natomiast socjalizmu nie lubi bo mordy uważa za jego cechę wrodzoną. Natomiast drugi lubi socjalizm bo uważa żemordy to tylko jego patologia, natomiast wobec liberalizmu jest wrogi bo uważa że wyzysk jest logicznym efektem liberalizmu. Do niczego nie dojdziecie jeśli któyś nie zrezygnuje z tych założeń. A zrobic tego chyba nie może, bo na ile mogę zaobserwowac, całe poglądy polityczne waszmościów oparte są na tych dośc banalnych wartościowaniach.
hattivat (24 grudnia 2008) -
ale zizek jest ciekawy nie ze względu na tę dosc oczywista i banalna lewicowa retoryke, ktora prezentuje jay. wrecz przciwnie, on jest extra ze wzgledu na swoje calkiem nieoczywista interpretacja lacanowska, psychoanalityczna (problem jezyka /wielkiego innego/, obiektu pozadania /male a/, konstytuowania tozsamosci itp.)
d (24 grudnia 2008) -
żeby dalej oddawać się zdystansowanym, jednozdaniowym postom? nie, dzięki, pociągniemy tą donkiszoterię dalej.
mja (24 grudnia 2008) -
Odnoszę wrażenie że dyskusję można podsumować tak: Dyskutują sobie lewicowiec który uważa że mordy są tylko 'patologią' socjalizmu, nie zaś jego logicznym skutkiem z liberałem który uważa że wynaturzona i wyzyskująca gospodarka to tylko 'patologia' liberalizmu, nie zaś jego logiczny skutek. Z takich pozycji nigdy się do niczego nie dojdzie, porzućcie to wasmoście.
Hattivat (23 grudnia 2008) -
niestety mam dziś cholernie mało czasu i nie zdążę się ustosunkować porządnie i merytorycznie, a pisanie 'po łebkach' nie ma większego sensu. tak więc obiecuję dalszy ciąg polemiki po świętach, a teraz chciałem tylko zapytać, co rozumiesz poprzez ostatnią tezę swojego posta, bo brzmi dość mętnie i raczej groźnie. pozdrawiam i wesołych świąt!
mja (23 grudnia 2008) -
respekt. nie podejzewalem forumowiczow o taką elokwencję. szkoda, że to rodzynek w beczce dziegciu....
kor (23 grudnia 2008) -
Mja, zgadzam się, że przyjmując Twoje kryteria rozważanie o sukcesach czy porażkach jakiegokolwiek z proponowanych przez nas systemów ekonomicznych pozostaje w sferze dywagacji, a to głównie ze względu na to, ze jak rozumiem nie podzielasz powszechnego poglądu, ze współczesne patologie gospodarcze to właśnie skutki uboczne nadmiernej liberalizacji i dzisiejsze status quo rysujesz raczej w barwach socjalistycznych. dla dobra dyskusji przyjmuję, że jakikolwiek przejaw socjalizmu (od kodeksu pracy po pomoc społeczną bankrutującym korporacjom, których likwidacja grozi światową depresją ekonomiczną) w mniejszym lub większym stopniu powoduje, że nie są spełnione totalne warunki Twoich założeń ideologicznych, aby więc uniknąć sytuacji w której za wszystko będziemy obwiniać „tłustych urzędników” czy „bezwzględnych wyzyskiwaczy” przenieśmy się wyłącznie na grunt teoretyczny .pojmuję idylliczną wizję sprawiedliwego i mobilnego społeczeństwa, które w Twoim mniemaniu zdefiniuje powszechna akceptacja reguł wolnorynkowych. nie powiem, że nie jest to kusząca perspektywa, ale niestety rażąca ilością paralogizmów i naiwnością dalece wykracza poza utopie nakreślone przez Marksa. Jak odległy od rzeczywistości jest koncept konkurencji doskonałej, która warunkuje działanie zbawczej mocy „niewidzialnej