INNE - FORUM

fani niezalu wobec rynku mieszkaniowego - plany, prognozy, ocena sytuacji

24 listopada 2008

Fani niezalu także chcą gdzieś mieszkać, nie spodziewajmy się jednak, że pośród tego mnóstwa rzeczy, które są w stanie ewokować "loveless" czy "moon and antarctica" znajdzie się przytulne M3. W oblicze tej smutnej acz brutalnej prawdy, traktując osławioną "wspólnotę porcys" jako grupę ludzi rzutkich młodych i inteligentnych, proponuję wątek, w którym pisać będziemy o własnych planach mieszkaniowych, realności ich przeprowadzenia oraz dzielić sie będziemy wiedzą dotyczącą sytuacji na rynku mieszkań.
Argumenty, że wątek jest nie na to forum, tudziez propozycje, by zamieszkać w squacie lub np w wierszu (to niemożliwe, pisał juz o tym b. zadura)jako mało produktywne powinny być ignorowane.
Co do mnie - Lublin, mieszkanie chcę kupić za dwa lata, liczę na ok 20% spadek cen w tym czasie, rozważam 60 - 80 tyś wkładu własnego plus 200 - 250 tyś kredytu.

deweloper in spe
  • o, przypomniało mi się: Elveruma nie było stać na kupno własnego małego domu (w także niewielkim Anacortes) aż do zeszłego roku. Do tego czasu wynajmował. W ogóle to z jednej strony wiadomo, że ceny mieszkań są u nas wygórowane (choć nawet nie tak jak na przykład w Hiszpanii czy Francji), ale z drugiej nawet jeśli miałby być tańsze, to dostępne ani dla "wszystkich" ani dla "większości" by wciąż nie były. W takim wypadku bowiem połowa społeczeństwa dorabiałaby się miliona w okolicy czterdziestki (skoro przed trzydziestką stać na mieszkanie - po 40 ma się milion). A to niemożliwe po prostu. Jeśli się nie ma dzianych rodziców albo jeśli się nie jest prawnikiem to kredyt jest nie do ominięcia, i nie wiem czy jest kraj, gdzie byłoby inaczej.
    Jędrzej (8 stycznia 2010)
  • a w Dęblinie mieszkania powojskowe chodzą od 350 zł z metr, tak że można kupić sobie przytulne M 16 i zacząć wić gniazdko –la di da, 7/1/2010 22:14 stawy, wszędzie las kupujcie ale najpierw ściągnijcie jakiegoś inwestora bo bida z pracą, a miejsca jest sporo na wszystko(jak już jest to za psi pieniądz chyba że jesteś w wojsku np.pilotem)ale fani niezalu chyba nie idą do wojska?czy się mylę?generalnie to wszystko jest bez sensu
    człowiek z Dęblina (8 stycznia 2010)
  • –,, 8/1/2010 15:10 Ale o co chodzi?
    dzieciak (8 stycznia 2010)
  • piosenka 'nieruchomości' łony myślę nadal aktualna (niestety). bogaci albo wanna-be bogaci często uważają, że nie będę się zniżać do poziomu biedniejszych, uważają ich za groszy rodzaj ludzi. to jest najbardziej w tym wszystkim wkurwiające, bo nierzadko wiedza, oczytanie, kultura osobista Tych, Co Mają Pieniądze jest o wiele niższa od tych ludzi, których określają mianem marginesu społecznego tudzież społecznych nizin. i tu przypomina się 'o tobie?' z pierwszej solowej Nosowskiej.
