INNE - FORUM
Dejnarowicz solo / DRAW Records
26 września 2008Oficjalny wątek Dejnarowicz solo. W tym i tylko tym miejscu można odnosić się do muzycznej twórczości Borysa. Jakiekolwiek wzmianki, aluzje czy komentarze na temat muzyki Borysa pojawiające się w innych wątkach będą bezwględnie kasowane, wraz z całym postem - niezależnie od tego czy będzie to post jednozdaniowy czy pięciostronicowy esej. Miłej zabawy.
-
ja tak o sobie nie myślę
yeahnot (4 grudnia 2008) -
–yeahnot, 4/12/2008 01:24 pan jest geniuszem!
fizyka do 7ej klasy (4 grudnia 2008) -
od razu nadmieniam, że pisałem te smęty na raty przez "czas jakiś", nie czytałem kilku ostatnich postów, może powtarzam coś po kimś, może coś nieaktualne, chybione... już czytam.
yeahnot (4 grudnia 2008) -
PS. a tak w ogóle to w zdaniu "Być może tę płytę należałoby zbyć pobłażliwym milczeniem, jakie przystoi wytworom grafomanów" jest chyba błąd. Przystoi COŚ (milczenie) KOMUŚ (tutaj błędnie "wytworom grafomanów", które nie są KIMŚ). A nawet, jeśli byłoby tam tylko "grafomanów" (którzy już są kimś), to "przystoi" stosuje się chyba do podmiotów, które podejmują jakieś akcje (im coś przystoi lub nie), a nie do osób, które są biernym obiektem czyjejś oceny. Poprawnie byłoby powiedzieć, że 'obiecującemu i zdolnemu artyście X nie przystoi nagrywanie takich słabych płyt jak ta'. To wszystko "chyba", nie mam słownika, może 'przystoi' ma szerszy zakres używania niż tu proponuję. Raaany, ale nuuudzę. I nikt nic nie mówi. Tak, te klisze i skróty myślowe, które stosuje Księżyk, nie przystoją takiemu autorytetowi dziennikarstwa muzycznego jak on. Z drugiej strony, jak wspomniał mz powyżej, są tak bardzo w jego stylu... Kliszami bądź frazesami, o których wspomina Dejnarowicz w swoim komentarzu, a które występują w miejscu oczekiwanego dynamicznego myślenia. Wydaje mi się zresztą, że to najcelniejszy zarzut ze strony Dejnarowicza w kierunku Księżyka: że nie słucha muzyki (bo to się, mym zdaniem, kryje pod zarzutem braku myślenia dynamicznego), tylko jest niewolnikiem komunałów, wyświechtanych przyporządkowań, stylistycznych zaszufladkowań. Te klisze wpisują mi się w mój obraz pisarstwa Księżyka jak kluczowe pojęcia-wartości, które prowadzą oceny dziennikarza. W recenzji mowa jest o "prawdziwej" i "korzennej" (minimal music). Do panteonu tych explicite bądź implicite sugerowanych określeń (sorry za słowotwórstwo) zaliczyłbym: 'prawdziwość', 'korzenność', 'pierwotność', 'autentyczność', 'pierwszość' (w sensie inwencyjności), 'dzikość', 'nieokrzesaność', 'wpływowość', 'odwaga', 'podprądowość', 'intensywność', 'rozwichrzoność', 'kostropatość' (sorry, musiałem dojechać do moich ulubionych słów Księżykowych - rozwichrzony i kostropaty często mi migały przed oczami w ostatniej fazie istnienia "Anteny Krzyku". Z drugiej strony Księżyk nie lubi chyba w muzyce letniości, "czilałtowości", "laundżowości", "tapetowości". Przez to ostatnie rozumiem NUDNE "zlewanie się dźwięków w jednorodną magmę", czyli, kierując się logiką pktu 5. (PRZESTRZEŃ) ze wstępniaka do płyty i wulgaryzując sprawę, Księżyk nie skupił się przy słuchaniu. (Ha ha, jakby co). Przez te powyższe określenia rozumiem też to, o czym pisał Piotr Kowalczyk w swojej recenzji w "Lampie": "zbyt leniwe i poprawne, bez elementu estetycznego ryzyka". I to się być może przede wszystkim rzuciło w uszy recenzenta. Powyższe określenia, które wypisałem, łączą się oczywiście przeróżnie w różnych proporcjach (np. innowacyjny chill out byłby okej). Widocznie wspomnianej przeze mnie "pierwszości" płyty Dejnarowicza w czymkolwiek Księżyk nie zauważył - za subtelna to innowacyjność jak na jego postrzeganie ALBO patrzy na ewolucję stylistyczną muzyki i dyskursy w niej zachodzące w sposób bardziej "globalny". Poza tym pewnie w każdej chwili wyciągęlibyście jakiś przykład oceny Księżyka kładący na łopatki moje intuicje. Wśród tych określeń nigdy nie przyszłoby mi do głowy wstawiać "melodyjności" czy "harmonii" w przypadku Księżyka. Zdecydowanie, jeśli chcę się rozeznać w ABC, Prefab Sprout, XTC czy Reni Jusis, to pójdę z tym problemem na przykład do Porcysa, a nie do Księżyka. On, odwołując się znów do wstępniaka (6. PĘTLA), zwróci raczej uwagę na "kontemplację procesu nieustannej repetycji za pomocą motywów", a nie na kontemplację motywów za pomocą procesu ich nieustannej repetycji (na co zwraca autor płyty). Księżyk, jak pisze mz, dużo bardziej akcentuje ową otoczkę, pisze o płycie jako o fakcie kulturowym, w mniejszym/znikomym/żadnym stopniu traktuje o sprawach stricte muzycznych. Pomijając sprawę, że ta recenzja (przecież nie opis czy analiza) nie przytłacza objętością, to jeśli ktoś chce się dowiedzieć o harmoniach i melodiach na danej płycie lub liczy na ich wychwycenie w ocenie płyty, moim zdaniem, z Księżykiem jej/mu nie po drodze. Podsumowując, ton recenzji płyty "Divertimento" autorstwa Księżyka nie jest dla mnie zaskoczeniem.