ręki rynku” ? Dlaczego mamy skazywać się na łaskę bezwzględnej reguły cykli koniunkturalnych? Czy zmuszeni jesteśmy akceptować przerażające nierówności społeczne, które jak sam przyznajesz są nieodłącznym problemem teorii wolnorynkowych? Nie jestem nawiedzonym fanatykiem nacjonalizacji, jasne, że pewne sektory najlepiej funkcjonują na zasadach wolnego rynku, ale dlaczego mam przyjąć, ze jedyną zbawienna receptą zawsze jest prywatyzacja? Wg mnie w większości przypadków o wiele bardziej efektywne i skuteczne może być zarządzanie przez grupę ekspertów kierujących się nie tylko rachunkiem ekonomicznym, ale też interesem społecznym niż przekazywanie wszystkiego pod kontrolę „w ręce prywatne” chuj wie komu. Zwróć uwagę, że np. kopalnia zatrudniająca kilka tysięcy osób działająca na granicy rentowności będąc w rekach prywatnych zostanie natychmiast zamknięta. Państwo może rozważyć przejściową dotację takiego zakładu łagodząc wszystkie negatywne skutki takiego posunięcia (np. drastyczna zapaść ekonomiczna regionu czy wzrost cen energii w skali krajowej) Tutaj pojawia się kwestia całkowitej negacji przez Ciebie sensu istnienia „aparatu administracyjnego”. Przyznaję, że poważnym problemem są korupcja, lobbing czy wysokie koszty utrzymania tysięcy różnego pokroju urzędników. Ale jak już wcześniej wspomniałem w dobie rozwoju technologii informatycznych te problemy nie są nierozwiązywalne. wracając jeszcze do zaproponowanej przeze mnie perspektywy globalnej - dopóki skala wyzysku trzeciego świata przez wykorzystanie taniej siły roboczej czy kradzież zasobów naturalnych decyduje o zamożności korporacyjnych gospodarek, a rynki narodowe uzależnione są w znacznej części od eksportu czy importu trudno mówić o ich autonomiczności, co skłania do rozważań w skali makro, a to znaczy, że konfrontujemy się z faktem, że co 6ty mieszkaniec naszej planety cierpi z niedożywienia jeśli chodzi o rozwój gatunku to mówię tu o rozwoju w kategoriach czysto naukowych, czyli w miarę obiektywnych, a rozwój kognitywistyki pozwoli chyba niedługo na zrozumienie i leczenie takich aspołecznych atawizmów jak „chciwość”, którą odróżniam od racjonalnego zaspokajania potrzeb, pzdr
jay (23 grudnia 2008) -
dziękuję za uznanie, nie miałem nigdy do czynienia z forami politycznymi, ale przykro mi, że tak to wygląda. ja tylko wychodzę z założenia, że warto rozmawiać, hehe. no, ale żeby nie było, to się odniosę do odniesień jay'a: 1. wiadomo, że rynki lokalne tworzą jeden rynek światowy coraz bardziej i procesy w punkcie a zwykle w końcu przekładają się mocniej lub słabiej na procesy w punkcie z. ale ja nie o tym pisałem. chodziło mi o warunki życia. tu ciągle trudno mówić o jakiejś średniej globalnej i wyciągnąć jednoznaczne wnioski. co do skandynawi i usa. ani szwecja nie stanowi egzemplifikacji Twojego modelu, ani usa mojego. szwecja jest mimo wszystko krajem o gospodarce rynkowej, chociaż bardzo silnie zetatyzowanym. pewien sukces szedzkiego modelu to przede wszystkim pozycja samorządów i pewien etos narodowy. ale to się kończy, bo 80% szwedów (chyba nawet więcej) oszukuje na podatkach i trudno im się dziwić. system powoli dobiega kresu