    camel (8 stycznia 2010)
  • nie, naprawdę, doznaję użytkownika o pseudonimie "dzieciak" 1. " Hej, jeśli ktoś by chciał sobie kupić przytulne dwupokojowe mieszkanko z widokiem na caaaałe morze w sopocie na kamiennym potoku, to śmiało zapraszam, " 2. "Co do szans na mieszkanie i takich tam, kiedy tylko się ustabilizuje moje życie zawodowe, biorę kredyt i buduje domek gdzieś w pobliżu gdańska, co obecnie będzie dużo tańszym rozwiązaniem niż kopno mieszkania - nawet na obrzeżach miasta. A z tego co się orientuję, banki lubią młodych małżonków z dużymi perspektywami, bo -" 3. " jak to mawia mój stary kumpel: masz łeb i chuj, to kombinuj. tyle. "? 4. "z moich obserwacji - widzę ludzi, którzy nie są bardzo starzy, a mają mieszkanie i całkiem fajną pracę. optymizmem napawa mnie fakt, że skończyli studia o podobnym do mojego kierunku i żyją sobie na niezłym standardzie. wydaje mi się, że każdy będzie próbował jakichś tam swoich kontaktów użyć do zdobycia pracy - i w/g mnie jest to jak najbardziej prawidłowe. byle być kompetentnym."
    , (8 stycznia 2010)
  • ze ludziom sie zwyczajnie nie chce szukac pracy w Polsce zgodnie z ich kwalifikacjami i zgodna z ich wymaganiami placowymi –w trakcie wymyślania nicku, 8/1/2010 13:17 oj nie szukalas jeszcze pracy w polsce. to nie jest tak, ze sie nie chce komus szukac parcy. pamietam jak sama po studiach rozsylalam cv gdzie sie dalo, nawet po sklepach itp. wiesz ze w 99% nawet nie dostalam odpowiedzi typu "dziekujemy za przeslane cv ale nie skorzystamy" pomysl o ludziach z mniejszych miejscowosci. pewnie jak sie pisze z perspektywy stolicy, to moze sie komus wydawac, ze sie innym nie chce. kumpel z serio zajebistym doswiadczeniem szuka od roku pracy i ciagle slyszy "nie". stawka 5 tys netto. pracodawca w polsce wychodzi z zalozenie, ze lepeij znalesc koogos niedoswiadczonego a tanszego. jezeli nie masz konkretnego fachu w reku jak prawnik, lekarz, architekt, to zapomnij o pracy, do ktorej przygotowaly cie studia. problem pojawia sie wtedy, kiedy chcialabys sprobowac robic cos innego niz studiowalas a nikt nie da ci szansy bo wymagaja milion papierkow, nic, ze masz checi badz talent, musisz miec papierek. jasne, mozna np zostac nauczycielem, ale czy za 1200 sie to takiemu studentowi matematyki czy biologii oplaca? biorac koszty utrzymania i plany na prztyszlosc. czy to adekwatna stawka do wszytkich tych lat na studiach, wydanej kasy na podreczniki itp.
    sivi (8 stycznia 2010)
  • Strzeżone blokowiska to niekoniecznie snobizm (każdy chce żyć bezpiecznie), ale bardziej coś, co kompletnie rozwala miasto.
    Twój Stary (8 stycznia 2010)
  • ale dresiarski wątek
    . (8 stycznia 2010)
  • Właśnie, temat zamkniętych/dozorowanych osiedli –camel, 8/1/2010 14:12 temat jest bardzo, bardzo rozległy. kiedyś czytałem taką anarchosyndykalistyczną rozprawę na temat osiedli strzeżonych. Napisali w tym, że ludzie bogaci izolują się od ludzi mniej bogatych, bo się ich boją. Podobnie jest z wyprowadzaniem się na przedmieścia - bogaci uciekają przed biedą z miast. Generalnie nie lubię anarchosyndykalistów - u nich wszystko jest czarno białe, natomiast jest w tym trochę racji. Ale tylko trochę.