yeahnot (4 grudnia 2008) -
ale się zbłaźniłeś, mz. dramat. niby piszesz "pewnością Księżyk zna się dużo dużo lepiej na muzyce niż ja", ale zdanie później... "gość jest całkowicie, ale to całkowicie niewrażliwy na jakość piosenek". no kurwa. gość się dużo dużo lepiej od ciebie zna na muzyce. kropka. całą resztę twojego posta można skondensować do jednego zdania: moje poglądy są lepsze niż jego, bo ja doceniam polerkę u yorke'a, a on szuka lo-fi. ale to jest jeszcze małe piwo. błazenadą największą jest fragment: "Zresztą o czym, jak nie o tym, świadczy notoryczne powoływanie się na taką kategorię jak scena czy label w kontekście wartościowania muzyki." ŻADNA SZTUKA NIE ISTNIEJE W PRÓŻNI. żadnej płyty, żadnej książki i żadnego filmu nie można porządnie ocenić (lub po prostu opisać) bez wyznaczenia kontekstu. bez kontekstów chuja wiesz i chuja słyszysz/widzisz. a jeśli coś takiego umyka recenzentowi pionierskiego serwisu o muzyce, to coś z tym serwisem jest nie tak.
howard w. campbell (4 grudnia 2008) -
ja z kolei nie wnikam generalnie w sprawę tej riposty i nie wnikam nawet konkretnie w ocenę tej płyty, ale skorzystałem z pretekstu by wypowiedzieć się zupełnie na marginesie na temat RK, bo on uosabia bardzo charakterystyczne dla niektórych krytyków podejście. nawet nie sądzę by było to jakieś "skrzywienie", to co sparafrazowałeś jako słabość do dysonansu i sonicznego brudu, raczej oddaje to w ogóle spojrzenie Księżyka na to czym powinna być dobra muzyka - że nie może to być np. 10 perfekcyjnych, wypolerowanych brzmieniowo, zamkniętych, nie pozostawiających pytań trzyminutowych kompozycji, choćby kompozycje te wyciskały łzy z oczu - musi być element chaosu, musi być poszukujące (ale broń boże nie spełnione), musi być niedomówione, musi być w pół drogi, musi mieć dłużyzny. Plus za lo-fi, minus za "mainstreamową" produkcję, duuży minus za wszystko co można by określić mianem patosu, niezależnie od tego czy będzie to gówniane czy piękne. Dla Księżyka pewne przymiotniki, które w zasadzie powinny stanowić obiektywny element opisu, są wartościujące - są epitetem lub komplementem. Na przykład, kiedyś sięgnąłem po bodajże Antenę Krzyku i otworzyłem na recce Sigur Ros - AB. No i skąd wiedziałem, że Księzyk zjebie, w końcu mamy do czynienia z patosem, czyli z gruntu źle. Na tej samej zasadzie GK prawdopodobnie przekreśla całe gatunki, te wszystkie art-rocki i wszystko co mu się kojarzy z jakąś cechą, którą uważa za negatywną. Dlatego nie znając opinii Rafała Księżyka na temat Dark Side Of The Moon stawiam mieszkanie na to, że dla niego jest to kiepska płyta, nie mówiąc już o The Wall. To coś znacznie znacznie więcej niż skrzywienie - to cały światopogląd, w dodatku podparty pewnie solidną intelektualną lekturą. Raz jeszcze zaznaczam, że nie chodzi mi tu o słuszność czy niesłuszność zjebki Divertimento, z pewnością Księżyk zna się dużo dużo lepiej na muzyce niż ja. Ale na podstawie tekstów Księżyka wydaje mi się, że gość jest całkowicie, ale to całkowicie niewrażliwy na jakość piosenek. W sensie, że przyjdzie Emiter zrobi... "plumk.. plusk" i Księżyk jest happy. Przyjdzie Yorke, skomponuje jakąś perłę, ale Księżykowi coś zazgrzyta, że za dobra produkcja albo patos i już jest niefajnie. Zresztą o czym, jak nie o tym, świadczy notoryczne powoływanie się na taką kategorię jak scena czy label w kontekście wartościowania muzyki. Co i rusz czytało się u RK, że żeby posłuchaćź dobrego grania to warto sięgnąć nie po jakąś płytę, mało tego nie po jakiś zespół, a wręcz po jakiś label (sic!). Znaczy, że co? Dla Kranky nagrywał Whitman i nagrywali Charalambides i mam ogólnie katalog Kranky polecać? Warto kiedyś przyjrzeć się pod tym kątem dorobkowi RK. Gwarantuję, że ta prawidłowość się odsłoni. Trochę długi wywów wiem, ale o Rafale Księzyku.. warto rozmawiać.