wytrzymałości, gratuluję mu, że tak długo to trwało, u nas albo u południowców szwedzki model załamałby się po maksymalnie dwóch latach. ameryka też się sypie, to osobny rozdział. ale tu docieramy do punktu, który nas mocno różni realnie, więc nie wynika to z nieporozumienia chyba. dla mnie wartością wyższą jest społeczna mobilność, nie zaś pełna stabilizacja. zakładam, że przed nastaniem chrystusowego królestwa zawsze będzie kilka procent ludzi na marginesie. grunt, żeby mieli szansę z tego marginesu wyjść, programy rządowe takiej szansy nie dają. 2. dwie kwestie - po pierwsze robotnik jest skazany na czyjąś łaskę kiedy nie ma gdzie pójść. kiedy struktura gospodarcza jest spetryfikowana. w państwowym zakładzie pracy będzie zdany na łaskę kierownika już po wsze czasy. w koncesjonowanym kapitalizmie będzie zdany na łaskę jedynego właściciela w okolicy. w systemie wolnorynkowym będzie mógł wypowiedzieć stosunek pracy i iść do innego zakładu, albo też otworzyć jakiś własny interesik czy handlować dziwacznymi rzeczami przez allegro, nie wiem. oczywiście zdaję sobie sprawę, że wyzysk istnieje, ale nigdy się raczej nie zgodzimy kiedy, bo tu jest kolejny punkt, co do którego po prostu przyjmujemy różne aksjologie. ja uważam, że nie istnieje żaden sprawiedliwy podział. sprawiedliwie jest tak, jak się dwóch ludzi umówiło. niepokoi mnie u lewicowców kompletna niewiedza na temat tego co tak naprawdę robi przedsiębiorca. jak ciężka jest to praca, ile czasu zajmuje, ile stresu zżera. przekonanie, że praca fizyczna jest szlachetniejsza występuje nawet wśród studentów. a przecież jedyną obiektywną miarą wartości pracy jest jej (nie)zastępowalność. ja wiem, że zapierdalanie z kilofem to ciężka sprawa. ale może to robić wielu ludzi. pisanie błyskotliwych artykułów do gazet może nie jest tak męczące, ale może to robić znacznie mniej ludzi. badanie nad dna tapira już pewnie tylko dwóch gości w polsce. i to nie jest tak, że ten mechanizm to jakiś rynkowy wymysł. wyobraźmy sobie prawdziwy socjalizm. eksperci dzielą dochód i dobra. są też stolarze, którzy za sprawiedliwą opłatę wykonują krzesła i stół dla wszystkich. tylko, że daję głowę, jeden z nich okaże się lepszym i staranniejszym stolarzem. jego krzesła są solidniejsze i mają 'to coś'. no i zaczyna się. załatwianie talonów do tamtego, wymiany za dopłatą, dodatkowe wynagrodzenie wsuwane w kieszeń, byle przyjął kogoś z poza regionu, itd. korupcja? raczej przyroda. coś najbardziej naturalnego na świecie. lepszy dostaje więcej. ale lepiej, żeby oceniał to vox populi w postaci rynku (bo czym tak naprawdę jest rynek jak nie głosem ludu?) czy 'ekspert'? i dlaczego twórca przedsiębiorstwa, pracujący dla niego realnie rzecz biorąc 20 godzin na dobę (tak to wygląda) ma się nagle 'sprawiedliwie' dzielić z wymiennym elementem jego planu? ma płacić w terminie na ile się umówił, inaczej sąd, wiadomo. ale jakiś sprawiedliwy podział? a jak będzie sprawiedliwie? według kropel potu na godzinę? nie rozumiem jaka metoda miałaby tu wejść w grę. 3. ale jacy chuje z teksasu? oni naprawdę nie mają aż takiego wpływu na codzienne prowadzenie milinów interesów na całym świecie. ok, te