    dzieciak (8 stycznia 2010)
  • Właśnie, temat zamkniętych/dozorowanych osiedli - w ogóle ktoś z was chciałby tam mieszkać? dla mnie to często max snoberka, na zasadzie 'mamy kasę, plebs niech wypierdala'. człowiek chce zaprosić znajomych w liczbie większej niż 3, a już uprzejmy sąsiad raczy o tym poinformować policje czy cieciów ze straży miejskiej. chyba był taki film z sharon stone, który traktował o jakimś strzeżonym blokowisku. poza tym w takich sytuacjach zawsze przed oczami staje mi ‘rok 84’ orwella czy film 13 piętro. obyśmy takich czasów nie doczekali...
    camel (8 stycznia 2010)
  • std, o tej 'bazie wypadowej' w Sopocie to myślę, ze marzy niejeden forumowicz tutaj, wiec może się ‘ściepnąć' i coś wynająć razem. kiedyś. hm? się, kurde, rozmarzyłem.
    camel (8 stycznia 2010)
  • "jak kupić mieszkanie?" vs "jak kupić broń?"
    17 (8 stycznia 2010)
  • racja. ale z drugiej strony, ludzie mi znani, ktorzy wyjechali pracowac na wlasne m, nigdy nie wrocili. chodzilo mi o pewna wlasciwosc, ze ludziom sie zwyczajnie nie chce szukac pracy w Polsce zgodnie z ich kwalifikacjami i zgodna z ich wymaganiami placowymi. czesciej wola jechac i pracowac ponizej swoich mozliwosci. ale co kto lubi. nie chce tez przez to powiedziec, ze WSZYSCY tak koncza :)
    w trakcie wymyślania nicku (8 stycznia 2010)
  • Polsce jest tak chujowo, ze lepiej stad uciec niz wziac sprawy w swoje rece i troche popracowac nad swoim losem. –w trakcie wymyślania nicku, 8/1/2010 12:04 no ale dlaczego od razu uciec?jezeli ktos ma okazje zarobic wieksza kase za graniica, ktora mu pomoze np zakupic wlasne m, to dlaczego ma tyrac w polsce dwa razy tyle za gorsza kase? inna sparwa, ze nie koniecznie trzeba do konca zycia mieszkac w polsce.
    sivi (8 stycznia 2010)
  • jak to mawia mój stary kumpel: masz łeb i chuj, to kombinuj. tyle. –dzieciak, 7/1/2010 21:26 oczywiscie, ze tak. ustalilam sobie granice do ktorej chce, mam zamiar, wynajmowac mieszkanie/pokoj. na pozniej mam plan i nie jest on nie do zrealizowania. patrzac na bliska mi osobe, czyli mojego brata, wiem, ze malymi kroczkami i mozna miec wlasne mieszkanie, ba, nawet dziecko. zostalo mu niewiele do splacenia a i tak jest to swietna inwestycja biorac pod uwage lokalizacje jego mieszkania, plus inne rzeczy ktore wplywaja na wartosc metrow kwadratowych. fakt, rodzice moi a takze jego zony pomogli, ale to jest mala kwota w porownaniu z tym ile musieli wlozyc wlasnych peelenow w ta "lokate". ktos moze zarzucic, ze no tak, jasne, bez rodzicow nie daliby rady. z tym, ze trudno mlodemu malzenstwu, niedlugo po studiach, realizowac marzenia o posiadaniu wlasnego m3 czy tez innego m. po prostu moim rodzicom tez ktos pomogl, tez nie zaczynali od zera. irytuje mnie postawa: w Polsce sie nie da, w Polsce jest tak chujowo, ze lepiej stad uciec niz wziac sprawy w swoje rece i troche popracowac nad swoim losem. oprocz racjonalizmu cechuje mnie idealizm, ale kurwa, naprawde wszystko mozna zrobic, wystarczy chciec i kombinowac. taki lajf.