mz (4 grudnia 2008) -
>>Pamiętajcie: http://www.porcys.com/Playlist.aspx?id=321 no i ok, podejście bd prowadzi go w takie ekstrema, podejście rk w inne ekstrema, ale to jeszcze niczego nie przesądza
ryba (3 grudnia 2008) -
>>za mlody jestes na heroda że what? –ryba, 3/12/2008 23:21 pan ma ładne włosy
zabawa na cygana (3 grudnia 2008) -
>ale przecież w odpowiedzi borysa jest argument wagi najcięższej, bo odnoszący się do fundamentu, nie polegający na ganieniu kogoś, że się nie zna, lecz zarzucający księżykowi, że jego podejście do muzyki jest wypaczone –ryba, 3/12/2008 23:21 Pamiętajcie: http://www.porcys.com/Playlist.aspx?id=321
... (3 grudnia 2008) -
>>za mlody jestes na heroda że what? >>bo tam naprawdę nie ma w tej kontrze jego (B) słowa konkretniejszego ale przecież w odpowiedzi borysa jest argument wagi najcięższej, bo odnoszący się do fundamentu, nie polegający na ganieniu kogoś, że się nie zna, lecz zarzucający księżykowi, że jego podejście do muzyki jest wypaczone
ryba (3 grudnia 2008) -
no dobrze. więc o to właśnie chodzi, że od momentu kiedy wiadomo już, że ktoś przekracza ten magiczny próg kompetencji, erudycji wybaczamy mu pewne bezpieczne skrzywienia (każdy ma jakieś swoje). bo zresztą na tym to polega, że gdzieś tam się różnimy <banalne i prawdziwe jednocześnie, wash & go!> jak wiadomo księżyk absolutna czołówka pisania o muzyce u nas. stąd śmieszy mnie to zadufanie Borysa. bo tam naprawdę nie ma w tej kontrze jego (B) słowa konkretniejszego, poza może tym, że 'redaktor księżyk jest zwolennikiem-niewolnikiem sonicznego brudu, dysonansu i może dlatego nie poznał się na tych niebiańskich harmoniach'. reszta to zamaskowane przejrzystymi retorycznymi para-konstrukcjami 'nie znasz się i już, panie księżyk'. merytoryki co kot napłakał. nie wnikam generalnie w całą sprawę 'Divertimento', śmieszy mnie tylko taka bufonada.
?? (3 grudnia 2008) -
Ciekawy wątek się pojawił, wątek Rafała Księżyka. To ja może skorzystam z tej okazji i moje trzy grosze na temat tego autora dodam. Dobrze, że Księżyk zjebuje płyty, które mu się nie podobają, ale on rzeczywiście od zawsze operował totalną kliszą - i dla mnie potwierdził to pisząc, że ceni *debiut* TCIOF (czyli, że L & F już nie ceni). No ja nie wiem, jeśli ktoś bardziej ceni debiut TCIOF niż drugą ich płytę to sądzę, że ten ktoś nie słucha piosenek, zamiast tego rozpatruje wszystkie aspekty "wokoło" - produkcja, klimat i przede wszystkim kontekst. To jest ta kategoria krytyków, których Kid A nie przekonało, dlatego, że Warp robił takie rzeczy wcześniej i przeprodukowane, a najbardziej tru muzyka to jest jak wiadomo Steve Albini i "scena" jakaśtam i "label" jakiśtam. To jest w sumie skrajnie obce mi podejście. (Żeby nie było, że to kompleksy jakieś przemawiają - uważam Księżyka za jedną z najbardziej kompetentnych osób piszących o muzyce w tym kraju, z którą mało kto może się równać zarówno pod względem wiedzy jak i swobody pisania. Tylko ta przewidywalność...)