wahnięcia rynków i kryzysy są dla wielu ludzi uciążliwe, ale nie bardziej niż gigantyczne opodatkowania. z resztą, państwo narzuca podatek przedsiębiorcy, żeby dać na biednym. jemu rosną koszta, wrzuca je w cenę towaru (no bo co ma zrobić? tylko w naiwnych broszurach, albo w naprawdę gigantycznych korporacjach <a te zwykle dostają super-ulgi, co uważam za skurwysyństwo> przedsiębiorca z demonicznym uśmiechem maksymalizuje swoje niebotyczne zyski, zwykle kombinuje jak tu mieć na jakieś inwestycje, które często wiążą się z zatrudnianiem ludzi) i ludzi kupują droższe towary i ich zapomoga socjalna z podatków i tak w kilkudziesięciu procentach zostania przeżarta przez aparat administracyjny. korupcji nie ma tam, gdzie państwo nie styka się z ludzkimi pieniędzmi. fakt, operuję wizją rynku nie przeregulowanego i autentycznie wolnego, nie bardzo są już takie miejsca w europie czy w stanach, ale to nie utopia, bo po pierwsze nie zakładam, że będzie idealnie, po drugie wprowadzenie jej wymaga minimum pieniędzy i minimum instytucji, co zmniejsza korupcję i lobbing, po trzecie wreszcie (i to już jest kwestia metafizyki i aksjologii) dla mnie taki system byłby najbardziej etyczny. niestety styk państwa i biznesu pozwala na lobbing, lobbing zaś tworzy nowe styki. i zamiast biznesmenów mamy jakąś jebaną nową arystokrację, która faktycznie dorobiła się na wyzysku. choćby kulczyk w polsce, ten koleś nie zrobił żadnego normalnego interesu. wszystko na kontraktach z państwem. 4. rozwój to puste słowo, jeśli nie mamy punktu odniesienia. nawet rozwój moralny dla drugiego może być regresem, jeśli pewne cnoty wyplenią inne cnoty. w sensie 'duchowym' widzę historie ludzkości jako sinusoidę raczej niż jakiś rozwój. ale jeśli już coś jest supernatuarlne i megapierwotne to naprawdę stary, przyznaj, że to właśnie chciwość. nie wszystko co naturalne jest dobre, według mnie. ale no nie da się ukryć, że akurat to jest naturalne. 5. zależy. widzisz, nie porównuję żiżka z rudolfem hessem. ale jeśli za 2 lata wybuchnie neoleninowska rewolucja i zaczną się masowe mordy klasowe (a jeśli naprawdę będzie neoleninowska to się zaczną) to przypomnę sobie pewnie jej duchowych patronów. nie stawiam znaku równości między ss-manem, a zafascynowanym narodowym socjalizmem myślicielem. tak jak nie stawiam między stalinem a bernardem shawem. ale nie zgadzam się też na usprawiedliwianie leninowskich zbrodni i nazywanie ich mniej zbrodniczymi niż holocaust. 6. ja nie chcę pełnej równości społecznej. uważam, że byłby to stan patologiczny. chciałbym świata jak największych indywidualnych możliwości. ale wiem, że to się musi wiązać z ryzykiem. najzdrowsze są moim zdaniem społeczeństwa o sporem mobilności społecznej, już to pisałem. niech będą milionerzy i biedacy, dopóki milioner może jutro zbankrutować i nie dostanie od kongresu kurwa milionów na ratowanie interesu. pozdrawiam!
mja (20 grudnia 2008) -
–Dr Oetker, 19/12/2008 13:25 Kołakowski choćby pisał w jednym z esejów o psychoanalitycznych interpretacjach, że mocno dyskusyjne i udowodnisz wszystko.
Qfwfq (19 grudnia 2008) -
tak, twoja stara ci nie mowila?
em c (19 grudnia 2008) -
ruchacie się?