    w trakcie wymyślania nicku (8 stycznia 2010)
  • podziwiam tę waszą gotowość do brania kredytu na lata. przecież Polska to bardzo niestabilny kraj. tutaj jedyne, czego można być pewnym to podwyżki rachunków i coraz wyższe koszty utrzymania, a ratę kredytu spłacać musisz co miesiąc. dla mnie to za duże ryzyko. dlatego lepiej wykupić mieszkanie spółdzielcze na własność i nie pieprzyć się z developerem.
    paj (8 stycznia 2010)
  • te 650 tys i rata 2800 policzone przy najkorzystniejszych ofertach bankowych, przy gorszych dociągnęłoby do 800 tys
    developer ps (8 stycznia 2010)
  • jajko, niestety bank to nie organizacja charytatywna, więc jeśli pomijasz wkład wlasny i chcesz wziąć 360 tys kredytu na 20 lat (zakładając że masz zdolność, a na taki kredyt teraz musiałbyś wyciągać miesięcznie ok 6 - 7 tys netto) to oddasz bankowi ok 650 tyś, rata redytu 2800.
    developer in spe (8 stycznia 2010)
  • a ja to całe życie mam na kredyt, więc i na kredyt będzie konieczna nieruchomość. nie widzę sensu komuś bulić za wynajem, dorzucam trochę swojej kasy i mam kurwa MOJE. przykładowo prosty niewygórowany rachunek - pomijając wkład własny, 20 lat kredytu po 1500 daje 360 koła - starczy na fajną chatę, pod a może i w mieście. 20 lat. hm, to mieszkanie w sopocie było? :)
    jajko (8 stycznia 2010)
  • z punktu widzenia fana niezalu stwierdzam, ze przecietny wchodzacy w doroslosc polak ma tak niska sile nabywcza, ze jesli marzy o wlasnym mieszkaniu i nie ma wsparcia rodziny (albo go nie chce), to jest skazany na splate kredytu mozliwe ze i na emeryturze, a moze i dzieciom zostawi maly prezent; pytanie, gdzie w tym sens? rozwiazaniem jest osiedlenie sie poza polska lub wynajmowanie lokum do konca swych dni, co akurat z mojego punktu widzenia jest lepszym rozwiazaniem; stosunek zarobkow do cen mieszkan (w polandzie) jest taki (i zapewne bedzie jeszcze przez dziesiatki lat), ze delikatnie mowiac, przeplacamy; kto sie na to godzi, jego sprawa;
    main (7 stycznia 2010)
  • –paj, 7/1/2010 22:44 Np emigracja zarobkowa.
    Jaksy (7 stycznia 2010)
  • ta... jak żyć? paj, przecież nikt ci nie powie tutaj na forum co masz robić, żeby zarobić te 200 tys. z moich obserwacji - widzę ludzi, którzy nie są bardzo starzy, a mają mieszkanie i całkiem fajną pracę. optymizmem napawa mnie fakt, że skończyli studia o podobnym do mojego kierunku i żyją sobie na niezłym standardzie. wydaje mi się, że każdy będzie próbował jakichś tam swoich kontaktów użyć do zdobycia pracy - i w/g mnie jest to jak najbardziej prawidłowe. byle być kompetentnym.
    dzieciak (7 stycznia 2010)
  • –dzieciak, 7/1/2010 22:38 http://pl.wikipedia.org/wiki/W_pogoni_za_lepszej_jako%C5%9Bci_%C5%BCyciem taki follow-up:) –paj, 7/1/2010 22:44 no ja wiem. jest ciezko, wszyscy umrzemy http://www.youtube.com/watch?v=i7bdNUmue2w nie ma jednej recepty na to jak sie dorobic zeby sie nie narobic.
    std (7 stycznia 2010)
  • a może tak konkretniej? jak zarobić na mieszkanie te 200 tys złotych? uczciwą pracą, którą dostaniesz bez znajomości będzie raczej ciężko. życie tutaj to zawsze jest poziom hard.