mz (3 grudnia 2008) -
wieść gminna niesie,że panowie z draw records wydzwaniali do rafała księżyka z prośbą o tę recenzję, co dodaje sprawie pewnego smaczku.
marcin miller (3 grudnia 2008) -
zarzucasz że nic nie udowodnił, a sam używasz kliszy, że "zabolało", która niczego nie wyjaśnia. może i zabolało, ale co z tego –ryba, 3/12/2008 19:25 za mlody jestes na heroda
zabawa na cygana (3 grudnia 2008) -
Recenzja w Machinie bardzo w porządku i z grubsza się z nią zgadzam. Niemniej, sam bym dał jednak te dwie gwiazdki: za Part Four, które jako jedyne na płycie broni się całkiem nieźle.
glootech (3 grudnia 2008) -
plyty nie slyszalem, ale jesli mam tu komus wierzyc to wlasnie ksiezykowi. jeden z nielicznych polskich dziennikarzy muzycznych, ktorego opinie sobie cenie
roger (3 grudnia 2008) -
zarzucasz że nic nie udowodnił, a sam używasz kliszy, że "zabolało", która niczego nie wyjaśnia. może i zabolało, ale co z tego
ryba (3 grudnia 2008) -
ech, przy całej sympatii do BD. w taki sposób może się bronić każdy. szymek wydra też może. 'inteligentny facet z tego księżyka i pewnie zna swój fach, ale brakuje mu uszu (chociaż na zdjęciu ma). dlatego też nie dosłuchał się w naszej muzyce tych wspaniałych harmonii i melodiiii. może brakuje mu gustu muzycznego, który ludzie (ci, któzy chwalą naszą płytę) jednak mają?'. może trzeba było napisać wprost, że jest głupi i się nie zna? BD - jedyny człowiek, który ma uszy. niczego księżykowi nie udowodnił, a wychodzi na to, że jednak zabolało. a pojęcie 'dekontekstualizacji' - 'złota śliwa' grudnia 2008.
?? (3 grudnia 2008) -
zdjęcie zeskanowane z machiny
ryba (3 grudnia 2008) -
o lol, dobrze jest. borys umieścił nawet zdjęcie księżyka.
17 (3 grudnia 2008) -
hah, w odpowiedzi na swojej stronie borys wyjaśnia księżykowi, że jest głuchy. kurde, to mi się podoba, coś na przekór drętwemu polskiemu podwórku, na którym muzycy z (niezrozumiałej dla mnie) zasady nie wchodzą w polemiki z krytykami, udając wszem i wobec, że się nimi nie przejmują, bo przecież najważniejsze jest że płyta została zagrana od serca. czekam na response w kolejnej machinie!
ryba (3 grudnia 2008) -
zapraszam do lektury recenzji księżyka w machinie
zabawa na cygana (2 grudnia 2008) -
przy okazji, brak PK w stopce redakcyjnej zauważalny. – grossvan, 27/11/2008 09:59 PeKa produkuje się teraz recenzencko w Lampie i recenzuje m. in. płytę prezesa honorowego BeDe. Co prawda ani się zachwyca, ani się nie zachwyca, ale wydźwięk tej recenzji raczej jest pozytywny. Jakby to było, gdy by członek porcys recenzował płytę prezesa honorowego?
duży samochód transportowy (27 listopada 2008) -
–glupcy, 19/11/2008 01:23 nie wyzywaj ludzi, bo pogarsza Ci się karma
police (19 listopada 2008) -
to jest smieszniejsze niz rozmowy w tloku gdzie byla chylinska tyszkiewicz i jacykow
dr strangelove (19 listopada 2008) -
nie wiecie ze w toaletach/lazienkach jest najlepsza akustyka ze wszytskich zwyklych pomieszczen
glupcy (19 listopada 2008) -
jo, ten quasi-wywiad z infomuzyka byl robiony w mc'donaldowym wc ?
luk (18 listopada 2008) -
najsmieszniejsze ze borys na swojej stronie linkuje te artykuly polskie i daje im opisy po angielsku –fluffy, 18/11/2008 21:18 bo moze on sobie po prostu robi jaja ze wszystkiego. to by go jeszcze jakos ratowalo i tlumaczylo te slaba plyte.
. (18 listopada 2008) -
muzyka dla toalet ;)
odwłok (18 listopada 2008) -
najsmieszniejsze ze borys na swojej stronie linkuje te artykuly polskie i daje im opisy po angielsku
fluffy (18 listopada 2008)