wiedza i życie (19 grudnia 2008) -
http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article203038/Rumsfeld_w_ulu.html –PK, 19/12/2008 15:49 hehe, co my tu mamy: 1) pszczoly umieraja z niewyjasnionych przyczyn 2) zegar biologiczny pszczol moze zostac zaburzny przez czlowieka 3) skoro tak, to najprawdopodobniej pszczoly umieraja na skutek dzialanosci czlowieka 4) co jest oznaka tego ze ziema jest na etapie 'przejscia fazowego', i teraz najmniejsza zmiana moze wywolac katastrofe 5) ktora jest dla nas nieznana i nawet nie ma co mowic o chciałem polecić ten tekst pana Ż., dowód na to, że jeśli chce, jest bardzo przejrzysty i lapidarny sliczne. juz nawet pomijajac jak bardz oto jest naciagane, tzn. ilosc zalozonych faktow, ktore moga prowadzic do wielu rzeczy, z ktorych zakladamy jedna, coby na koniec przypierdolic czyms mocnym (nie mozemy zapobiec i planowac), skad zizek to wie, skoro mowi o 'nieznanych nieznanych'? nie wie, i nawet nie twierdzi ze wie, i przez to ten artykol powinien miec "wydaje mi sie, ze..." i "dla hecy zalozmy, ze..." przed prawie kazdym zdaniem. i w ogole, latwosc i lekkosc z jaka zaklada, ze teoria ukladow zlozonych stosuje sie od a do z do ziemi (w koncu jest ukladem zlozonym, nie? z andrzejem mi sie skojarzyl, a to nie dobrze) i z jakimi wieszczy nieunikniona (bo nawet planowac ani zapobiegac nie mozemy) apokalipse, bez zadnych "ale", "chyba ze" etc. i tak gina watki jak dla mnie najciekawsze - nieznane nieznane, co znimi (bo cos jednak mozna napisac, jak widac na zaloczonym obrazku), co w ktora strone nalezy patrzec, skoro nie mozna zrobic nic etc. 3/10 chyba, ze to jest streszczenie.
em c (19 grudnia 2008) -
a, sorry, myśląc mja napisałem em c, bo też się wypowiadał. Wybaczcie obaj.
rojal (19 grudnia 2008) -
leseferyźmie
jay (19 grudnia 2008) -
mja, dzieki za poświęcony czas:) 1) w czasach hegemonii ekonomicznej elit finansowych można pokusić się o rozważania w skali globalnej(inaczej kryzys skończyłby się w USA), o tym, że rynki należy postrzegać w skali makro może przekonać Cię http://alterkino.org/index.php?subaction=showfull&id=1202565749&archive=&start_from=&ucat=2& albo http://alterkino.org/index.php?subaction=showfull&id=1228935728&archive=&start_from=&ucat=2,4&op=start jeśli już wspominasz o faktach to ja byłem przekonany że najlepiej ludziom żyje się w krajach skandynawskich, a w USA, które mogłyby być najciekawszą egzemplifikacją Twojego modelu ekonomicznego 10% populacji mieszka w trailer parkach, 2) redystrybucja jest po to, żeby ciężko pracujący na 3 zmiany robole nie byli skazani na łaskę właścicieli i szukających wszędzie oszczędności menadżerów, reguła – wspólnie wypracowujemy zysk, sprawiedliwie się nim dzielimy 3) ale masz do wyboru: kasę dzielą albo ograniczeni przepisami „eksperci”(korupcji raczej nigdy nie unikniemy, ale można ją ograniczać), albo chuje z teksasu(austin ok jakby co):) wydaje mi się, ze operujesz utopijną wizją rynku rodem z jakichś egalitarnych wspólnot pierwotnych, gdzie każdy ma równe szanse rozwoju 4)no właśnie ja zakładam, że jedynym aksjomatem wynikającym „naturalnie” z ewolucji jest rozwój, a nie kulturowo narzucona jednostce np.:„chciwość” 5)ok, żywię tylko nadzieję, że tzw. lewicowi rewolucjoniści pokroju zizka nie są dla Ciebie tożsami z nazistowskimi mordercami, bo zastosowałeś taką hiperbolę 6)zgadzam się że „lewicowcy” z sld to agenci neoliberalnego kieratu:), ale nie przekonasz mnie chyba do tego, że na postępujące rozwarstwienie społeczne może istnieć gorsze antidotum niż wprowadzenie systemu opartego na lesefyźmie
jay (19 grudnia 2008) -
em c, naprawdę mi się podobasz. Tzn. podoba mi się, że nie jesteś taki jak większość zadufanych miłośników wolnego rynku na wszelakich forach politycznych, którzy myślą że są najmądrzejsi i najlepsi. Polemizowałbym z Twoimi ciekawymi poglądami, ale to może nie dzisiaj już, bo nie mam siły teraz na cokolwiek bardziej zajmującego niż skupienie się na słuchaniu muzyki. Może kiedyś. Co do Zizka. Czytałem kilka jego felietonów kiedyś, i były momentami ciekawe, jednak język, którym przekazywał swoje wynurzenia strasznie zniechęcał mnie do czytania.