    paj (7 stycznia 2010)
  • takze masz łeb i tylek, podejmij wysilek;) –std, 7/1/2010 22:27 o jak ładnie. tylko zmieniłbym w Twojej wypowiedzi jedno słowo - dlaczego mamy gonić za lepszym życiem? Żadna tam pogoń. Może nawet dążę do lepszego życia - ja sobie TWORZĘ lepszy byt. tak - moim zdaniem - brzmi o wiele lepiej.
    dzieciak (7 stycznia 2010)
  • też różnie to jest, znałam francuza, który wolał mieszkać za granicą i wykonywać ogłupiającą pracę niż żyć wygodnie w paryzu z bogatymi rodzicami. inna sprawa, że jak człowiek wie, że ciężko harował na daną rzecz, tym bardziej go ona cieszy niżby miał ja podaną na tacy :)
    sivi (7 stycznia 2010)
  • jak to mawia mój stary kumpel: masz łeb i chuj, to kombinuj. tyle. –dzieciak, 7/1/2010 21:26 nie da sie przewidziec nawet kolejnej godziny, jasne, aczkolwiek pewne wysilki w ramach pogoni za lepszej jakosci zyciem mozna podjac jakby (sluchajcie dzieciaka, malolata i ajrona). coraz czesciej odnosze wrazenie, ze dzisiejsze mlode pokolenie chcialoby miec wszystko podane na tacy - jak nie od rodzicow to od losu, jako bonus do manny z nieba. malo kto natomiast zauwaza fakt, iz wielu z naszych rodzicow opuszczalo domy rodzinne praktycznie z niczym. czasy z gorszymi perspektywami, gdzie nie bylo nawet porcysa zeby doznac genialnej porady lub sie wyzalic. mimo to jakos dalo rade ogarnac sie na tyle, zeby swojej dziatwie zapewnic lepszy start. moze jestem cwana, bo teoretycznie mam wlasne mieszkanie a kredyt dziele z matka, w masterplanie na zycie jednak rzeczywiscie mam jeszcze posiadanie bazy wypadowej w sopocie. bedzie trzeba wziac kredyt albo sprzedac nerke, no trudno. nie mniej jednak nawet jesli komus rodzice niczego nie byli w stanie zapewnic to na lamach porcys przekaze wam prawde uniwersalna, iz siedzac na kanapie z palcem w dupie daleko sie nie zajedzie. takze masz łeb i tylek, podejmij wysilek;)
    std (7 stycznia 2010)
  • a w Dęblinie mieszkania powojskowe chodzą od 350 zł z metr, tak że można kupić sobie przytulne M 16 i zacząć wić gniazdko
    la di da (7 stycznia 2010)
  • sale nie da się przewidzieć, co będzie za kilka lat. może ceny będą niższe niż teraz? pamietam jak kilka lat temu była w karku zajawka na wykupowanie mieszkań komunalnych czy gminnych, po czym rząd wprowadził jakąś ustawę pozwalającą wykupić któreś z tych mieszkań za smieszne pieniądze (moja siora sie załapała) reszta, którzy wykupili je za "normalną" ceną była niezle wur*****, mieli jakieś tam rekompensaty dostać czy coś w ten deseń, ale nic z tego nie wyszło. nie wiadomo co kogo czeka za rok, dwa czy dziesięć, a z bankami wiemy jak jest.
    sivi (7 stycznia 2010)
  • no coż, teraz są obce, ale za kilka lat zderzenie z ciężką rzeczywistością może się okazać dość druzgocące. Dlatego warto się choć trochę zainteresować i nie przyjmować postawy, że mnie to nie interesuje, bo i tak mnie nie będzie stać. taka postawa jest najbardziej wkurwiającą postawą. jak to mawia mój stary kumpel: masz łeb i chuj, to kombinuj. tyle.
    dzieciak (7 stycznia 2010)
BIEŻĄCE
Ekstrakt #9 (Ekstrakt vs RA 00-25)
Ekstrakt #8 (2025)