rojal (19 grudnia 2008) -
ale zastanawiam się w związku z tym, czy nie jest lapidarny i przejrzysty kiedy faktycznie ma coś ciekawego do powiedzenia, a mętny i przeintelektualizowany, kiedy jest bardziej lewackim szamanem niż filozofem czy publicystą.
mja (19 grudnia 2008) -
no ok, muszę przyznać, że potrafi. nawet się częściowo zgadzam z tym artykułem.
mja (19 grudnia 2008) -
chciałem polecić ten tekst pana Ż., dowód na to, że jeśli chce, jest bardzo przejrzysty i lapidarny http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article203038/Rumsfeld_w_ulu.html
PK (19 grudnia 2008) -
>a, ender: czy ja kiedys odbilem ci dziewczyne, czy co? jesli tak, to oboje bylismy pijani i jakos tak wyszlo. sorry. damn, em c, jestes taki cool ze sam dobrowolnie ci kobiete oddam.
ty siedzisz w solarium ja zjadam valium (19 grudnia 2008) -
a, jeszcze jedno. mówisz o zarządzaniu przez ekspertów. ale wszyscy współcześni eksperci są albo monetarystami albo keynesistami, ale tak czy inaczej zwolennikami gospodarki rynkowej. trzeba by było wiec stworzyć takich na odpowiednich, marksistowskich uniwersytetach. vide, to co wszyscy świetnie znamy. pozdrawiam!
mja (19 grudnia 2008) -
nie przekonam Cię bez wielopostowej dyskusji. mogę Ci odpowiedzieć zwięzła krytyką Twojej wizji, nie tylą gruntowną nawet (w warunkach tego, że właśnie gotuję obiad, nikogo nie wyzyskując, heh), co raczej pokazującą słabe punkty: 1) moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak warunki egzystencji w skali globalnej, bo nie ma jak podejść do takiej kategorii, tylko lokalnie (ewentualnie kontynentalnie) można mówić coś poza ogólnikami bez żadnej opisowej wartości: konkludując, tam gdzie został wprowadzony kapitalizm (realnie, gruntownie i na pewnych podstawowych wartościach, które konstytuują ten system) tam warunki egzystencji są nieporównywalnie wyższe niż w pozostałych regionach świata i nie wynika to w żaden prosty sposób z tak zwanego wyzysku krajów trzeciego świata. co nie zmienia faktu, że uważam zachód za winny wielu zaniedbań w kwestii afryki. myślę, że inaczej widzimy te zaniedbania. 2) jestem przeciwnikiem redystrybucji, bo nie uważam dóbr światowych za system strata-zysk, w sensie, ktoś musi stracić, żeby zyskać mógł ktoś. ta wizja jest prawdą w systemie gospodarki rozdzielczo-nakazowej właśnie, w systemie rynkowym odbywa się to inaczej. 3) w pełni zgadzam się co do zbyt dużej władzy elit i różnej maści złodziei. przeraża mnie, że mogliby dostać jeszcze więcej władzy w najróżniejszych 'światowych' urządach, komisjach, ministerstwach sprawiedliwego rozdzialania dóbr, etc. jak widzisz nie jestem entuzjastą tego, co nazywacie neoliberalizmem (już od dawna nie wiadomo, co to w ogóle jest, każdy sobie ustawia pojęcie kompletnie dowolnie). o ile możemy się zastanawiać, czy istnieje samoregulujący się rynek i czy robi to dobrze, o tyle jestem osobiście przekonany, że nie ma się co zastanawiać czy istnieje realna szansa, na sprawiedliwie i 'naukowe' rządy eksperckie. nie istnieje. wystarczy przyjrzeć się jakiemukolwiek środowisku eksperckiemu. inna rzecz, że nawet gdyby święci dzielili te dochody jestem przekonany o krachu takiego systemu, tylko nieco później. 4)nie pojmuję Twojego założenia antropologicznego, że człowiek 'nauczy się' rozwiązywać problem głodu na świecie. nie istnieje postęp w dziedzinie natury ludzkiej (czy ją rozumiemy biologicznie czy metafizycznie), a organizowanie życia ludzkiego w sferze dóbr to bardziej byłaby kwestia etyki niż wiedzy. tu nie ma prostych równań i problem czy dać tym a zabrać tamtym czy też nie to byłyby problemy każdej godziny działalności takich instytucji. 5)co do żiżka, cóż, ja mogę ci wyjaśniać co to znaczy rewolucyjna lewica, ty możesz mi wyjaśniać co to znaczy apologeta wolnego rynku, dyskusja to operowanie nieostrymi pojęciami niestety, nie ma na to rady. 6) jeszcze kwestie etyczne. zupełnie się nie zgadzam, że gospodarka rynkowa prowadzi do zubożenia moralnego ludzi. oczywiście ma swoje wady, faktycznie tworzy pewien etos bogacenia się, ale w swoich zrębach została zbudowana na indywidualnej odpowiedzialności za los, czyli coś co ma gigantyczną wartość moralną w każdej sferze. klasycznym liberałom w ogóle nie idzie o bogactwo, podniecanie się miliarderami to już niestety jest typowo ludzka perwersja nie mająca nic wspólnego z rynkiem, a raczej z odwieczną chęcią schlebiania silnym, mylisz apoteozę bogactwa z apoteozą własności prywatnej jako środka do niezależności i dalej, do jakiegoś wzrostu moralnego właśnie. nie podoba mi się świat milardowych spekulacji, ale on jest/był możliwy właśnie dzięki rządowym gwarancjom dla tego typu działań. tzw. 'neoliberalizm' odzedł od rynkowych pryncypiów już dawno temu tworząc coś w rodzaju kapitalizmu dla wybranych, ogromną sferę współpracy prywatno-rządowej (matecznik korupji i tak zwanych 'wszechwładnych elit') i silne zetatyzowanie i zbiurokratyzowanie gospodarki, które nie pozwala 'przebić się' powyżej pewnego poziomu i zagrozić pozycji najgrubszych ryb. nie ma już niemal karier od zera do milionera, bo milionerzy wraz z etatystami (czy to socjaldemokratycznymi czy to chadeckimi) stworzyli mutację kapitalizmu, w której nie da się zbankrutować mając miliony, a więc nie ma mobilności społecznej. klasa średnia stopniowo się pauperyzuje i czeka nas przyszłość, gdzie elita będzie rządzić biedotą. i będzie nią rządzić przy pomocy karykatury twojego modelu marzeń. ale jednak bliższego twoim wizjom niż moim. dla uspokojenia nastrojów będzie się przeznaczać miliardy na programy społeczne i tak zwane 'wyrównywanie dochodów' między biednymi a bardziej biednymi, klasa średnia utraci swój stan posiadania, a ich własność przejdzie w pieczę czy to państwa czy kilku wielkich firm, to już będzie ten sam organizm. wtedy faktycznie pozostanie rewolucja. ale etatyzm, eksperckie zarządzanie i racjonalny podział to właśnie droga do takiego stanu rzeczy.
mja (19 grudnia 2008) -
czemu widzę wszędzie rumianolice studentki z jego książkami (czasem nawet po angielsku!) w dłoni, przede wszystkim w warszawskich środkach masowego transportu? –o co kaman?, 19/12/2008 10:22 Czemu ciągle widzę posty offowych snobów porcysowych kpiących z kobiet? Feministką nie jestem, ale mam dosyć rumianych chłopców uważających się za tak zdystansowanych, niezal niezal i w ogóle takich ponad wszystko,że to tak nudne i mainstreamowe, że aż żal. I kurde, każda panna, która czyta cokolwiek innego niż cosmo to już lanserka, tak? Jako słowenistka mogę ci zaświadczyć, że wszystkie moje koleżanki i ja, czytałyśmy go tyle ile musiałyśmy, skupiając się raczej na jego politycznej karierze w latach 90. Za to mój KOLEGA, student warszawskiego IKAPu zaraził się Zizkiem od PROFESORA. I to rozmowy z NIM, o czymkolwiek, kończą się prędzej czy później na Slavoju. Studentki zapewne widzisz dlatego, bo nie patrzysz w ogóle na studentów, pamiętaj, że student przede wszystkim czyta co musi,nie co lubi. A Zizek musi być popularny - medialny lewak - no idealny image,by polubiły cię masy, zwłaszcza na zachodzie - a jak widać nawet na tym forum,w naszym kraju zachód się szanuje. Nie zapominajmy też o tym, jak często Zizek się pojawia w największym polskim dzienniku.
zadymiara (19 grudnia 2008) -
To z wątku o dyskursie możnaby to punkt po punkcie wykazywać, ale szkoda mi czasu chyba. –mja, 18/12/2008 16:00 drogi mja, wyobrażam sobie, że poległbyś w 1 (no może w 2) rundzie w wypominaniu dogmatyczności przekonań(no bo co to za zarzut że ktoś jest lewackim rewolucjonistą?co to znaczy? albo ze dla kogos jeden z ambitniejszych współczesnych filozofów jest bełkotliwy?)no ale dobra, pewnie to głównie ze względu na fakt, że jestem biedny we wpisy na tym forum oboje nie jestesmy niestety ekspertami w dziedzinie ekonomii, zresztą dzisiejszy stan wiedzy w tym zakresie pozwala raczej na wzglednie ciakawą analizę faktów pomijając wypominki przedstawię ci na szybko mój tok rozumowania : mierne warunki zbiorowej egzystencji w skali globalnej w moim mniemaniu wynikają z braku sprawiedliwej redystrybucji dochodu i wszechwładzy elit (bo ludzie mogą wyprodukować tyle że starczy dla wszystkich, a to że tak się nie dzieje nie wynika z ich lenistwa) przeraża mnie myśl, że ktoś chce dac jeszcze więcej wolności wszelkiej maści wyzyskiwaczom i złodziejom, jedynym racjonalnym rozwiązaniem problemu jest moim zdaniem sprawiedliwe, eksperckie zarządzanie gospodarką tym bardziej możliwe w dobie szybkiego rozwoju nauki i w społeczeństwach informacyjnych (raczej przyjmę, że w którymś momencie ewolucji człowiek tak jak nauczył sie liczyć pole trójkąta rozwiąże na poziomie ekonomicznym problem wyżywienia całego gatunku niż w "niewidzialną rękę rynku" wiara w "naturalny samoregulujący wolny rynek" to dla mnie mniej więcej to samo co wiara w "wolna wolę" i takie kwestie pozostają w sferze rozważań metafizycznych ponadto z etycznego punktu widzenia idee wolnorynkowe zatrzymuja nas na poziomie hiperkonsumpcyjnych egoistycznych humanoidów, których aktywność intelektualna ogranicza się do liczenia wskaźników rentowności a chciwość staje się cnotą (bo jak inaczej niż wyzyskując można korzystać z owoców czyjejś pracy?)(w takich warunkach nie ma możliwości rozwoju moralnego gatunku co mogłoby nasze dzieci uchronic przed zagładą) jestem swiadomy wielu zastosowanych uproszczeń ale ramowo to mniej więcej tak wygląda wypominając cokolwiek apologetom „wolnego rynku” nie celuje personalnie (tym bardziej że to anonimowe forum) więc nie mam zamiaru się z Toba wymieniać „uprzejmościami” (sorki za tą pałę ) tylko proszę przekonaj mnie jeśli się mylę w poruszanych przez nas kwestiach pozdrawiam
jay (19 grudnia 2008)